środa, 18 listopada 2009

przygody matyldy /cz. 3/


To był dopiero szalony dzień. Zaraz po śniadaniu wyszliśmy z Matyldzią na spacer. Była piękna pogoda, słońce miało niebo tylko dla siebie, ani jedna chmurka nie śmiała nawet się pojawić w jego towarzystwie. Matylda miała misję do wykonania, uzbierać dla Mamy – mojej Marysi - piękny bukiet kwiatów, w tym celu udaliśmy się na pobliską łąkę. W taką pogodę spacer po łące to dopiero frajda. Wszędzie kolorowo, wysoka trawa i te zapachy… nawet sobie nie można tego wyobrazić. Wychodząc z domu Matylda schowała mnie w swojej kieszeni, z której mogłem wszystko obserwować. Ile tam było przepięknych roślin: czerwone maki, biało – żółte rumianki, małe stokrotki, można nawet było dojrzeć kaczeńce, nie zapominając oczywiście o wysokich, pięknych trawach, którymi Matylda przetykała kwiaty w bukiecie. W pewnym momencie, gdy Matylda schylała się po kolejnego kwiatka, wypadłem z kieszeni na łąkę. Ale to było przeżycie… Nie wiedziałem co się dzieje… wypadłem, spadałem, upadłem. Rozglądam się wokoło… a tu tylko ziemia, patyki, mech i płatki kwiatów na ziemi. Przycupnąłem pod jakimś makiem i nagle słyszę jakieś głosy. Rozglądam się – co to jest, skąd to dochodzi, ale nic nie widzę. Nagle moim oczom ukazał się niewielki żuk. Cały czarny, w pięknym, lekko błyszczącym pancerzyku, który maszerował w moją stronę. Gdy podszedł spytałem go: „Kim jesteś?”. Żuk był bardzo miły i opowiedział mi swoją historię oraz wyjaśnił, że nie jest jedynym stworzeniem mieszkającym na owej łące, ze jest ich tu całe mnóstwo! Są biedronki - wylegujące się na słońcu i liczące bez przerwy swoje czarne kropki, koniki polne - urządzające każdego wieczoru wyścigi wśród traw, mrówki - najmocniej pracujące łąkowe stworzonka oraz piękne, kolorowe motyle - fruwające to tu to tam w poszukiwaniu tęczy. Nawet nie wiedziałem, że tam jest tak fajnie, że tyle się dzieje. Zapragnąłem poznać ich wszystkich!
W tym momencie, Matylda zdała sobie sprawę z mojej nieobecności i zaczęła mnie nawoływać. Pomocny okazał się Tęczuś – motylek, którego poznałem. Pofrunał do Matyldzi i naprowadził ją na mnie. Znalazła mnie i ucieszyła się z nowych znajomych, niestety musieliśmy się pożegnać, gdyż zrobiło się już późno. Następnym razem zostaniemy dłużej i może weźmiemy ze sobą Miecia, jemu pewnie by się spodobało na łące.
Wieczorem opowiedziałem Mietkowi o łąkowych stworzeniach, już nie może się doczekać kiedy ich pozna. Kiedy starałem się zasnąć usłyszałem jakieś hałasy, nie był to pierwszy raz, zauważyłem to już kilka razy, postanowiłem więc sprawdzić skąd one dochodzą. Przypadkiem z pomocą przyszła Matyldzia, która zostawiła na mojej półce sznurek sięgający, aż do ostatniej półki z zabawkami. Zsunąłem się po nim w dół i zacząłem jeszcze uważniej nasłuchiwać. Dziwny dźwięk jakby przewracanie kartek: „Szsz, szsz”. Nagle moim oczom ukazał się pluszowy miś, niewielkich rozmiarów. Na nosie miał druciane okulary, przed nim leżała rozłożona książka, a obok niego siedziały zasłuchane zabawki. Zapytałem: „Kim jesteś?” Misio na to: „Cześć, jestem Henio. A Ty?"Tak oto dowiedziałem się, że Henio bardzo lubi czytać i gdy tylko Matylda leży już w łóżku, przykryta po sam czubek głowy, Henio zapala małą lampkę i zaczyna czytać bajki innym zabawkom.
Tak oto zakończył się mój niesamowity dzień pełen przygód. Poznałem łąkowych przyjaciół, rozwikłałem zagadkę tajemniczych dźwięków dochodzących wieczorami, teraz już mogłem spokojnie wrócić na swoją półkę i położyć się spać. Ciekawe czy Mietek poznał już Henia?


Jakich przyjaciół łąkowych można spotkać na kwiecistej łące? Czekamy na rysunki z waszymi propozycjami :)

3 komentarze:

  1. moje dziecko jest zachwycone przygodami Krzysia Spysia i Matyldzi, nie może się doczekać dalszej części, ja zresztą też... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. na dalsze losy zapraszamy za tydzień :)

    OdpowiedzUsuń