niedziela, 13 grudnia 2009

Mikołajkowo

"Mikołajkowo"

Pewnego dnia mała Zosieńka obudziła się i w jej pokoju, zaraz obok łóżka leżał zapakowany prezent. To była zima, dokładnie 6 grudnia, dzień Świętego Mikołaja, potocznie zwany Mikołajkami. Biedna Zosieńka nie wiedziała, skąd się ten prezent znalazł u niej w pokoju. Tego dnia obiecała sobie, że następnym razem nie przegapi momentu dostarczania jej prezentu przez Mikołaja.
Minął rok, ponownie jest zima, 6 grudnia. Zosieńka jest starsza o rok, ale bardzo dobrze pamięta swoje postanowienie mikołajkowe. Wstała wcześnie rano i siedzi w pidżamce z nosem przyklejonym do szybki. Za oknem pada śnieg, widać ślady pozostawiane przez pieszych an chodniku oraz czarną, rozjeżdżoną przez samochody jezdnię. Mimo iż jest wcześnie rano, ludzie jak zwykle w ciągłym pośpiechu, do pracy, do szkoły, dzieci do przedszkola. O właśnie, przecież Zosieńka też musi iść do przedszkola, a tak chciałaby zostać i obserwować czy to już… obserwować, kiedy, w którym momencie Mikołaj na swych wspaniałych saniach przetnie niebo, wyląduje na dachu jej bloku, a następnie Zosieńka dowie się w jaki sposób Mikołaj jej dostarcza prezenty co roku. Przecież u niej nie ma komina, a ona jest taka ciekawa.
Pomimo swej ciekawości, Zosieńka się grzecznie ubrała i z mamusią za rączkę pomaszerowała grzecznie do przedszkola, gdzie spotkała swoich przyjaciół, którzy również byli bardzo ciekawi, kiedy dostaną swoje prezenty od Mikołaja. Tak minął dzieciom cały dzień w przedszkolu, na ciągłych pytaniach: „A jak myślisz co dostaniesz?”, „A czy byłeś grzeczny w tym roku?”, „Czy Mikołaj ma trzy czy cztery renifery?”. Wybiła ostatnia godzina w przedszkolu, rodzice przyszli odebrać swoje pociechy. O jest i mamusia Zosi. Zosia szybko się ubrała, teraz szybciutko do domku, oby Mikołaj jeszcze nie zdążył zostawić jej prezentu. Biegiem po schodach na górę do mieszkania, szybko do pokoju… „Uff jeszcze go nie było” – pomyślała Zosia „Tym razem mi się na pewno uda!”.
Zosia siedziała tak jak z samego rana, z nosem przyklejonym do szybki i nadal wyczekiwała tej upragnionej wizyty. Ledwie była w stanie zjeść kolację, na szczęście mamusia pozwoliła jej wyglądać przez okno w kuchni. Zmęczona Zosieńka zaraz po kolacji, szybciutko się wykąpała i zasiadła dalej do wyglądania. Przysunęła sobie krzesełko pod okienko i wyczekiwała na swojego gościa. Biedna tak się zmęczyła, że aż zasnęła. Śniło jej się, że za oknem na niebie widzi piękne, ogromne sanie. Z przodu renifery, nie trzy, nie cztery, ale pięć, pięknych dużych reniferów. W środku siedział nikt inny, lecz sam on. Tak to były sanie samego Świętego Mikołaja, który zmierzał wprost do jej bloku. Nie minęła chwila, a usłyszała jak sanie lądują na dachu, a za chwilkę pojawił się w jej pokoju Mikołaj i wręczył jej pakunek. Jakież było zaskoczenie Zosieńki kiedy następnego ranka obudziła się nie przy oknie, a w swoim łóżeczku, a tuz obok jej główki leżał właśnie ten sam pakuneczek, który wręczył jej Mikołaj. Tak, właśnie ten, który pięknymi saniami przeciął w nocy niebo i wylądował na jej dachu. „Ciekawe czy Asi tez udało się wyczekać na Mikołaja” – pomyślała Zosieńka z uśmiechem na twarzy."

Kochani :)
A Was odwiedził Święty Mikołaj?
Co Wam przyniósł? Słodycze? Zabawki? a może rózgę?
:)

2 komentarze:

  1. Witamy!
    Mikołaj przyszedł w nocy , po cichutku i przyniósł wymarzone, drewniane klocki.
    RADOŚĆ BYŁA WIELKA!

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Milenka budziła się wtedy kilka razy w nocy . Ale czy dlatego, że czekała na Mikołaja, czy z zupełnie innego powodu to jakoś nie umiała odpowiedzieć. Za kilka chwil spała dalej :-) A rankiem znalazła "Spadające małpki" , którymi teraz męczy domowników prawie każdego dnia :-D

    OdpowiedzUsuń