środa, 15 grudnia 2010

przygody matyldy /cz. 13/



Co ja to dzisiaj miałem zrobić??? Aaaaa.... już wiem, już wiem, miałem Wam opowiedzieć o nowo poznanych przyjaciołach.
Zatem... Matylda i Kamil poszli z rodzicami na spacer i wyobraźcie sobie, tak się zagadali, że zostawili Uszatka i mnie w domu. Troszkę się zdziwiłem, bo zawsze towarzyszyłem Matyldzi w jej wyprawach. Nigdy mnie nie zostawiała, ale szybko o tym zapomniałem, bo bardzo polubiłem Kamilka. Nie dziwię się, że przy nim zapomniała o mnie. On tak świetnie opowiada, że można zapomnieć o całym świecie.
Jak już zorientowaliśmy się, że jesteśmy sami zaczęliśmy z Uszatkiem opracowywać plan działania na ten dzień. Wcześniej wspominałem, że u Kamilka w pokoju było dużo samochodów, samolotów, kolejek i klocków. Uszatek powiedział, że mogę się bawić wszystkim czym chcę. Nie wiedziałem co mam wybrać. Chciałem spróbować naprawdę wszystkiego.
Najpierw pojeździłem pięknym niebieskim kabrioletem – takim samochodzikiem bez dachu. Pokonałem trasę od Kamilkowego pokoju do kuchni, w drodze powrotnej zahaczyłem o salon (wielki, piękny i przestronny). Muszę Wam powiedzieć, że cudownie się jechało. Czułem jak pęd powietrza rozwiewa mi wąsy, a mój ogonek powiewał tak pięknie jeszcze długo za samochodem... Ale czekała mnie jeszcze lepsza przygoda. Zaparkowałem pod regałem, na którym stał przepiękny,  soczyście czerwony dwupłat – Uszatek powiedział mi, że tak nazywa się taki samolocik z podwójnymi skrzydłami. Wsiadłem do niego, za mną usiadł Uszatek. Nałożyliśmy czapki pilotki, nasze szyjki przewiązaliśmy białymi szalami, oczy zostały ochronione takimi specjalnymi okularami i polecieliśmy w przestworza.
Całe szczęście okno było otwarte i mogliśmy polatać po ogrodzie. Tylu pięknych drzew, kwiatów i roślin w życiu nie widziałem. Powiem Wam w tajemnicy, że jak wiecie latałem już samolotem, ale o wiele przyjemniej jest być pilotem. Może namówię Matyldzię, żeby sprawiła mi taki samolot, wtedy mógłbym sobie od czasu do czasu polatać.
A największego psikusa zrobiła mi Matyldzia. Wiecie co się okazało?? Jak my z Uszatkiem lataliśmy po ogrodzie, to Nasi spacerowicze wracali do domu. Matylda zobaczyła samolot i poprosiła Marysię, znaczy się jej mamę, żeby zrobiła zdjęcie. Zobaczcie, zobaczcie jak latałem ....
 
 

Przepraszam Was bardzo, ale muszę już kończyć. Obiecuję, że niebawem znowu odezwę się. Ahoj Kochani ;)

Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz