środa, 29 grudnia 2010

przygody matyldy /cz. 14/


Nie uwierzycie co mi się przytrafiło. Jak bum tralala - nie uwierzycie. Oj, ale ze mnie gapa, nie przywitałem się tak, jak to uczyła mnie Marysia, tylko od razu do opowieści przechodzę. Oj Spysiu, Spysiu, ale Ty jesteś roztrzepany. Więc zacznijmy jeszcze raz.
Witam wszystkich, nie uwierzycie co się wydarzyło. Otóż wróciliśmy już do naszego domku.
Cała nasza rodzina i jeszcze coś. Dostałem prezent. Tak, tak jaaa... Ja Spysio, dostałem prezent. Najwspanialszy, najpiękniejszy. A wiecie co dostałem, wieeeecie??? Jestem tak podekscytowany....
Na pewno się domyślacie. Ale Wam opowiem, dobrze?
To było tak. Matyldzia przyszła po mnie i powiedziała, że wracamy już do domku. Żebym się ładnie pożegnał z Kamilkiem i Uszatkiem. Zrobiło mi się smutno. Bo wiecie, ja zawsze bawiłem się z dziewczynkami. Bardzo to lubię, to nie tak, że mi źle. Ale sami wiecie, że jak jest się chłopcem to fajniej jest się bawić z chłopakami. Te wszystkie samochody, samoloty, statki, kolejki....
Tak jak Matyldzia poprosiła - tak zrobiłem. Wymieniłem grzeczności z naszymi gospodarzami, wyściskaliśmy się i obiecaliśmy sobie, że niebawem znów się pobawimy. Matylda wzięła mnie na ręce, mocno przytuliła (bo widziała jak jest mi smutno) i powiedziała żebym się nie martwił. Jak staliśmy w drzwiach to posłałem ostatnie pożegnalne spojrzenie na półkę, na półkę, na której stał ON.... Mój wymarzony D W U P Ł A T. Ech, ile ja bym dał, żeby mieć taki.
Wiecie co, chyba byłem niedyskretny, bo Uszatek to zauważył i zaraz zaczął szeptać coś do Kamilkowego uszka. Kamilek spojrzał na Uszatka, zrobił wielkie oczy, uśmiechnął się szczerze i podbiegł do półki. W tym czasie Matylda była już w przedpokoju. Posadziła mnie na szafce, żeby móc założyć sobie buciki i jak już była gotowa do wyjścia podszedł do nas Kamilek.
- Proszę, to dla Spysia. Widziałem jak mu się podobało latanie tym samolotem. Ja już się nim nie bawię, a Uszatkowi znudziło się latanie. Przyjmijcie proszę ten prezent – powiedział Kamilek, a w tym czasie Uszatek stał na progu i uśmiechał się od ucha do ucha.
Oczywiście Matylda i Marysia (która przyszła, żeby nas ponaglić) nie chciały przyjąć prezentu, ale Kamilek tak nalegał, że w końcu go przyjęły. Później jak wracaliśmy do domu, to słyszałem jak Marysia mówiła córce, że dawno nie widziała mnie tak szczęśliwego. Zdradziła Matyldzi tajemnicę, że jak jestem tak bardzo szczęśliwy, tak bardzo, bardzo, bardzo (nie tak, jak na co dzień, tylko duuuuużo bardziej) to tak śmiesznie ruszam noskiem, a końcówka mojego ogonka śmiesznie tańczy.
Opowiem Wam historię jak Marysia zauważyła moje tiki innym razem. A teraz wybaczcie, ale zakładam moją pilotkę i śmigam polatać po kuchni. Bajo :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz