piątek, 31 grudnia 2010

środa, 29 grudnia 2010

przygody matyldy /cz. 14/


Nie uwierzycie co mi się przytrafiło. Jak bum tralala - nie uwierzycie. Oj, ale ze mnie gapa, nie przywitałem się tak, jak to uczyła mnie Marysia, tylko od razu do opowieści przechodzę. Oj Spysiu, Spysiu, ale Ty jesteś roztrzepany. Więc zacznijmy jeszcze raz.
Witam wszystkich, nie uwierzycie co się wydarzyło. Otóż wróciliśmy już do naszego domku.
Cała nasza rodzina i jeszcze coś. Dostałem prezent. Tak, tak jaaa... Ja Spysio, dostałem prezent. Najwspanialszy, najpiękniejszy. A wiecie co dostałem, wieeeecie??? Jestem tak podekscytowany....
Na pewno się domyślacie. Ale Wam opowiem, dobrze?
To było tak. Matyldzia przyszła po mnie i powiedziała, że wracamy już do domku. Żebym się ładnie pożegnał z Kamilkiem i Uszatkiem. Zrobiło mi się smutno. Bo wiecie, ja zawsze bawiłem się z dziewczynkami. Bardzo to lubię, to nie tak, że mi źle. Ale sami wiecie, że jak jest się chłopcem to fajniej jest się bawić z chłopakami. Te wszystkie samochody, samoloty, statki, kolejki....
Tak jak Matyldzia poprosiła - tak zrobiłem. Wymieniłem grzeczności z naszymi gospodarzami, wyściskaliśmy się i obiecaliśmy sobie, że niebawem znów się pobawimy. Matylda wzięła mnie na ręce, mocno przytuliła (bo widziała jak jest mi smutno) i powiedziała żebym się nie martwił. Jak staliśmy w drzwiach to posłałem ostatnie pożegnalne spojrzenie na półkę, na półkę, na której stał ON.... Mój wymarzony D W U P Ł A T. Ech, ile ja bym dał, żeby mieć taki.
Wiecie co, chyba byłem niedyskretny, bo Uszatek to zauważył i zaraz zaczął szeptać coś do Kamilkowego uszka. Kamilek spojrzał na Uszatka, zrobił wielkie oczy, uśmiechnął się szczerze i podbiegł do półki. W tym czasie Matylda była już w przedpokoju. Posadziła mnie na szafce, żeby móc założyć sobie buciki i jak już była gotowa do wyjścia podszedł do nas Kamilek.
- Proszę, to dla Spysia. Widziałem jak mu się podobało latanie tym samolotem. Ja już się nim nie bawię, a Uszatkowi znudziło się latanie. Przyjmijcie proszę ten prezent – powiedział Kamilek, a w tym czasie Uszatek stał na progu i uśmiechał się od ucha do ucha.
Oczywiście Matylda i Marysia (która przyszła, żeby nas ponaglić) nie chciały przyjąć prezentu, ale Kamilek tak nalegał, że w końcu go przyjęły. Później jak wracaliśmy do domu, to słyszałem jak Marysia mówiła córce, że dawno nie widziała mnie tak szczęśliwego. Zdradziła Matyldzi tajemnicę, że jak jestem tak bardzo szczęśliwy, tak bardzo, bardzo, bardzo (nie tak, jak na co dzień, tylko duuuuużo bardziej) to tak śmiesznie ruszam noskiem, a końcówka mojego ogonka śmiesznie tańczy.
Opowiem Wam historię jak Marysia zauważyła moje tiki innym razem. A teraz wybaczcie, ale zakładam moją pilotkę i śmigam polatać po kuchni. Bajo :)



poniedziałek, 27 grudnia 2010

Bałwankowy konkurs

Kochani Poczytnicy, jak widać za oknem miłościwie panuje nam Pani Zima. Chyba wszyscy zgodzą się ze stwierdzenie, że najwdzięczniejszym zimowym „stworkiem” jest bałwanek. Można śmiało powiedzieć, że jest on symbolem zimy.
Dlatego też pragniemy Was zaprosić do Konkursu z zimowymi nagrodami.
Ale zanim poznacie zasady konkursu, poznajcie historię naszego zimowego bohatera.....


Mały bałwanek na środku podwórza stał
Był smutny, samotny i wszystkiego się bał
Jednak pewnego słonecznego poranka
Wychyliła się z domu Amelka, jego koleżanka
 
To ona z tatusiem przedwczoraj go stworzyła
Najpierw największą kulę utoczyła
Później brzuszek i główkę mu zrobiła
Twarzyczkę węglem i marchewką przyozdobiła
Bałwanek stał i przyglądał jej się bacznie
Tak czuł, że zaraz coś miłego się zacznie
Amelka rączki w śniegu zanurzyła
I małą gałeczkę z niego ulepiła
Za chwilę gałka po śniegu się toczyła
I wieeelka kula z niej się zrobiła
Wylądowała tuż obok naszego bałwanka
I on już wiedział, że powstaje jego koleżanka
Chwila nie minęła jak z pomocą tata przyszedł
Na największą kulę nałożył dorodny brzuszek
A tu Amelka z ostatnią częścią biegnie
I koleżanka zaczyna prezentować się pięknie
W pasie, Amelka, fartuszek jej zawiązała
Na oczy niebieskie kuleczki dała
Zgrabny nosek z marchewki zrobiła
Buzię buraczkowym uśmiechem przyozdobiła
Już nasz bałwanek uśmiechał się szczerze
„Jestem szczęśliwy i oczom swym nie wierzę
Było mi źle i smutno, lecz od tej pory
Mam przyjaciółkę na samotne wieczory”



ZASADY KONKURSU:
  1. przesyłajcie nam swoje bałwankowe prace. Mogą to być zdjęcia utoczonych przez Was bałwanków, wycinanki, wyklejanki, rysunki, wiersze, poematy, itp. Itd... Jednym słowem tematyka jest dowolna :)
  2. Termin nadsyłania prac na e-mail Fabryki BAJECZNAFABRYKA@GMAIL.COM:
    8 stycznia 2011, godz. 23:59
  3. Wyniki konkursu: 10 stycznia 2010
  4. Nagrody: dwie najwyżej ocenione prace dostaną zimowe obrazki, dodatkowo zostanie wyróżniona jedna praca, która otrzyma nagrodę niespodziankę :)
Zatem do dzieła


piątek, 24 grudnia 2010

Święta Bożego Narodzenia



Dziś Wigilia Bożego Narodzenia... W ten Świąteczny Czas chcemy Wam wszystkim życzyć dużo radości, miłości i ciepła rodzinnego.



*
Jak co roku o tej porze
Gdy już ciemno jest na dworze
Gdy choinka pięknie skrzy
Przy życzeniach głos nam drży

W ręku mały biały chleb
Którym chcemy dzielić się
Z najbliższymi osobami

A gdy przyjdzie niespodzianie
Nieznajomy Pan lub Pani
Zaprosimy za nasz stół
W tym magicznym pięknym dniu

Wspólnie razem zaśpiewamy
Jedną z kolęd może dwie
I będziemy oczekiwać
Na to betlejemskie dziecię
Które jutro znów narodzi się

*




Bajkopisarki


Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

środa, 22 grudnia 2010

Dwie Anki i ich sanki

Już śnieg  widać za oknem. Czuć białe płatki spadające na nas z nieba, nie nudzić się i nie smucić – takie mamy marzenia zimą. Bo przecież nic tak nie poprawia nastroju, jak promienie słoneczne odbijające się od białych zasp śnieżnych. Zapewne Wy też nie możecie się już doczekać, aż wyjdziecie na dwór by wraz z koleżankami i kolegami popuścić wodze fantazji w śnieżnym szaleństwie.
Nasze koleżanki również nie mogły się doczekać. Chcecie posłuchać ich historii? Zatem usiądźcie wygodnie i uważnie słuchajcie…

Słonecznego zimowego poranka
Dwie Anki chciały pojeździć na sankach
Pobiegły szybciutko do sieni
Kurteczki i szaliczki wzięły

Włożyły czapki i swetry wełniane
Wybiegły z domu roześmiane
Do szopy jak oparzone wleciały
Sanki szybciutko wyciągały

Zachwycone pogodą minęły furtkę
Co sił w nogach biegną na górkę
Ciągną za sobą sanki na sznurku
które leciutko suną po śniegu

Na szczycie górki się zatrzymały
Nie będą jeszcze zjeżdżały
Starszej Ani błyszczą oczy
a młodsza już śniegową kulę toczy

Bez słów się zrozumiały
i bałwana utaczały
Najpierw wielka kula
później średnia i malutka

Oczy i guziki zrobiły z szyszek
a z gałązek parę rączek
Z domu marchewkę na nos zabrały
tak pana bałwana przygotowały

Teraz po akcji zrobienia bałwana
Mogły się zabrać za to co ustaliły z rana
Siadają Anki na swoje sanki

Z górki zjeżdżają i znowu wracają
Na szczyt pagórka i tak do wieczora
a śmiechów i chichów nie było końca

Choć zaliczyły upadków nie mało
Jutro spotkanie na górce znów mają
Bo szkoda siedzieć gdy zima taka
Hej! przyłącz się do nas, będzie zabawa



A Wy jakie śnieżne zabawy najbardziej lubicie? Czekamy na Wasze pomysły, ilustracje oraz zdjęcia.
Czapki na głowy, szaliki na szyje, śniegowce na nóżki i koniecznie rękawice ciepłe na łapki, wyciągnijcie Rodziców i znajomych i... zaczarujcie Panią Zimę żeby w końcu przyszła ;]
Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Dzień Ryby




Kochane Dzieci, jak wiecie rybki są i dla brzucha i dla ducha. Musimy jeść rybki, żebyśmy byli zdrowi. Dzięki nim będziemy mieć serce jak dzwon, będziemy spokojniejsi, szczuplejsi i będziemy żyć dłuuugo i szczęśliwie.
Niektórzy mówią, że to co zdrowe jest niedobre. Nie możemy się z tym zgodzić, prawda?? Rybki są i zdrowe i pyszne. A co jemy najczęściej jak jesteśmy nad morzem?? Czy to przypadkiem nie są świeże rybki?? Smażone, wędzone... Na samą myśl ślinka cieknie.
Są też rybki, których nie można zjeść. Nie zobaczymy ich na talerzu, ale za to możemy je podziwiać w akwariach. Sa takie piękne, kolorowe.... czerwone, niebieskie i we wszystkich kolorach tęczy.
A dzisiaj wszystkie rybki mają swoje święto. Posłuchajcie bajki o tym, jak świętowała nasza znajoma rybka...

Rybka Marianna w akwarium pływała
Była pięknie ubarwiona i mała

W swoim królestwie miała kolorowe kamyczki
Zamek i dwie wysokie wieżyczki

Zielone roślinki pięknie sobie rosły
A na szybie był glonojad dorosły

Koleżanki wielobarwne
Duże, małe i powabne

Cały dzionek sobie pływały
Jedzonko w pyszczki łapały

Dnia pewnego wesołego
Pani wrzuciła kogoś nowego

Wrzucając go mówiła
Że to jest szczególna chwila

Kochane rybki moje
Dzisiaj macie święto swoje

Wobec tego
Życzę Wam wszystkiego najlepszego

I chlup wpadł do wody jakby niechcący
Neonek pięknymi kolorami świecący

Zaraz porwał wszystkich do wspólnej zabawy
Dawno nie było w akwarium takiej wrzawy

Glonojad uwolnił się od szybki
W tańcu jest on bardzo gibki

Niech się zabawą upajają
Skoro święto dzisiaj mają

piątek, 17 grudnia 2010

Bajka poczytnika - o słoniu podróżniku

Czy wiecie, że marzenia się spełniają? Na pewno tak, bo świat dziecka nie ma ograniczeń, wyobraźnia nie zna granic, a marzenia są najcudowniejszą bajką pisaną przez Was samych. Inaczej jest w świecie dorosłych, gdzie prawie wszystko jest brane za bardzo serio. A wystarczy tylko wziąć kilka lekcji od dzieci i na nowo zacząć wierzyć w marzenia, bo one na prawdę się spełniają :)
Nam właśnie spełnia się jedno z ważniejszych życzeń, byście i Wy razem z nami tworzyli Bajeczną Fabrykę :)

Zapraszamy na cudowną bajkę, napisaną przez Olka (z małą pomocą mamy), o małym słoniku, który miał marzenie. Jakie? O tym posłuchajcie...


Daleko w dzikiej Afryce, żył sobie mały Słonik Franio, który marzył o dalekich podróżach. Bardzo podobała mu się okolica, którą zamieszkiwał, ale chciał zwiedzać świat a najbardziej marzyła mu się podróż na Antarktydę. Opowiadał wszystkim, że kiedyś wybierze się w daleką podróż i zobaczy ląd skuty lodem i góry śniegu i pozna pingwiny i foki. Wszystkie zwierzęta śmiały się z niego a mama tłumaczyła mu:
- My słonie, nie jesteśmy stworzone do życia w zimnie i nie jest najlepszym pomysłem taka podróż do krainy wiecznego śniegu. Poza tym to bardzo daleko a my słonie przecież nie latamy, a tylko lecąc pokonać można taką odległość.
Mały Słonik nie poddawał się jednak i nadal rozmyślał o podróży na Antarktydę. W tajemnicy przed wszystkimi zaczął budować tratwę z suchych pni i znosić zapasy jedzenia. Za wszelką cenę zapragnął zobaczyć biegun. Nie wiedział jednak, że taka wyprawa jest bardzo niebezpieczna i że na tratwie na Antarktydę nie dopłynie.
Po paru tygodniach ciężkiej i utrzymywanej w tajemnicy pracy udało mu się zbudować tratwę. W nocy podjął decyzję, że wyruszy nazajutrz rano. Skoro świt, kiedy rodzice jeszcze spali, wymknął się z domu i popędził na plażę. Zsunął tratwę na wodę, wskoczył na nią i rozpoczął swoją wielką podróż. Rozpostarł swoje wielkie uszy jak żagle i płynął kołysząc się na falach. 
Po paru godzinach żeglugi zrobił się senny, ułożył się na pniach i zasnął kołysany przez ocean. Niestety drzemka nie trwała długo. Zbudziły go fale zalewające tratwę. Rozpoczął się sztorm. Franio był przerażony. Wiedział, że tratwa może nie wytrzymać. Nagle tuż przed nim, jakby z fal, wyłonił się ogromny statek. Na szczęście marynarze w porę ujrzeli tratwę ze słonikiem i zarzucili wielką sieć żeby go wyłowić. Słonik był uratowany. Marynarze nie mogli się nadziwić co słoniątko robi na pełnym oceanie. Urządzili mu miękkie posłanie na dolnym pokładzie i przynieśli jedzenie i wodę do picia. Franio zjadł i od razu zasnął. Kiedy się zbudził usłyszał głos Kapitana:
- Trudno, nie możemy zawrócić - mówił Kapitan. Słonik popłynie z nami a w drodze powrotnej odwieziemy go do Afryki.
Ciekawe gdzie popłyniemy - zastanawiał się Franio, ale tego Kapitan nie powiedział.
- Szkoda, że moja wyprawa się nie powiodła, ale może przynajmniej zobaczę jakiś inny ciekawy kraj - marzył zasypiając.
Podróż trwała wiele dni. Słonik wyglądał od czasu do czasu przez małe okienko, ale ciągle widać było tylko wodę. Któregoś dnia przez okienko ujrzał stado wielorybów i chciał je zapytać co to za okolica, ale wieloryby go nie słyszały.
Wreszcie po wielu dniach Franio poczuł, ze statek się zatrzymał. Słyszał jak marynarze wyładowują jakieś skrzynie. Jeden z marynarzy zostawił uchylone drzwi na górny pokład i Franio postanowił wyjść i zobaczyć gdzie się zatrzymali. Pierwsze co poczuł to było zimno, zdziwiło go to nieco a w ślad za tym oślepiła go biel śniegu, którym pokryta była cała okolica.
- To niemożliwe - powiedział do siebie Franio. Ja chyba śnię...
Zszedł na ląd i z wielkiej radości zaczął turlać się w śniegu, podskakiwać i trąbić. Marynarze zgromadzili się na pokładzie i jeden z nich rzekł:
- Jak żyję nie widziałem takiego słonia. Cieszy się z zimna i śniegu. Brrr.
Tymczasem Franio oddalił się nieco od statku, ale zdążył jeszcze usłyszeć głos Kapitana:
- Hej Słoniku - Podróżniku, pamiętaj, że za trzy dni odpływamy, ale póki co baw się dobrze! I uważaj na siebie!
Pierwsze co postanowił zrobić Franio to dowiedzieć się gdzie właściwie dotarł. Zapytał o to pierwszego napotkanego pingwina.
- Przepraszam Pana. Czy mógłby mi Pan powiedzieć gdzie my się obecnie znajdujemy?
Pingwin wielce się zdumiał widząc słonia po środku lodowej krainy i wycedził przez zaciśnięty ze zdziwienia dziób:
- Oczywiście jesteśmy na Antarktydzie. A Ty o ile mnie wzrok nie myli jesteś słoniem?
- Tak proszę Pana - odpowiedział grzecznie Franio.
- A jak się tu znalazłeś? Chyba nie powiesz mi, że słonie potrafią latać?
- Nie - zaśmiał się Franio. Płynąłem najpierw tratwą, ale potem zerwał się sztorm i wyłowili mnie marynarze i przypłynąłem wraz z nim wielkim statkiem. Za trzy dni odpływamy i statek płynie z powrotem do Afryki.
- A czy twoi rodzice nie martwią się, że wyruszyłeś w tak długą i niebezpieczną podróż? - zapytał Pingwin.
- Pewnie trochę tak. Zwłaszcza mama, ale zostawiłem im list, w którym napisałem gdzie się wybieram.
- W takim razie co powiesz na to żebym zabrał cię ze sobą do naszej osady? Poznasz wszystkich mieszkańców a oni padną chyba ze zdziwienia widząc słonia - zaproponował Pingwin.
- Byłoby fantastycznie proszę pana - odpowiedział Słonik.
Wyruszyli w drogę. Słonik szedł bardzo wolno żeby Pingwin mógł nadążyć, ale po jakimś czasie zaproponował, ze powiezie go na swoim grzbiecie. Delikatnie ujął Pingwina trąbą i posadził sobie na karku.
- Tak będzie nam się szybciej podróżowało proszę pana.
Po niespełna godzinie dotarli do osady pingwinów. Słonik był zdumiony gdy zobaczył tysiące pingwinów zgromadzonych w jednym miejscu, ale jeszcze większe było zdumienie pingwinów gdy zobaczyły pingwina jadącego na słoniu.
- Chodźmy, przedstawię Ci moją rodzinę. To moja żona - pani Pingwinowa i moje dzieci - tu wskazał na pięcioro skaczących Pingwinków.
Pingwinki śmiało podbiegły do Frania i zarzuciły go ogromną ilością pytań: Skąd jesteś? Co tu robisz? Do czego służy słoniom trąba? Po co słoniom takie duże uszy? Słonik odpowiadał kolejno na wszystkie pytania aż nagle wszyscy usłyszeli ogromne burczenie dobiegające ze słoniowego brzuszka.
- Och. Nasz gość jest głodny. Chodźcie szybko. Kolacja gotowa. - powiedziała Pani Pingwinowa.
Na kolacje podano surowe ryby. Franio posmutniał.
- Dlaczego nie jesz? Nie smakuje Ci ?- zapytał pan Pingwin.
- Nie proszę pana. Myślę, że są pyszne, ale po prostu my słonie nie jadamy ryb.
- Czym w taki razie się żywicie? - dopytywał jeden z pingwinków.
- Jemy wyłącznie rośliny - odpowiedział Słonik.
- To zapewne będą Ci smakowały lody z dodatkiem mchu - zaproponowała pani Pingwinowa. Po czym nałożyła każdemu wielką porcję zielonych lodów.
Franio po raz pierwszy w życiu jadł lody, ale bardzo mu smakowały. Po kolacji wszyscy poczuli się senni i pani Pingwinowa powiedziała, że już najwyższy czas na spanie. Mały Słonik położył się na podłodze lodowego domku, ale zaczął się trochę trząść z zimna ponieważ temperatura nocą jeszcze się obniżyła. Radę na to znalazły małe Pingwinki.
- Położymy się dookoła ciebie Słoniku i będziemy cię ogrzewać naszymi piórkami - zaproponowały.
Był to świetny pomysł i po chwili wszyscy spali głębokim snem. Kolejne dwa dni upłynęły Franiowi na wesołych zabawach z Pingwinkami. Poznał też miłe i wesołe foki. Trzeciego dnia Słonik oznajmił, że musi wracać na statek. Rodzina Pingwinów odprowadziła go na brzeg i ze smutkiem pomachała na pożegnanie.
- Odwiedź nas jeszcze kiedyś - przekrzykiwały się małe Pingwinki.
Mama Pingwinowa podarowała Słonikowi wielką skrzynię z lodami z dodatkiem mchu.
Kapitan polecił na czas podróży umieścić lody w wielkiej mroźni, która znajdowała się na statku. Marynarze zgodnie z zapowiedzią odwieźli Słonika do Afryki. Gdy dotarł do domu wszyscy świętowali jego powrót i urządzili wielkie przyjęcie z tej okazji. Wszystkim bardzo smakowały lody mamy Pingwinowej.
Słonik przez wiele dni opowiadał o swoich przygodach a wszyscy nie mogli się nadziwić, że udało mu się zrealizować jego największe marzenie.

 
Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
Szczegóły znajdziecie TUTAJ

środa, 15 grudnia 2010

przygody matyldy /cz. 13/



Co ja to dzisiaj miałem zrobić??? Aaaaa.... już wiem, już wiem, miałem Wam opowiedzieć o nowo poznanych przyjaciołach.
Zatem... Matylda i Kamil poszli z rodzicami na spacer i wyobraźcie sobie, tak się zagadali, że zostawili Uszatka i mnie w domu. Troszkę się zdziwiłem, bo zawsze towarzyszyłem Matyldzi w jej wyprawach. Nigdy mnie nie zostawiała, ale szybko o tym zapomniałem, bo bardzo polubiłem Kamilka. Nie dziwię się, że przy nim zapomniała o mnie. On tak świetnie opowiada, że można zapomnieć o całym świecie.
Jak już zorientowaliśmy się, że jesteśmy sami zaczęliśmy z Uszatkiem opracowywać plan działania na ten dzień. Wcześniej wspominałem, że u Kamilka w pokoju było dużo samochodów, samolotów, kolejek i klocków. Uszatek powiedział, że mogę się bawić wszystkim czym chcę. Nie wiedziałem co mam wybrać. Chciałem spróbować naprawdę wszystkiego.
Najpierw pojeździłem pięknym niebieskim kabrioletem – takim samochodzikiem bez dachu. Pokonałem trasę od Kamilkowego pokoju do kuchni, w drodze powrotnej zahaczyłem o salon (wielki, piękny i przestronny). Muszę Wam powiedzieć, że cudownie się jechało. Czułem jak pęd powietrza rozwiewa mi wąsy, a mój ogonek powiewał tak pięknie jeszcze długo za samochodem... Ale czekała mnie jeszcze lepsza przygoda. Zaparkowałem pod regałem, na którym stał przepiękny,  soczyście czerwony dwupłat – Uszatek powiedział mi, że tak nazywa się taki samolocik z podwójnymi skrzydłami. Wsiadłem do niego, za mną usiadł Uszatek. Nałożyliśmy czapki pilotki, nasze szyjki przewiązaliśmy białymi szalami, oczy zostały ochronione takimi specjalnymi okularami i polecieliśmy w przestworza.
Całe szczęście okno było otwarte i mogliśmy polatać po ogrodzie. Tylu pięknych drzew, kwiatów i roślin w życiu nie widziałem. Powiem Wam w tajemnicy, że jak wiecie latałem już samolotem, ale o wiele przyjemniej jest być pilotem. Może namówię Matyldzię, żeby sprawiła mi taki samolot, wtedy mógłbym sobie od czasu do czasu polatać.
A największego psikusa zrobiła mi Matyldzia. Wiecie co się okazało?? Jak my z Uszatkiem lataliśmy po ogrodzie, to Nasi spacerowicze wracali do domu. Matylda zobaczyła samolot i poprosiła Marysię, znaczy się jej mamę, żeby zrobiła zdjęcie. Zobaczcie, zobaczcie jak latałem ....
 
 

Przepraszam Was bardzo, ale muszę już kończyć. Obiecuję, że niebawem znowu odezwę się. Ahoj Kochani ;)

Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Dzień Księgarza i Telewizji dla Dzieci




Bardzo lubimy czytać książki. Z wiekiem nasze upodobania się zmieniają, ale samo zamiłowanie do czytania nie zmienia się. Każdy kto lubi czytać lubi też zapach książek i tych nowych i tych starych. Nowe kupione w księgarni pachną świeżym drukiem, nowością. Te starsze z antykwariatu, mają swoją duszę. Pachną każdym domem, w którym były.

W zabytkowej kamienicy
na samym parterze
był niewielki salon
ze starym asortymentem

Był to antykwariat
w którym sprzedawano
stare książki, pamiętniki
to, co kiedyś się czytało

książki już nie nowe
ale za to tanie
od klasyki po romanse
które lubią panie

i dla dzieci wiele mądrych
można znaleźć bajek
które w dawnych czasach
czytały nasze babcie

Antykwariat prowadził
Pan wielce oczytany
nie było książki
przez niego nie znanej

Wiedzę miał rozległą
i mądrze mówił
gdy ktoś zapytał o tytuł
zawsze wiedzą służył

jedynym życzeniem
jakie nosił w sercu
było to, by młodzież
spędzała więcej czasu
z książką w ręku

Pan księgarz wszystkim
cierpliwie powtarza
książki są źródłem wiedzy
a wiedzę należy posiadać


Jakie są Wasze ulubione książki i programy telewizyjne dla dzieci?? Zapraszamy do zwierzeń i zachęcamy do większego spędzania czasu z książką, niż z nawet najciekawszym programem telewizyjnym. To książki pobudzają naszą wyobraźnię i sprawiają, że życie jest pełniejsze.
Tak więc, do poczytania :)

Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

sobota, 11 grudnia 2010

Miejsce Pierwsze - O listku przyjacielu


 Wieniec laurowy na skroń i fanfary dla Lunatika za jego opowieść o listku przyjacielu.

W dużym parku tuż przy stawie
Gdzie mieszkały dwa żurawie
Stare drzewo rosło

I wraz z wczesną wiosną
Ubierało się na zielono
A gdy jesień pukała do drzwi
I wokoło robiło się kolorowo
Żółte liście na drzewie mieszkały
I tak sobie rozmawiały:

Chciałbym zimę zobaczyć!
A ja wiosennym deszczem się uraczyć!
A ja w świat wyruszyć!
A ja w słońcu wysuszyć!
A ja po kałuży bym popływał!
A ja kwiaty bym pozrywał!

Najstarszy liść nic nie powiedział
I cicho na gałęzi siedział
Łodygą pokiwał
I w rozmowę się wsłuchiwał

Nagle wiatr dmuchnął śmiało
I kilka liści w górę poleciało
Opadły miękko na trawę
I rozpoczęły zabawę

Dookoła wirowały
Za ręce się trzymały
I głośno się śmiały

Przechodził obok chłopiec mały
Bawiące się liście go w drodze zatrzymały
Wziął do ręki liścia żółtego
Zapoznali się na całego

Liść zamieszkał na chłopca ramieniu
I ku ogólnemu zdziwieniu
Towarzysze byli z nich doskonali!
Wszędzie razem wędrowali

Gdy przyszła zima sroga
Chłopca ogarnęła trwoga

Zapytał listka czy by nie chciał
U niego w domu trochę pomieszkać
Swe ciekawe historie opowiedzieć
W wazonie na kominku siedzieć

Listek w wazonie się umościł
Wzbudzał zainteresowanie wszystkich gości
Wszyscy na jego widok wzdychali
I z bliska podziwiali

A wieczorem gdy gwiazdy na niebie świecą
Marzenia chłopca do nieba lecą
Liść obok śpi wygodnie
Ciiiiiii ...
Śpisz już?
Niech sny będą cudne! 




Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

czwartek, 9 grudnia 2010

Miejsce Drugie - Listkowa historia




 Dzisiaj publikujemy bajkę napisaną przez Panią OlgęO., która zdobyła w naszym konkursie srebrny medal i stanęła na podium na drugim miejscu. I oto jej listkowa historia. Zapraszamy!



Wiosną na drzewku wykwitł jeden pączek
Wyrósł wysoko, daleko od dziecięcych rączek
Ze swojej gałązki pyszne soki spijał
I w błyskawicznym tempie się rozwijał

Jego marzeniem było stać się pięknym liściem
Co dzień sobie wyobrażał, że powiewa na wietrze
Jest piękny, wielki i rozłożysty
Kolor jego to odcień zieleni soczysty

Nie mógł się doczekać dnia przeobrażenia
Ludzie otworzą buzie ze zdziwienia
Będzie taki piękny i dostojny
Ze wszystkich listków najbardziej przystojny

Aż w końcu przyszedł ten dzień wielki
Pączek stał się listkiem pięknym
Był taki jak w swoich marzeniach
Aż zaniemówił ze zdziwienia

W lecie pszczółki go odwiedzały
Kwiaty na drzewkach zapylały
A on rósł i rósł czas cały
Nie był już listkiem małym

Lato minęło, jesień powoli zaczyna się zbliżać
Listek barwy powoli zaczyna zmieniać
Zielony, żółty, pomarańczowy
Na koniec stał się rudo-brązowy

Zima zbliża się wielkimi krokami, pomyślał listek
Trzeba się stąd zbierać, pakować walizkę
Wszyscy już polecieli a nie ma na co czekać
Dla listków raju trzeba poszukać

Miejsce na przetrwanie zimy znalazł odpowiednie
Kolorowe, słoneczne, ciepłe i piękne
Tak się pięknie tak zregenerował
Że zielony zrobił się od nowa

Jak wiosna przyszła wrócił na swoje drzewo
Powiedział "cześć" wszystkim kolegom
Opowiedzieli co zimą robili
Gdzie ten czas miło spędzili

Ale najbardziej lubią wszystkie listki
Być na swym drzewie a tam gdzie bliscy
Razem spędzać czas do jesieni
Rozstać się na zimę i wrócić do siebie


Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

wtorek, 7 grudnia 2010

NOC MAGICZNYCH LAMPIONÓW

Kiedy my Bajkopisarki byłyśmy w Waszym wieku Drodzy Czytelnicy, nie było tak wielu zabawek w sklepach, a komputerze mogłyśmy jedynie pomarzyć.
Nie było kolorowych telewizorów i każdą wolną chwilę spędzałyśmy na dworze bawiąc się z naszymi rówieśnikami.
Bawiłyśmy się w podchody (na strzałki lub nie), grałyśmy w klasy, trójkąty, skakałyśmy w gumę, budowałyśmy pociąg z poduszek, robiłyśmy ludziki z kasztanów i żołędzi i nigdy się nie nudziłyśmy.
A gdy przychodziły Święta, z radością kleiłyśmy papierowe łańcuchy, robiłyśmy ozdoby z suszonych plasterków pomarańczy i jabłek oraz zawieszałyśmy na choince cukierki w kolorowych pazłutkach. Oczywiście wszystko przy pomocy osób dorosłych.
Nawet teraz, gdy jesteśmy starsze uwielbiamy piękne, ręcznie wykonane ozdoby i zabawki. A te świąteczne zawsze pięknie pachną i cieszą nasze oczy.
Również odwiedzamy wiele ciekawych blogów, a najbardziej lubimy te, które piszą o Najmłodszych. I całkiem niedawno dowiedziałyśmy się, że Delie i Ewa (nasze blogowe koleżanki) wraz ze swoimi Chłopcami i Dziewczynkami organizują wspaniałą zabawę.
Jest to zabawa w robienie pachnących Świętami lampionów.
Lampionów pachnących mandarynkami, cytrynami, grejpfrutami i pomarańczami.
Może przyłączycie się i Wy? My bardzo lubimy takie zabawy i na pewno każda z nas przyłączy się do propozycji Dziewczyn.

Takie lampiony to nic trudnego! Oczywiście musicie poprosić o pomoc kogoś Dorosłego.

A można je zrobić na dwa sposoby:

Peggykombinera radzi - "Wykonanie takiego naturalnego świecznika zajmuje dosłownie chwilę. Skutkiem ubocznym jest filiżanka pysznego soku pomarańczowego. Dużą pomarańczę należy przekroić na pół, wycisnąć sok, a następnie wyskrobać błonki, które zostaną w pomarańczowej "łupce." Połówki skórek po owocach należy umieścić na głębokich talerzach, do każdej włożyć świeczkę - podgrzewacz. Na brzegu talerza, między "łupkami" pomarańczy można ułożyć kilka suszonych krążków pomarańczy. Efekt jest bajeczny"


Delie radzi - "Mandarynki nie są uszkodzone tzn. jak się dojdzie do wprawy, to można je wyciągnąć prawie w całości - bez górnej części:) Trzeba odkroić górną część mandarynki (im wyżej tym lepiej). Łyżeczką, najlepiej taką, która ma dość ostre brzegi, przejechać między skórką a miąższem i powoli wyciągnąć środek. Najlepsze są takie mandarynki, z których łatwo odchodzi skórka, takie jakby nadmuchane:) Powodzenia!:) PS Najlepiej zrobić tuż przed "podaniem" na stół. Potem wyglądają mniej atrakcyjne i się kurczą:)"

Proste prawda?

My się przyłączymy, a Wy?

U Delie tutaj i tutaj, u Ewy tutaj a u Peggykombinery tutaj możecie zobaczyć, jak bajeczne i kuszące są te lampiony!

Gorąco Was zapraszamy!

Bajeczne Siostry


Zdjęcie udostępniła nam założycielka Bajecznej Fabryki Peggykombinera


Z radością informujemy, że wszystkie misie (Teofil, Funiek i Kasia) znalazły swój domek. 
DZIĘKUJEMY

Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Mikołajki



Na ten dzień czekają wszystkie dzieci i te małe i te duże. Wstajemy skoro świt i pierwsze co robimy, to zaglądamy pod poduszkę. Czy dostaliśmy od Mikołaja piękny prezent, czy może rózgę....


Pewnego zimowego wieczora
Kiedy spać już była pora
Po ciemnym niebie sanie sunęły
Dorodne renifery je ciągnęły

A w saniach jakaś postać była
Pod czerwonym wdziankiem się skryła
Wielką siwą brodę miała
I wypchanym workiem się zasłaniała

Tak, to Mikołaj sunie po niebie
Wiezie prezenty do Ciebie
Lecz nie myśl, że go za rękę złapiesz
On je podkłada gdy smacznie chrapiesz

Więc słuchajcie drogie dziatki
Swego ojca jak i matki
Bądźcie grzeczne tak jak trzeba
A Mikołaj sfrunie z nieba.


Dzisiaj w Fabryce też był Mikołaj, to on wylosował trzy osoby, które staną się szczęśliwymi posiadaczami misiowych foremek.




A oto zwycięzcy:

1. Grażyna
2. Kamila
3. Aniutka 

G R A T U L U J E M Y ! ! !


Miło nam poinformować, że wszystkie misie mają już domki:) Nowe domki są wspaniałe, kolorowe i na pewno spodobają się misiom:) Zapraszamy do obejrzenia nadesłanych prac.

Miś Funiek


Miś Funiek znalazł swój nowy domek u Olka i malutkiej Ewuni, którzy przygotowali dla niego ten śliczny pokoik:






Miś Teofil


Misia Teofila przygarnęła Emilka, która przygotowała dla niego ten piękny, kolorowy pokoik. Mamy nadzieję, że Teofil jest zadowolony, my bardzo:)



Misia Kasia.



Jej nową mamą będzie Ola, która przygotowała dla Kasi piękny pokój.
Zobaczcie jak pięknie będzie teraz mieszkać nasza mała misia.



DZIĘKUJEMY
w imieniu Misi Kasi, Misia Funia i Misia Teofila za nowe domki.

Zwycięzców prosimy o przesłanie swoich adresów  na e-mail Fabryki: BAJECZNAFABRYKA@GMAIL.COM

Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

niedziela, 5 grudnia 2010

Miejsce Trzecie - Listek podróżnik



Trzecie miejsce i brązowy medal w naszym Cyklicznym Konkursie Bajko-pisarskim zajęła Pani Kasia z bajką o listku podróżniku. Zapraszamy!

Listek podróżnik

Wietrzna dzisiaj jest pogoda
Powiedział listek leżący na schodach
Chyba sobie dziś pofruwam
Nudno leżeć aż tak długo

Nim skończył myśl swą
Ciepły wietrzyk porwał go
Pofrunął listek wysoko ku słońcu
Poczuł, że żyje w końcu

Nabrał powietrza w swe płuca zielone
Leżenie uważam za skończone
Odtąd zamierzam fruwać i latać
Zwiedzić każdy zakątek świata

Będę się wzbijał wysoko w chmury
Pod sobą będę miał miejskie mury
Potem przez pola, lasy i wioski
Zwiedzę latając pół Polski

Kiedy wiarek trochę mnie zmęczy
Za odpoczynek będę mu wdzięczny
Chwilę odpocznę na małym skwerku
Minie mnie pani w ciepłym sweterku

Podumam, pomyślę, pomarzę trochę
Nim wietrzyk weźmie mnie w dalszą drogę
Potem polecimy wysoko nad górami
Przez Czechy, Słowację  - tuż nad szczytami

Och, jak pięknie jest podróżować
O wiele lepiej niż leniuchować
Wiele ciekawych rzeczy poznać można
Każda podróż jest w życiu ważna


Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

KONKURS***KONKURS***KONKURS


Przypominamy o trwającym konkursie z okazji Dnia Pluszowego Misia!!!
Szczegóły znajdziecie TU

piątek, 3 grudnia 2010

Wyniki Cyklicznego Konkursu Bajkopisarskiego

Dziękujemy Wam wszystkim za wspólną zabawę i nadesłane prace. Jury, składające się z Bajkopisarek, miało wielki problem, aby wybrać te 3 najlepsze prace. Obrady były długie i burzliwe, ale udało się.


Hej słuchajcie wszyscy wkoło
Bo nowinę mam wesołą
Już skończony konkurs jest
Podium obstawione też

Zasłużone miejsce trzecie
Kasia znana na całym świecie

A na drugim stopniu stoi
OlgaO. co nikogo się nie boi

Zwycięski na skroni ma laur
Lunatik co pisarski ma power 


Niebawem poznacie nagrodzone prace.
 
Przypominamy o trwającym Cyklicznym Konkursie Bajkopisarskim i zapraszamy do wzięcia w nim udziału.
szczegóły znajdziecie TUTAJ

KONKURS***KONKURS***KONKURS


Przypominamy o trwającym konkursie z okazji Dnia Pluszowego Misia!!!
Szczegóły znajdziecie TU


środa, 1 grudnia 2010

Cykliczny Konkurs Bajkopisarski




Zapraszamy Was w magiczną podróż do świata bajek.
Do miejsca, gdzie nie zawsze trzeba być na serio.
Do miejsca, gdzie każdy z Was może dać cząstkę siebie.
Do miejsca, gdzie zawiść i ludzka zazdrość nie istnieją.
Do miejsca, gdzie liczy się dobroć, miłość i ludzka wrażliwość.
Jeszcze bardziej zapraszamy Was do czynnego udziału w tworzeniu bajek.
Bardzo chciałybyśmy zobaczyć świat bajek widziany Waszymi oczyma.
Dlatego proponujemy konkurs na bajkę napisaną przez Was, którą my w nagrodę opublikujemy w Bajecznej Fabryce
Zasady Cyklicznego Konkursu Bajkopisarskiego:
  1. Konkurs rozpoczyna się pierwszego dnia każdego miesiąca. Właśnie tego dnia pojawi się temat, na który w danym miesiącu piszemy bajkę oraz przygotowujemy ilustracje.
  2. Prace zbieramy do ostatniego dnia danego miesiąca, a następnie do dziesiątego dnia następnego miesiąca wyniki oraz trzy najlepsze prace zostaną opublikowane na łamach Bajecznej Fabryki.
  3. Prace wysyłamy na e-mail Fabryki: BAJECZNAFABRYKA@GMAIL.COM
Tematem tego miesiąca jest:
"Choinka"