środa, 12 stycznia 2011

przygody matyldy /cz. 15/


Kochani, ja wiem, że jestem roztrzepany .... i to bardzo. Matylda nie raz się ze mnie śmiała, że coś zaczynam, a za chwilę zabieram się za coś innego. Dlatego też wszystko jest w takich strzępkach. Oczywiście kończę wszystkie rozpoczęte sprawy, ale taki już jestem, że chcę wszystko na raz zrobić. Tak też jest z moimi opowiadaniami. Bo ja tak chcę Wam wszystko na raz opowiedzieć więc wybaczcie proszę, że skaczę tak sobie z opowiadaniowego kwiatka na kwiatek.
Te słowa wyjaśnienia były konieczne, bo chcę Wam opowiedzieć, co to za tajemnicze miejsce, gdzie poznaliśmy Kamilka i jego rodzinę. Otóż, byliśmy za granicą... taaaak i to w pięknym państwie, co się bardzo śmiesznie nazywa. Ha ha ha ha jak sobie przypomnę, jaki ubaw miałem jak usłyszałem nazwę tego kraju ... Wiecie co to za kraj?? Włochy, hihihi Pamiętam, że gdzieś kiedyś słyszałem tę nazwę, ale myślałem, że to jakaś dziwna planeta, którą zamieszkują takie bardzo włochate stwory. Ale nie... okazało się, że to kraj w Europie, na dole Europy, fachowo to się nazywa Południe Europy.
W ogóle te całe Włochy leżą na półwyspie, czyli takim czymś co nie do końca jest wyspą, bo otacza je wielka woda, ale nadal są przyłączone do lądu. I ten twór co nie do końca jest wyspą ma śmieszny kształt. Nie wiem czy mi uwierzycie czy nie ale jak zobaczyłem mapę.. to Włochy wyglądają jak taki damski kozak na obcasie :)
A ten dziwny język, którego uczyła nas Marysia to włoski... Nauczyłem się kilku zwrotów... wiem co znaczą i z chęcią bym się z Wami moją wiedzą podzielił, ale nie wiem jak to się pisze, więc powiem Wam jak się mówi.
Na ten przykład jak poszliśmy całą rodziną na spacer i zwiedzanie stolicy Włoch, czyli Rzymu to wszyscy ludzie co nas mijali byli bardzo sympatyczni, uśmiechnięci i mówili do nas „ciao”, a niektórzy mówili „błon dziorno” ... ciao to znaczy cześć, a błon dziorno – dzień dobry. Ten język jest dziwny taki bo jak pierwszy raz usłyszałem rozmowę dwóch Włoszek to wydawało mi się, że one krzyczą na siebie. A później mama Kamilka powiedziała, że one wcale się nie kłóciły tylko to tak słychać. Jak się już przyzwyczaiłem i wsłuchiwałem w słowa, to chyba nawet zacząłem rozumieć o czym ktoś mówi. W paru przypadkach myliłem się, ale wtedy nasi gospodarze wszystko nam tłumaczyli i już wiedziałem, gdzie zrobiłem błędy.
Powiem Wam, że bardzo zaimponowało mi, że Kamilek, mimo że ma dopiero 8 lat tak świetnie mówi po polsku i po włosku. Wyobraźcie sobie, że on też uczy się jeszcze angielskiego. Zauważyłem, że Matyldzi też się to spodobało i poprosiła Kamilka żeby ją uczył. Och, jak świetnie im to wychodziło. Bawili się i uczyli jednocześnie. A mnie w nauce pomagał Uszatek.
Tak, ja Spysio postanowiłem, że będę się uczył języków obcych. Bo teraz jak mam swojego dwupłata to zamierzam dużo podróżować, a w podróżach znajomość języków jest bardzo ważna.
Spysiu Spysiu... miałeś opowiedzieć Dzieciom o przygodach we Włoszech i całe opowiadanie poświęciłeś nauce języka – powiedziała Matylda – ale chyba będziesz musiał tę opowieść przełożyć na następne spotkanie, bo czas, żebyś pomógł mi zasnąć. Pożegnaj się ładnie,a ja w tym czasie zagrzeję Ci miejsce pod kołderką.
No sami widzicie, moja Pani mnie potrzebuje, ale obiecuję, że następnym razem opowiem jak zwiedzaliśmy Rzym, Wenecję i jak pływaliśmy w morzu raz w morzu tyreńskim, a raz w adriatyckim ;) A teraz nie pozostaje mi życzyć Wam nic innego jak „błonanotte” czyli dobranoc. Do następnego ....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz