środa, 26 stycznia 2011

przygody matyldy /cz. 16/


Błon dziorno Bambini (znaczy się dzień dobry Dzieci) ... już zabieram się za opowieść.
Kamilek wraz z rodziną i Uszatkiem mieszkają w malowniczej miejscowości pod Rzymem. W pięknym domu z ogrodem, w którym rosną piękne różnokolorowe kwiaty. Wieczorem jest tyle fascynujących zapachów, że aż mi dech zapierało w mej małej pluszowej piersi. Widziałem zachwyt w oczach Matyldy, Marysi i Maksa (tata Matyldy i mąż Marysi – zauważyliście, że wszyscy są na literkę „M”??), uśmiech na twarzy... piękny jest to widok. Bardzo lubię na nich patrzeć, zawsze są tacy szczęśliwi i uśmiechnięci, mam farta, że do nich trafiłem.
Ale wracając do tematu.. W związku z tym, że do Rzymu był tylko rzut beretem, to następnego ranka wybraliśmy się na podbój tego miasta. W Rzymie jest bardzo dużo starych budowli, szkoda że nie wszystkie przetrwały w całości, kościołów, bazylik, pałaców i muzeów. W jeden dzień nie da się obejrzeć wszystkiego. Nasi gospodarze mieli dla nas wiele atrakcji nie tylko związanych z Rzymem, bo zaplanowali zwiedzanie też innych miast, a my też nie przyjechaliśmy na długo. Więc sami rozumiecie, że z tych wszystkich wspaniałych miejsc, musieliśmy wybrać te najpiękniejsze, najsławniejsze .. Nie ukrywam, że chciałbym zobaczyć je wszystkie, ale jak to mówią ludzie: co się odwlecze to nie uciecze.
A wiecie, że takim nieoficjalnym symbolem Rzymu jest wilczyca? Tak, bo to ona uratowała życie legendarnym założycielom tego miasta czyli (mam nadzieje, że dobrze pamiętam) Romulusa i Remusa. Znalazła ich w koszyku nad brzegiem rzeki i co dzień tam przychodziła, żeby ich karmić. Jej posąg można zobaczyć na najstarszym placu czyli na Forum Romanum.
Koloseum, Watykan, Schody Hiszpańskie, Kapitol, Panteon i wiele wiele innych. Chciałbym, oj jak ja bym chciał opowiedzieć Wam te wszystkie fascynujące historie które usłyszałem. Ale przecież nie będę Wam ich wszystkich opowiadał, chociaż są fascynujące. Wiem, że na pewno do nich sięgniecie, na prawdę warto.
Dużo chodziliśmy, dużo zwiedzaliśmy. Wszystkich już bolały nogi, no poza moimi nóżkami i Uszatka, bo my podróżowaliśmy w plecakach. Dzięki temu, że nie musieliśmy uważnie stawiać kroków mogliśmy więcej zobaczyć. Oczywiście wszystkich mijających nas ludzi pozdrawialiśmy machając łapkami i krzycząc „ciao, ciao”. Sprawialiśmy im tym wielką radość.
I na koniec wycieczki aby móc już chwilę odpocząć i posilić się troszkę .... rodzice Kamilka czyli Roberta i Zdzisio poprowadzili nas wąskimi uliczkami wprost do małej pizzerii. Sprzedawali tam pizzę na kawałki. Każdy wziął sobie po kawałku w dłoń i pałaszując prawdziwą pyszną pizzę poszliśmy w dalszą drogę za naszymi przewodnikami. Doszliśmy w przepiękne miejsce. Zobaczyłem najcudowniejszą fontannę (wprawdzie nie widziałem ich wiele). Usiedliśmy sobie na brzeżku i zmoczyliśmy nasze obolałe stópki. Och jak było przyjemnie.. Matylda i Kamilek zrobili psikusa Uszatkowi i mi .. posadzili nas obok siebie a później ochlapali zimną wodą. Nie powiem, ale na początku się przestraszyłem, ale później zrobiło się całkiem przyjemnie, tak orzeźwiająco.
Chwilę posiedzieliśmy przy fontannie, odpoczęliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. W samochodzie wszyscy, poza kierowcą (i kimś jeszcze) zasnęli. A ja z noskiem przyklejonym do szyby obserwowałem piękne krajobrazy.. ke bello – to znaczy jak pięknie.
No dobrze już dobrze przyznam się. Ja też na chwilę przysnąłem, ale to było już niedaleko domu. Zjedliśmy pyszną kolację i położyliśmy się do łóżek. Tata Kamilka obiecał nam dłuższą podróż i wizytę nad morzem. Nie mogę się doczekać.
Błonanotte.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz