środa, 6 kwietnia 2011

przygody Matyldy /cz. 20/


Kochani, tak jak obiecałem poprzednio zamierzam Wam opowiedzieć jak to się stało, że w końcu odnaleźliśmy rodziców. 
U naszych gospodarzy byliśmy już trzeci dzień. W tym czasie sporo zwiedzaliśmy, spacerowaliśmy, ale był też czas na leniuchowanie i obiadanie się. Jedliśmy przeeepyyyyyyszneeee rzeczy. Muszę Wam powiedzieć w tajemnicy, że Luigina gotuje o niebo lepiej niż mama Matyldzi i Kamilka razem wzięte. Nie twierdzę, że one gotują źle, ale wiecie, to chyba doświadczenie Luiginy powoduje, że jej potrawy są tak pyszne. Na pewno jak Marysia i Roberta będą w jej wieku to będą równie dobrymi kucharkami, a może nawet lepszymi.
No ale tak jak już pisałem Luigina i Fabio opiekowali się nami już trzeci dzień. Właśnie siedzieliśmy przy śniadaniu... ja skubałem sobie kawałek pysznego serka, Matyldzia jadła płatki na mleku, Luigina już zjadła     i krzątała się po kuchni, a Fabio popijał już tylko kawę iczytał poranną gazetę. 
Nagle zerwał się jak oparzony, krzyknął, usiadł ponownie na stołku, klepnął ręką w udo i pokazał swej żonie to co przeczytał. Luigina wyciągnęła z szuflady okulary i zaczęła czytać i nagle też krzyknęła. Nie uwierzycie ale zaczeli tańczyć, a my z Matyldzią patrzyliśmy na nich z otwartymi buziami i nie wiedzieliśmy co się stało.   O co im chodzi. Tak na prawdę to myślałem, żewygrali na jakieś loterii, bo wczoraj coś mówili, że muszą sprawdzić jutro losowanie. Kupili jakiś los czy kupon. Nie wiem dokładnie.
Jak już się uspokoili to się okazało, że Marysia i Maks zamieścili w gazecie ogłoszenie, że zaginęliśmy.Było tam nawet nasze zdjęcie. Czarno-białe, ale ja wiem, że na tym zdjęciu Matyldzia miała na sobie swoją ulubioną koszulkę – białą z kotkiem – krótkie niebieskie spodenki, białe skarpetki i białe tenisówki. Na główce miała czapeczkę, którą kiedyś dostała od taty, a w małej rączce trzymała moją łapkę. Oprócz zdjęcia i informacji o nas był jeszcze numer telefonu, pod który należało zadzwonić.
Luigina szybko chwyciła za telefon i zadzwoniła pod wskazany numer. Odebrała Roberta.... Chwilę rozmawiały, a później Matyldzia została poproszona do telefonu, jak skończyła rozmowę była bardzo szczęśliwa. Przekazała jeszcze słuchawkę Luiginie. Niestety nie słyszałem o czym była rozmowa bo Matyldzia cały czas skakała i piszczała z radości. 
Ale tego co się wydarzyło później dowiecie się następnym razem. 
Do zobaczenia Zuchy
Aha... pozdrowienia od Matyldzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz