środa, 20 kwietnia 2011

przygody Matyldy /cz. 21/


Skończyliśmy na tym, że Luigina rozmawiała z Robertą i mamą Matyldzi, Matyldzia skakała i piszczała z radości a ja nie wiedziałem o co chodzi. Znaczy się domyślałem się co nieco, ale skoro nie uczestniczyłem w rozmowach to nie mogłem mieć stuprocentowej pewności.
Nie minęła chwila jak Matyldzia wzięła mnie na rączki i zaczęła ze mną tańczyć, śpiewając "Przyjadą, przyjadą..." I wtedy wszelkie niejasności zostały rozwiane, wiedziałem już kto przyjedzie i po co. 
Luigina powiedziała, że wieczorem mają przyjechać rodzice Matyldzi ze Zdzisiem. Niestety Kamilek z Robertą nie mogli się z nimi zabrać, gdyż przyjechali jacyś goście, którymi musieli się zająć. Dowiedziałem się też, że nasi chwilowi opiekunowie poprosili ich abyśmy jeszcze zostali z nimi kilka dni, że bardzo nas polubili i nie chcą się rozstawać. 
Podejrzewam, że Zdzisio będzie chciał wracać do Kamilka i Roberty.. bo skoro mają gości to nie chce ich zostawiać tak samych. Szkoda, bo bardzo mi się tu podoba. Jeszcze tyle zakątkó do zobaczenia. Ale nie mówmy hop, a nóż widelec zostaniemy tu jeszcze chwilę, byłoby miło. Chociaż i tak nie będę marudził, bo w końcu zobaczymy naszych bliskich, za którymi tęsknimy.
I bliżej wieczora było tym bardziej się niecierpliwiłem. Zrobiło się już tak późno, że była pora kolacji, a ich nie było i nie było. Stół był już zastawiony po brzegi, burczało nam już w brzuszkach, ale zawzięliśmy się i powiedzieliśmy, że dopóki nie przyjadą nie zjemy kolacji. 
Cały czas staliśmy z Matyldzią w ogródku i wyglądaliśmy znajomego samochodu. Fabio kilka razy wołał nas do domu, ale my byliśmy twardzi. A wieczór wtedy był piękny i tak cudnie pachniały kwiaty.
W końcu zobaczyliśmy na drodze światła reflektorów samochodowych. Serduszko szybciej zaczęło mi bić, ogonek naprężył się a jego końcówka znow tak śmiesznie drgała. To musieli być oni, na bank to byli oni, ja i mój ogonek już to czuliśmy. 
Tak, tak, tak huuuuraaaaaa to oni, to oni. Matyldzia pobiegła otworzyć bramę, ja klaskałem w łapki. Ależ była radość.....
Chyba już mnie znacie na tyle, żeby wiedzieć, że właśnie w tym momencie skończę i zaproszę Was do następnego odcinka mej opowieści. 
Do następnego Kochani ......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz