czwartek, 7 lipca 2011

Co się stało Karolkowi?-Cz.II

Zapraszamy Was dzisiaj na drugą część opowiadania o małym Karolku, któremu przytrafiła się niespotykana i dość dziwna choroba. Pamiętacie jego czerwoną buzię, którą wystraszył swoich kolegów? Jeśli jesteście ciekawi, co wtedy się wydarzyło, to oto ciąg dalszy opowiadania. Posłuchajcie...

Karol z grupą przyjaciół pospiesznie udali się do jego domu. Niczym w asyście doprowadzili go pod same drzwi nie opuszczając ani na chwilę w obawie, że Karol mógłby zemdleć! Rozległ się dzwonek do drzwi i po chwili mama Karola je otworzyła.
-o Boże! A tobie co się stało? Szybko! Trzeba cię opatrzyć-zawołała mama.
-Zaczekaj mamo!-krzyknął Karol- ja dokładnie sam nie wiem, co mi jest? Nigdzie się nie przewróciłem, ani uderzyłem. To musiało stać się samo z siebie?- z niedowierzaniem dodał.  Mama tylko uśmiechnęła się na te słowa, bo dobrze wiedziała, że czerwona buzia nie robi się sama z siebie:)
-No dobrze, to teraz pójdziemy do łazienki i dokładnie sprawdzimy, co tak na prawdę ci dolega-spokojnie rzekła mama, po czym z apteczki wydobyła białą buteleczkę  z napisem WODA UTLENIONA.
- Mamo, co to za mikstura?-zapytał Karol
-To jest woda utleniona, która służy do odkażania i.....ale dalej Karol już nie słuchał, przeraziło go samo słowo "odkażanie" i szybko zamknął oczy, bo nie chciał widzieć co mama będzie mu robić tym odkażaniem. W tym czasie, kiedy Karol zamknął oczy, mama  nasączyła gazik zwykłą wodą i przecierała twarz Karolkowi. Ona już wiedziała, co tak na prawdę mu dolegało.
-Wiesz mamo, to odkażanie wcale nie boli-powiedział  zdziwiony Karol. Otworzył oczy i zobaczył uśmiechniętą twarz swojej mamy. Nie rozumiał, dlaczego mama zamiast martwić się jego poważnym stanem zdrowia, jest zadowolona? Dziwne są mamy-pomyślał-ale bał się zapytać o cokolwiek, tak był przejęty.
-Gotowe! ze spokojem powiedziała mama. Teraz już możesz iść się bawić z przyjaciółmi.
-Jak to? rozległ się szum w łazience. Przecież to musi być coś poważnego! Teraz trzeba jechać do szpitala-wołali koledzy Karola.
Mama Karola już nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Wreszcie wydusiła z siebie:
-Nie martwcie się o Karola, nic mu nie jest, jest całkowicie zdrowy!
-Jak to? oburzył się Karol-przecież moja buzia krwawiła!
-A może powiesz nam wszystkim, co dzisiaj jadłeś na obiad? -zapytała uradowana mama.
-A co to ma do rzeczy!-nooo były kluski z sosem truskawkowym-odparł niechętnie.
-No i właśnie ten sos truskawkowy został ci na buzi, stąd ta straszna 'krew' u ciebie:)
W tej chwili rozległ się w domu Karolka donośny śmiech. Koledzy śmiali się z siebie, że tak łatwo dali się nabrać na tajemniczą chorobę kolegi, a Karol poczerwieniał. Jego twarz nabrała intensywniejszych kolorów niż te, za sprawą truskawkowego sosu.
Na koniec mama dodała:
-Mam nadzieję, że już więcej nie zapomnisz o umyciu buzi i rąk po posiłku?
-O nie mamo! odparł Karol. Bo ja wtedy na prawdę przestraszyłem się swojego odbicia w lustrze. I wybiegł razem ze swoimi przyjaciółmi na podwórko, uradowany, że to był tylko sos truskawkowy na jego buzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz