środa, 27 lipca 2011

przygody Matyldy /cz. 26/


Ale dzisiaj jestem zmęczony. Powiem Wam, że pół nocy nie spałem, a może nawet i całą noc. Słuchajcie co się stało. 
Nigdy przedtem coś takiego mi się nie przytrafiło. NIGDY. Jak sobie przypomnę jakie katusze przechodziła moja Spysiowa dusza to pazurki mi się z nerwów trzęsą ..... i uszka i ogonek.
Wyobraźcie sobie moi drodzy, ale po śniadaniu Matylda powiedziała mi, że dzisiaj zostanę sam z chłopakami bo ona idzie do koleżanki. Rudej Ani co trzeba do niej podjechać samochodem, bo tam nawet autobusy nie dojeżdżają. Oczywiście pomija fakt, że Matylda i tak nie pojechałaby sama autobusem, gdyż jest jeszcze za mała. 
Więc jak powiedziała tak zrobiła. Spakowała sobie jakieś rzeczy, nawet nie zdążyłem zauważyć co i Marysia zawiozła ją do Ani. Na pożegnanie Matylda dała mi szybkiego buziaka w nosek, pomachała rączką i wsiadła do samochodu. 
Cały dzień miałem zajęcie, bo przecież Krzysio Spysio nigdy się nie nudzi. Poukładaliśmy z Heniem książki w kolejności alfabetycznej, równiutko pod linijkę. Posprzątaliśmy w domku u lalki Helenki. Helenka chyba wyjechała na wczasy tego dnia bo jej nie było nigdzie. Widać było, że się pakowała w pośpiechu bo wszędzie były porozrzucane jej ubranka. W związku z tym, że ani Henio ani ja nie lubimy bałaganu to ogarnęliśmy to wszystko. Wykorzystaliśmy troszkę zapasów Helenki, żeby się posilić i nabrać sił.
No i jak tak się relaksowaliśmy stwierdziliśmy, że wszystko co mogliśmy zrobić zrobiliśmy. Poszaleliśmy troszkę samochodami, urządzając sobie rajd wokół kuchennego stołu. Heniek znowu wygrał. On jest jednak bardzo dobrym kierowcą i wiele mogę się od niego nauczyć. Następnym razem poproszę go żeby dał mi kilka lekcji. 
No ale to nie o tym miało być co ja robiłem ale co mnie tak przeraziło, że spać nie mogłem. Otóż za oknami robiło się już szaro. Zaniepokoiło mnie to, że Matyldy jeszcze nie ma. Powinna być już dawno w domu. Ile można siedzieć u koleżanki.... beze mnie... bez Krzysia Spysia – bez jej ulubieńca. Chodziłem w tę i spowrotem myśląc co mogło być przyczyną tego, że zostałem w domu, i że ona nie wraca jeszcze. 
Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się burza. Straszna burza, z błyskawicami, grzmiotami, piorunami. Błyskało się niesamowicie, w domu robiło się jasno jakby ktoś zapalił wszystkie światła. To było przerażające. Zawsze jak była burza to siedzieliśmy sobie z Matyldzią razem pod kołdrą. Ona wiedziała, że ja panicznie boję się burzy i dzięki temu, że opiekowała się mną zapoinała, że ona też nie przepada za tym zjawiskiem. 
A teraz, a teraz?? Teraz byłem sam. Matylda była daleko ode mnie. Nie wytrzymałem i poszedłem zapytać Marysi co się dzieje, dlaczego jeszcze nie przywiozła mojej opiekunki. I wiecie co się okazało?? Wiecie?? Matylda pojechała na swoje pierwsze w życiu piżamowe przyjęcie. Nic mi nie powiedziała, nie uprzedziła. A ja się denerwowałem, że coś  się jej mogło stać. Ale Marysia nie chciała mi zdradzać żadych szczegółów Powiedziała tylko, że jak się obudzę jutro rano to Matylda już będzie. 
No ale jak tu zasnąć, ja się Was pytam, skoro ta burza taka straszna. Nakryłem się kołdrą posam czubek noska, wystawiłem go tylko po to żeby móc swobodnie oddychać. Przytuliłem się do podusi Matyldziowej, ale nic nie pomagało, rzucałem się z jednego boku na drgui i zastanawiałem jak ona sobie tam radzi sama podczas burzy. Już od tego ciągłego myślenia zaczęła mnie boleć głowa i na prawdę chciałem zasnąć, ale nie mogłem. 
Nad ranem, jak już słoneczko miało wstawać przestało padać i chyba wtedy zasnąłem.
Wiecie co, rzeczywiście jak otworzyłem oczka to Matylda siedziała koło mnie.
- Dzień dobry Sypysiu – powiedziała – chcesz to opowiem Ci jak było na moim pierwszym piżamowym przyjęciu.
- Dzień dobry Matyldo – odpowiedziałem – opowiedz mi, opowiedz, gdyż jestem bardzo ciekaw jak Ci minął wczorajszy dzień.
Ale najpierw pokazała mi jaką niespodziankę przyniosła do domu. Teraz moje życie zmieni się całkowicie. Będę musiał mieć oczy dookoła głowy. Ale o tym później.
Ja wiem, że miałem opowiedzieć o rodzicach Maksa, ale wybaczcie mi. Musiałem Wam to opowiedzieć. Ale pamiętam o tym i na pewno Wam o nich opowiem. Wiecie przecież, że Spysio dotrzymuje obietnic. Zawsze. Do następnego Zuchy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz