środa, 28 września 2011

przygody Matyldy /cz. 29/


Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu wspomniałem o wyjeździe wakacyjnym do Gdańska. Otóż pojechaliśmy do dziadków Matyldy, babci Mileny – zwanej Leną oraz dziadka Igora, są to rodzice taty Matyldy. Coś mi się wydaje, że kiedyś już wspominałem coś o dziadkach, chyba zdążyliście już poznać nieco nasza rodzinkę. Zatem jak już wiecie, pojechaliśmy do Gdańska, czyli nad morze. Gdy przyjechaliśmy na miejsce okazało się, że czekała tam na nas, znaczy na mnie i Matyldzię niesamowita niespodzianka – czekali na nas Kamilek z Uszatkiem wraz z rodzicami. Pamiętacie nasz wyjazd do Włoch? Tak to właśnie ten Kamilek i jego przyjaciel, to właśnie z nimi przeżyliśmy niesamowite włoskie historie, których pewnie żadne z nas nigdy nie zapomni.
No ale dość dalekich wspominek, powróćmy do naszych tegorocznych wakacji. nie wiem czy kiedyś wspominałem, ale nie ma to jak nadmorski wypoczynek, plaża – jak dla mnie to jest to ogromna piaskownica z wyjątkowym dostępem do wody – bardzo przydatne przy budowaniu piasku. O tak bardzo dobrze się domyślacie, o ile we Włoszech nam się nie udało zbudować zamku z piasku, to tym razem nie odpuściliśmy. No dobra, tak naprawdę to budowali Matylda z Kamilem wraz z pomocą tatusiów, a my z Uszatem siedzieliśmy na kocyku, przyglądaliśmy się i wygrzewaliśmy w słoneczku. No bo tak naprawdę, to co my mogliśmy zrobić swoimi małymi pluszowymi łapkami? Dość szybko dowiedzieliśmy się, że nie jest to najlepszy pomysł. Pamiętacie jak we Włoszech skakaliśmy przez fale? Tak bardzo namokliśmy, że później suszyliśmy się bardzo długo na słoneczku, a nasze futerka nie bardzo polubiły morską wodę, bo czekała nas potem kąpiel w domku – ale nie chciałem Wam o tym wcześniej wspominać, bo nie było to zbyt miłe wspomnienie. Zatem tym razem nie ryzykowaliśmy i jedynie przyglądaliśmy się wszystkiemu z odpowiedniej odległości. Zamek wyszedł rewelacyjny! Nie mówię tego tylko dlatego, że robiła go Matylda, ani dlatego, że mieściłem się idealnie na balkoniku, ale na prawdę był faaajny. Miał wieżyczki, miał fosę, oooo i miał nawet most, szkoda tylko że nie był ruchomy, ale miał takie niby liny z wodorostów.
Plaża, morze, zamki z piasku, opalanie, jest tego tyle, że chyba zostawię dalsze opowieści na nasze kolejne „spotkanie”. Mam nadzieję, że tym razem nastąpi ono dużo szybciej.
Cześć!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz