środa, 26 października 2011

przygody Matyldy /cz.31/


Zaniedbałem się z naszymi opowieściami od jakiegoś czasu i potem tylko wspominam i wspominam, więc postaram się Wam dzisiaj opowiedzieć do końca nasz pobyt w Gdańsku, by nie trzymać Was dłużej w niepewności. Jak już wiecie było plażowanie, opalanie, lepienie z piasku i wspomniałem o zwiedzaniu. Dziadkowie Matyldy, mieszkają w Gdańsku już bardzo długo, my z resztą byliśmy tam już wiele razy, w sumie to kilka razy w roku tam jeździmy, ale ze względu na Kamilka i jego rodziców, dziadkowie postanowili oprowadzić nas po tym przepięknym mieście. Jest tam bardzo dużo niesamowitych budowli, a ile historyjek opowiadano, ale powiem Wam, że Matylda i Kamilek mieli inne zajęcia, a co za tym idzie – my z Uszatkiem również. Najpierw udaliśmy się grzecznie na „starówkę”, ale nie wiem czy wiecie, ale czasem w miastach są to place, a tutaj była to jakby ulica gdzie pooglądaliśmy wąskie kamienice, mijaliśmy dużo sklepów z pamiątkami, a na końcu dotarliśmy do fontanny. Wspominałem Wam o fontannach we Włoszech, no to ta była właśnie taka fajna i tutaj zaczyna się szalone zwiedzanie Matyldy i Kamila. Zamiast słuchać opowieści o Neptunie, którą opowiadała babcia Lena, do Matylda zaczęła się chlapać z Kamilem wodą z fontanny przy okazji wrzucając mnie do wody, jak się domyślacie, byłem cały mokry i resztę zwiedzania spędziłem głową w dół trzymany za ogon przez Marysię, bym wysechł szybciej na słonku. To jednak nie przeszkodziło Matyldzi w dalszych zabawach. Gdy tylko dotarliśmy do ZOO w dzielnicy Gdańska, w której mieszkają dziadkowie, w Oliwie, oni już nie mogli doczekać się by zobaczyć zwierzaki. Biegali jak szaleni, dobrze że Matylda zna to miejsce bardzo dobrze, bo co roku wraz z dziadkami się tam wybierają na spacery, jest to jedno z ulubionych naszych miejsc. Widzieliśmy żółwie, foki, pingwiny, hipopotamy, wielbłądy i wiele, wiele innych zwierząt, których nazw nie pamiętam, ale najbardziej podobał nam się park linowy. Jejku nigdy nie byłem w takim miejscu, nie wiem czy wiecie w ogóle co to jest. Jest to w sumie park, gdzie na drzewach są liny do zabawy. Tak bardzo dobrze myślicie, super zabawa, na szczęście już byłem suchutki, więc Matylda schowała mnie do kieszonki w swoich spodenkach i mogłem wraz z nią wspinać się, jeździć i robić inne fajne rzeczy. Niestety nie mogliśmy zostać tam tak długo jakbyśmy chcieli, musieliśmy wracać do domku, bo chcieli zamykać już zoo. Tak o to spędziliśmy tydzień w Gdańsku z rodzinką i przyjaciółmi, a dlaczego tylko tydzień? Opowiem Wam następnym razem. Trzymajcie się!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz