niedziela, 20 lutego 2011

Kacza rodzinka



Czy widzieliście kiedyś małe kaczuszki? A może mieliście okazję je dotknąć (jeśli oczywiście udało Wam się taką małą kaczkę złapać!) Wiecie jak one szybko biegają? Jednej z naszych Bajkowych Sióstr udało się podejść bardzo blisko i zrobić im zdjęcie. Takie małe kaczuszki, tak jak każdy z nas kiedy był mały, potrzebują opieki swoich Rodziców i z niecierpliwością czekają na kolejne przygody!
Pewna znajoma Kacza Rodzinka wybrała się pewnego dnia na wyprawę by zwiedzić nieznane. Tato wraz z

Mamą przygotował swoim Małym Dzieciom wspaniałą niespodziankę! Małe Kaczuszki były tak uradowane, że gdy opowiadały nam, Bajecznym Siostrom, co im się przydarzyło, przekrzykiwały się nawzajem! Zresztą posłuchajcie sami...
A Wy, czy lubicie niespodzianki? Czy spotkała Was jakaś miła niespodzianka w tym tygodniu?

Kacza rodzinka na wycieczkę się wybrała
Mama całą wyprawę przyszykowała
Tata trasę przygotował
I dzieciaki swe zawołał

Chodźcie dzieciątka i żono kochana
Trzeba wyruszyć z samego rana
Przed nami dzień długi i ciężki
Ale piękne będzie zwieńczenie wycieczki

Tato, tato – krzyczą kaczątka
Do jakiego zabierzesz nas zakątka?
To niespodzianka drogie dzieciaczki
Idźcie za mną grzecznie moje małe kaczki

Mama zaczęła kaczą piosenkę
Aby umilić im tę wycieczkę
Dzieci się do niej żwawo dołączyły
Ze śpiewem na dziobkach grzecznie kroczyły

Minęli łąki, minęli lasy
Przydrożną kapliczkę, wędzarnię kiełbasy
Czeka ich ciężka przeprawa teraz - przed nimi ulica
Samochód pędem przejeżdża nią nie raz

Tata stanął na skraju jezdni
Żeby go widzieli wszyscy przejezdni
Dzieci ostrożnie! – gromko zakrzyknął
I szybko w lewą stronę swym okiem łypnął

W lewo spoglądamy
Prawą stronę badamy
Jeszcze raz lewą sprawdzamy
Nic nie jedzie – na jezdnię wkraczamy!

Kacza rodzinka bezpiecznie ulicę przekroczyła
A za ulicą niespodzianka ich uraczyła
Jeszcze tylko kilka krzaczków
Parę drzewek i baraczków

Aż tu nagle ukazał im się obraz wymarzony
Ogromny staw drzewami otulony
Na widok którego kaczątka oniemiały!

Wprawdzie były do wody przyzwyczajone
Rzeczka obok domu, kałuże przy stodole
Ale w tak wielkiej wodzie jeszcze nie pływały!
Małe kaczki ze szczęścia się popłakały

Tata wprowadził do stawu rodzinę całą
Udzielił rad kilku, jak się zachować mają
I wypłynęli razem na wielką toń wody
Spragnieni wrażeń i kąpieli wodnych

Zorganizowali sobie pływackie zawody
Kto pierwszy dopłynie na drugi brzeg wody
Później w chowanego zaczęli się bawić
Pośród trzciny tataraku i pałki

Na koniec fale kołysały je miarowo
A słońce ogrzewało pióra kolorowe
Słoneczko już zaszło i zmęczeni okrutnie
Wrócili do domu, mijając drewutnie

Wyprawa była przednia – najstarszy krzyknął kaczorek
Tato, tato, a co robimy wieczorem?
Tata uśmiechnął się czule do dzieci
Widzicie jak z przygodą czas szybko leci?

Teraz kochane moje kaczuszki
Dla każdego pyszne muszki
Po dobrej kolacji czas na spoczynek

Lecz jeszcze bajkę chce najmłodszy synek
Mama bajkę opowiadać zaczęła
Tak szybko zasnęły, że jej nie dokończyła...



czwartek, 17 lutego 2011

Dzień Kota


 

Zazwyczaj są ciche, chodzą swoimi drogami i chętnie polują na myszy. Z pozoru grzeczne, potrafią wywrócić dom do góry nogami nie szczędząc przy tym swoich ostrych pazurków. Mówi się, że psy są najwierniejszymi przyjaciółmi człowieka, a koty to zdrajcy. Bajkopisarki zdecydowanie odcinają się od tej drugiej części i w Dniu Kota przypominają, że wszystkie zwierzęta należy szanować i o nie dbać. Dlatego dzisiaj tulimy zwierzęta, zwłaszcza koty bezdomne, życząc im spotkania na swej drodze życzliwych i rozumnych ludzi.
My właśnie spotkałyśmy takiego jednego kota na swej drodze:)
Posłuchajcie...



"Kot"



Jestem kot
Czarny kot
Rankiem wstaję
Idę na polowanie
Jeśli jakaś myszka jest
Jestem po to, by ją zjeść

Sprytny jestem
Zwinny też
Mały szelest sprawia że
Zrywam się na cztery nogi
Wzrok wyostrzam no i z drogi
Lepiej by nie było cię

Kiedy brzuszek jest już pełny
Lubię wskoczyć na piec ciepły
Lub na płocie w słońcu pełnym
Mruczeć kocią piosnkę mruuuuuuu

Dobrze mi gdy w domu jestem
Kiedy ludzie o mnie dbają
Kiedy pada - schronią mnie
A gdy głodny, to nakarmią

Wiem, że wielu moich braci
Wiedzie marny, koci los
Gdzieś w piwnicach pochowani
Marzną z  zimna srogą zimą

Jeśli już zaprosisz mnie
Pod szczęśliwy ciepły dach
Nie wyganiaj późną nocą
Gdy się znudzisz po kilku dniach

Każde zwierzę szanuj więc
I opieką otocz swą
A zobaczysz, nie zawiedziesz się
Przyjaźń naszą zyskasz na pewno

poniedziałek, 14 lutego 2011

Dzień Zakochanych


Dzisiaj jest wyjątkowy dzień... Święto Zakochanych, znane też jako Walentynki. Każdy kiedyś spotka na swej drodze tę drugą połówkę i z nią będzie radośnie szedł przez życie. A my, Bajkopisarki, chciałyśmy życzyć wszystkim szczęścia w miłości i żebyście co dzień mieli swoje święto zakochanych, a nie tylko 14 lutego.

Bardzo wcześnie o poranku
Stała Ola na przystanku
Z zimna się skuliła
I się rozmarzyła:

O tym że pantofelek zgubiła
O tym że ziarnka grochu liczyła
O tym że w wieży była uwięziona
O tym ze została ocalona

O Księciu co ma rumaka białego
O lesie w którym nie dzieje się nic złego
O Dobrej wróżce i krasnoludkach
O elfach i przyjaznych duszkach

O wilku co miał wielkie oczy
O żabie co się w niej królewicz zauroczy
O misiach co piją magiczny sok
O butach co można w nich zrobić wielgachny skok...

O Dziewczynce co do malutka była
O Kozie która prawdy nie mówiła
O Królewnie co na grochu spać musiała
O Dziewczynce co zapałki rozdawała...

Czy Ci zimno? Głos usłyszała
I się zarumieniła cała

Ola tak się rozmarzyła
Że deszczu nie zauważyła
Sweter od Kuby pożyczyła
I w Nim księcia swojego odkryła

Bardzo wcześnie o poranku
Stała Zosia na przystanku...



sobota, 12 lutego 2011

Zielony Motylek

Fruwa tu, fruwa tam i ma piękne skrzydła dwa
Często siada sobie w parku lub na łące o poranku
Lubi w słońcu wygrzać się, lecz gdy pada chowa się
Jest płochliwy-trudna sprawa-nie należy dziwić się
Wszak jest mały, delikatny i dlatego boi się

Jeśli wiecie, kto to taki, to nie mówcie mamie swej
Niech przeczyta razem z Wami i z tej bajki dowie się :)


Zielony motylek po łączce lata
Lubi przesiadywać sobie na kwiatach

Zanurza czułka w kwiatowej woni
Od aromatu wcale nie stroni

Od tulipana aż po stokrotkę
Nuci pod czułkiem kolejną zwrotkę

Łapie skrzydłami słońca promienie
A rosę pije na orzeźwienie

Ale najbardziej lubi co rano
Wypić kropelki słodkiego nektaru

Wie, że to ważne by się posilić
By mieć sił dużo, by dalej lecieć

Czasem pogada z pszczołą miodną
Z konikiem przysiądzie wieczorową porą

I chętnie posłucha co w trawie piszczy
Bo bardzo lubi muzykę świerszczy

Lubi motylek latać po łące
Spędzać nieśpiesznie letnie miesiące

Lubi poranki, wieczory chłodniejsze
Łąka to jego wymarzone miejsce

Łąka to jego marzeń kraina
Gdzie wszystko co dobre się kończy i zaczyna

Gdzie dookoła pełno miłości
I nie ma nawet drobiny zazdrości

Gdzie wszyscy żyją w zdrowiu i zgodzie
Chcesz tam zawitać? Nic nie stoi na przeszkodzie!


środa, 9 lutego 2011

przygody matyldy /cz. 17/


Znowu wstaliśmy wcześnie rano i zebraliśmy się całą naszą ekipą wycieczkową (czyli ja, Matylda, Kamil, Uszatek, Marysia i Maks oraz Zdzisio i Roberta) przed domem. Pojechaliśmy sobie tym razem na szybkie zwiedzanie Watykanu. Szybkie, bo każdemu spieszyło się nad morze. Jechaliśmy nad Morze Tyrreńskie.
Pogoda była piękna, ciepło (wręcz gorąco),  wiał lekki wiaterek, piękne słońce świeciło na niebie, po którym pływały sobie piękne, delikatne chmurki. Nic tylko leżeć na plaży opalać się i pluskać się w wodzie. Spakowałem sobie szorty kąpielowe, ręcznik, kapelusz na głowę, krem do opalania. Każdy miał podobny zestaw plażowicza :) Jedynie rodzice Kamilka i Matyldy zabrali ze sobą jeszcze jakieś czasopisma, książki no i oczywiście jeszcze jakieś przekąski jak zgłodniejemy.
Przyznam szczerze, że niewiele pamiętam z tego co widziałem w Watykanie, za bardzo byłem zaaferowany tym morzem. Przecież ja jeszcze nigdy nie byłem nad morzem. Owszem kiedyś byłem z rodziną Matyldzi nad wodą. Ale to była rzeka, to był staw – wtedy jak pojechaliśmy na ryby. To było jezioro, jak pojechaliśmy na wczasy pod namiot. Ale nie prawie wielka woda – nie MORZE.
Słyszałem, że nad morzem to są fale czasami takie, że zakrywają Cię całego. A czasami jest takie spokojne jak jezioro.
W końcu dotarliśmy nad morze. Po wielkich trudach udało nam się zapakować nasz wycieczkowy samochód, zabraliśmy wszystkie manatki i udaliśmy się na plażę. No i wiecie co??? Ten piasek wcale nie był złoty i mięciutki. Nikt mi nie powiedział, że z tej strony Włoch piasek przypomina bardziej drobne kamyczki, a nie złoty pył. Ale i tak będę z niego budował piękne zamki.
Bo ja Wam nie powiedziałem, że jeszcze spakowaliśmy sobie zestaw małego plażowego budowniczego, czyli łopatki, wiaderka, foremki i inne niezbędne do budowania zamków rzeczy.
Rozłożyliśmy się blisko wody, żeby rodzice mieli nas na oku. Nieopodal była wieżyczka ratownika, który dzielnie obserwował czy wszystko jest OK, a jak ktoś za daleko wypływał to on gwizdał gwizdkiem i kazał wracać.
Oczywiście cała nasza czwórka (Kamilek, Uszatek, Matyldzia i ja) pobiegliśmy od razu do wody. Akurat były takie nie za wielkie fale i skakaliśmy przez nie chyba ze dwie godziny. Śmieszna rzecz mi się przytrafiła. Od tego skakania i niejednej wywrotki to pękła mi gumka w moich szortach ;) Mieliśmy z tego powodu ubaw po pachy. To znaczy mnie na początku nie było do śmiechu. Ale Matyldzia mnie pocieszyła troszkę i później już razem się śmialiśmy.
Zrobiliśmy sobie małą przerwę na naprawę moich gatek i małą przekąskę, po czym wróciliśmy do naszych harców i zabaw :) Tata Kamilka uczył nas pływać. Ale nie wzięliśmy ze sobą kół i motylków i niezbyt nam to wychodziło. Dlatego powiedział, że następnym razem bardziej się przygotujemy i będziemy pływać jak rybki.
Powiem Wam, że tak byliśmy zajęci nauką pływania i cieszeniem się morzem, że zapomnieliśmy o budowie zamków. Być na plaży i zamku nie zbudować.... ale musicie nam wybaczyć. Następny nasz wypad nad morze zaowocuje pięknym zamkiem. Może nawet uda się zrobić jakieś zdjęcie :D

niedziela, 6 lutego 2011

Paw


Czy widzieliście kiedyś pawia? To taki ptak, piękny ptak, którego ozdobą jest imponujący ogon z długich piór, który, kiedy jest złożony, ciągną po ziemi niczym tren. A na tych piórach mienią się charakterystyczne niebiesko-złoto-zielone "pawie oczka". Ten, kto chociaż raz miał sposobność spotkać pawia wie, skąd powiedzenie "Dumny jak paw" Otóż paw, kiedy się przechadza np. po parku, robi to z taką dostojnością, że nie sposób pomyśleć o nim inaczej!

Nasz paw też jest dumny:)


W pięknym parku, wśród zieleni
Kolorowy ptak się mieni
Wszyscy go tu podziwiają
Nawet jego imię znają

A nazywa się ten ptak
Bardzo dumnie – jak to paw
Jego imię to Ambroży
Bywa czasem, że się sroży

Po alejkach się przechadza
W cieniu ciało swoje schładza
A jak widzi piękne panie
Ogon swój rozkłada dla nich

Słychać wtedy krzyk zachwytu
Ludzi robi się bez liku
Każdy chce podziwiać go
A on bardzo lubi to

Jeśli spotkać pawia chcesz
Przyjdź do parku, zimą też
Może będzie się przechadzał?
Dumnie ogon swój rozkładał?

Choć jest dumny, w gruncie rzeczy
Bardzo kocha wszystkie dzieci