wtorek, 31 maja 2011

Dzień Bociana Białego



"Rozmowa z bocianem"

Bocianie, bocianie dawno Cię nie było.
- Bo byłem daleko, tam gdzie słonko praży miło.

Bocianie, a czemu na zimę odlatujesz?
- Nie znajdę pożywienia, gdy lód wszystko skuje.

Bocianie, a czy to prawda, że Ty jadasz żaby?
- Żaby jadam rzadko, za dużo z nimi zabawy.

Bocianie, a dlaczego masz taki długi dziób?
- Po to bym pożywienie nim szybko złapać mógł.

Bocianie, a jaki masz użytek z Twoich długich nóg?
- Są mi potrzebne po to bym w wodzie brodzić mógł.

Bocianie, a czemu gniazdo swoje na kominie wijesz?
- Bo lubię być blisko ludzi - dobrze mi się z Wami żyje!

Bocianie, a czy znowu jesienią odlecisz?
- Tak i zabiorę ze sobą żonę i dzieci.

Bocianie, smucę się trochę, czy do nas powrócisz?
- Oczywiście, że wrócę! - nie musisz się smucić.




czwartek, 26 maja 2011

Dzień Matki



Mały Artuś jechał z górki 
Swym żółtym rowerkiem szybciutkim, 
Obok dużo drzewek mijał 
Na zakrętach jak wąż się zwijał.

Spieszył się ten brzdąc kochany 
Na spotkanie swojej mamy 
Chciał jej zrobić niespodziankę 
I czekać na nią za przystankiem 

Żeby wręczyć wracającej z pracy 
Zebrane przez siebie kwiaty 
Wcześniej był na wielkiej łące 
Gdzie było kwiatów tysiące 

Pomyślał, że mamie przyjemność zrobi 
I zaczął wśród kwiatków chodzić 
Nazbierał bukiet niemały 
Na święto nie tylko swojej mamy 

Chciał też obiad ugotować 
Ale za późno zaczął główkować 
I nie kupił nic do jedzenia 
Więc będzie mamie pomagał w pichceniu 

W końcu przyjechał wyczekiwany autobus 
Mamusię Arturka z pracy przywiózł 
Mama minę miała zaskoczoną 
Gdy zobaczyła syna z kwiatów koroną 

Brzdąca wyściskała i wycałowała 
Do domu szybciutko zabrała 
Pyszny obiad we dwójkę zrobili 
Czym całą rodzinę ucieszyli

Haftowany obrus Artur na stół położył 
Do wazonu kwiaty włożył
Postawił je na środku stołu
Zawołał całą rodzinkę do salonu

Ze smakiem obiad spałaszowali
Bracia i siostry mamie prezenty dali
I życzenia też złożyli
Takimi kochającymi dziećmi byli

I my też się przyłączamy
Piękne życzenia wszystkim mamom składamy

rys. Olek /6 lat/


rys. Kamilka /8 lat/

sobota, 21 maja 2011

Dzień Strażaka




Tomek  i jego brat Pawełek mieli wielką ochotę na przejażdżkę swoimi nowymi rowerami.  Jednak mama nie chciała się zgodzić na samodzielną wyprawę. Mieli zaczekać, aż tata wróci z pracy, ale kto by chciał tak długo czekać. W końcu udało im się przekonać mamę, ale pod warunkiem, że pojadą tylko do lasu i z powrotem, a do tego zabiorą ze sobą telefon komórkowy, żeby w razie czego zadzwonić do mamy.Nie czekając ani chwili wsiedli na rowery i pojechali. Droga do lasu wiodła przez łąkę. Kiedy chłopcy dojechali do łąki zobaczyli unoszącą się nad nią chmurę gęstego dymu.
 - O rany chyba się pali! – krzyknął Pawełek.
 - Nie chyba, tylko na pewno – dodał Tomek.
 - Boję się, wracajmy do mamy –  dodał łamiącym się głosem Pawełek.


- Oszalałeś? Musimy coś zrobić. Zanim dojedziemy do domu pożar będzie już bardzo duży i może dojść do lasu – skarcił młodszego brata Tomek.
 - Wiem, co zrobimy – dodał – Zadzwonimy do Straży Pożarnej, przecież mama dała mi telefon. No tak, tylko nie wiem jaki jest numer do Straży…
 - No przecież 998, nie pamiętasz? – Pawełek pamiętał wszystkie numery alarmowe.
Tomek szybko wykręcił numer i przekazał wszystkie niezbędne informacje: przedstawił się, powiedział, że pali się łąka w pobliżu lasu, że chyba nie ma w pobliżu żadnych ludzi, ale że ogień zbliża się w stronę lasu.
Nie minęło 5 minut i zajechały dwa wozy strażackie. Strażacy od razu przystąpili do akcji. Chłopcy z daleka obserwowali całą akcję gaszenia pożaru. Nie chcieli przeszkadzać, a poza tym było już późno, więc wrócili do domu.
rys. Milena z Przedszkola Publicznego w Rogowie /6 lat/
Postanowili, że nic nie powiedzą mamie żeby jej nie denerwować. Wieczorem, podczas kolacji usłyszeli dzwonek w telefonie mamy. Mama odebrała i długo z kimś rozmawiała, a potem weszła do kuchni i zapytała chłopców czy to oni wezwali dzisiaj z jej telefonu Straż Pożarną.

Nie było wyjścia Tomek z Pawełkiem musieli dokładnie opowiedzieć całą historię.
Mama powiedziała, że to dzwonił Pan Komendant, żeby podziękować za zawiadomienie strażaków i zaprosić całą ich rodzinę jutro do Straży Pożarnej, ponieważ strażacy w ten sposób chcieli nagrodzić chłopców.
Nazajutrz cała rodzina wybrała się do Straży Pożarnej. Najpierw, w obecności wszystkich strażaków Pan Komendant podziękował chłopcom za powiadomienie o pożarze i uratowaniu lasu. Powiedział też, że przyczyną pożaru było wypalanie trawy na łące przez jakąś nierozsądną osobę. Potem wręczył chłopcom nagrody: piękne zestawy mini-samochodów strażackich. Po całej ceremonii chłopcy wraz z rodzicami mogli zwiedzić budynek Straży Pożarnej, a nawet zjechać po rurze – takiej, po jakiej strażacy zjeżdżają na parking, na którym stoją zaparkowane wozy – zawsze gotowe do odjazdu. Mogli też przyjrzeć się wszystkim rodzajom węży, gaśnic i innych przydatnych przedmiotów, które strażacy wykorzystują w swojej pracy. Dowiedzieli się też, że praca strażaków to nie tylko gaszenie pożarów, ale też pomoc w różnych sytuacjach np. podczas powodzi, przy usuwaniu skutków wichur czy pomoc w ratowaniu zwierząt.
Wizyta w Straży Pożarnej była dla chłopców wspaniałą przygodą. Kiedy wrócili do domu i bawili się swoimi nowymi wozami strażackimi obaj zgodnie stwierdzili, że w przyszłości chcieliby zostać strażakami.
Pamiętaj! Jeśli zauważysz pożar dzwoń 998 lub 112!




Ilustracje do dzisiejszej bajki przygotował Olek /6 lat/

środa, 18 maja 2011

Mrówka Mimi i dżem


Dawno, dawno temu w pięknym domku położonym niedaleko lasu żyła sobie niezauważalnie rodzinka małych robaczków, a dokładniej mrówek. Oczywiście nie chodziły one swobodnie po chatce, ale mieszkały w pięknej ceramicznej doniczce z wysianą trawką, która uroczo reprezentowała się w przejrzystym czystym oknie z błękitnymi zasłonkami. Rodzina mrówek składała się z matki Tosi, ojca Teofila i piątki starszych już dzieci o imionach Berta, Emi, Teo, Matt, Hubert. Matt był najbardziej wyrośniętą mrówką z rodzeństwa i zawsze wszystko robił szybciej od leniwego Teo. Mrówkom żyło się przepięknie w tym wspaniałym świecie do czasu gdy na świat przyszło nowe potomstwo. Urodziły się Ela i Mimi. Miały bardzo roztargnione charaktery, wszystkiego musiały dotknąć lub spróbować. Wtedy zaczęły się nie małe kłopoty! Mimi zaczęła wyruszać w bardzo długie wędrówki po domu, co było wielkim niebezpieczeństwem dla mrówczej rodziny. Ale młoda mrówka musiała poznać smak wolności i przygody... Pewnego razu wdrapała się na stolik, wtedy gdy Pani domu jadła swoje pierwsze śniadanie. Mała Mimi obeszła dookoła cały drewniany stolik i najbardziej ze wszystkich dobrych rzeczy, które się tam znajdowały wybrała dżem. Szybciutko podreptała pod miseczkę ze słodką pysznością i chciała swoim małym językiem spróbować truskawkowej konfitury. Szybko jednak zorientowała się, iż jej chude nóżki zatopiły się w słodkiej masie. Mała mrówka nawoływała z całych sił swoje rodzeństwo oraz rodziców. Mimi próbowała się wydostać z lepkiej miseczki, ale na próżno... było zbyt klejąco. Nie miała już sił krzyczeć ani też ruszać nóżkami. Jej świat otoczyła ciemna przestrzeń, gdy wtem coś się zmieniło! Otworzyła oczy i ujrzała, że cała jej rodzina bez wyjątku próbują ją wyciągnąć ze słodkiej masy. Jest ciężko, nawet bardzo, ale nikt się nie poddaje i po kilku minutach Mimi jest wolna. Cała rodzina odetchnęła z ulgą. Robaczki szybciutko podreptały do swej doniczki i odtąd żadna mała mrówka nie mogła się nigdzie dalej oddalać niż od domu...


Autorką bajki i ilustracji jest szesnastoletnia Patrycja Włódarczak, córka Małgosi

niedziela, 15 maja 2011

dzień niezapominajki


Wśród morza starych drzew, w samym środku zielonego lasu, na małej polanie zebrała się grupa leśnych zwierząt. W pierwszym rzędzie siedziały dwa niedźwiadki, rudy lisek, trzy rozbrykane zające i polna myszka. W drugim rzędzie siedziała para małych dzików, obok nich wilk i cztery sarenki. Młode zwierzęta brały udział w lekcji botaniki, prowadzonej przez trzy siwe i wiekowe sowy. Ptaki siedziały przy trzech starych pniach, kiwały siwymi głowami i poprawiały druciane okulary.
Najmłodsza z sów rozdała zwierzętom bukieciki małych niebieskich kwiatków. W tym czasie średnia wiekiem sowa zabrała głos – Drogie dzieci, dzisiaj opowiemy wam o kwiatach prosto z bajki, opowiemy wam o niezapominajkach. – Sowa zaczęła kiwać siwą głową w lewą i prawą stronę, później w tył i w przód, a następnie rzekła – Stara legenda głosi, że młody rycerz w srebrnej zbroi spacerował ze swoją ukochaną brzegiem Tamizy, zrywał niebieskie kwiatuszki dla swojej ukochanej. Ciężka zbroja sprawiła jednak, że rycerz stracił równowagę, wpadł do rzeki i zaczął tonąć. W ostatniej chwili wyrzucił bukiet kwiatów na brzeg rzeki i zawołał do ukochanej "Nie zapomnij mnie!".
Najmłodsza z zebranych sów, poprawiła energicznie spadające jej ciągle druciane okulary, pokiwała siwą głową w lewą i prawą stronę, później w tył i w przód, a następnie rzekła – To nie było tak, moja droga koleżanko, stara germańska legenda głosi, że jeden z bogów nazywał po kolei wszystkie kwiaty. Wtedy małe niebieskie kwiatki zawołały chórem „Panie, nie zapomnij o nas”. „Niezapominajki – tak będziecie się nazywać” – odpowiedział bóg.
Młode zwierzęta zerkały niepewnie na siebie, zadając sobie ukradkiem pytanie – Która legenda jest prawdziwa?
Trzecia sowa, najstarsza ze wszystkich sów westchnęła głośno, pokiwała siwą głową w lewą i prawą stronę, później w tył i w przód, a następnie rzekła – Drogie dzieci, obie legendy są prawdziwe. Tyle ile legend, tyle nazw tych kwiatów. Mały niebieski kwiatuszek, na którego właśnie zerkacie nazywany jest niezapominajką, mysim uszkiem – wszystkie zebrane na polanie zwierzęta odwróciły się w stronę małej polnej myszki – lub niezabudką. Niezapominajki znajdziecie na łąkach, leśnych uroczyskach, lasach, ogrodach, nad brzegami rzek oraz strumieni. Wystarczy, że rozejrzycie się odrobinę – sowa zamyśliła się, pokiwała głową w lewą i prawą stronę, a następnie zasnęła. Zwierzęta trzymając bukiety niezapominajek w łapkach lub pyskach udały się do swoich domów. Tej lekcji botaniki nie zapomną. Nigdy.


sobota, 14 maja 2011

PREMIERA: Baśniobór

To dzisiaj do naszych księgarń wchodzi wspaniała, magiczna książka autorstwa Brandona Mull'a zatytułowana "Baśniobór". Jak zapewne wiecie Bajkopisarki dzięki dobrej wróżce Ewelinie miały możliwość zapoznać się wcześniej z treścią książki i są nią zafascynowane. Tutaj znajdziecie nasze wrażenia po przeczytaniu "Baśnioboru".
Dzisiaj chcemy przytoczyć Wam kilka cytatów. Naprawdę ciężko było coś wybrać. Każda z nas miała ochotę przepisać po prostu całą książkę. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi ulubionymi cytatami.

"Wiele z mieszkających tu stworzeń żyło sobie przyjemnie, kiedy prymitywny człowiek plemienny szukał pożywienia. Nauczyliśmy ludzi sekretów wypiekania chleba, wypalania gliny i rozniecania ognia. Ale z czasem przestali nas dostrzegać. Kontakty ze śmiertelnikami stały się rzadkie. A potem człowiek zaczął nas osaczać. Przyrost ludności i rozwój techniki pozbawiły nas wielu pradawnych domów. Ludzkość nie miała wobec nas złych zamiarów. Po prostu staliśmy się kolorowymi karykaturami zamieszkującymi mity i baśnie. Istnieją ciche zakątki świata, gdzie wciąż żyjemy na wolności. Nieuchronnie jednak nadchodzi dzień, w którym ostatnim miejscem dla nas pozostaną te rezerwaty, dar światłych śmiertelników.
Bajkopisarka Ania

Podeszła do balustrady i wyjrzała na prześlicznie przystrzyżony ogród. Ścieżki z białych kamyków wiły się wśród klombów, żywopłotów, grządek warzywnych, drzewek owocowych i kwitnących roślin. Splątane winorośle pięły się po podwieszanych kratkach. Wszystkie kwiaty były chyba w pełnym rozkwicie. [...] Ogród tętnił życiem. Wśród liści fruwały kolibry, furkocząc niemal niewidocznymi skrzydłami. Olbrzymie, bzyczące trzmiele o włochatych brzuchach latały z kwiatka na kwiatek. Oszałamiająco różnorodne motyle trzepotały skrzydełkami przypominającymi płatki bibuły." 
Bajkopisarka Peggykombinera

"-To jest najdłuższy podjazd świata - jęknął Seth. 
Im dalej się zapuszczali, tym treść tabliczek robiła się bardziej niekonwencjonalna. Znaki"Teren prywatny" i "Wstęp wzbroniony" ustąpiły miejsca hasłom typu: "Uwaga: dwururka" czy "Intruzi będą gnębieni". 
- Śmieszne te tabliczki - skomentował Seth. 
- Raczej okropne - mruknęła Kendra. 
Po kolejnym zakręcie dojechali do zwieńczonego liliami ogrodzenia z kutego żelaza. Dwuskrzydłowa brama była otwarta. Jak okiem sięgnąć w obie strony między drzewami ciągnęło się ogrodzenie. Obok stała ostatnia tabliczka: "Dalej czeka cię pewna śmierć". 
- Czy dziadek ma paranoję? - spytała Kednra. 
- Te tabliczki to żart - odrzekł tata. - Odziedziczył tę ziemię. Na pewno już tu stały. 
Przejechali przez bramę, ale domu wciąż nie było widać. Tylko jeszcze więcej drzew i jeszcze więcej krzaków. Przebyli niewielki mostek nad strumykiem, a potem wspięli się na łagodne wzniesienie. Na szczycie las nagle się skończył i po drugiej stronie rozległego trawnika oczom pasażerów ukazał się dom...." 
Bajkopisarka Zosia

A teraz... drodzy Poczytnicy wyłączamy komputery, zakładamy buty i udajemy się do najbliższej księgarni w celu zakupu tej wspaniałej książki. Każdy, kto wierzy w czary i magiczne istoty powinien mieć w domu tę pozycję na honorowym miejscu.

Z pozdrowieniami Bajeczne Siostry

Przypominamy o możliwości złożenia na łamach Fabryki życzeń Waszym Mamom.

czwartek, 12 maja 2011

Złóż życzenia swojej Mamie



Kochani Poczytnicy, 

Wielkimi krokami zbliża się bardzo ważny dzień.... dzień MATKI. Dlatego też zapraszamy Was do stworzenia specjalnych życzeń dla Waszych Kochanych Mam, które My - Bajkopisarki zamieścimy w Naszej Fabryce. 
Tradycyjnie forma życzeń dowolna. Może być pisana wierszem, prozą, może być to malowanka, wycinanka, wytwór z plasteliny, modeliny, klocków...
Poproście Waszych Tatusiów, Dziadków, Rodzeństwo lub jeśli jesteście na tyle duzi zróbcie to sami. Gotową pracę sfotografujcie jak najszybciej i prześlijcie na adres Fabryki: BAJECZNAFABRYKA@GMAIL.COM
Bajkopisarki będą wiedziały co z tym zrobić. 
Aha i jest jeszcze jeden warunek, musicie opisać Waszą Mamę. 

Serdecznie pozdrawiamy, 

Bajeczne Siostry


wtorek, 10 maja 2011

Baśniobór

Drodzy Poczytnicy,
Do Bajecznej Fabryki zakradła się dobra wróżka i sprawiła, że Bajeczne Siostry mogły przeczytać wspaniałą książkę autorstwa Brandona Mull'a pod tytułem "Baśniobór". Książka ukaże się w naszych księgarniach już za cztery dni. Dzisiaj możecie zapoznać się z naszymi wrażeniami po jej przeczytaniu, a w sobotę poznacie nasze ulubione fragmenty "Baśnioboru". Serdecznie zapraszamy i zachęcamy do zakupu.

Bajkopisarka Ania:
„Baśniobór” jest niesamowity. Nie spodziewałam się, że kolejna książka o tematyce magii będzie w stanie aż tak mnie zainteresować. 
Ta książka naprawdę trzyma czytelnika w napięciu i nie sposób się od niej oderwać. Czytałam ją mojemu siedmioletniemu synkowi i za każdym razem nie mógł się doczekać kolejnego rozdziału. 
Z prawdziwą przyjemnością wspólnie odkrywaliśmy jak nudne wakacje Setha i Kendry zmieniają się w niesamowitą przygodę, obfitującą w magiczne niespodzianki. A spotkanie wróżek to tylko początek ich przygody w świecie magii. 
Szczególnie spodobały nam się motywy zaczerpnięte z mitologii greckiej, przyjemnie było ponownie spotkać mityczne stworzenia, w tak niespodziewanym miejscu.
Po lekturze „Baśnioboru” już wiem, że z prawdziwą przyjemnością sięgnę po kolejne tomy.
Czytając książkę wyobrażałam sobie jej ekranizację, to idealny scenariusz na wspaniały film.

Bajkopisarka Zosia:
Książka momentalnie przeniosła mnie w świat magii. Opisy są tak bajeczne i tak realne, że miałam wrażenie, że wszystkie te magiczne stworzenia istnieją na prawdę. Wspaniałe stopniowe przygotowanie Czytelnika do tego, że Seth i Kendra będą mieć niezwykłe przygody.
Czytając Baśniobór czułam się tak, jakbym przyglądała się poczynaniom dzieciaków z bliska. Wróżki na wyciągnięcie ręki. Miałam ochotę chwycić za kubek mleka, wypić go do dna i obserwować otaczającą mnie przyrodę ... kto wie, może jak wracałam z pracy przeleciała obok mnie jakaś wróżka, której zwykły śmiertelnik nie jest w stanie ogarnąć swym okiem... Mimo, że książka dotyka magicznych tematów nie jest straszna.
Moim skromnym zdaniem Harry Potter w porównaniu z Baśnioborem jest mocno przereklamowany. 

Bajkopisarka Peggykombinera:

Co widzisz na zdjęciu?
Biedronkę?
Jeśli chcesz zobaczyć coś poza tą małą bożą krówką - pełnego magii, zapierającego dech w piersiach, pełnego tęczowych kolorów, wyciętego z bajecznego świata - koniecznie przeczytaj książkę pod tytułem "Baśniobór", której autorem jest Brandon Mull.
"Baśniobór" to wehikuł przenoszący każdego czytelnika w magiczny świat, to różowe okulary szarej rzeczywistości. W tą podróż (poza książką) musisz zapakować do plecaka kompas, lornetkę, małe lusterko i termos na ciepłe mleko. W tą magiczną podróż zabiorą Cię Kendra i jej brat Seth. Główni bohaterowie książki pozwolą Ci towarzyszyć we wszystkich przygodach, będziesz bać się razem z nimi, będziecie wspólnie wyciągać wnioski z ich potknięć. 
Ta magiczna powieść uczy małego i dużego czytelnika na wielu płaszczyznach. Książka obfituje w postaci znane każdemu czytelnikowi ze świata bajek, baśni, mitologii i ukazuje je w ciekawy, a czasami nawet zaskakujący sposób, a ponadto pełna jest realistycznych opisów oraz wychowawczych przesłań. 

Pozdrawiamy i do księgarń zapraszamy.

niedziela, 8 maja 2011

Las


"Las"

szumi las, ciemny las
zaraz coś opowie nam...

W dużym lesie bardzo starym
Drzewa rosną już od lat
W nim zwierzęta zamieszkały
To był ich bezpieczny las

Takich roślin, jakie żyły
Dzisiaj próżno szukać wam
Bo źli ludzi wyniszczyli
To, co natura dała nam

Kiedy człowiek wszedł do lasu
Chciał pokazać, że jest Pan
Wziął siekierę i pomału
Rąbał drzewa tu i tam

Jakby tego było mało
Za zwierzynę zabrał się
Dziki, sarny i jelenie
Jego celem stały się

Potem wtargnął z górą śmieci
Jak pierzyną okrył las
Czy nie wiedział, że las cierpi
że to szkodzi wszystkim nam?

szumi las, ciemny las
o rozwagę prosi nas...

On zaprasza nas do siebie
ale musisz wiedzieć, że
W lesie prawo obowiązuje
Trzeba nam przestrzegać je

W lesie dróżki wyznaczone
Nimi zawsze kieruj się
Nie niszcz roślin, nie hałasuj
Jesteś tylko gościem w nim

szumi las, zielony las
niechaj szumi długi czas...


Pamiętajcie!!! Każdy LAS może być tajemniczym Baśnioborem ... bacznie obserwujcie BAJECZNĄ FABRYKĘ każdego dnia :)

środa, 4 maja 2011

przygody Matyldy /cz. 22/


Jak już wiecie w końcu zobaczyliśmy "naszych rodziców". Ależ była wielka radość. Ściskanie, całowanie, radość, śmiech. Tak na prawdę bałem się troszkę, że Marysia albo Maks będą na nas źlii troszkę na nas nakrzyczą. Ale całe szczęście było inaczej. Cieszyli się, że jesteśmy cali i zdrowi i prosili, żebyśmy więcej nie wpadali, w takie tarapaty.
Zasiedliśmy wspólnie do stołu i Matyldzia jeszcze raz opowiedziała naszą przygodę Rodzicom i tacie Kamilka. Powiedzieli, że skoro widzą nas całych i zdrowych to ta cała historia wydaje się być nawet  zabawna. Ale wcale im nie było do śmiechu jak się zorientowali, że się zgubiliśmy.
Maks zaczął opowiadać jak czekali na nas w porcie i kapitan kazał już wchodzić na statek. Weszli tylko dlatego, że  kapitan obiecał osobiście nas przyprowadzić do nich. Zdecydowali się wejść na statek bo Kamilek wypatrzył nas biegnących w stronę statku. Nikt nie pomyślał, że wbiegniemy do pierwszego lepszego.
Ale.... nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Dzięki temu całemu zamieszaniu zwiedziliśmy więcej niż było w planach. Poznaliśmy cudownych ludzi. Luigina i Fabio zaproponowali, żebyśmy zostali jeszcze trochę. W związku z tym, że Kamil i Roberta zostali w domu, z gośćmi na głowie nie mogliśmy zostać tam dłużej. Ale Luigina powiedziała, że muszą urządzić przyjęcie z okazji szczęśliwego zakończenia tej przygody, dlatego zostaliśmy na następny dzień i po pieknej fecie poszliśmy spać i wyruszliśmy z samego rana w podróż do Rzymu. Nasi gospodarze zapraszali nas do siebie. No i Marysia obiecała, że w przyszłym roku przyjedziemy do nich na wakacje. Wymieniliśmy się adresami, telefonami i tymi nooo emilami, emaliami..... oj to jakoś inaczej się nazywa, ale podobnie. Chodzi mi o tą pocztę elektryczną (a może elektroniczną) i ten cały internet. Fajna sprawa, bo można się porozumiewać z ludźmi na drugim końcu świata.
Trasa w drugą stronę była całkiem inna, przecież przypłynęliśmy tutaj statkiem, a w drugą stronę jechaliśmy samochodem. No fakt, przez chwilę płynęliśmy promem, ale to się nie liczy.
Włochy to na prawdę piękny kraj. Dobrze, że jeszcze tu wrócimy. Z jednej strony żal wracać do domu, ale z drugiej strony tęsknię za nim i za moimi przyjaciółmi, którzy tam zostali.
W końcu zobaczę się z Mietkiem i Heniem i wszystko im opowiem, tak jak Wam. No i oczywiście zabiorę ich w wielki lot moim pięknym dwupłatem :) Już się nie mogę doczekać aż zobaczę ich zachwycone pyszczki:D
Do następnego razu, Zuchy :)

p.s. Pozdrowienia od Matyldzi
p.s. 2 Marysia znów zabiera nas w krainę Baśnioboru .... niebawem sami się przekonacie jak tam jest cudownie :)