sobota, 29 października 2011

Gość Specjalny



Pewnego jesiennego dnia na spacjalne zaproszenie Adasia jedna z bajkopisarek przybyła do kolorowego przedszkola, by opowiedzieć o działalności Bajecznej Fabryki. Ta niecodzienna wycieczka oraz spotkanie z młodymi poczytnikami jest ogromnym wyróżnieniem dla całej Bajecznej Fabryki. Specjalnie z tej okazji zespół bajkopisarek przygotował dla przedszkolaków bajkę o dwóch psotnych misiach. Młodzi poczytnicy wysłuchali opowieści z dużym zaciekawieniem :-) Teraz kolej na Was, oto przed Wami bajka o dwóch Misiach:

Za dziewięcioma rzekami, za siedmioma górami, za pięcioma morzami i trzema wyspami, na zielonym wzgórzu w drewnianym domu mieszkała rodzina misiów: Tata Miś, Mama Miś, Miś Felek i Miś Franek. Felek i Franek codziennie bawili się przed domem w berka. Pewnego dnia, znudzeni zabawą, postanowili, że pójdą nad staw. Felek dzielnie ruszył w stronę stawu, a mały Franek pamiętając ostrzeżenie Mamy, by bez Rodziców nie chodzić nad wodę, stał smutny pod domem. Franek wahał się dłużą chwilę i mimo tego, że nie chciał iść – pobiegł szybko za bratem, by nie wyjść na słabeusza. I dobrze się stało, bo gdy byli już nad stawem Felek stracił równowagę i wpadł do wody. Na szczęście mały Franek podał mu grubą gałąź i wyciągnął swojego brata z wody. Misie szybko wróciły do domu. Felek był cały przemoczony i od razu się wydało, że nie posłuchali Mamy. Mama była bardzo zła, że złamali zakaz, ale cieszyła się, że wszystko się dobrze skończyło. Felek podziękował swojemu młodszemu bratu za pomoc, a Mamę przeprosił za to, że był niegrzeczny. Cała przygoda na szczęście dobrze się skończyła, ale nauczyła go, by zawsze słuchał Mamy i nigdy nie wybierał się na samotne wycieczki.


Po wspólnym czytaniu bajki rozpoczęło się wielkie kolorowanie misiów. W ruch poszły kredki w kolorach tęczy. Salę wypełnił radosny śmiech przedszkolaków.
 

To było pierwsze spotkanie z małymi poczytnikami, mamy nadzieję, że nie było ono ostatnie.

środa, 26 października 2011

przygody Matyldy /cz.31/


Zaniedbałem się z naszymi opowieściami od jakiegoś czasu i potem tylko wspominam i wspominam, więc postaram się Wam dzisiaj opowiedzieć do końca nasz pobyt w Gdańsku, by nie trzymać Was dłużej w niepewności. Jak już wiecie było plażowanie, opalanie, lepienie z piasku i wspomniałem o zwiedzaniu. Dziadkowie Matyldy, mieszkają w Gdańsku już bardzo długo, my z resztą byliśmy tam już wiele razy, w sumie to kilka razy w roku tam jeździmy, ale ze względu na Kamilka i jego rodziców, dziadkowie postanowili oprowadzić nas po tym przepięknym mieście. Jest tam bardzo dużo niesamowitych budowli, a ile historyjek opowiadano, ale powiem Wam, że Matylda i Kamilek mieli inne zajęcia, a co za tym idzie – my z Uszatkiem również. Najpierw udaliśmy się grzecznie na „starówkę”, ale nie wiem czy wiecie, ale czasem w miastach są to place, a tutaj była to jakby ulica gdzie pooglądaliśmy wąskie kamienice, mijaliśmy dużo sklepów z pamiątkami, a na końcu dotarliśmy do fontanny. Wspominałem Wam o fontannach we Włoszech, no to ta była właśnie taka fajna i tutaj zaczyna się szalone zwiedzanie Matyldy i Kamila. Zamiast słuchać opowieści o Neptunie, którą opowiadała babcia Lena, do Matylda zaczęła się chlapać z Kamilem wodą z fontanny przy okazji wrzucając mnie do wody, jak się domyślacie, byłem cały mokry i resztę zwiedzania spędziłem głową w dół trzymany za ogon przez Marysię, bym wysechł szybciej na słonku. To jednak nie przeszkodziło Matyldzi w dalszych zabawach. Gdy tylko dotarliśmy do ZOO w dzielnicy Gdańska, w której mieszkają dziadkowie, w Oliwie, oni już nie mogli doczekać się by zobaczyć zwierzaki. Biegali jak szaleni, dobrze że Matylda zna to miejsce bardzo dobrze, bo co roku wraz z dziadkami się tam wybierają na spacery, jest to jedno z ulubionych naszych miejsc. Widzieliśmy żółwie, foki, pingwiny, hipopotamy, wielbłądy i wiele, wiele innych zwierząt, których nazw nie pamiętam, ale najbardziej podobał nam się park linowy. Jejku nigdy nie byłem w takim miejscu, nie wiem czy wiecie w ogóle co to jest. Jest to w sumie park, gdzie na drzewach są liny do zabawy. Tak bardzo dobrze myślicie, super zabawa, na szczęście już byłem suchutki, więc Matylda schowała mnie do kieszonki w swoich spodenkach i mogłem wraz z nią wspinać się, jeździć i robić inne fajne rzeczy. Niestety nie mogliśmy zostać tam tak długo jakbyśmy chcieli, musieliśmy wracać do domku, bo chcieli zamykać już zoo. Tak o to spędziliśmy tydzień w Gdańsku z rodzinką i przyjaciółmi, a dlaczego tylko tydzień? Opowiem Wam następnym razem. Trzymajcie się!!

sobota, 22 października 2011

O jamniku

   
rys /Mikołaj/

 Był sobie pies jamnik. Nie był on ani zbyt duży, ani też zbyt mały, była taki, jakby to powiedzieć, jak to jamnik - w sam raz. Miał ciemną sierść, jak to jamnik - ciemnobrązowa, błyszcząca. Był on z tych tak zwanych - krótkowłosych jamników. Miał uszy, jak jamnik - nieco długie, ale nie jak u Spanieli, takie zgrabne, szczupłe i ładne, jak u jamnika ucho wyglądać powinno. Miał on i ogon, bo pies bez ogona, to jak mawiają - nie pies. Miał mały, czarny nosek, jak to u psa - mokry i zimny, bo był to zdrowy piesek. Miał on też i łapy, miał ich cztery. Krótkie były, bo po co mu długie, skoro biegać on za wiele nie biega? Tak też wyglądał nasz zwykły, brązowy jamniczek. Lecz po czym poznać można jamnika? Jamnik to taki wyjątkowy pies, że jego tułów jest szczupły i długi. Jamnik ten był wyjątkowy, gdyż jego tułów często płatał mu figle.
      Razu pewnego, nasz mały jamniczek postanowił wyjść na spacer, gdyż była piękna, słoneczna pogoda. Zadowolony ogonem machał, uszy mu podskakiwały do rytmu marsza jakim to właśnie jamniczek zwiedzał okolice. Mijał budynki, sklepy, wieżowce, targ i stragany i ludzi mijał. Ludzi i ich zwierzęta, a wszyscy spoglądali ze zdziwieniem na małego jamniczka. Ten zaś nie wiedział skąd w nich takie zdziwienie, przecież sami z pogody skorzystać zechcieli i widoki także podziwiali. Nic sobie nie robiąc z min i okrzyków, szedł dalej jamniczek chodnikiem ulicznym. Aż nagle buldog do niego się zwraca: Panie Kochany, a cóż to się Panu stało? Na to, tym razem zdziwiony jamniczek odpowiada: Na spacer wyszedłem, ogrzać się nieco, cóż w tym dziwnego? Panie, przecież Pan żeś się rozciągnął w niebiosa. Pan ogona nie dojrzy!!! – odparł wnet buldog. Odwrócił się szybko przestraszony i z niedowierzaniem na usłyszane słowa jamnik. Nie spodziewał się biedak takiego widoku. Tak się rozciągnął podczas spaceru, iż faktycznie nie mógł zobaczyć swojego końca. Zmartwił się, oj zmartwił bardzo jamniczek. Na szczęście z pomocą szybko zjawiła się karetka, wezwana przez opiekuna buldoga i uratowali biednego jamnika. Od tamtej pory już sam nie wychodzi i zawsze ogląda się za siebie i pilnuje czy mu tylne łapki nigdzie nie uciekły.

wtorek, 18 października 2011

Dzień Listonosza

Dzisiaj obchodzony jest Dzień Listonosza. Bycie listonoszem to bardzo ciężka i odpowiedzialna praca. Listy i paczki muszą dotrzeć do adresatów niezależnie od pogody. 
Z tej okazji proponujemy Wam lekturę wierszyka o pewnym liście. 
A czy Wy dostajecie i piszecie listy?


Co Ty jesteś?
Jestem list.
Kto Cię wysłał?
Mały Krzyś.
Wiesz do kogo?
Wiem, do dziadka.
A wiesz gdzie??
Mam to w adresie.
Jak tam trafisz?
Taki Pan mnie zaniesie.
A jak długo?
Bardzo szybko, w oka mgnieniu.
Jak Pan wygląda?
Ma wielką torbę na ramieniu.
A co w niej jest?
Właśnie ja w niej podróżuję.
Coś w niej robisz?
Na dostarczenie oczekuję.
A wiesz jak ten Pan się nazywa?
Nie wiem, nie wiem,
Powiedz proszę.
A ja wiem,
Nazywają go Listonoszem.

Rys. /Olek 7 lat/

piątek, 14 października 2011

przyjęcie urodzinowe

"W głebi duszy każdy z nas jest bajkopisarzem. Często ta magiczna zdolność pojawia się bardzo niespodziewanie. Zaczynamy w głowie tworzyć rymy, wymyślać nowe postaci, tworzyć dla nich przygody. Tak było w przypadku każdej z nas. Mamy nadzieję, że i w Waszym tak będzie, bo przecież w każdym z nas drzemie coś z dziecka."


Te słowa towarzyszyły nam dwa lata temu podczas otwarcia Bajecznej Fabryki. Czas biegnie bardzo szybko! Od tego dnia minęły 24 miesiące, 730 dni, 166 postów i  166 bajek. 
Kochani Poczytnicy! Dzisiaj Bajeczna Fabryka ma urodziny. Bajkopisarki zdmuchując dwa płomyczki urodzinowych świeczek pomyślą w imieniu Bajecznej Fabryki życzenie. Za dziewięcioma rzekami, siedmioma górami, za pięcioma wyspami, za trzema morzami, za jednym Zielonym Wzgórzem... na skraju iglastego lasu, gdzie mieści się Bajeczna Fabryka będzie grała dzisiaj głośno muzyka. Wszystkie komnaty Fabryki wypełnione są już kolorowymi balonami. Bajkopisarki czekają na gości! Na urodzinowe przyjęcie Zaproszeni są wszyscy bohaterowie bajek, które znacie z Bajecznej Fabryki. Relacja już wkrótce! Jak myślicie, którzy bajeczni bohaterowie pojawią się na dzisiejszym przyjęciu w Fabryce?

/rys. Kamilka/

Tymczasem zapraszamy Was na kawałek urodzinowego tortu!

środa, 12 października 2011

przygody Matyldy /cz. 30/


Ostatnio zacząłem chyba opowiadać Wam, jak fajnie było w Gdańsku u dziadków z Kamilek i Uszatem, zgadza się? Taaak, zrobili piekny zamek z piasku, ale powiem Wam, że tych zamków zrobili bardzo dużo, niemal codziennie był inny, a raz nawet postanowili zrobić konkurs rzeźby w piasku. Na początku Matylda nie do końca wiedziała na czym ten konkurs ma polegać, ale na szczęście Kamilek przyszedł szybko z pomocą i powiedział, że rzeźba to taka… figurka. Chodziło o to by zrobić jakąś rzecz z piasku, tak jak robi się zamek czy babkę, ale Wy an pewno wiecie o czym mówię. Ale wracając do piaskowego konkursu, to Kamil zrobił auto, było bardzo duże, miało ogromne koła. To był taki sportowy samochód, nawet miał numer na drzwiach – Kamil wysypał go kamyczkami, podobnie jak opony by się odznaczały od reszty. Matylda zrobiła… nie uwierzycie ale ulepiła Spysia i Henia. Henio miał okulary z wodorostów i książkę z patyków, a ja miałem taki długi pozawijany ogonek. Wyglądaliśmy śmiesznie, szkoda że Henia nie było i nie mógł tego zobaczyć, ale może rodzice zrobili zdjęcie i kiedyś mu pokażę. W nagrodę Matylda i Kamil dostali lody, takie duże i kręcone, wyglądały na bardzo smaczne, a wieczorem poszliśmy na zachód słońca. Powiem Wam, że bardzo mi się spodobało jak słonko schowało się do wody, a na moment przed – tak fajnie rozświetliło wodę, że wyglądała jakby była pomarańczowa, heh jaki to był piękny widok, będzie mi tego brakowało…
Następnym razem opowiem Wam co jeszcze przydarzyło nam się w Gdańsku, trzymajcie się, papa!

piątek, 7 października 2011

Zróbmy to razem-jarzębinowe korale!


dostałam w prezencie
od pani jesieni
gałązkę jarzębiny
w kolorze czerwieni
a na tej gałązce
koralików tyle
więc
zrobię mojej mamie
korale na szyję
wystarczy tylko
jeden za drugim
koralik czerwony
nawlec na sznurek
korale  z jarzębiny
na chmurny poranek
są lepsze niż sernik
wiem, sprawdzałam na mamie:)





Do wykonania korali potrzebujemy:

- jarzębinowe lub kalinowe koraliki
- nitka
- igła
- ozdobna tasiemka

Na igłę  z podwójnie założoną nicią nawlekamy jarzębinowe koraliki. Gdy dojdziemy do końca, z jednej i drugiej strony, zawiązujemy supełki z pętelką. Przez pętelki przeciągamy ozdobną tasiemkę i zawiązujemy kokardkę.
Co do trwałości jarzębinowych korali, to jesteśmy właśnie na etapie testowania:) w razie czego, za rok można sprawić sobie nowe:)




Zachęcamy do wspólnych spacerów i do zbierania tego, co natura właśnie zrzuciła z drzewa. Jeśli macie ochotę na jarzębinowe korale, to wystarczy jedna niewielka gałązka. Pamiętajmy, by nie łamać drzew! Lepiej poszukać materiałów na ziemi:) Czekamy na Wasze jesienne korale.

wtorek, 4 października 2011

Międzynarodowy Dzień Zwierząt

Drodzy Poczytnicy, nasz magiczny kalendarz pokazał nam, że dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Zwierząt.
Każdy z nas ma jakieś ulubione zwierzątko albo domowe, albo dziko żyjące. Niektórzy lubią psy, inni wolą koty, a jeszcze inni np. rybki. Kto z Was nie chciałby w domu mieć małej małpki albo misia koala?? Poprzytulać się, pobawić. Pamiętajmy jednak, że nie każde zwierzę nadaje się do trzymania w domu. Wybierając pupilka trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw. Czy jesteśmy w stanie zapewnić mu odpowiednie warunki i czy będziemy się nim należycie opiekować.
Są niestety tacy ludzie, którzy pochopnie podejmują decyzję o posiadaniu zwierzaka. Często rodzice ulegają namowom swoich pociech i kupują im pupila, który jak podrasta, staje się większy i  jest tak rozkoszny jak wcześniej ... po prostu nudzi się i w najlepszym razie trafia do schroniska. 
Te biedne zwierzęta, chcące dać dużo ciepła i miłości swoim opiekunom czekają, aż ktoś je przygarnie. Może chociaż w taki dzień jak ten zastanówmy się na ich losem. Pomóżmy w miarę naszych możliwości. Okażmy im trochę serca.
Może odwiedźmy jakieś schronisko, a nóż widelec któryś ze zwierzaków tak nas chwyci za serce, że wychodząc stamtąd zabierzemy go ze sobą. I będzie o jednego nieszczęśliwego zwierzaka mniej.

Oto opowieści o ulubieńcach autorstwa Małych Twórców Bajecznej Fabryki oraz Bajkopisarek:


Martusia (7 lat):
Obecnie moim ulubionym zwierzęciem jakim się opiekuję jest rybka-a dokładnie trzy rybki.  Welon (przedstawiam go na rysunku) to najładniejsza rybka. Jest pomarańczowo złota i ma piękne weloniaste płetwy. Mam jeszcze glonojada i kirysa. Specjalnie dla nich mama kupiła mały zamek do akwarium. Rybki jedzą specjalną karmę dla ryb-takie suche  kolorowe płatki. Marzę jednak od dłuższego czasu o własnym piesku.



Zosia:
Kiedy miałam 10 lat otrzymałam na imieniny od koleżanek z klasy pieska. Był piękną kulką w kolorze toffi. Tofik to był pies indywidualista. Zawsze po spacerze odprowadzał mnie pod blok stawał, odwracał się i biegł przed siebie. Jak wyjeżdżałam z domu zawsze spał na moich ciapach. 
Niestety jak się wyprowadzałam z rodzinnego domu do swojego własnego nie mogłam go zabrać ze sobą. A bardzo chciałam mieć zwierzątko. Więc przygarnęłam małego kociaka. Pewna pani uratowała mu życie, ale nie mogła zostawić go u siebie ... tak znalazł się u mnie. Czesio to bardzo przyjacielski kot. Straszny pieszczoch. Kiedy goście są w domu, nie ma takiej możliwości żeby siedzieli bezczynnie. Muszą go głaskać. Zwierzęta są cudowne....



Miłoszek:
- Miłoszku, jakie jest twoje ulubione zwierzątko?
tak myślę mamo i myślę, i myślę, że to jest sarenka.
- Sarenka?
- Nooooo, sarenka, ona ma takie piękne oczy. 
- A jak ona wygląda, Miłoszku, narysujesz mi ją?
- Noooo narysowałbym, mamo, ale właśnie pomyślałem, że ja to bym chciał mieć moje ulubione zwierzątko w swoim domu, a sarenki nie da się zamknąć w domu, prawda? Postanowiłem ulubić kota.
- Ulubić?
- Noooo mamoooo, jak ty nic nie rozumiesz! Moje najulubione zwierzątko to będzie teraz kot!
- Ooo, a jak wygląda ten kot? 
- Normalnie, ma łapy i ogon. Nooo i jeszcze oczy, wieeeelkie, fioooletowe oczy, moje ulubione. Zapomniałem! Wąsy jeszcze ma! Mieszka w domu, razem ze mną. 
- Siebie też narysujesz?
- Nieee, bo on jest bardzo duży ten mój kot i mnie już nie widać jak on stoi.
- A co to jest tu obok, to okrągłe?
- Mamooo, to przecież jest miska.
- Miska? Taka kolorowa?
- Nooo bo tam jest mleko śliwkowo-jagodowo-czekoladowe. Jak myślisz mamo, czy ja takie mleko to mógłbym wypić? Razem byśmy go pili, z moim kotem.
- Zobacz, dorysowałem jeszcze niebo i słońce! Albo nieee, mamo, czy mogę narysować trzy słońca?
- Trzy? 
- Zobaczysz, będzie nam ciepło i cały czas będzie lato, przecież lubisz lato mamo!
- Ojej! A czemu zamalowujesz cały obrazek na fioletowo?
- Nooo mamooo! Przecież ja ściany maluję, w naszym domu!!!



Ania: 
Chomiki to bardzo miłe zwierzątka. Kiedy byłam mała w domu mieliśmy kilka chomików, ale najbardziej zapamiętałam dwa, które swoje imiona – Chip i Dale odziedziczyły po wesołych bohaterach pewnej kreskówki. 
Chomiki są bardzo przyjaznymi stworzonkami, bardzo szybko się przemieszczają, lubią biegać w kółko w specjalnych kółeczkach i zabawnie wyglądają, gdy ładują  pokarm do pyszczków. Są prawdziwymi łasuchami. 
Mój synek też miał swojego chomika i wiąże się z tym zabawna historia, bo nazwaliśmy go Gucio i myśleliśmy, że jest chłopcem, ale chomik po jakimś czasie okazał się dziewczynką i musieliśmy zmienić mu imię na Gucia.




Pola (3 lata i 9 miesięcy)
Jaki jest Twój ulubiony zwierzak?: Krokodylek.
Jak wygląda (Twój ulubiony zwierzak)?: Krokodylek jest zielony, długi ogon, uszy i oczy, ostre kły i zielone łapy.
Co je (Twój ulubiony zwierzak)?: Krokodylek je lewki i ryby.



Worms:
Gdy byłyśmy z moją siostrą małe, a raczej młode to miałyśmy dość dużo zwierzątek. Były między innymi: chomik, rybki, żółw, świnka morska i piesek. Część z tych zwierzątek była wpólna, a niektóre były tylko jednej z nas. Pamiętam, że jak miałam jakoś 9 może 10 lat dostałam kanarka od rodziców. Nie pamiętam czy był on z jakiejś konkretnej okazji, czy nie. Natomiast pamiętam, że był piękny, pomarańczowy i drobniutki. Był to samiec dlatego chyba nawet wspólnie doszliśmy do wniosku, że idealnym imieniem będzie Frycek - po Fryderyku Chopenie. Frycek nie od razu zaczął śpiewać, troszkę trzeba było czekać, aż się zaaklimatyzuje, aż nas polubi. Muszę jednak powiedzieć, że warto było czekać, bo jak już raz zaśpiewał, to potem były piękne długie serenady. Pamiętam, że codziennie gdy wracałam ze szkoły zbierałam mu młode liście mlecza, a następnie rozwieszałam w klatce by mógł je sobie dziobać. Niestety nie mam już mojego kanarka i patrząc w przeszłość, to uważam, że był to mój chyba największy pupil i gdybym miała teraz wybierać jakieś zwierzątko - to był by to właśnie taki pomarańczowy kanarek.

Zosia (8 lat):


Peggykombinera: 
Fred jest żółwiem greckim. Mimo tego, że nosi na grzbiecie swój domek jest bardzo ruchliwy i szybki. Uwielbia mleczowe liście, brzoskwinie i jabłka. Zimą, gdy za oknem mróz i śnieg, zapada w sen zimowy. Uwielbia promienie słoneczne i ciepło, wyciąga wtedy swoją głowę i kończyny. Potrafi tak leżakować godzinami. 




Iwo (9 lat):


Lavande:
W moim domu, oprócz rybek:) nie było zwierząt. I to była normalność, do której się przyzwyczaiłam. Dlatego wielkim zaskoczeniem było, kiedy przyjeżdżając na wakacje do mojej babci, koło mojej nogi ni stąd ni zowąd znalazł się mały, piskliwie szczekający szczeniak! W pierwszej chwili mocno się przestraszyłam i zaczęłam uciekać w stronę domu, on za mną. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego nie wbiegłam do tego domu tylko wylądowałam na drzewie, które rosło tuż obok domu! Podejrzewam, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, tak szybko i zwinnie nie wdrapałam się na żadne drzewo. Minęło kilka dobrych dni, zanim ja przyzwyczaiłam się do tego małego potworka, bo powtórka z ucieczki na drzewo powtarzała się niemal każdego dnia. Z czasem babcia uświadomiła mi, że jeśli ja nie będę uciekać, to przekonam się, że nie mam się czego obawiać. I tak też się stało. Ja przestałam uciekać, a psiak stracił zainteresowanie moją osobą. On był mały i myślał, że to taka zabawa:)

Każde kolejne wakacje były mocno wyczekiwane a nasze przywitania najbardziej radosnym i niezapomnianym momentem. Dodam jeszcze, że ten psiak za młodości sprawiał tyle figli, tak psocił, robił ogromny bałagan wokół siebie, że nazwaliśmy go Figiel. Mój pierwszy zwierzakowy przyjaciel.

sobota, 1 października 2011

Karolek i księżyc


Czy patrząc na Księżyc zastanawialiście się kiedykolwiek co się na nim znajduje?
I dlaczego Księżyc raz jest okrągły jak piłka, a innym razem wygląda jak pyszny rogalik? Dzisiaj wierszyk o Karolku, którego też zastanawiało co się z Księżycem dzieje. 

Czy ktoś mieszka na Księżycu? - zastanawiał się Karolek.
Może kiedyś tam polecę, kiedy ukończę przedszkole.

Znikanie Księżyca bardzo go zastanawiało.
Czemu raz jest cały, a potem jest go mało?

Może ktoś Księżyc zjada? Pytał tatę zatroskany.
Lecz tata odpowiedział, że Księżyc nie jest zjadany.

Co w takim razie to tajemnicze znikanie może znaczyć?
Usiadł tata w fotelu i zaczął mu tłumaczyć.

Że wszystko zależy od położenia Ziemi, Słońca i Księżyca,
że są to tak zwane fazy Księżyca, a nie żadna tajemnica.

Karolek słuchał uważnie i główką potakiwał.
Więc to taką tajemnicę Księżyc przed nim skrywał.

I Wy drogie dzieci, gdy na Księżyc spojrzycie
to jak go ubywa, a potem przybywa, też pewnie zobaczycie.

Karolek tacie uwierzył, lecz dalej ma nadzieję,
że kiedyś sam zbada co się z Księżycem naprawdę dzieje.

I w kosmos daleki poleci i sam to wszystko zobaczy.
A póki co siedzi w oknie i na Księżyc patrzy.

I rozmyśla sobie o tej dalekiej podróży.
Na pewno tam polecę – jak tylko będę duży!