czwartek, 5 kwietnia 2012

kolorowa karuzela



Była szara, smutna niedziela, mały Wiktorek właśnie wstał z łóżka i usłyszał w korytarzu głosy. Zaspany pocierał oczka, wsunął na nóżki kapcie i podreptał do przedpokoju. Oczy nagle mu się otworzyły ze zdziwienia... w przedpokoju zobaczył ciocię i wujka. A to niespodzianka!!! - pomyślał uradowany. Pobiegł szybko i rzucił się w ramiona gościom, na resztę niespodzianek musiał poczekać. W końcu musiał pozbyć się piżamki, umyć się i przede wszystkim: zjeść śniadanko, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy.


rys. Wiktorek /4,5 l./

Po śniadaniu ciocia zawiązała Wiktorkowi oczy czerwoną chustą i zaprowadziła do samochodu. Samochód ruszył, długo jechał prosto, później skręcił w lewo, jeszcze raz w lewo, a później trzy razy w prawo. Nagle zatrzymał się. Wujek otworzył drzwi samochodu. Słychać było wesołą muzykę, wiał wiatr, który roznosił słodki zapach waty cukrowej. Ciocia kucnęła przy Wiktorku i delikatnie rozwiązała chustę. Wiktorek aż pisnął z zachwytu. Nie wiedział na czym skupić wzrok, w którą stronę nie spojrzał było coś niesamowitego. Po lewej stronie był pan z kolorowymi balonami, po prawej pani z kolorową watą cukrową i dużymi, poskręcanymi lizakami. Na wprost była ogromna, kolorowa zjeżdżalnia, cała poskręcana, prowadziła do niej drabinka linowa, a zjeżdżało się wprost do basenu z miękkimi jak gąbka, kolorowymi kulkami. Najlepsze było jednak jeszcze przed Wiktorkiem. Złapał ciocię za prawą rękę, a wujka za lewą i pomaszerowali przez wesołe miasteczko. Nagle młodym, rozochoconym oczom ukazała się ONA. Wspaniała, niezwykła i wyjątkowa... karuzela. Była ogromna, kolorowa i sięgała nieba. Dotykała czubkiem puszystych chmur, a skrzypienie łańcuchów karuzeli mieszało się z radosnymi krzykami dzieci. Ciocia stanęła w długiej jak wąż kolejce do kasy biletowej, a Wiktorek z wujkiem liczyli kolorowe krzesełka zawieszone na długich łańcuchach karuzeli. Kolejka przesuwała się w żółwim tempie, ale w końcu się doczekali, to była ich kolej. Najpierw przez bramkę przeszła ciocia, potem Wiktor z wujkiem za rękę. Pomogli Wiktorkowi usiąść na krzesełku, zapięli go, a sami zajęli miejsca po obu jego stronach. Gdy tylko usiedli, odezwał się głośny gwizd, a następnie z głośników popłynęła muzyka, a w jej rytmie zaczęły powoli kręcić się krzesełka. Łańcuchy delikatnie skrzypiały i kołysały krzesełka na wietrze. Wiktorek zamknął oczy, a gdy je po chwili otworzył zobaczył, że auto wujka zaparkowane na parkingu jest wielkości pudełka zapałek, a ludzie czekający w kolejce tworzyli długą kolejkę mrówek. Można było usłyszeć ciche popiskiwania Wiktorka, które powoli zamieniały się w okrzyki radości, aż nagle Wiktor wykrzyknął:
- Ciociu, ciociu, ja latam!!!
Wiatr rozwiewał im włosy, ptaszki wokoło pięknie ćwierkały i można było poczuć wiosnę. I tak wirowali przez kilka minut, aż karuzela znowu zaczęła zwalniać i kręcić coraz mniejsze koła. Gdy karuzela całkiem zwolniła,  Wiktorek z ciocią i wujkiem powoli zeszli ze swoich krzesełek, a następnie przystanęli by jeszcze przez chwilę pooglądać karuzelę w akcji. Kolejka chętnych nie zmniejszała się, chociaż karuzela co kilka minut zaczynała wirować na wietrze z nowymi pasażerami. Wtem wujek wziął Wiktora na ręce i zaczął kręcić się jak karuzela. Świat znowu zawirował. Wiktorek zamknął oczy, poczuł wiatr we włosach, a w tle radośnie skrzypiały łańcuchy karuzeli. Nawet nie zauważył jak znalazł się w samochodzie. Po powrocie do domu ciocia wręczyła mu pudełko kredek i mały blok rysunkowy, a Wiktorek od razu zaczął rysować, co chwila zmieniając kredkę na inny kolor. Po kilku minutach nagle podniósł głowę i zawołał:
- Ciociu, wujku, a wiecie co narysowałem?
Jak myślicie co narysował nasz mały bohater? Tak, macie rację: kolorową karuzelę, która trafiła do Bajecznej Fabryki.


rys. Olek /7 l./

A Wy lubicie karuzele? Co najbardziej lubicie robić w wesołym miasteczku? Czekamy na Wasze opowieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz