środa, 23 maja 2012

bajka o wyścigowym autobusie



rys.Sabinka z Przedszkola Publicznego w Rogowie /6 lat/

W niewielkim mieście, którego nazwa zaczyna się na literę "P" były trzy przedszkola i cztery szkoły. Ulice w tym mieście były szare i bardzo kręte. Codziennie tymi ulicami w porannych godzinach jeździł kolorowy autobus, zawożąc do wszystkich przedszkoli i szkół wesołe dzieci. Kierowca o imieniu Mikołaj zatrzymywał autobus na każdym przystanku. Gromadki dzieci zapełniały autobus po brzegi. Autobus gnał szarymi ulicami, by dzieci na czas dojechały do swoich przedszkoli i szkół. Po skończonych zajęciach autobus znowu się zapełniał, gnał najszybciej, jak umiał, by wszystkie dzieci zdążyły na ciepły obiad. Gdy wszystkie dzieci trafiły już do swoich domów zmęczony autobus jechał do swojego garażu i zasypiał. Codziennie śnił o tym, że jest wyścigowym autobusem i ściga się z innymi autobusami na specjalnym torze.

rys. Wiktoria /9 lat/

Kiedyś nawet autobus zwierzył się innym autobusom ze swojego marzenia, ale te wyśmiały go tylko. Marzył więc od tej pory wyłącznie po cichu i z zazdrością spoglądał na szybkie samochody, które codziennie go wyprzedzały. Tak było do dnia kiedy poznał prawdziwy samochód wyścigowy. Okazało się, że w garażu obok autobusu zaparkowano na noc najprawdziwszą wyścigówkę. Kiedy kierowcy poszli już do domów, a samochody zostały same, autobus usłyszał ciche westchnięcie:
- Uffff… Nareszcie święty spokój. Cisza... – to był głos wyścigówki.
Autobus zaświecił światła, by zobaczyć stojący obok niego samochód. Z wrażenia aż zamrugał światłami i zatrąbił klaksonem. Obok niego stała prawdziwa wyścigówka. Czerwona, lśniąca i oklejona pięknymi naklejkami.

rys. Mikołaj /5 lat/

- Ojjj! przestań mi się już tak przyglądać – powiedziała wyścigówka do autobusu – Pewnie jeszcze zaraz mi powiesz, że też marzysz żeby zostać autem wyścigowym?
- Skąd wiesz? – spytał zdziwiony autobus.
- Bo ciągle to słyszę. Wszyscy mnie podziwiają i zazdroszczą. A ja bym chciała tylko odrobiny spokoju – westchnęła wyścigówka – Jestem już naprawdę zmęczona tym ciągłym ruchem i zamieszaniem dookoła.
- To niemożliwe! - krzyknął autobus - tak tylko mówisz, bym sobie dał spokój - dodał.
Wyścigówka westchnęła głośno i zgasiła światła, próbując zasnąć.

rys. Tobiasz z Przedszkola Publicznego w Rogowie /6 lat/

- Myślisz, że są wyścigowe autobusy? - zapytał nieśmiało autobus - szybkie, nie do dogonienia, błyszczące i czerwone?
- Nigdy nie widziałam - odpowiedziała wyścigówka po chwili namysłu - mógłbyś być pierwszym wyścigowym autobusem.
- Pierwszym? - zdziwił się autobus.
- Nie słyszałam nigdy o jakimś innym. Ale wiesz, zawsze ktoś musi być pierwszy. Tylko, że nie miałbyś się z kim ścigać. Ale powiem Ci, że ja tam bym się nigdy nie zamieniła. Bardzo Ci zazdroszczę, że możesz sobie spokojnie i powoli jeździć, a przede wszystkim wozić dzieci. A dzieci Cię przecież uwielbiają! Sama słyszałam – tłumaczyła wyścigówka.
- Naprawdę? – zdziwił się autobus. Nie myślałem, że mnie lubią...
- Uwielbiają Cię, wszyscy o tym wiedzą. Każde dziecko w tym mieście Cię zna i rozpoznaje - powiedziała wyścigówka - A co do wyścigów - dodała wyścigówka - mogę Cię zabrać jutro na wyścig, będziesz mógł zobaczyć mnie na kolorowym torze.

rys. Marcel  /6 lat/

- Tak! Tak! Tak! - wykrzyknął autobus.
- W takim razie jutro rano pojedziemy na wyścig - powiedziała wyścigówka - a teraz śpij, bo już późno.
Autobus nie mógł zasnąć z wrażenia. Zapalał i gasił światła. Włączał radio, by chwilę posłuchać kołysanek. Liczył naklejki na wyścigówce aż wreszcie zasnął. Obudził go kierowca Mikołaj, który jak zwykle wczesnym rankiem wszedł do garażu. Na początku autobus jechał zgodnie z wyznaczoną trasą – szarą ulicą Długą, minął trzy skrzyżowania i dwa okrągłe ronda. Dzieci radośnie krzyczały. Nagle autobus przyspieszył. Kierowca próbował go zatrzymać, ale nie mógł nad autobusem zapanować. Autobus gnał co sił w kołach w stronę toru wyścigowego. Mijał kolorowe osiedla miasta i zielone parki. Koło straży pożarnej dołączyła do niego wyścigówka. Jechali obok siebie w stronę toru wyścigowego. Dzieci przyklejone do autobusowej szyby podziwiały czerwoną i lśniącą wyścigówkę.
Kiedy wjechali na teren wyścigów okazało się, że właśnie nadeszła pora startu czerwonej wyścigówki. Kiedy wystartowała wszyscy pasażerowie autobusu i nawet kierowca głośno kibicowali. A sam autobus trąbił głośno dodając otuchy swojej koleżance. Czerwona wyścigówka pierwsza dotarła na metę i zwyciężyła w wyścigu. Po odebraniu pucharu szybko podjechała do autobusu.

rys. Marcel /6 lat/

- A teraz szybko wracajmy na wyznaczoną trasę – szepnęła – Dzieci nie mogą się spóźnić do szkoły!
Autobus w towarzystwie wyścigówki zawiózł wszystkie dzieci na zajęcia. Zmęczony pełnym wrażeń porankiem zasnął na szkolnym parkingu. Drzemka była krótka, obudził go krzyk dzieci, które skończyły zajęcia. W pośpiechu rozwoził je do domów. Zmęczony całym dniem pracy autobus wjechał do ciemnego garażu. Zaparkował i zgasił światła. Zasypiał już... a tu nagle do garażu wjechała wyścigówka. Radośnie zatrąbiła.
- Wstawaj! Mam dla Ciebie niespodziankę - powiedziała wyścigówka - jedź za mną!

rys. Wiktoria /9 lat/

- Teraz? - zdziwił się autobus. Nie zdążył nic więcej powiedzieć, nie było czasu na dyskusję, musiał gonić wyścigówkę. Autobus gnał co sił w kołach, by ją dogonić. Nie zauważył nawet, że dojechali na tor wyścigowy, na którym byli rano. Na torze było bardzo tłoczno. Autobus mijał różnokolorowe samochody, które mrugały do niego światłami na przywitanie. Nagle z głośników wydobył się kobiecy głos:
- Uwaga! Uwaga! Szkolny autobus proszony jest na tor wyścigowy! Uwaga! Uwaga! Szkolny autobus proszony jest na tor wyścigowy! Wyścig odbędzie się za 3 minuty.

rys. Łukasz z Przedszkola Publicznego w Rogowie /6 lat/

Autobus ze zdziwienia zgasił światła. Jego myśli pędziły jak na autostradzie. Czy to on? Czy to on ma tam jechać? Wyścigówka mrugnęła do niego światłami, by dodać mu otuchy. Nim się obejrzał stał na linii startu obok dwóch innych autobusów. Samochody na widowni trąbiły co sił. Głos z megafonu ogłosił start i... wszystkie trzy autobusy ruszyły. Szkolny autobus pędził jak wiatr, gnał jak szalony. Kątem oka widział dopingującą wyścigówkę. Przyspieszył. Nim się obejrzał był na mecie. Był pierwszy na mecie. Wygrał wyścig. Naklejono na jego prawy bok wielką naklejkę z numerem jeden. Autobus był szczęśliwy. Spełniło się jego marzenie. Przy bramie spotkał czerwoną wyścigówkę, która zapytała:
- Co czujesz, autobusie?
Autobus bez zastanowienia odpowiedział:
- Jestem szczęśliwy - a po chwili dodał - jestem najlepszym szkolnym autobusem w mieście!

rys. Kuba /6 lat/

W tym momencie autobus się obudził. Cały pękał z dumy, gdy nagle stwierdził, że to był pewnie tylko sen. Jak co rano ruszył przez parking do bramy wyjazdowej i w szybie zobaczył swoje odbicie. Oczom nie mógł uwierzyć, w to co zobaczył. Na jego prawym boku wciąż była wielka jedynka. Dzieci wsiadając zobaczyły naklejkę, zaczęły krzyczeć z radości, że ich autobus jest najlepszy na świecie, najfajniejszy i najszybszy.
Od tej pory autobus już nie narzekał i nie marudził, bo dla swoich pasażerów był najlepszy na świecie.

Kochani!
Przypominamy o trwającej akcji:
NA DZIEŃ MATKI
NAJLEPSZE SĄ KWIATKI


2 komentarze: