czwartek, 3 maja 2012

Dzień Słońca



Pewnego ranka, ludzie na Ziemi zbudzili się w kompletnych ciemnościach. Z początku myśleli, że jest jeszcze noc, ale już po pierwszym zerknięciu na zegarki, okazało się, że nic bardzo mylnego. Był dzień, ale go nie było, bo… jak się okazało - nie było słońca. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani tą sytuacją i nie wiedzieli co się stało. Ludzie przychodzili do sąsiadów, dzwonili do znajomych, bliskich i spanikowani pytali, czy wiadomo co się stało? Niestety, nikt nie wiedział, co było przyczyną tej dziwnej sytuacji. Z pomocą mieszkańcom przyszły władze, które postanowiły szybko powołać międzynarodową komisję, w celu najszybszego wyjaśnienia tej sprawy. Gdy komisja podczas pierwszego posiedzenia radziła, co było przyczyną nagłego zniknięcia słońca, wśród mieszkańców miast narastała panika. Nikt nie wiedział, jak długo ta sytuacja się utrzyma i czym jest spowodowana.

rys. Iga /6 lat/

W tym czasie, gdy dorośli pakowali wszystkie swoje rzeczy i szykowali się na koniec świata, głoszony od czasu do czasu w środkach masowego przekazu, dzieci obmyślały plan działania. Na początku umawiały się dzieci z podwórka, szkół, sąsiedztwa. Następnie zaczęły się uzgodnienia telefoniczne, aż w końcu plan działania objął większą grupę zorganizowaną dowodzoną przez dzieci. Misja „odnaleźć słońce” rozpoczęta!!!
I tak powstały dwa oddzielne sztaby, w jednej słusznej sprawie. Jeden powołany oficjalnie przez dorosłych ekspertów, drugi pod dowództwem dzieci.
Oczywiście dorośli nie wiedzieli, że ich pociechy też zabrały się do wyjaśnienia największej zagadki ludzkości, bo ich sztab był ściśle tajny. A i same dzieci nie bardzo interesowały się tym, jak dorośli radzą, bo mówiąc delikatnie, nie rozumieli prawie nic z tego co mówią.
- Koledzy - zabrał głos najstarszy z grupy dzieciaków - znajdujemy się w sytuacji ekstremalnie, wyjątkowo dziwnej i niewytłumaczalnej dlatego naszym obowiązkiem jest, by ta sytuacja z powrotem stała się jasna i oczywista czyli, żeby słońce znów zaświeciło. Ale jak to zrobić?
- Może pomożemy słońcu i podłączymy go do kontaktu? - zaproponował najmniejszy uczestnik narady, Karolek. W tym momencie wszyscy wybuchnęli śmiechem oprócz Karolka. Dla niego nie było to ani zabawne, ani tym bardziej zrozumiałe.
- Nie możemy tego zrobić, bo nie mamy tak długiego przewodu - tonem oczywistym odezwał się ktoś z tyłu.
- To może wynajmiemy detektywa, który odnajdzie słońce?
- A gdzie znajdziesz detektywa, skoro dorośli sami nie wiedzą, co się stało?
Padały kolejne propozycje i odpowiedzi, ale żadna nie wydawała się na tyle rozsądna, by mogła doprowadzić do rozwikłania zagadki zniknięcia słońca. Dorośli także nie mogli poradzić sobie z tym problemem. Mówiono, że jak sprawa się nie rozwiąże, tzn. słońce samo nie zacznie na nowo świecić, to planeta Ziemia z czasem przestanie istnieć. Narada dorosłych i dzieciaków utknęła w martwym punkcie.
rys. Kuba /6 lat/

Czasem szczęście, czasem przypadek pomaga w życiu, tak było i u naszych małych bohaterów. Gdy w zupełnej ciemności i rezygnacji siedzieli kolejny dzień, a może to była noc? zapragnęli słońca tak bardzo, że postanowili zrobić sztuczne zapalając świeczki. Długo ich szukali, jak się później okazało były zasypane pod stertą śmieci. Wtedy mały Karolek krzyknął:
- A może i nasze słońce przysypały śmieci!?
Tym razem nie było słychać śmiechu. Pomysł Karolka wydał się na tyle rozsądny i godny rozważenia, że wszyscy zaczęli sprzątanie. Dzieci zabrały się do pracy i z dnia na dzień miejsce składowania śmieci było coraz większe, a okolice stawały się czystsze. Media zaczęły nagłaśniać, że dzieci masowo przystąpiły do porządkowania planety. Nie była to okoliczna akcja, lecz światowa. Dzieci na każdym końcu świata, w małej czy dużej miejscowości oczyszczały kawałek po kawałku Ziemię. Po kolejnych miesiącach porządkowania w ciemnościach, jeden ze sztabów dziecięcych przy wyciąganiu kolejnych śmieci zobaczył niespotykane od dłuższego czasu jasności wyłaniające się z jednego miejsca. Zawołał kolegów i przystąpili do natychmiastowego odkopywania jasności. Ich oczom w końcu ukazała się nie za duża, świecąca kulka, wydająca dziwne odgłosy, jakby płakała.
- Kim jesteś? – zapytała Zuzia.
- Zostawcie mnie… - i dzieci ponownie usłyszały płacz.
- Czy coś się stało? Dlaczego płaczesz? – Zuzia i jej przyjaciele nie dawali za wygraną.
- Tutaj jest tak smutno i wszyscy są tacy niemili….
- Czy ktoś Ci zrobił krzywdę? Powiedz nam kim jesteś, pomożemy Ci! – dzieci radośnie zawtórowały okrzykiem radości.
- TAAAAK, POMOŻEMY!!!!
- Jestem Słońce…
- Takie małe? Co się stało, dlaczego leżysz tutaj sam, schowany pod stertą śmieci?
- Kiedyś byłem bardzo duży, ale za każdym razem, gdy dzieje się coś złego, ktoś jest niemiły, niedobry, staję się coraz mniejszy. W końcu zmalałem tak bardzo, że nie potrafiłem już oświecić nawet najmniejszego kawałka Ziemi. Schowałem się tutaj, bo świecenie nie sprawia mi już radości.
Dzieci przystąpiły do narady, zaczęły uzgadniać wspólny plan działania, aż w końcu z grupki wyszła mała Ewelinka i podeszła do Słońca. Pogłaskała je, wzięła na rączki i powiedziała:
- Nikt już nie zrobi Ci krzywdy. Zaopiekujemy się Tobą, nie smuć się.
Z każdym dotykiem dziewczynki Słońce zaczynało świecić coraz mocniej. Dzieci były bardzo zdziwione.
- Ty potrzebujesz miłości!!! – powiedziała Ania.
- Będziesz świecić, urośniesz i będziesz radosny. Potrzebujesz radości, miłości, szczęścia i dobroci! – zawtórowała Ani Karolinka.
rys. Krystian /8 lat/

Uradowane dzieci, zabrały ze sobą Słońce i się nim opiekowały. Z każdym dobrym uczynkiem stawało się jaśniejsze i większe. Dzieci zaczęły przekazywać informacje między sztabami, żeby wszyscy byli dla siebie mili i dobrzy, słuchali rodziców, a rodzice dzieci. Wieści szybko się rozchodziły, choć dorośli nie chcieli słuchać dzieci.
- Co wy tam możecie wiedzieć – dorośli odpowiadali na kolejne prośby dzieci.
Dzieci nie rezygnowały, aż jednego dnia, pojawiły się delikatne, jasne prześwity. Ciemność nieznacznie ustąpiła. Dorośli stwierdzili „Co nam szkodzi, spróbujmy”. Z dnia na dzień stawało się coraz jaśniej. Słońce rosło w zastraszającym tempie, nie mieściło się już w ukrytym miejscu. Dzieci musiały wypuścić Słońce, które nie potrafiło przestać się uśmiechać. Znów miało energię i chęć do przyświecania Ziemi.
- Dziękuję Wam!!! Gdyby nie Wy, ciemność opanowałaby Ziemię na wieki. Jestem Waszym dłużnikiem, dziękuję!
Słońce zaczęło się wznosić i stała się jasność. Można było usłyszeć radosne okrzyki z każdego miejsca na Ziemi. Wszędzie było głośno o dzieciach, które uratowały planetę, ale tylko dzieci wiedziały, że uratowały nie tylko planetę, ale również Słońce.

Wydawałoby się, że nasze złe uczynki nikogo nie dotykają, a Słońce to taka duża żarówka, która przecież zawsze będzie świecić. Nie wystarczy długi kabel i podłączenie do kontaktu. Prądem ładującym każdego z nas, a zwłaszcza dobrze nastrajające nas Słoneczko, są nasze dobre uczynki, uśmiechy i miłe słowa. Zacznijmy już dziś, aby u nas Słońce się nie musiało chować. Świętujmy Dzień Słońca każdego dnia, nie tylko dzisiaj! Miłego dnia dla Was i dla Waszych rodziców :)

4 komentarze:

  1. ślicznie, ślicznie, ślicznie, oby Wszyscy już byli dla siebie mili i mieli wielkie, kochające serduszka, otwarte na cały świat, na wszystkich ludzi, oby już na zawsze słońce z nami zostało!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino!
      już jest jaśniej! zerknij na rysunki Dzieci! :-)

      Usuń
  2. lubie tego bloga za to, że taka pozytywna energia tu jest :) oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajkopisarki lubią czytać takie komentarze :-)
      W imieniu wszystkich Bajkopisarek dziękujemy za odwiedziny. Zapraszamy częściej :-)

      Usuń