poniedziałek, 29 października 2012

Bajka o wietrze

Lato przemieniło nam się niepostrzeżenie w jesień. Jest coraz zimniej, ciemniej, a słońce nie grzeje już tak mocno naszych policzków, lecz smaga je chłodny wiaterek. Czy wy również czasami najchętniej zamknęlibyście gdzieś wiatr, który tak często zwiewa czapki z głów? Jeśli tak, to zapraszamy na jesienną bajkę o wietrze...
Bajkopisarze Bajecznej Fabryki lubią wietrzne bajki; drugą bajkę znajdziecie TUTAJ (klik).



rys. i kolorowanie - Alicja i jej mama Agnieszka 

„Wiuuuuu, wiuuuu, wiuuuuuuuuu. Wieje wiatr za oknem.”, powiedziała babcia do wnuczka. Piotruś, czteroletni chłopiec o jasnopopielatych włosach spojrzał z zaciekawieniem na babcię Marysię spod spadającego uparcie na zielonkawe oczy loczka. „Jak chcesz, to opowiem ci bajkę o psotnym wietrzyku, którego mały Pawełek złapał za karę do słoika po dżemie.”. Chłopiec uśmiechnął się.
Był słoneczny, wrześniowy dzień, a Pawełek bawił się grzecznie w ogrodzie swoimi zabawkami. Na trawie dookoła chłopca porozrzucane były żołnierzyki, małe plastikowe figurki w różnych kolorach. Pawełek właśnie planował atak na pobliskie mrowisko.


rys. Kamilka /9 lat/

Nagle, ni stąd ni z owąd, zaczął wiać wiatr. Nie był to porywisty, lecz delikatny wietrzyk, nie naprzykrzający się nikomu. Ani tacie, który w ogrodzie naprawiał zepsutą od kilku tygodni kosiarkę. Ani mamie, która w ogrodzie sadziła różnokolorowe kwiaty. Ani nawet babci Zosi, która siedziała na ławce pod akacją i odpoczywała, trzymając w zmęczonych dłoniach szydełko. Tradycyjnie, co dwa lata, robiła wełniane szaliki dla całej rodziny i miała zamiar podarować je pod choinkę. Dobrze , że do Bożego Narodzenia było jeszcze bardzo dużo czasu (w końcu był dopiero wrzesień!), babcia mogła więc przysypiać sobie nad szydełkiem kiedy tylko chciała, a i tak starczyłoby jej czasu na zrobienie wszystkich szalików.
Wietrzyk wiał, chłodząc spocone z wysiłku czoło taty, lekko podwiewał sukienkę mamy, a babci co jakiś czas zsuwał na nos jesienny kapelusz z dużym rondem, podobnym do meksykańskiego sombrero. Również Pawełkowi wiatr nie przeszkadzał i bawił się on na trawie wśród swoich malutkich żołnierzyków, których właśnie wyprawiał na wojnę z mrówkami. Otoczył już mrowisko najlepszymi z najlepszych i już sposobił się, aby ustawić front ataku, gdy wiatr zdmuchnął wszystkie żołnierzyki dookoła twierdzy mrówek.


rys. Kubuś /6 lat/

„Niedobrze”, pomyślał Pawełek, „Lada moment mrówki zaatakują, a ja nie mam obrony!”. Czym prędzej zatem zaczął skrzętnie ustawiać linię obrony ponownie. Jednakże, gdy był tym zajęty, sprytny wiaterek dmuchnął w sam środek ustawionej niedawno prostej linii ataku, a żołnierze upadli na plecy.
”O ty psotny wiaterku, czyżbyś był po stronie mrówek? Jesteś ich tajnym agentem? Zaraz się tu z tobą rozprawimy!” Ostatnie zdanie Pawełek krzyknął na głos, aż obudziła się babcia i z zaciekawieniem spojrzała na wnuczka, który właśnie wstał i szybko pobiegł do domu. Przez chwilę Pawełka nie było ani widać, ani słychać. W końcu wyszedł z domu, z dużym słoikiem po jego ulubionym dżemie rabarbarowym i podszedł do mamy.


rys. Kubuś /6 lat/

”Mamusiu, czy mogę pożyczyć słoik?”
„Oczywiście, Pawełku. Ale powiedz mi, po co ci ten słoik?”, zapytała troszeczkę zaniepokojona mama.


rys. i kolorowanie - Alicja i jej mama Agnieszka

„Wiatr jest tajnym agentem i muszę go złapać, bo inaczej atak na mrówki się nie powiedzie!”, odpowiedział Pawełek, tak jakby to było oczywiste. Mama Pawełka spojrzała na synka z szeroko otwartymi oczami, nie rozumiejąc ani słowa. Niestety, nie zdążyła już o nic więcej zapytać, ponieważ Pawełek pobiegł na pole walki, gdzie jako generał pozostawił swoich żołnierzy bez dowódcy. Postawił obok siebie otwarty słoik i ponownie zaczął ustawiać linie obrony i ataku przy mrowisku. Wiatr ucichł na chwilę, jakby wyczuł, że szykuje się zamach również na niego. Przez jakiś czas trzymał się z daleka od Pawełka, ale długo nie wytrzymał. Dmuchnął, chuchnął w najbliżej stojącego żołnierzyka, który przewrócił się prosto na brzuch. Pawełek w mgnieniu oka chwycił za otwarty słoik i świsnął nim tuż nad leżącym żołnierzykiem. Szybko zakręcił zakrętkę i zaczął tańczyć śpiewając:
„Złapałem wiatr do słoika! Złapałem, złapałem!”.


rys. Pola /7 lat/

Rodzice i babcia uśmiechnęli się pod nosem. Po odtańczonym triumfie, Pawełek zaczął spokojnie ustawiać żołnierzyki. Tym razem nikt mu nie przeszkadzał i w końcu się udało. Na początku, wietrzyk szamotał się w słoiku, próbował się jakoś z niego wydostać. Napierał na przezroczyste ścianki, starał się odkręcić zakrętkę latając to w prawo, to w lewo. Nic nie pomagało. Po kilku minutach, gdy zrozumiał, że nie uda mu się uciec, położył się spokojnie na dnie. Pawełek co jakiś czas spoglądał na słoiczek po dżemie i widział, że złapany wiatr jest smutny. Już nie poruszał się, nie próbował uciekać, po prostu tam był. Leżał w zamkniętym słoiku i zrobiło się Pawełkowi żal psotnego wiaterku. „Tajny agent, czy nie, każdy lubi czasem trochę popsocić.”, pomyślał chłopiec i wypuścił wietrzyk na wolność. Wiaterek z wdzięczności orzeźwił Pawełkowi buzię, połaskotał za uszkiem i wykręcił dwa wesołe kółka dookoła chłopca. Do żołnierzyków jednak nie zbliżał się, wędrował za to po całym ogrodzie. Zaglądał nawet w każdą szczelinę, szeleścił liśćmi na drzewach i rozwiewał te, które już spadły na ziemię. Radośnie podwiewał sukienką mamy, bawił się i rozczochrywał wilgotne włosy taty, a raz nawet zwiał babci kapelusz-sombrero. Gdy odlatywał w stronę ogrodu sąsiadów, gdzie na ziemi leżało dużo kolorowych liści, w których mógł zanurkować, usłyszał głośny okrzyk chłopca:
„Do ataku!”

rys. Olivia

rys. Jola

rys. Adrian

rys. Agatka 

rys. Kacper

rys. Kai

rys. Maciek

rys. Marcel

rys. Nikola

rys. Oliwia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz