czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołajki Pawełka


Czym są dla Was Mikołajki? Lubicie otrzymywać prezenty? Zastanawialiście się może, co w obdarowywaniu innych jest najważniejsze? Pawełek, z naszej dzisiejszej bajki, już o tym wie!

Zbliżały się Mikołajki - święto, które zawsze kojarzyło się Pawełkowi z czekoladowymi mikołajami, które grzeczne dzieci dostawały w nagrodę za cały rok spełniania dobrych uczynków. Rodzice Pawełka nauczyli go, że dobre uczynki są bardzo ważne w życiu. Że sprawienie komuś radości jest czasem ważniejsze od dostania własnego prezentu. To dlatego w każde Mikołajki Pawełek z rodzicami kupowali całe mnóstwo czekoladowych mikołajów i zanosili je do pobliskiego domu dziecka, gdzie biedne dzieci nie miały wszystkiego, czego by pragnęły.
Ten rok miał być podobny. Pawełek wstał rano, umył buzię, ubrał się i zszedł na śniadanie - jego ulubione kanapeczki z żółtym serem i kiszonym ogórkiem zrobionym na jesieni przez mamę. Za oknem była już sroga zima. Śnieg leżał wszędzie dookoła domu, dach i drzewa były obsypane białym puchem, a mróz ściął już nawet maleńkie oczko wodne, które każdej zimy służyło Pawełkowi jako ślizgawka.
- Mamusiu, czy dzisiaj idziemy do tych smutnych dzieci?
- Do domu dziecka, tak, Pawełku. Jak co roku przyniesiemy im czekoladowe łakocie, żeby wiedziały, że pamiętamy o nich na święta.
- A dlaczego?
- Widzisz Pawełku, w domu dziecka mieszkają dzieci, które nie mają rodziców z różnych przyczyn. Te dzieci mają tylko siebie nawzajem i często czują się samotne, opuszczone. Ty, a także mamusia i tatuś, niewiele możemy zrobić, żeby na ich twarzach zagościł uśmiech, ale co roku próbujemy.
Pawełek uśmiechnął się do mamy, następnie zjadł czym prędzej swoje kanapeczki, wypił herbatkę i już był prawie gotowy do wyjścia. Mama opatuliła Pawełka szalikiem, założyła mu kurtkę i czapkę i razem wyszli do sklepu. Jak co roku, to Pawełek wybierał czekoladowe mikołaje dla dzieci, bo to właśnie on był ekspertem od czekolady. W koszyku wylądowały duże i małe, czekoladowe i orzechowe mikołaje w kolorowych sreberkach.
Dom dziecka, do którego Pawełek z rodzicami chodzili co roku był oddalony o trzy ulice od ich domu. Czasami Pawełek spotykał, jak to je nazywał - smutne dzieci, bawiące się na tym samym placu zabaw, co on i bardzo chętnie przyłączał się do ich zabaw. W tegoroczne Mikołajki dzieci wyglądały na wesołe. Panie opiekunki krzątały się wokół nich i ustawiały je grupkami, aby nie wszystkie na raz podbiegały do Pawełka, który rozdawał łakocie i gawędził z tymi, których znał z placu zabaw.
Jednakże jego uwadze nie umknęła dziewczynka o brązowych długich włosach, która siedziała samiuteńka w kącie sali, a rękoma mocno oplatała kolana i przyciągała je do siebie. Pawełek zobaczył jej smutną buzię i zostawił dla niej największego mikołaja. Dziewczynka podniosła na niego swoje niebieskie oczy i grzecznie podziękowała.
- Dlaczego ta dziewczynka jest najsmutniejsza ze wszystkich dzieci? - zapytał Pawełek.
- To jest Zosia, jest z nami od niedawna. Jej rodzice odeszli do nieba, Pawełku. - powiedziała pani opiekunka i uroniła łzę.
Wychodząc z domu dziecka Pawełek wyraźnie posmutniał. Cały czas myślał o Zosi, dziewczynce skulonej w kącie sali. Myślał intensywnie, co mógłby zrobić, żeby ją rozweselić. Żeby choć na chwilę zagościł uśmiech na jej buzi. Aż w końcu wymyślił.
 
Rys. Olek /lat 8,5/


- Mamo, mamo! Czy możemy kupić Zosi misia w sklepie starego Tomasza? Proszę, proszę! Mnie mój miś zawsze rozwesela, więc może Zosia też się uśmiechnie?
Dumna mama spojrzała na męża, następnie na synka, wzięła go mocno za rączkę i skierowała swe kroki do sklepu z zabawkami. Tam Pawełek wybrał najładniejszego i największego misia, do kupna którego dołożył swoje jakże cenne, oszczędzane tak długo, kieszonkowe w wysokości 10zł. Był z siebie bardzo zadowolony, gdy wracali do domu dziecka.
Zosia nadal siedziała w kącie i nie chciała z niego wyjść nawet za namową pań opiekunek. Inne dzieci były właśnie na obiedzie na stołówce. Pawełek podbiegł do dziewczynki, pociągnął ją nagle, acz delikatnie, za rączkę tak, że wstała i wcisnął jej w ramiona misia - dużego jak ona sama. Zosia zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, po czym zapełniły się one łzami, a następnie dziewczynka tuląc do siebie misia powiedziała cichutko: dziękuję. I uśmiechnęła się.
Pawełka rozpierała od środka radość. Gdyby nie to, że był już poważnym i dużym chłopcem, to zacząłby skakać do góry i klaskać w dłonie. Tak właśnie się czuł wewnątrz. Spełnianie dobrych uczynków w Mikołajki ucieszyło go bardziej w tym roku, niż kiedykolwiek przedtem.
Gdy wrócili do domu mama i tata Pawełka podziękowali synkowi i powiedzieli, że są z niego bardzo dumni. Powiedzieli też, i to miał Pawełek zapamiętać, że dobro i ciepło, którym darzymy innych, wraca do nas ze zdwojoną siłą. Tych słów chłopiec nie do końca zrozumiał, ale po szczęśliwych twarzach rodziców wnioskował, że tego dnia spisał się na medal. Na medal i na duży tort czekoladowy, który mama zaproponowała, że mu upiecze. Pawełek pokiwał szybciutko główką i od razu zapytał:
- Czy będę mógł się podzielić tortem ze smutnymi dziećmi? Oj, mamo proszę, proszę!

Rys. Ania

1 komentarz:

  1. zapraszam do konkursu:http://abcmojejkuchni.blogspot.com/2012/12/swiateczna-zabawa-z-upominkami-lestello.html

    OdpowiedzUsuń