sobota, 25 lutego 2012

Ferie cz. III

Ferie w ostatnich województwach dobiegają właśnie końca. Mamy nadzieję, że wszyscy wypoczęliście jak należy i w pełni sił powrócicie do swoich obowiązków. A wszystkich zapraszamy do lektury trzeciej (ostatniej) części naszego feriowego cyklu. Poprzednie części znajdziecie tu i tu


Kolejne dni ferii przemijały Julkowi jak z bicza strzelił. Zanim się obejrzał okazało się, że to już drugi tydzień ferii, a czas spędzony z Krysią nie był wcale koszmarem – wręcz przeciwnie, bawili się świetnie, czas się nie dłużył, a on sam nie mógł na nic narzekać. Rodzice zauważyli, że synek jest grzeczniejszy, spokojniejszy, częściej się uśmiecha, nie marudzi, nie narzeka i lepiej sypia. Nic dziwnego, gdy pół dnia spędzał z Krysią na lodowisku na treningach ciągle ucząc się czegoś nowego. Krysia nie krzyczała, nie naciskała, ale motywowała, tłumaczyła i gdy zasłużył – nagradzała. Julek miał już całą kolekcję siniaków na swoim ciałku, niektóre z nich już wchodziły w drugą fazę życia siniaka – zmieniały kolor z fioletowego na zielony. Gdy do końca ferii zostały 4 dni Krysia zakomunikowała Julkowi nowinę:
- Nie chciałam Ci nic wcześniej mówić, ale ja nie tylko jeżdżę hobbystycznie na łyżwach i trenuję młodych ludzi w tańcu na lodzie, ale jestem również trenerką drużyny hokejowej młodzików. Czy chciałbyś dołączyć do drużyny?
Julkowi oczy zaświeciły się jak dwie silne żarówki.
- O rany, no pewnie, że bym chciał...tylko czy ja się nadam? – spytał Krysię nieco wątpiąc w swoje siły.
- Spokojna głowa. To w końcu ja jestem trenerką i wiem czy ktoś się nadaje czy nie. Oczywiście musiałbyś najpierw poznać chłopaków z drużyny i zobaczyć czy pasuje Ci system treningów, ale jestem przekonana, że spodoba Ci się – odpowiedziała Krysia. Treningi zaczynamy zaraz po zakończeniu ferii, ale z częścią drużyny spotykam się jutro. Reflektujesz na dodatkowy trening?
- No pewnie – krzyknął Julek.
Kiedy rodzice wrócili z pracy, Julek już od progu zaczął im opowiadać o propozycji Krysi. Był bardzo podekscytowany tym, że być może będzie trenował w drużynie hokejowej. Jednak było mu nieco smutno, bo nie mógł się doczekać swojego pierwszego piruetu. Ale hokej jest bardziej chłopięcy... co tu wybrać...
Mama zauważyła, że synek jest jakiś smutny i markotny:
- Co się dzieje? - zapytała. - Czy coś Cię trapi?
Julek zwierzył się mamie, że nie wie co wybrać, czy wstąpić do drużyny, czy może trenować z Krysią jazdę figurową na lodzie. Mama doradziła synkowi, by porozmawiał szczerze z Krysią i może ona doradzi, co mógłby zrobić w danej sytuacji.
Nazajutrz Julek porozmawiał z Krysią, ale ta jednak nie odpowiedziała mu na jego pytanie. Powiedziała, że wrócą do tematu po treningu hokejowym.
Julek podczas treningu czuł się jak ryba w wodzie. Bardzo przydały się wcześniejsze treningi z Krysią. Chłopaki z drużyny okazali się bardzo fajni. Po treningu, kiedy wszyscy już wyszli Julek podszedł do Krysi i powiedział, że już teraz nie ma wątpliwości.
- Wiem, że chcę trenować hokej. Poczułem to dzisiaj! – powiedział.
- Zatem mam dla Ciebie jeszcze jeden test - powiedziała Krysia.
- Jaki test Krysiu?
- Skoro miałeś wątpliwości, to dla równowagi, zapraszam na trening jazdy figurowej. Chętny? - zapytała opiekunka.
- Jasne!!! Chętnie zobaczę jak jeżdżą dziewczyny - z radością powiedział Julek.
Jakie było wielkie zdziwienie chłopczyka, gdy nazajutrz na lodowisku zamiast dziewczyn zobaczył... chłopczyka w jego wieku.
- Krysiu, teraz to mam ciężki orzech do zgryzienia... - powiedział posmutniały Julek.
- Może chciałbyś zadać jakieś pytanie Krzysiowi? Pojeździć z nim? - podsunęła swojemu podopiecznemu Krysia.
Gdy tylko Julek wjechał na lodowisko i dojechał do Krzysia, chłopcy zaczęli ze sobą rozmawiać. Po kilku minutach rozmowy Krzyś zaczął pokazywać Julkowi kilka figur, chłopcy bardzo dobrze się bawili. Kiedy obaj zjechali w kierunku bandy, gdzie czekała na nich trenerka, Julek powiedział z uśmiechem na twarzy:
- Krysiu, ja już chyba wiem co chcę robić w tym sezonie.
- No to co wybierasz? – zapytała Krysia, która naprawdę nie wiedziała co wybierze Julek.
- Jednak wybiorę hokej! Nic nie stoi na przeszkodzie, żebym ćwiczył piruety, ale współpraca z drużyną chyba bardziej mnie pociąga. Czuję, że to jest to!
Tak też się stało. Julek po feriach rozpoczął intensywne treningi z drużyną hokejową i już wkrótce stał się jednym z najlepszych zawodników. Miał też swoją tajemnicę. Między treningami sam jeździł na lodowisko i ćwiczył...piruety. Możecie sobie wyobrazić jak wielkie było zdziwienie Krysi, kiedy któregoś dnia po treningu hokeja Julek zaprezentował jej idealny piruet. Długo biła brawo i była bardzo szczęśliwa, że Julek tak pokochał jazdę na łyżwach.

Rys. Olek /7 lat/

piątek, 24 lutego 2012

skrzypi i chrupie


skrzypu skrzyp
to nie skrzypce
ani skrzypek, który gra

to pod butem
chrupie śnieg
że aż w uszach dźwięcznie mam

lubię zimę
gdy jest śnieg
lubię, kiedy mroźno jest

i w ogóle
to chrupanie
- sama nie wiem czy skrzypanie?
bardzo bardzo
śmieszy mnie

a gdy zimno
że aż strach
powiem brrry niech no tam!




Nie, to nie są nasze ślady na śniegu:) Kto je tam zostawił?-nie wiemy...Pewnie jakiś ptak w poszukiwaniu jedzenia.
Choć jest bardzo bardzo zimno, zachęcamy do wystawiania garści pożywienia dla zwierząt. One potrzebują naszej pomocy. Zwłaszcza zimą.
A nam pozostaje udać się tropem pozostawionym na śniegu. Może zaprowadzi nas do wiosny?


sobota, 18 lutego 2012

Ferie cz. II

Nastał poniedziałek, Julek zgarnął swoje łyżwy, ubrał ciepłe spodnie, naszykował czapkę, szalik i rękawice. Usiadł na łóżku w swoim pokoju, ale nie mógł zbytnio wysiedzieć. Zaczął chodzić po pokoju, co chwilkę zaglądając przez okno i wypatrując swojej opiekunki. Nagle zadzwonił dzwonek, mama otworzyła drzwi, a Julek usłyszał dźwięki rozmowy obu kobiet. Po chwili mama pojawiła się w drzwiach pokoju synka, pożegnała się z nim i życzyła mu udanego dnia. Oczywiście dodała, by był grzeczny i dobrze się zachowywał, na co Julek odparł:
- Tak mamo, będę grzeczny, chociaż nie wiem czego się po NIEJ spodziewać. Powiedz co wymyśliliście…
- Kochanie, już jest Pani Krysia, więc nie ukrywaj się w pokoju, tylko sam się przekonaj. Paaaaa! – powiedziała mama, wychodząc z mieszkania.
- Dzień dobry Pani. – powiedział niepewnie Julek.
- Witaj chłopie – przywitała go Pani Krysia - mów do mnie Krysia. Mama mówiła, że jesteś po śniadaniu. To co, zbieramy się? Gotowy jesteś?
Julek spojrzał na starszą panią. Była w dresie, sportowych butach, a przez szyję miała przewieszone łyżwy związane sznurówkami.
- Jestem gotowy. Możemy jechać. – odpowiedział Julek.
Przez całą drogę na lodowisko zastanawiał się o co w tym wszystkim chodzi. Pani Krysia jednak nic mu o sobie nie mówiła tylko wypytywała o szkołę, o kolegów, a on grzecznie odpowiadał.
Kiedy dojechali na lodowisko, zostawili swoje rzeczy w szatni i włożyli łyżwy. Wtedy Pani Krysia powiedziała:
- Wiesz Julku, chyba powinnam Ci teraz powiedzieć również coś o sobie. Pewnie zdziwiło Cię, że starsza pani wyciąga Cię na łyżwy? Otóż Twoi rodzice wiedząc, że lubisz jazdę na łyżwach poprosili mnie o udzielenie Ci lekcji w czasie ferii. Nadal zastanawiasz się czemu akurat mnie? Otóż w młodości byłam łyżwiarką... i to całkiem niezłą. Potem całe życie pracowałam jako trenerka jazdy na lodzie, a teraz jestem na emeryturze i nadal lubię i jazdę na łyżwach i uczenie młodych ludzi.
- Pani? - zapytał Julek, ale w tym momencie Krysia, spojrzała na niego groźnie - no tak, Ty Krysiu?
- Tak ja, aż trudno uwierzyć, że kiedyś byłam młoda i bez zmarszczek, prawda? - zaśmiała się Krysia. - Tak, byłam łyżwiarką. Naukę zaczęłam będąc mniej więcej w Twoim wieku, no może troszeczkę byłam młodsza. Początki były trudne: kolana poobijane, siniaki na całym ciele. Potem było lepiej i wtedy stwierdziłam, że to jest to. Nim się obejrzałam, rodzice zapisali mnie na lekcje do takiego niesamowitego trenera. Stopniowo uczył mnie nowych trików i technicznych zagadnień. Jak dziś, pamiętam swój pierwszy obrót. Niby nic szczególnego, żadne latanie w powietrzu, ale obrót bez upadku. Mówię Ci, to było coś... – Krysia z rozmarzeniem westchnęła i spojrzała na Julka.
- A... nauczysz mnie? Ja lubię jeździć, ale na pewno nie jestem taki dobry... - zmartwił się Julek.
- Nie ma co tracić czasu na gadanie, lepiej przekonajmy się co potrafisz i oceńmy co jesteśmy w stanie zrobić przez te 2 tygodnie. - rześko stwierdziła Krysia, wstając z ławki.
Na lodzie okazało się, że Krysia porusza się jakby była rówieśniczką Julka. Pokazała mu proste figury i zaczęli trening. Julek nawet się nie obejrzał kiedy minęły trzy godziny.
- No cóż, na dzisiaj to tyle – powiedziała Krysia.
- W takim razie jak mnie oceniasz? – Julek nie mógł się doczekać tego co usłyszy na swój temat.
- Myślę, że jeszcze dużo pracy przed Tobą, ale z przyjemnością będę Cię uczyć. Masz prawdziwy talent i z tego co widzę duże zaangażowanie. A teraz wracajmy już, bo obiecałam Twojej mamie, że na obiad zrobię Ci naleśniki z serem.
- To Ty umiesz też gotować? – zapytał bardzo zdziwiony Julek.
- Pewnie – zaśmiała się Krysia. A po obiedzie obejrzymy sobie film z tańcem na lodzie. Co Ty na to?
- Super! – krzyknął Julek bardzo uradowany.
Zmęczeni kilkugodzinną jazdą na łyżwach, spacerkiem udali się do domu, gdzie Krysia przygotowała obiecane naleśniki oraz obejrzeli film. Julek z rozmarzeniem obserwował ekran i wyobrażał sobie jak on sam będzie po dwóch tygodniach jeździł na łyżwach. Zmęczony po pierwszym dniu ferii pożegnał się z Krysią i udał się do swojego pokoju. Leżąc w łóżku stwierdził, że takiego początku ferii się nie spodziewał i nadal nie mógł uwierzyć, że tak dobrze spędził czas ze starszą kobietą.
To był dopiero początek ferii, jednakże tego co nastąpiło w kolejnych dniach się nikt nie spodziewał…

Rys. Olek /7 lat/

czwartek, 16 lutego 2012

Tłuścioszek

Drodzy Poczytnicy!
Dzisiejszym bohaterem dnia jest Pączkowy Pogromca, którym może zostać każdy z Was. Czy i Ty chcesz zostać Pączkowym Pogromcą? Nic prostszego wystarczy dorwać pączka w swoje łapki i sprawdzić jakie ma nadzienie. Zatem do dzieła!!! Wszystkim Pączkowym Pogromcom, życzymy miłego dnia :)

Szykując się do polowania na pączki z różnymi nadzieniami, zapraszamy do słodkiej bajki.

W cukierni na półce wszystkie ciastka się zabrały.
Najlepsze ciastko tego karnawału wybrać chciały.
Pierwsze przemówiło francuskie ciastko śliczne:
Mnie wybierzcie, bo jestem modne i zagraniczne!

Pfff, też mi modne – odezwała się szarlotka.
Ja natomiast jestem piękna, krucha no i słodka.
Środek cały pełen soczystych i zdrowych jabłuszek.
Z wierzchu kruszonka, chce mnie każdy łakomczuszek.

Widzieliście jaka ważna? Oburzyła się eklerka szalenie.
Co tam kruchość ciasta, gdy ma się budyniowe nadzienie.
Takie aksamitne, gładkie i z wspaniałym smakiem.
Schowajcie się, bo ja tu jestem najważniejszym ciachem.

Modne, piękne, kruche, słodkie czy soczyste
Pączek najsmaczniejszy tutaj jest – to oczywiste.
Z wierzchu lukier mam albo biały pyłek słodki,
A w środku nadzienie i to są najlepsze pychotki.

Na tych słów potwierdzenie tłum ludzi się zjawił
I na nogi cztery panie sprzedawczynie postawił.
Dziś Tłusty Czwartek więc wszyscy proszą o pączki.
Panie ciastka pakują lub podają do rączki.

Sprzedano pysznych pączków około tysiąca
I się zakończyła dyskusja ciastek gorąca.
Zadecydowano, że w karnawale to pączek króluje.
Pudrowany lub lukrowany – każdy dobrze smakuje.

sobota, 11 lutego 2012

Ferie cz. I

Zbliżały się ferie zimowe. Wszyscy najlepsi koledzy gdzieś wyjeżdżali: Karol do babci na wieś, Michał na narty do Austrii, a Kuba na zimowisko do Zakopanego. W sąsiedniej szkole co prawda organizowano zajęcia dla dzieci, które zostawały w mieście, ale mama nie zdążyła w porę zanieść podania i nie było już wolnych miejsc. Zresztą Julek wcale nie miał ochoty chodzić na takie zajęcia. Tylko co on będzie robił tyle czasu w mieście? Tata obiecał basen w weekend, ale do weekendu trzeba było jakoś dotrwać... A do tego mama wymyśliła, że Julek nie może siedzieć w domu sam i wynajęła mu opiekunkę. Tego chłopiec najbardziej się obawiał... To pewnie będzie jakaś starsza, nudna pani, która zajmie się szydełkowaniem, a jemu zaleci czytanie książek. Świetna perspektywa...
Julek nie chciał by dzień, w którym pozna swoją feriową towarzyszkę nadszedł. Bał się, że będzie to pani z jego największych i najstraszniejszych koszmarów. Taka, która na nic nie pozwala, ciągle krzyczy, ma o wszystko pretensje, nic jej nie pasuje. Taka, która sprawi, że czas, na który większość dzieci czeka ze zniecierpliwieniem, stanie się największym koszmarem. Niestety... ten dzień nadszedł, to miało się wydarzyć już dzisiaj. Pierwsze spotkanie, wraz z rodzicami, takie zapoznawcze. ONA miała przyjść wieczorem. Julek miał plan, by zamknąć się w pokoju i po prostu nie wyjść - Może ona się sama zniechęci? - pomyślał. Jak pomyślał, tak też zrobił. Zamknął się w pokoju i nie wychodził. Bawił się klockami, żołnierzykami, puścił sobie muzykę - bawił się bardzo fajnie, a czas leciał. Zdziwiony, że nikt po niego nie przychodzi ściszył muzykę, uchylił drzwi do swojego pokoju, wysunął przez szparę głowę i zaczął nasłuchiwać.
- W takim razie chyba czas żebyście się poznali – usłyszał głos mamy.
- Julek, chodź tu do nas – zawołał go tata.
Ociągając się Julek poszedł do pokoju rodziców. Podniósł wzrok i zobaczył straszą panią w dresie. Dziwne – pomyślał.
- Witaj Julku, mam na imię Krysia i z tego co się orientuję spędzimy ze sobą sporo czasu w ciągu ferii – powiedziała pani z uśmiechem i uścisnęła Julkowi dłoń. Uścisk był pewny i silny.
Wydała się Julkowi sympatyczna, ale co on ciekawego mógłby robić ze starszą panią.
- Wiesz Julku, rodzice mi trochę opowiedzieli o Tobie i Twoich zainteresowaniach, więc pozwoliłam sobie już wcześniej kupić dla nas karnet na lodowisko, na całe dwa tygodnie. Przygotuj swoje łyżwy. W poniedziałek zaczynamy ostry trening – starsza pani zaśmiała się i mrugnęła do Julka okiem.
- No to na mnie już czas. Do zobaczenia w poniedziałek! – pani Krysia pożegnała się i już jej nie było.
- Co jest grane? – spytał Julek rodziców.
Rodzice spojrzeli najpierw na siebie, potem na Julka, a potem buchnęli oboje gromkim śmiechem.
- Już myślałam, że się w ogóle nie pojawisz – powiedziała mama – a jeśli chodzi o Krysię… no cóż przekonasz się już w poniedziałek.
No nieźle, ciekawe co też Ci moi rodzice wymyślili. – pomyślał Julek wlokąc się do swojego pokoju. – Dobranoc – krzyknął od drzwi do rodziców.


Rys. Olek /7 lat/

Jeżeli zainteresowała Was historia Julka to śledźcie uważnie Bajeczną Fabrykę, a dowiecie się co zdarzyło się dalej. Serdecznie zapraszamy!

poniedziałek, 6 lutego 2012

Wacek i jego sanki


Olek /Lat 7/



***

jadą sanki jadą

z góry coraz prędzej

siedzi na nich Wacek

trzyma mocno lejce

wiatr oczy przymruża

z nieba sypie śniegiem

już na dole sanki

mkną dalej przed siebie

suną sanki suną

po płaskim terenie

nie ma na nich Wacka

 upadł! leży!

śmieje się do siebie!

a śnieg sobie prószy

sanki zatrzymane

wstawaj Wacku wstawaj

ciągnij w górę sanie

środa, 1 lutego 2012

Mróz

Czy u Was też jest tak zimno? W Bajecznej Fabryce mróz się rozgościł na całego. Na szczęście Bajkopisarki wyposażyły się w ciepłe czapki, szaliki i rękawiczki. 
Wy też o nich nie zapominajcie wychodząc na spacer!


Przyszedł mróz. Zmroził nosy, uszy ręce.
Zmykaj mrozie nie chcemy Cię tu więcej!
A mróz się panoszy i wszystko zamraża.
Nie wiem co Wam tak bardzo przeszkadza?

Mróz popędził nad jezioro i skuł je lodem.
Potem w okna domów chuchnął swoim chłodem.
Podziwiajcie moją sztukę póki jestem z Wami.
Pokrył mróz szyby domów pięknymi wzorami.

Ten i ów faktycznie mrozem się zachwyca,
Ale dla większości niemiła taka zimnica.
Tupią więc ludzie i w ręce ciepłem chuchają
i na obecność mrozu między sobą narzekają.

Mróz na to się złości i troszeczkę zżyma.
Sami przecież chcieliście żeby była zima.
Chcieliśmy by było zimno i padał śnieg biały,
ale nie chcemy by nam nosy zamarzały!

Mróz się zaśmiał i dalej popędził przez pola.
Pozamrażał co się dało i tak oto woła:
Wszystko na mojej drodze mrozem traktuję 
Nawet największe drzewo się nie uratuje


Z zimna się wszyscy trzęsą i ręce rozcierają
Czapki, szaliki i rękawice poprawiają
A ja nadal Wam wokoło będę mrozić
Możecie prosić, a nawet mi grozić!

Ja jestem mróz i niczego się nie boję
Przyrodę na biało wnet ustroję!
Taki był pewny swego ten mróz,
a nie zauważył, że słońce wyszło już.

Rozgrzało dookoła wszystko promieniami.
Zajęło się zziębniętymi nosami i uszami.
Rozglądają się ludzie gdzie ten mróz radosny.
A on uciekł gdy poczuł pierwsze oznaki wiosny.