niedziela, 22 kwietnia 2012

Dzień Ziemi

Nad zieloną polanę właśnie nadleciało gwarne stado żurawi i obudziło ze snu Macieja donośnym głosem zwanym klengoreniem. Maciej przyszedł na polanę ze swoim psem Reksem w poszukiwaniu wiosny ale dzień był tak piękny, słońce od rana mocno przyświecało, że postanowił uciąć sobie małą drzemkę. Obudziło go stukanie w ramię. Otworzył oczy i zobaczył małego śmiesznego ludzika. Tułów miał z butelki plastikowej po napoju, nogi z opakowań po jogurcie, koszulkę z reklamówki, ręce z opakowań po dezodorancie, a głowę z dmuchanego balonu. Uśmiechnięty stał obok Maćka i stukał go w ramię- Cześć, jestem Śmieciuś ze Śmieciowej Krainy, a Ty? – zapytał Maćka ludek.
- Cześć – powiedział niepewnie chłopak – ja jestem Maciek i jestem człowiekiem. Co to znaczy Śmieciowa Kraina? O czym Ty mówisz?
- Jak to? Nigdy nie słyszałeś o Śmieciowej Krainie? Przecież wszędzie aż huczy, ze już wkrótce Ziemia stanie się Drugą Śmieciową Krainą – wyjaśnił Śmieciuś. - Właśnie po to tu jestem, żeby ocenić czy faktycznie zasługujecie na nową nazwę.
- Gdzie huczy? Bo ja nic nie rozumiem - pytał Maciek.
- Jak to gdzie? No na innych planetach – odparł Śmieciuś.
- A czy na tych innych planetach wszyscy wyglądają, jak ty, dziwnie? - zapytał Maciek.
- To zależy, co rozumiesz przez słowo dziwnie-zaśmiał się Śmieciuś. Na mojej śmieciowej planecie wszyscy nosimy plastykowe ubranka przez całe dłuuuuuuuuuuuugie życie. Bo my żyjemy dłużej niż wy - z dumą rzekł Śmieciuś. - Jak ciebie nie będzie na tej twojej Ziemi, to my dalej będziemy młodzikami.
- A skąd się bierze wasza długowieczność? - dopytywał Maciek.
- Po części to wasza zasługa. Im więcej produkujecie śmieci, tym więcej śmieciowych ludków powstaje. Umieramy, gdy ich braknie.
Przez chwilę Maciek zasmucił się tym, co usłyszał od Śmieciuszka. Zrozumiał, że on umrze a śmieciowe ludki opanują jego Ziemię. To wprawiło go w jeszcze większe przygnębienie.
- Tak nie może być!!! Muszę coś zrobić, żeby to co mówi Śmieciuś nie okazało się prawdą! Ziemię trzeba uratować! – krzyknął Maciek. Chciał wypytać Śmieciusia o więcej szczegółów na temat śmieci, ale tajemniczy ludek zniknął. Jakby się rozpłynął w powietrzu. Kiedy jednak Maciek rozejrzał się dookoła stwierdził, że wszędzie wokół porozrzucane są śmieci. To go naprawdę przeraziło.
Nazajutrz w szkole poprosił Panią o głos i opowiedział całej klasie o spotkaniu ze Śmieciusiem.
Szkolni koledzy i koleżanki, na czele z panią wychowawczynią, w wielkim skupieniu słuchali opowieści Maćka. Jego spotkanie ze Śmieciuszkiem było dla nich niesamowitą historią, która nie pozostała obojętną jeszcze przez długi czas. Wspólnie zastanawiali się, co mogą od siebie dać, by ich Ziemia nie zamieniła się w kolejną śmieciową planetę. Pani zaproponowała, by raz w miesiącu, lekcję wychowania przeprowadzić poza murami szkoły na porządkowaniu terenu ze śmieci. A uczniowie zadeklarowali, że w swoich domach baczniej zwrócą uwagę na ich segregację. Zdecydowanie  nie były to tylko słowa, bo już następnego dnia kanapki z drugim śniadaniem były zapakowane w pudełka wielorazowego użytku, zamiast w foliowe woreczki.
I w tym miejscu historia Maćka kończy swój bieg. Podobno Maciek już więcej nie spotkał śmieciowego ludka, a całą klasę spotkało miłe wyróżnienie-  od Pana Prezydenta otrzymali order za działalność na rzecz ochrony środowiska.
A Ty spotkałeś już Śmieciusia? Czy pomożesz uratować Ziemię przed śmieciową zagładą? Zacznij już dziś podczas Międzynarodowego Dnia Ziemi i pamiętaj, każdy dzień jest dobry by dbać o otaczający nas świat J

czwartek, 19 kwietnia 2012

ŻABA I HIPOPOTAM

Czy widzieliście kiedyś prawdziwego hipopotama? 
To zwierzęta, które uwielbiają spędzać czas w wodzie. Hipopotam z naszego wierszyka poznał pewną żabę, również zwolenniczkę wodnych kąpieli. Zapraszamy do lektury historii opowiadającej o tym co z tego spotkania wynikło. 


Spotkała raz żaba hipopotama,
jak w rzece z rana moczył kolana.
Skąd się tu wziąłeś Panie Kolego?
Ja nie znam zwierza tak ogromnego!
Hipopotam wielki przyjrzał się małej żabie
i rzekł: pozwól, że się przedstawię
Jestem Teofil – hipopotam nilowy
i żyję tam, gdzie płyną wody.
Zwykle za dnia w wodzie się chłodzę,
dopiero nocą na ląd wychodzę.
Chętnie bym Cię do stawu zaprosiła, odrzekła żaba,
ale się obawiam, że wszystka woda by się wylała.
Bo zwierz tak wielki jak Ty, kilkutonowy,
pewnie podczas kąpieli wylewa dużo wody?
A ja się obawiam, że my żaby bez wody,
to nie znajdziemy latem ochłody...
Bardzo dziękuję za Twe zaproszenie,
bo w wodzie uwielbiam kąpać się szalenie.
Lecz tu w rzece dużo miejsca, więc zapraszam ciebie,
przekonamy się czy wody nie zmaleje?
Żaba niepewnie wskoczyła do rzeki...
Miałeś racje! Choć jesteś wielki,
miejsca jest sporo dla żabek wielu
– wybacz mój nietakt Przyjacielu!
Odtąd codziennie przy żabek rechocie
zażywa Teofil kąpieli w wodzie.
A choćby i było hipopotamów więcej,
to każdy tu znajdzie dla siebie miejsce.

piątek, 6 kwietnia 2012

pisanki

Drodzy Poczytnicy, 
życzymy Wam koszy pełnych: bajecznie kolorowych pisanek, puszystych baranków, pachnącej baby wielkanocnej.
Wesołych i spokojnych Świąt!

Zespół Bajkopisarek

Podobnie jak w zeszłym roku w Bajecznej Fabryce ruszyły właśnie prace nad wielkanocnymi pisankami; zeszłoroczną dokumentacje pisankowych prac możecie znaleźć TUTAJ


Pisankę, którą widzicie na wyżej zamieszczonym zdjęciu wykonała Mama małego Franka. Historię Franka możecie poznać TUTAJ


Z wielkanocnego koszyczka wypadło olbrzymie jajo. Potoczyło się cicho między przedmiotami ustawionymi gęsto na kuchennym stole. Zatrzymało się za wielką wielkanocną babą. Schowało się tak skutecznie, że ominęło je wielkie świąteczne malowanie. Trzeba to zmienić. Wszystko w Waszych rękach! Aby to zrobić należy kliknąć na powyższy rysunek (otworzy się w nowym oknie), wydrukować jajo, ozdobić je dowolną techniką i przesłać zdjęcie na adres Bajecznej Fabryki (bajecznafabryka@gmail.com).

Zosia /8 lat/


Olek /8 lat/

czwartek, 5 kwietnia 2012

kolorowa karuzela



Była szara, smutna niedziela, mały Wiktorek właśnie wstał z łóżka i usłyszał w korytarzu głosy. Zaspany pocierał oczka, wsunął na nóżki kapcie i podreptał do przedpokoju. Oczy nagle mu się otworzyły ze zdziwienia... w przedpokoju zobaczył ciocię i wujka. A to niespodzianka!!! - pomyślał uradowany. Pobiegł szybko i rzucił się w ramiona gościom, na resztę niespodzianek musiał poczekać. W końcu musiał pozbyć się piżamki, umyć się i przede wszystkim: zjeść śniadanko, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy.


rys. Wiktorek /4,5 l./

Po śniadaniu ciocia zawiązała Wiktorkowi oczy czerwoną chustą i zaprowadziła do samochodu. Samochód ruszył, długo jechał prosto, później skręcił w lewo, jeszcze raz w lewo, a później trzy razy w prawo. Nagle zatrzymał się. Wujek otworzył drzwi samochodu. Słychać było wesołą muzykę, wiał wiatr, który roznosił słodki zapach waty cukrowej. Ciocia kucnęła przy Wiktorku i delikatnie rozwiązała chustę. Wiktorek aż pisnął z zachwytu. Nie wiedział na czym skupić wzrok, w którą stronę nie spojrzał było coś niesamowitego. Po lewej stronie był pan z kolorowymi balonami, po prawej pani z kolorową watą cukrową i dużymi, poskręcanymi lizakami. Na wprost była ogromna, kolorowa zjeżdżalnia, cała poskręcana, prowadziła do niej drabinka linowa, a zjeżdżało się wprost do basenu z miękkimi jak gąbka, kolorowymi kulkami. Najlepsze było jednak jeszcze przed Wiktorkiem. Złapał ciocię za prawą rękę, a wujka za lewą i pomaszerowali przez wesołe miasteczko. Nagle młodym, rozochoconym oczom ukazała się ONA. Wspaniała, niezwykła i wyjątkowa... karuzela. Była ogromna, kolorowa i sięgała nieba. Dotykała czubkiem puszystych chmur, a skrzypienie łańcuchów karuzeli mieszało się z radosnymi krzykami dzieci. Ciocia stanęła w długiej jak wąż kolejce do kasy biletowej, a Wiktorek z wujkiem liczyli kolorowe krzesełka zawieszone na długich łańcuchach karuzeli. Kolejka przesuwała się w żółwim tempie, ale w końcu się doczekali, to była ich kolej. Najpierw przez bramkę przeszła ciocia, potem Wiktor z wujkiem za rękę. Pomogli Wiktorkowi usiąść na krzesełku, zapięli go, a sami zajęli miejsca po obu jego stronach. Gdy tylko usiedli, odezwał się głośny gwizd, a następnie z głośników popłynęła muzyka, a w jej rytmie zaczęły powoli kręcić się krzesełka. Łańcuchy delikatnie skrzypiały i kołysały krzesełka na wietrze. Wiktorek zamknął oczy, a gdy je po chwili otworzył zobaczył, że auto wujka zaparkowane na parkingu jest wielkości pudełka zapałek, a ludzie czekający w kolejce tworzyli długą kolejkę mrówek. Można było usłyszeć ciche popiskiwania Wiktorka, które powoli zamieniały się w okrzyki radości, aż nagle Wiktor wykrzyknął:
- Ciociu, ciociu, ja latam!!!
Wiatr rozwiewał im włosy, ptaszki wokoło pięknie ćwierkały i można było poczuć wiosnę. I tak wirowali przez kilka minut, aż karuzela znowu zaczęła zwalniać i kręcić coraz mniejsze koła. Gdy karuzela całkiem zwolniła,  Wiktorek z ciocią i wujkiem powoli zeszli ze swoich krzesełek, a następnie przystanęli by jeszcze przez chwilę pooglądać karuzelę w akcji. Kolejka chętnych nie zmniejszała się, chociaż karuzela co kilka minut zaczynała wirować na wietrze z nowymi pasażerami. Wtem wujek wziął Wiktora na ręce i zaczął kręcić się jak karuzela. Świat znowu zawirował. Wiktorek zamknął oczy, poczuł wiatr we włosach, a w tle radośnie skrzypiały łańcuchy karuzeli. Nawet nie zauważył jak znalazł się w samochodzie. Po powrocie do domu ciocia wręczyła mu pudełko kredek i mały blok rysunkowy, a Wiktorek od razu zaczął rysować, co chwila zmieniając kredkę na inny kolor. Po kilku minutach nagle podniósł głowę i zawołał:
- Ciociu, wujku, a wiecie co narysowałem?
Jak myślicie co narysował nasz mały bohater? Tak, macie rację: kolorową karuzelę, która trafiła do Bajecznej Fabryki.


rys. Olek /7 l./

A Wy lubicie karuzele? Co najbardziej lubicie robić w wesołym miasteczku? Czekamy na Wasze opowieści.