środa, 31 października 2012

Mała dynia

Dyniowy sezon w pełni. Stragany uginają się pod ciężarem pomarańczowych warzyw. Gromady dzieci wycinają dyniom szerokie uśmiechy i podświetlają je tańczącymi płomieniami. Na kuchennych stołach stygnie pomarańczowa zupa. Dyni nie mogła zabraknąć również w Bajecznej Fabryce. Grupa Bajkopisarzy (tak! Bajkopisarzy! do Bajkopisarek dołączył Pan Rodzynek!) przygotowała w tegorocznym sezonie dwie dyniowe bajki.

 
 rys. i kolorowanie - Alicja i jej mama Agnieszka 


"Ogrodowa dynia"

Jesienną porą gdzieś w ogródku,
na grządce pośród innych warzyw
zakwitła sobie mała dynia,
lecz nikt jej szacunkiem nie darzył.

Śmiały się wręcz z biednej dyni
ogórki, rzodkiewka i szpinak,
że mała jest i niedojrzała,
że dziwna z niej jakaś roślina.

A dynia rosła, płacząc cicho,
nie mówiąc nikomu, że marzy,
by w końcu, kiedy już dorośnie,
największą zostać wśród warzyw.

Z dnia na dzień była coraz większa.
Warzywa już tak się nie śmiały…
I nadszedł w końcu pewien ranek,
gdy każdy przy dyni był… mały!

Zaczęli wówczas bać się bardzo
owi sąsiedzi dyni z grządki.
Sądzili, że, by ich ukarać,
wprowadzać zacznie swe porządki.

Lecz dynia nie chciała ich karać,
choć przyczyną byli jej smutków
i rzekła ,,Szanujmy się od dziś wszyscy,
wszak w jednym żyjemy ogródku.”

rys. i kolorowanie - Alicja i jej mama Agnieszka 

Zapraszamy Was również do dyniowej galerii. Przed Wami jej pierwsza część:


rys. Mikołaj

rys. Kubuś

rys. Kubuś

rys. drużyna z Krainy Fiołków

rys. Iga

rys. Marcel



rys. Natalka

rys. Natalka

rys. Olga

rys. Ada

rys. Natalka

rys. Róża


Druga część dyniowych prac oraz kolejna dyniowa bajka ukażą się niebawem!

poniedziałek, 29 października 2012

Bajka o wietrze

Lato przemieniło nam się niepostrzeżenie w jesień. Jest coraz zimniej, ciemniej, a słońce nie grzeje już tak mocno naszych policzków, lecz smaga je chłodny wiaterek. Czy wy również czasami najchętniej zamknęlibyście gdzieś wiatr, który tak często zwiewa czapki z głów? Jeśli tak, to zapraszamy na jesienną bajkę o wietrze...
Bajkopisarze Bajecznej Fabryki lubią wietrzne bajki; drugą bajkę znajdziecie TUTAJ (klik).



rys. i kolorowanie - Alicja i jej mama Agnieszka 

„Wiuuuuu, wiuuuu, wiuuuuuuuuu. Wieje wiatr za oknem.”, powiedziała babcia do wnuczka. Piotruś, czteroletni chłopiec o jasnopopielatych włosach spojrzał z zaciekawieniem na babcię Marysię spod spadającego uparcie na zielonkawe oczy loczka. „Jak chcesz, to opowiem ci bajkę o psotnym wietrzyku, którego mały Pawełek złapał za karę do słoika po dżemie.”. Chłopiec uśmiechnął się.
Był słoneczny, wrześniowy dzień, a Pawełek bawił się grzecznie w ogrodzie swoimi zabawkami. Na trawie dookoła chłopca porozrzucane były żołnierzyki, małe plastikowe figurki w różnych kolorach. Pawełek właśnie planował atak na pobliskie mrowisko.


rys. Kamilka /9 lat/

Nagle, ni stąd ni z owąd, zaczął wiać wiatr. Nie był to porywisty, lecz delikatny wietrzyk, nie naprzykrzający się nikomu. Ani tacie, który w ogrodzie naprawiał zepsutą od kilku tygodni kosiarkę. Ani mamie, która w ogrodzie sadziła różnokolorowe kwiaty. Ani nawet babci Zosi, która siedziała na ławce pod akacją i odpoczywała, trzymając w zmęczonych dłoniach szydełko. Tradycyjnie, co dwa lata, robiła wełniane szaliki dla całej rodziny i miała zamiar podarować je pod choinkę. Dobrze , że do Bożego Narodzenia było jeszcze bardzo dużo czasu (w końcu był dopiero wrzesień!), babcia mogła więc przysypiać sobie nad szydełkiem kiedy tylko chciała, a i tak starczyłoby jej czasu na zrobienie wszystkich szalików.
Wietrzyk wiał, chłodząc spocone z wysiłku czoło taty, lekko podwiewał sukienkę mamy, a babci co jakiś czas zsuwał na nos jesienny kapelusz z dużym rondem, podobnym do meksykańskiego sombrero. Również Pawełkowi wiatr nie przeszkadzał i bawił się on na trawie wśród swoich malutkich żołnierzyków, których właśnie wyprawiał na wojnę z mrówkami. Otoczył już mrowisko najlepszymi z najlepszych i już sposobił się, aby ustawić front ataku, gdy wiatr zdmuchnął wszystkie żołnierzyki dookoła twierdzy mrówek.


rys. Kubuś /6 lat/

„Niedobrze”, pomyślał Pawełek, „Lada moment mrówki zaatakują, a ja nie mam obrony!”. Czym prędzej zatem zaczął skrzętnie ustawiać linię obrony ponownie. Jednakże, gdy był tym zajęty, sprytny wiaterek dmuchnął w sam środek ustawionej niedawno prostej linii ataku, a żołnierze upadli na plecy.
”O ty psotny wiaterku, czyżbyś był po stronie mrówek? Jesteś ich tajnym agentem? Zaraz się tu z tobą rozprawimy!” Ostatnie zdanie Pawełek krzyknął na głos, aż obudziła się babcia i z zaciekawieniem spojrzała na wnuczka, który właśnie wstał i szybko pobiegł do domu. Przez chwilę Pawełka nie było ani widać, ani słychać. W końcu wyszedł z domu, z dużym słoikiem po jego ulubionym dżemie rabarbarowym i podszedł do mamy.


rys. Kubuś /6 lat/

”Mamusiu, czy mogę pożyczyć słoik?”
„Oczywiście, Pawełku. Ale powiedz mi, po co ci ten słoik?”, zapytała troszeczkę zaniepokojona mama.


rys. i kolorowanie - Alicja i jej mama Agnieszka

„Wiatr jest tajnym agentem i muszę go złapać, bo inaczej atak na mrówki się nie powiedzie!”, odpowiedział Pawełek, tak jakby to było oczywiste. Mama Pawełka spojrzała na synka z szeroko otwartymi oczami, nie rozumiejąc ani słowa. Niestety, nie zdążyła już o nic więcej zapytać, ponieważ Pawełek pobiegł na pole walki, gdzie jako generał pozostawił swoich żołnierzy bez dowódcy. Postawił obok siebie otwarty słoik i ponownie zaczął ustawiać linie obrony i ataku przy mrowisku. Wiatr ucichł na chwilę, jakby wyczuł, że szykuje się zamach również na niego. Przez jakiś czas trzymał się z daleka od Pawełka, ale długo nie wytrzymał. Dmuchnął, chuchnął w najbliżej stojącego żołnierzyka, który przewrócił się prosto na brzuch. Pawełek w mgnieniu oka chwycił za otwarty słoik i świsnął nim tuż nad leżącym żołnierzykiem. Szybko zakręcił zakrętkę i zaczął tańczyć śpiewając:
„Złapałem wiatr do słoika! Złapałem, złapałem!”.


rys. Pola /7 lat/

Rodzice i babcia uśmiechnęli się pod nosem. Po odtańczonym triumfie, Pawełek zaczął spokojnie ustawiać żołnierzyki. Tym razem nikt mu nie przeszkadzał i w końcu się udało. Na początku, wietrzyk szamotał się w słoiku, próbował się jakoś z niego wydostać. Napierał na przezroczyste ścianki, starał się odkręcić zakrętkę latając to w prawo, to w lewo. Nic nie pomagało. Po kilku minutach, gdy zrozumiał, że nie uda mu się uciec, położył się spokojnie na dnie. Pawełek co jakiś czas spoglądał na słoiczek po dżemie i widział, że złapany wiatr jest smutny. Już nie poruszał się, nie próbował uciekać, po prostu tam był. Leżał w zamkniętym słoiku i zrobiło się Pawełkowi żal psotnego wiaterku. „Tajny agent, czy nie, każdy lubi czasem trochę popsocić.”, pomyślał chłopiec i wypuścił wietrzyk na wolność. Wiaterek z wdzięczności orzeźwił Pawełkowi buzię, połaskotał za uszkiem i wykręcił dwa wesołe kółka dookoła chłopca. Do żołnierzyków jednak nie zbliżał się, wędrował za to po całym ogrodzie. Zaglądał nawet w każdą szczelinę, szeleścił liśćmi na drzewach i rozwiewał te, które już spadły na ziemię. Radośnie podwiewał sukienką mamy, bawił się i rozczochrywał wilgotne włosy taty, a raz nawet zwiał babci kapelusz-sombrero. Gdy odlatywał w stronę ogrodu sąsiadów, gdzie na ziemi leżało dużo kolorowych liści, w których mógł zanurkować, usłyszał głośny okrzyk chłopca:
„Do ataku!”

rys. Olivia

rys. Jola

rys. Adrian

rys. Agatka 

rys. Kacper

rys. Kai

rys. Maciek

rys. Marcel

rys. Nikola

rys. Oliwia

piątek, 26 października 2012

Kasztanek i Żołądek


Zespół Bajkopisarzy dziękuje Agnieszce za pomoc w uwiecznieniu bohaterów dzisiejszej bajki.
Agnieszki blog znajdziecie TUTAJ

Widzieliście może kasztany i żołędzie na drzewach? Tak, jeden to taki mały i grubawy kolega, do czasu  w zielonym kubraczku z kolcami, a drugi to taki szczuplutki, brązowy z beretem z antenką na głowie. Czy zastanawialiście się czasem jak to jest gdy jesienny wiatr zmiata ich z drzewa? Co się z nimi dalej dzieje? Jeśli tak, to zapraszamy dzisiaj na historię, której bohaterami są właśnie oni. Zatem, zaczynajmy...

W pewien jesienny poranek mały Żołądź wisiał na gałęzi. Czuł się bardzo szczęśliwy. Słoneczko ogrzewało jego twarz, a on, jak co dzień, z góry podziwiał piękno świata. Białe chmurki na jasnoniebieskim niebie, kolorowe listki na drzewach, wiewiórki grasujące na drzewach, ptaki, które czasem przysiadały na jego gałązce i śpiewały piękne i wesołe melodie. Ze swojego miejsca na drzewie widział cały otaczający go las.
-Jaki ten świat jest piękny – pomyślał Żołądź wisząc na gałęzi wsłuchując się w szum wiatru, śpiew ptaków i uśmiechając się do słońca, które ogrzewało jego mały kapelusik.
Nagle, niebo pociemniało, a słonko zasłoniły gęste chmury. Zaczął wiać silny, porywisty wiatr, a liście z drzew z głośnym szelestem opadały jeden za drugim na ziemię. Mały Żołądź był strasznie przerażony, wiatr wyginał jego gałęzią tak bardzo, że huśtało nim jak na zwariowanej karuzeli. W pewnym momencie poczuł, że nie jest już przyczepiony do gałązki, tylko leci bardzo szybko w dół i z przerażeniem stwierdził, że nie wie co go czeka.
-AAAAAAAAAAAA – krzyczał w nadziei, że ktoś go usłyszy. Po długim locie w końcu dotarł na ziemię. 
-Hmm – pomyślał – nie było aż tak źle, nawet nie bolało.
Niepewnie otworzył oczy i rozejrzał się w około, a to co zobaczył przeraziło go, gdyż na dole było ciemno i mokro. Listki, na których wylądował i które ochroniły go przed bolesnym upadkiem nie wyglądały już tak kolorowo i bajecznie jak na drzewach. Niebo było całkiem niewidoczne spod gałęzi, a drzewa, które mieniły się kolorami żółtymi i czerwonymi z dołu wyglądały poważnie, ponuro i smutno.
-Muszę stąd uciekać – pomyślał mały Żołądź. - Muszę iść gdzieś, gdzie znowu będę mógł uśmiechać się do słońca, gdzie będzie bajecznie i kolorowo, a nie tak strasznie, ponuro i mokro jak tutaj!
Jak postanowił, tak też zrobił i tak szybko jak tylko mógł, zaczął biec, szukając krainy, która przypominałaby mu o świecie, w którym żył mieszkając na drzewie do tej pory.
Biegnąc przez las i marząc o bajkowej krainie, mały Żołądź zapomniał, że powinien patrzeć na drogę. Nagle uderzył w coś dużego, zielonego i ….. kolczastego, a kolce były bardzo długie i kłujące!
-Ojojoj – powiedział mały Żołądź – dobrze, że mam moją czapeczkę, bo inaczej mogłoby się to źle skończyć.
Już miał wstawać i biec dalej, gdy nagle usłyszał płacz. Zaczął rozglądać się wkoło szukając kto tak płacze, aż niespodziewanie zdał sobie sprawę, że ten płacz dochodzi z zielonej, kolczastej kulki, o którą się niedawno potknął.
-Oj, niedobrze – pomyślał mały Żołądź – chyba zrobiłem tej kulce krzywdę, trzeba jej pomóc!
Powoli podszedł do kulki i ostrożnie, żeby nie dotknąć kolców, zapukał w jej zieloną warstwę.
-Halo, jest tam kto? Czy nic ci nie jest? Przepraszam, że na ciebie wpadłem.
-Idź sobie – powiedziało coś z wnętrza zielonej kulki.
-Nie mogę – powiedział mały Żołądź. Jeśli zrobiłem ci krzywdę, to chcę to naprawić i pomóc.
-Nic mi nie jest – odburknął głos z wnętrza kulki.
-To dlaczego płaczesz? – zapytał mały Żołądź.
-Bo się boję! – wykrzyknął głos – Tu jest ciemno i zimno. Jeszcze rano słoneczko mnie ogrzewało i byłem szczęśliwy, a teraz leżę tu i jest mi mokro i nieprzyjemnie.
-Nawet nie wiesz, jak dobrze cię rozumiem – powiedział mały Żołądź.
-Naprawdę? – z zielonej kulki wyłoniła się brązowa kulka – A skąd? – zapytała.
-Bo rano też wisiałem na drzewie – odpowiedział mały Żołądź.  – Wiesz co? Stwierdziłem, że nie będę siedział tu, gdzie jest zimno i ciemno i postanowiłem wyruszyć w podróż.
-Dokąd? – zapytała brązowa kulka.
-Powiem ci, ale najpierw muszę wiedzieć jak się nazywasz.
-Jestem Kasztanek. A ty?
-Mam na imię Żołądek.
-Powiedz mi, dokąd się wybierasz. Proszę…
-Szukam krainy, w której będzie tak fajnie jak na mojej gałązce, bo tu - wcale mi się nie podoba.
-Ale fajnie! Mogę iść z tobą? Ja też chcę! – zawołał Kasztanek.
-Wiesz co? – zapytał Żołądek –  To bardzo fajny pomysł, przydałby mi się towarzysz podróży, we dwoje zawsze raźniej!
-Naprawdę? Mogę iść z tobą?
-No pewnie! Jeśli tylko chcesz to zapraszam.
- Hura! – zawołał Kasztanek. – Ale super!
Tak oto Żołądek i Kasztanek wyruszyli w podróż w poszukiwaniu krainy, która przypominałaby ich domy na gałązkach. Jeśli jesteście ciekawi, czy nasi bohaterowie znaleźli wymarzoną krainę oraz na jakie przygody natrafili po drodze – zapraszamy do Bajecznej Fabryki już niebawem. 

sobota, 20 października 2012

Tajemnicza przesyłka

Lubicie otrzymywać paczki i listy? Zwłaszcza takie, których nadejścia się nie spodziewaliście, a które kryją w sobie jakieś miłe rzeczy?
Zapraszamy do lektury wierszyka o Asi, która taką własnie niespodziewaną przesyłkę otrzymała. 


Tajemniczą paczkę Asia od babci otrzymała.
Dziwne przedmioty w środku ta paczka zawierała.

Był klej, kawałki materiału i kulki kolorowe.
Ale pytanie: co z tym robić? Asi zaprząta głowę.

Wtem na dnie tajemniczej paczki list Asia zobaczyła.
Puść wodze fantazji wnusiu! – pisała babcia Ludmiła.

Tylko od Ciebie zależy co z tych rzeczy powstanie.
Podpowiem Ci tylko jedno: te rzeczy połączy sklejanie.

Myślała Asia chwilkę. Kulki ze sobą łączyła.
Aż nagle z tych śmiesznych kulek biedronkę ulepiła.

Maskotki własnoręcznie wykonała Iga /lat 6,5/

W ślad za nią zrobiła dwa misie i wesołą pszczółkę.
Tą pszczółką obdarowała swoją przyjaciółkę.

Misie posadziła na półce z kolorowymi książkami.
A biedronkę zawiezie babci, gdy pojedzie do niej z rodzicami.

Maskotki własnoręcznie wykonała Iga /lat 6,5/

Póki co, list Asia do kochanej babci napisała:
"Babciu moja droga, Twoja paczka się bardzo przydała!"

niedziela, 14 października 2012

3 lata!


Trzy lata temu, w dniu urodzin Kubusia Puchatka, Bajeczna Fabryka i jej Bajkopisarki pojawiły się w sieci pierwszy raz. Dziękujemy wszystkim za ten wspólnie spędzony czas. Życzymy Wam i sobie kolejnych (wspólnych) bajecznych lat.


W dniu urodzin pewnego znanego Misia Łakomczuszka
Kubusia Puchatka, który jadł miód aż do bólu brzuszka
Powstała pewna strona w internecie
Jakich wiele nie ma na świcie
bajecznafabryka.pl ten adres znacie
I od trzech lat z zapałem czytacie
Z okazji trzecich urodzin Bajkopisarkom życzymy
Weny, bajecznych pomysłów i aby rymy
Od rana do nocy ich się trzymały
i cudne bajki dla nas pisały.