poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dzień Babci

rys. Rakothka
Wyjątkowe dzisiaj święto, pełne: herbaty z babcinym sokiem malinowym, tęczowych włóczek na zimowy szalik, drucianych okularów i wesołego skrzypienia fotela na biegunach. Wszystkim Babciom życzymy spełnienia marzeń!

"Niespodzianka dla Babci"

- Dziadku, dziadku! Zobacz jakiego mam ślicznego aniołka! - krzyczał mały Piotruś już z samego korytarza, gdzie pospiesznie zdejmował buciki całe w śniegu.
Jeszcze w kurtce i w wełnianej pstrokatej czapce na głowie, chłopiec podbiegł do swojego dziadka i wcisnął mu do ręki swoje dzieło z masy solnej. Był bardzo z siebie dumny.
- Bardzo ładny, Piotrusiu. - pochwalił wnusia dziadek. - Bardzo ładny. Wiesz, patrząc tak na Twojego aniołka, Piotrusiu, przypomina mi się bajka, którą kiedyś często opowiadałem Twojej mamie, jak była mała. Chciałbyś może posłuchać?
Piotruś bardzo chciał posłuchać. Wszystkie bajki, jakie opowiadał mu dziadek były ciekawe. Usadowił się zatem na miękkiej poduszce u stóp dziadka i ze swoim aniołkiem w ręku zamienił się w słuch. Dziadek rozpoczął opowieść.
Pewnej zimy, gdy śnieg zasypał równiutko podwórko przy domu Pawełka, wyszedł on pobawić się z kolegami. Chłopcy urządzili sobie bitwę na śnieżki. Był niewielki mróz, dzięki czemu świeżutki śnieg dobrze się lepił, a śnieżki nie rozpadały się w locie. Rzucali w siebie białymi kulkami - mniejszymi, większymi, jakimikolwiek! Mogły być malutkie i nierówne byle tylko trafiały do celu, czyli przeciwników po drugiej stronie dwóch barykad, które pospiesznie zbudowali, aby mieć się za czym chować. Walka trwała wiele godzin, a chłopcom zabawa wcale się nie nudziła. Przeciwnie, obmyślali nowe plany ataku. A to cichaczem podbiegali pod barykadę przeciwnej drużyny i niespodziewanie wyskakiwali zza niej, aby zarzucić kolegów gradem śnieżek. A to biegali dookoła podwórka i rzucali śnieżkami niemal na oślep. Innym razem jedna para udawała, że za ich ścianą ze śniegu nic się nie dzieje, że się poddali, po czym, jak przeciwnik podchodził i zaglądał za barykadę nacierali im twarze śniegiem. Zabawa trwałaby bez końca, gdyby nie mamy chłopców, które rozbiły oba obozy walczących na śnieżki, ponieważ chłopcy byli już przemoczeni do suchej nitki.
Następnego dnia Pawełek bardzo chciał powtórzyć zabawę z poprzedniego dnia, ale rodzice zaplanowali na ten dzień wyjazd do babci. Była niedziela 21 stycznia - Dzień Babci. Pawełek nie był do końca zadowolony z takiego obrotu sprawy, ponieważ wydawało mu się, że u babci nie będzie się tak dobrze bawił, jak z kolegami na podwórku. Nie spodziewał się jednak, że z babcią można się równie fajnie bawić na śniegu jak z kolegami.
Po przyjeździe do babci, Pawełek złożył jej grzecznie życzenia i wręczył kwiaty, które zakupiła mama i o których powiedziała, że na pewno spodobają się babci. Miała rację. Babcia uśmiechnęła się szeroko, a jej zazwyczaj raczej blade policzki troszeczkę się zarumieniły. W podziękowaniu przytuliła wnuczka i pocałowała go w czoło. Potem zaprosiła całą rodzinę na pyszny obiad, do którego podała jej słynny sok z malin - ulubiony Pawełka! Przy stole rozmawiali, opowiadali sobie różne historie sprzed lat, śmiali się z niezbyt dobrych żartów dziadka i popijali słodki sok.
Po kilku godzinach siedzenia za stołem babcia i dziadek powiedzieli, że chcieliby pójść na krótki spacer, żeby rozprostować nogi. Gdy Pawełek to usłyszał od razu zapytał mamę, czy on też mógłby iść. Miał cichą nadzieję, że będzie mógł się trochę pobawić w śniegu, albo chociaż rzucić kilka śnieżek w jakieś drzewo. Mama się zgodziła. Opatuliła ciepło Pawełka, który następnie wziął babcię i dziadka za ręce i razem wyszli na dwór.
Dzień był bardzo ładny. Było chłodno, ale nie mroźno. Nieśmiałe promienie słońca prześwitywały zza chmur. Śnieg prószył delikatnie. Gdy tylko wyszli za furtkę podwórka babci, Pawełek pobiegł przed siebie po białym puchu, ślizgał się i lepił śnieżki. Te ładnie uformowane rzucał w pobliskie drzewa lub wyrzucał wysoko do nieba i obserwował, jak spadają rozbijając się ostatecznie pod jego nogami. Nagle, Pawełek stanął i paluszkiem pokazał babci dziwne ślady na śniegu kilka kroków przed nimi.
- A co to takiego?
- To są aniołki. - odpowiedział dziadek.
- Jak to aniołki? - zdziwił się Pawełek.
- Aniołki na śniegu. - wyjaśniła babcia. - Jak podejdziesz bliżej, to zobaczysz, że te ślady są w kształcie aniołków. Chciałbyś wiedzieć jak się je robi?
Pawełek pokiwał z zaciekawieniem głową w czapce-uszatce. Z niedowierzaniem w oczach patrzył jak babcia uśmiecha się do dziadka, a następnie oboje powoli kładą się na śniegu i zaczynają ruszać rękoma i nogami w górę i w dół. Potem dziadek pomógł babci wstać, otrzepał ją ze śniegu i przytulił.
- Dawno tego nie robiliśmy, prawda, kochanie? W taki sposób robi się właśnie śnieżne aniołki Pawełku.
Pawełek był uradowany. Teraz już nie mógł się doczekać aż zrobi swojego własnego aniołka. Prawie natychmiast położył się na śniegu i zaczął ruszać rękami i nogami. Tak mu się ta zabawa spodobała, że zanim babcia i dziadek zdołali go przekonać, że przydałoby się już wracać do domu, ich wnuczek zdążył zrobić kilka aniołków na szerokiej, pokrytej grubą warstwą śniegu polanie. Do domu babci Pawełek wrócił bardzo zadowolony, że nauczył się nowej zabawy.
Po powrocie babcia podała herbatę i deser - sernik z brzoskwiniami! Pawełek zjadł szybciutko swoją porcję, po czym wymknął się z pokoju, cichutko ubrał się w kurtkę, czapkę i rękawiczki i wyszedł przed dom. Nie było go jakiś czas, aż rodzice zaczęli się trochę martwić, gdzie się podział ich synek. Zaczęli go szukać najpierw w domu, a gdy go nie znaleźli wyjrzeli przez okno na podwórko. A tam zobaczyli coś niezwykłego. Babcia widząc to uroniła łzę, a dziadek uśmiechnął się do rodziców Pawełka z podziwem. Na podwórzu, na samym środku, był piękny kształt aniołka, a nad nim wydeptany małymi stópkami napis: KOCHANEJ BABCI. Nagle z podwórka wszyscy usłyszeli głośne:
- Babciuuuuuuuuuuuuuuu, babciuuuuuuuuuuuuu, chcę Ci coś pokazać!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz