wtorek, 22 stycznia 2013

Dzień Dziadka


rys. Rakothka
Po Dniu Babci czas na dziadkowe święto. Wszystkim Dziadkom życzymy spełnienia marzeń! Przed Wami bajka napisana specjalnie na Dzień Dziadka. 

"Dziadek i Pawełek"

W poniedziałek rano obudziły Pawełka jasne promienie słońca wdzierające się przez okno jego pokoju i padające mu prosto na twarz. "Nie świećcie tak. Jeszcze chwilkę. Jeszcze tylko króciutką chwilkę...", pomyślał chłopiec. Do pokoju weszła mama w szlafroku w zielone groszki i pogłaskała synka po policzku. Chłopczyk uśmiechnął się nie otwierając nawet jednego oka. Wtedy mama rozpoczęła rytualne już, ponieważ zdarzało się to codzienne, łaskotanie synka, który z radości rzucał się po całym łóżku. Pawełek uważał, że tylko po takiej pobudce dzień można było uznać za dobrze rozpoczęty.
Poprzedniego dnia Pawełek był z rodzicami u babci, świętował z nią Dzień Babci i dowiedział się, co to jest śnieżny aniołek - zimowa zabawa, która bardzo przypadła mu do gustu. Rodzice, dziadkowie i Pawełek miło spędzili ten dzień. Babcia Pawełka była osobą bardzo rodzinną i ciepłą, więc świętowanie w gronie rodzinnym było dla niej bezcenne. Następnego dnia przyszła kolej na Dzień Dziadka. Tym razem Pawełek zaplanował męski dzień - w sam raz dla niego i dziadka.
Zanim jednak zaprosił dziadka w odwiedziny poczynił pewne przygotowania. Między innymi, poprosił mamę, żeby upiekła ulubione ciasto dziadka, czyli karpatkę. Babcia nie pozwalała dziadkowi często jeść słodyczy, ale Pawełek był pewny, że akurat tego dnia babcia będzie bardziej wyrozumiała. Gdy mama piekła karpatkę, Pawełek zaczął budować fortecę z wielkich poduch tapczanu, małych poduszek i koców, które tata zniósł ze stryszku. Chciał stworzyć miejsce, w którym będzie mógł z dziadkiem schować się i odpocząć po wszystkich atrakcjach dnia, które tak skrzętnie zaplanował. Zgodnie ze wskazówkami taty, Pawełek starał się zbudować wysoką fortecę tak, aby dziadek nie męczył się wchodząc na czworaka przez mały otwór wejściowy. Gdy skończył, jego budowla była naprawdę imponująca - zapierała dech w piersiach! Czekając, aż dziadek przyjdzie na umówiony podwieczorek, Pawełek w myślach studiował plan dnia, aby nie zapomnieć o żadnej zabawie.
Na początek Pawełek zaprosił dziadka na pyszną karpatkę, którą mam wyjęła prosto z pieca. Zjedli ją ze smakiem, popijając herbatką z odrobiną cytryny i imbiru. Następnie zagrali partyjkę dziecięcych Scrabble, nie trzymając się w żaden sposób ogólnych zasad gry. Niecierpliwy Pawełek, gdy tylko udało mu się wymyślić jakieś słowo, od razu kładł je na planszy nie zwracając uwagi na to czyja jest kolejka. Dziadkowi oczywiście to nie przeszkadzało. Cieszyło go, że jego wnuczek tak szybko układa nowe słowa, podczas gdy on cały czas myśli nad jednym. Szybko jednak skończyli grę, ponieważ na słowie "hipopotam" Pawełek ułożył same trzyliterowe słowa, takie jak "kot", "mam", "gil" czy "hop". Na końcu dodał jeszcze "pif" i "paf", po których dziadek stwierdził, że za ułożenie takich słów jego wnuczek zasługuje na wygraną.






























M











I








Z


A








U


S


K





C
G

T

H
O
P




H
I
P
O
P
O
T
A
M




L
I

A
P

F
A





F

W



M


























Po intelektualnej rozrywce przyszedł czas na trochę ruchu i Pawełek wyciągnął dziadka na spacer. Ale nie taki zwykły spacer, o nie, nie. Na taki spacer, to każdy mógł iść. Pawełkowy spacer polegał na tym, że chodzili tylko po tych płytach chodnikowych, które były niepopękane. Nie można było nadepnąć na żadne pęknięcie i trzeba było bardzo uważać! Czasem musieli daleko skakać, bo chodniki były tak bardzo popękane, że nie było miejsca nawet na malutką stopę Pawełka. Oczywiście Pawełek pomagał dziadkowi, żeby przypadkiem przy dalekich skokach nie skręcił sobie nogi lub nie przewrócił się. Zawsze trzymał dziadka za rękę.
Po spacerze ulepili razem bałwana na podwórku przed domem. Bałwanek miał duży brzuch z jednej i małą główkę z mniejszej kuli śniegu. Nos miał tradycyjnie z marchewki, a garnek służył mu za kapelusz. Dodatkowo dziadek pożyczył bałwankowi swoją laskę, żeby bałwanek miał się na czym podeprzeć, bo przecież dziadek mógł polegać na Pawełku i jego silnych rączkach.
Pawełek namówił też dziadka na rzucanie śnieżkami do celu. Celem stał się strach na wróble, który stał za bramą na działce u sąsiada. Śnieżki były małe i nie zniszczyłyby w żaden sposób stracha, ale gdy sąsiad wychodził sprawdzić, kto rzuca śnieżkami, Pawełek z dziadkiem chowali się za dużym krzakiem malin, który ledwo zakrywał ich obu.


rys. Iga /7lat/

Gdy po całym dniu atrakcji wrócili do domu, Pawełek zaprosił dziadka do fortecy, gdzie mogli odpocząć. Wnuczek ułożył dziadkowi wygodnie poduszki pod głową, a sam położył się obok. Niebawem przyszła mama przynosząc słodkie winogrona, jako przekąskę. Byli zmęczeni, ale owocom i żelkom się nie odmawia - jak to zwykł mawiać tata Pawełka. Jedli więc powoli, oglądając pod światło winogronowy miąższ. Odpoczywali. Dziadek, uradowany tak pięknym dniem, spędzonym z wnuczkiem, opowiadał Pawełkowi bajkę. Oczka chłopca robiły się coraz cięższe i cięższe, aż w końcu uległy własnemu ciężarowi i zamknęły się. Leżeli na dywanie z poduszek w fortecy, którą Pawełek wybudował własnoręcznie. Wtulony w dziadka wnuczek, powoli zasypiał. Tuż przed zaśnięciem zdołał jeszcze powiedzieć cichutko:
- Wszystkiego najlepszego dziadku... Radosnego Dnia Dziadka... - i zasnął. Śniło mu się, że rzuca się śnieżkami z bałwankiem, którego ulepili z dziadkiem na podwórku. A bałwanek był żywy.

2 komentarze: