poniedziałek, 11 lutego 2013

Pawełek i Lucjan


Drodzy Poczytnicy!

Lasy pełne są zwierząt. W dziuplach ogromnych dębów mieszkają sowy, w głębokich norach mieszkają rude lisy, po zaśnieżonych polanach spacerują sarny, jelenie i łosie, zaś tuż za nimi podążają dziki.

Zimą leśne zwierzęta bywają głodne. Pamiętajcie o tym! 

Dzisiaj jest wyjątkowy dzień - Ogólnopolski Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej.


Fot. Ewelinaart
Luty ówczesnego roku był bardzo mroźny. Pani Zima szalała między blokami i domami. Wiała lodowatym wiatrem, sypała wielkimi jak groszek płatkami śniegu, tworzyła kilkumetrowe zaspy, przez które bardzo trudno było przejść, a temperatura była tak niska, że nawet najstarsi górale nie pamiętali takiego zimna. Brrr!
Za każdym razem przed wyjściem, czy to do przedszkola, czy na spacer, mama Pawełka ubierała synka w kilka warstw ubrań, żeby nie zmarzł i nie zaziębił się. Nie powiem, żeby to się Pawełkowi podobało, no ale co biedny mógł zrobić? Powiedzieć mamie, że nie chce drugiego swetra? Albo, że nie chce kożuszkowych rękawiczek? Po prostu nie mógł. Zresztą prawda jest taka, że gdy tylko na dworze zaczął owiewać go bardzo zimny wiatr, a coraz bardziej czerwone rumieńce malowały się na buzi, cieszył się, że jest ubrany na cebulkę.
Pewnego dnia, a była to sobota, Pawełek siedział przy oknie w dużym pokoju ,patrzył w dal i myślał. Przyglądał się naturze za oknem i myślał intensywnie. Zastanawiał się nad tym, jak zwierzęta radzą sobie zimą. Myślenie to zapoczątkowało serię pytań, których nie będę wszystkich przytaczać, ponieważ zabrakłoby mi papieru. Ale ostatnie pytanie jak Pawełek zadał, a było to po dłuższej chwili ciszy, było następujące:
- Mamusiu, czy ptaszkom nie jest zimno w zimie?
- Wydaje mi się, że nie, synku. – odpowiedziała mama, troszeczkę wymęczona już tymi wszystkimi pytaniami. Trzymała się jednak dzielnie i starała się odpowiadać na kolejne i kolejne, i kolejne.
- Widzisz, ptaszki wykluwają się z bardzo gęstymi piórkami, które są ciepłe niczym kołderka, pod którą śpisz.
- Naprawdę tak im ciepło w piórkach, jak mnie w nocy pod kołderką? Jakoś Ci nie wierzę, mamo. Popatrz, ten mały ptaszek stoi na chodniku i przecież widzę, że mu zimno. – zmartwił się chłopiec.
Mama wyjrzała za okno w kierunku, który wskazywał mały paluszek jej synka i zobaczyła małego szarego wróbelka. Faktycznie, wróbelek ten troszeczkę trząsł się na wietrze i wtulał małą główkę głęboko w skrzydełka. Wyglądał bardzo mizernie. Ktoś by powiedział - niczym tysiąc nieszczęść! Nic dziwnego, że Pawełek zwrócił na niego uwagę.
- Wiesz, Pawełku, może ten ptaszek jest po prostu głodny i z głodu jest mu zimno. Tak jak Ciebie zjedzony obiadek rozgrzewa od środka, tak i zwierzątka czerpią siłę ze swoich posiłków. Może chciałbyś nakarmić tego wróbelka?
- O, tak!
Jak powiedzieli, tak zrobili. Mama wyjęła mały biały spodeczek z kredensu, nasypała trochę ziarenek słonecznika, trochę dyni i wręczyła Pawełkowi. Uradowany chłopiec z takim impetem otworzył okno w dużym pokoju, że malutki szary ptaszek ze strachu odfrunął i schował się w pobliskim krzewie. Nie odleciał jednak daleko, ponieważ wyczuł swoim zwierzęcym instynktem, że coś, co go tak nagle wystraszyło, wcale nie chce mu zrobić krzywdy. Ciekawość w końcu wzięła górę. Obserwował chłopca, który właśnie stawiał coś na zewnętrznym parapecie okna. Odczekał chwilę, aby być pewnym, że jest sam na sam z parapetem i wysunął zza gałązek krzewu mały dziobek, a za dzióbkiem powędrowało całe ciałko. Podleciał na parapet i zobaczył talerzyk pełen ziarenek. Wróbelek bardzo się ucieszył, ponieważ już od dawna nic nie jadł...

rys. Ulaszka

Pawełek, za dobrą radą mamy, schował się za zasłoną i cichutko stał, nie poruszając się nawet o milimetr. Był niczym posąg! Uśmiechający się do siebie posąg, ale zawsze posąg! Stojąc w bezruchu obserwował, jak jego nowy mały przyjaciel zajada słonecznik i dynię. Był szczęśliwy, że mógł go nakarmić.
Następnego dnia, mama obudziła Pawełka troszkę wcześniej niż zwykle i poprowadziła do dużego pokoju. Zdziwiony chłopiec podreptał do okna. Za szybą, całkiem odważnie, stał wróbelek. Ten sam, którego Pawełek nakarmił dnia poprzedniego. Ptaszek wyglądał na radośniejszego, niż ostatnio. Tak, jakby zimno na dworze zupełnie mu nie przeszkadzało! Talerzyk był pusty, a ptaszek zaglądał z zaciekawieniem do środka domu Pawełka.
- Miałaś rację mamo, ptaszek był głodny! Spójrz jaki jest teraz wesoły i jaki odważny. Już nie boi się stanąć przy samej szybie, gdy mnie widzi. Mamo, czy możemy wystawić mu więcej ziarenek? - zapytał z rozbrajającym uśmiechem Pawełek.
Mama oczywiście skinęła głową i zaprowadziła do kuchni, gdzie naszykowała kolejną porcję jedzenia dla wróbelka. Następnie, bardzo ostrożnie, już bez żadnych gwałtownych ruchów, Pawełek wystawił talerzyk za okno. Mały wróbelek odleciał na moment spod okna, lecz już po krótkiej chwili wrócił. I powiem Wam, że nie był sam! Przyleciały z nim dwa kolejne wróbelki, jeszcze bardziej chudziutkie niż on sam. Zajadały ziarenka łapczywie, tak jakby od dawna nic nie miały w dziobkach. W mgnieniu oka talerzyk znów był pusty, ale za to ptaszki były wyraźnie zadowolone.
W niedzielę wieczorem Pawełek poprosił tatę, aby razem zbudowali piękny duży karmnik, ponieważ stwierdził, że zwykły talerzyk nie wystarcza. Drewniany karmnik z obszernym otworem, przez który ptaszki mogły wlecieć do środka, Pawełek pomalował zieloną farbką i dodał fioletowe paski. Tata zawiesił go za oknem w dużym pokoju, aby od czasu do czasu można było oglądać, jak zarówno te malutkie, i te większe ptaki przyfruwały i posilały się słonecznikiem i dynią.
Tak zaczęła się Pawełkowa misja dokarmiania ptaszków zimą. Od tamtej pamiętnej zimy i od wróbelka Lucjana (takim imieniem ochrzcił go chłopiec) Pawełek już zawsze pamiętał o swoich małych skrzydlatych przyjaciołach, gdy nadchodziły chłody i trudno już było szukać pożywienia w zamarzniętej ziemi. Zimowa misja Pawełka obejmowała również dokarmianie kaczek na pobliskiej rzece i wrzucanie im do rzeki niemal połowy bochenka chleba, ale to już zupełnie inna historia.

Właśnie dotarła do nas galeria prac dzieci z grupy 5-6 latków z Przedszkola Miejskiego nr 12 w Bytomiu.  Prace wykonano ołówkiem. A jedna z prac dostała pięknych kolorów:)

 Ala

 Igor

 Ania

 Jessica

 Julka

Tatiana

5 komentarzy:

  1. Piękna bajka :) U nas też za oknem jest karmnik, całą zimę dokarmiamy ptaszki i z przyjemnością je obserwujemy.
    Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń

  2. Dziękujemy, że pamiętacie o głodnych zwierzątkach!
    A może uda Wam się zrobić zdjęcie podjadającym ptaszkom?-Chętnie opublikujemy je w naszej fabryce:)

    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z miłą chęcią pokażemy ptaszki, które u nas goszczą :)

      Usuń