wtorek, 2 lipca 2013

Bajka o zagubionym piórku

Są wakacje i pewnie macie teraz nieco więcej wolnego czasu (przynajmniej Ci, którzy się do tej pory dużo uczyli lub nauczali), dlatego dzisiaj zapraszamy Was na nieco dłuższą bajkę. 
A może znajdziecie też czas na jej zilustrowanie? Wtedy koniecznie prześlijcie pracę do Bajecznej Fabryki, a my dołączymy ją do naszej bajki. 


- Dziadzio, dziadzio! Zobacz, jakie ładne piórko znalazłem! - krzyknął mały chłopiec do staruszka opierającego się o rzeźbioną laskę.
- Bardzo ładne Piotrusiu. Gdzie je znalazłeś?
- O tam, za tym małym krzaczkiem.
- Hm, pewnie jakiś ptaszek je zgubił. A opowiadałem Ci już tę przygodę, kiedy to Pawełek znalazł w lesie bardzo tajemnicze piórko?
Maluch spojrzał na dziadka swoimi zielonymi oczami, otwartymi tak szeroko, że zdawałoby się do granic możliwości i pisnął: "Opowiedz, opowiedz!"
Pawełek i Tomcio, przez przyjaciół zwany Paluchem, bawili się w lesie przed rodzinnym domkiem letnim. Było ciepłe popołudnie, choć zawiewał już lekko jesienny wiatr. Chłopcy akurat skończyli bawić się w kowboja i Indianina, po tym jak dzielny wódz Indian, czyli Paluch, przepędził ze swej rdzennej ziemi złego kowboja, czyli Pawełka. Za pomocą tomahawku, wiadomym sposobem.
- Następnym razem, to ja będę Indianinem i wyrównam rachunki. Też toporkiem. - powiedział chłodno Pawełek.
Nowym pomysłem na zabawę było tropienie śladów. Pawełek i Paluch wynieśli z domu lupę, żeby powiększać ślady, latarkę, żeby lepiej widzieć ścieżkę, którą kroczyli i notes do zapisywania wskazówek i spisywania wniosków. Jak prawdziwi Sherlock Holmes i jego wierny druh dr Watson.
Tak się stało, że pierwszą rzeczą, jaką znaleźli na swej drodze była mała gałązka jarzębiny. 
I choć dookoła nigdzie nie było drzewa jarzębinowego chłopcy, porzucili pomysł wytropienia skąd, jak i dlaczego wzięła się tu ta gałązka. To, co ich zainteresowało znaleźli tuż za małym krzaczkiem z drobnymi czarno-fioletowymi owocami. Otóż znaleźli piórko. Nie było to jednak zwykłe piórko. Miało cudowne kolory i było w czarne kropki! Piórko wydało się chłopcom na tyle tajemnicze, ba, wręcz magiczne, że postanowili odnaleźć jego właściciela.
W swych poszukiwaniach po lesie Pawełek i Paluch byli niestrudzeni. Pierwszego dnia znaleźli tylko stary but bez sznurowadła i rozgniecioną skórkę po bananie. Drugiego nie znaleźli zupełnie nic, ale za to widzieli w oddali przy jeziorze dwa bobry gryzące wiotką brzózkę. Kolejny dzień, praktycznie cały, spędzili w domu zakopani pod stosem kołder po tym, jak wielki i groźny pies z pobliskiego domku naszczekał na nich okropnie za to, że za blisko podeszli do furtki. Chłopcy uciekali przerażeni, co sił w nogach, mimo że Demon, czarny wilczur sąsiadów, wcale ich nie gonił.
Jednak nawet strach nie powstrzymał chłopców przed wznowieniem poszukiwań tajemniczego ptaszka. Czwartego dnia, obiecawszy sobie nawzajem, że nikomu, ale to nikomu, nie zdradzą, jakim to tchórzostwem się splamili poprzedniego dnia, chłopcy powrócili na szlak. I to właśnie czwartego dnia, Pawełek i Paluch odkryli do kogo należało piórko. Cały dzień chłopcy spędzili w lesie. Zaglądali pod każdy krzaczek, na każde drzewo, a nawet przy pobliskim jeziorze. Niestety, oprócz wróbelków, wron i innych mało-barwnych ptaszków, nie widzieli nic innego. Zrezygnowani wrócili więc do domu ze smutnymi minkami.


Mama Pawełka, pierwszy raz widząc smutne buzie po zabawie, na osłodę przygotowała lody waniliowo-miętowe z kruchymi rurkami. Zaniosła je na taras, gdzie chłopcy siedzieli na dużych miękkich poduchach i patrzyli smętnie w las. Jednak, gdy tylko zobaczyli lody od razu twarzyczki im się rozradowały. Zaczęli pałaszować, aż się uszy trzęsły. Mama patrzyła zadowolona. Widząc wręcz zachłanne pochłanianie lodów przypomniała sobie przyjaciela sprzed lat i zastanowiła się przez chwilę, czy dawny sposób przywołania wciąż działa. "Czy jesteś tam jeszcze?", pomyślała z sentymentem Pawełkowa mama i zniknęła na chwilę w kuchni.
Gdy wróciła w dłoniach trzymała maleńką miseczkę w kwiatuszki, a w niej coś mazisto-grudkowatego. Postawiła naczynko na balustradzie i srebrną łyżeczką postukała melodyjnie o jej bok. Nasłuchiwała. Z oddali dało się słyszeć cichutkie świergotanie. Mama Pawełka postukała w miseczkę raz jeszcze, tym razem wygrywając inną melodyjkę. Usiadła obok chłopców, zaciekawionych jej działaniami i niecierpliwie wyczekujących na to, co się stanie. Z lasu, spomiędzy liści dębu, wyłonił się mały barwny ptaszek świergocząc na całe gardło.
Pawełek chciał już krzyknąć, że to przecież ptaszek od piórka, że to jego szukał z Paluchem przez te kilka dni, ale mama uciszyła go gestem.
- Nie krzycz Pawełku i nie poruszaj się gwałtownie, bo ją spłoszysz. Bądź cichutko, a pozwoli się obserwować.
Pawełek posłuchał mamy. Siedział cichutko, prawie się nie poruszał, tylko oglądał z zaciekawieniem jak malutki ptaszek z kolorowymi piórkami w czarne kropki je mazistą papkę z miseczki. Żeby nie spłoszyć zwierzątka Pawełek zadał mamie pytanie na ucho, najciszej jak tylko umiał.
- Nazwałam ją Fanfala. Bardzo lubi waniliowe lody ze słonecznikiem.

Ilustracje nadesłały katowickie Jaskółki :)










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz