niedziela, 14 lipca 2013

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział IV

rys. Ulashque
Zapraszamy do lektury kolejnej części opowiadania Cioci Grażynki. Dzisiaj wyjątkowo bajkowa opowieść:)

TAK JAK PIPPI LANGSTRUMP

Marta wróciła ze szkoły, zjadła obiad i zabrała się do czytania „ Pippi Langstrump”. Książka bardzo jej się podobała. Chciałaby, tak jak Pippi, być najsilniejszą dziewczynką na świecie. Wtedy nie pozwoliłaby na to, żeby ktoś krzywdził słabszych, każdemu dałaby radę. I tak , jak Pippi chciałaby chodzić po drzewach.
W ogródku Marty rosło dużo drzew owocowych.  Niektóre były stare i duże - dwie jabłonie, wiśnia i śliwa-węgierka. Były też dwie młode jabłonki, czereśnia i dwa orzechy.
Marta przerwała czytanie i postanowiła pójść na dwór. Wzięła rower i pojechała do sąsiada, Mateusza. Zastała u niego koleżankę, Michasię. Zrobili kilka rundek wokół ulicy, ale nic się nie działo.
-          Marta, wymyśl jakąś zabawę - powiedział Mateusz.
-           Wiecie co, czytałam książkę o takiej fajnej dziewczynce, Pippi Langstrump.
-          Ja  oglądałam film! - powiedziała Michasia. Bardzo mi się podobał.
-          Ja też pamiętam ! Ta Pippi miała konia i mieszkała w willi z ogrodem!
-O! I wchodziła na drzewo! Zawołała Marta! Chodźcie do mnie do ogrodu, pobawimy się w Pippi. Mateusz będzie Toni a Michasia Annika.
-A ty oczywiście będziesz Pippi!
-No tak, bo ja wymyśliłam  tę zabawę. Z resztą, to mój ogród! -zawołała Marta.
Michasia i Mateusz zostawili swoje rowery przed domami, Marta swój schowała.
-Najpierw będziemy szukać skarbu. Pójdę tylko do domu po jakiś skarb.
-Mamo, chcemy się bawić w Pippi i szukać skarbów. Może mi cos dasz, co mogłoby być skarbem?
-A co to mogłoby być ? - spytała mama.
-Coś małego i błyszczącego.
Mama poszperała w szafie i wyciągnęła mały srebrny naparstek oraz koraliki w kolorze koralowym.
-Dobrze, może  być.
-Tylko ich nie zgub!
Marta poprosiła Mateusza i Michasię Żeby usiedli na tarasie i czekali aż ona schowa skarby.
-Zrób strzałki z patyczków, żebyśmy trafili.
Marta schowała naparstek w trawie pod jabłonką, a koraliki zawiesiła na gałązce wiśni. Porobiła strzałki z patyczków, żeby mogli t znaleźć.
Michasia i Mateusz szukali, a Marta wołała: ciepło, zimno; w zależności od tego, jak daleko byli od kryjówki. Wreszcie Michasia znalazła koraliki na wiśni. Mateusz zatrzymał się przy jabłonce i szukał w trawie, a Marta wołała: ciepło, ciepło, gorąco! Ale nie mógł znaleźć, chociaż szukał dość długo. Wreszcie zaniepokojona Marta poszła mu pomóc. I też nie mogła znaleźć! Okazało się, że liść spadł z drzewa i przykrył naparstek. Ale się go naszukali!
-          Teraz będziemy wspinać się na drzewo! - zawołał Mateusz.
-          Właściwie, to mama nie pozwala - powiedziała Marta.
-          Ale co to za Pippi, która nie chodzi po drzewach! Ja wejdę pierwszy!
Mateusz sięgnął niskich konarów, wspiął się i usiadł na najniższej, grubej gałęzi. Marta postanowiła, że ona wejdzie wyżej. Michasia stała na dole i tylko patrzyła. Marta wspięła się na gałąź obok Mateusza i  zaczęła wchodzić wyżej. Nagle noga jej się obsunęła i zaczęła . zjeżdżać ocierając się plecami o główny pień. Zjechała tak do ostatniej gałęzi i wylądowała na trawie jak kot - na rękach i nogach.
- Aj, boli - zawołała. Michasia podniosła jej bluzkę - masz całe starte plecy, nawet krew ci trochę leci.
Marta zaczęła płakać, ale zawstydziła się kolegów i pobiegła do domu. Mateusz i Michasia szybko pobiegli do siebie.
Mama zmywała w kuchni naczynia. Gdy zobaczyła płaczącą Martę szybko spytała, o co chodzi. Marta chlipiąc opowiedziała o niefortunnej zabawie w Pippi. Mama zmarszczyła groźnie brwi: a nie mówiłam, że nie wolno ci chodzić po drzewach! A gdybyś tak spadając złamała rękę albo nogę! Dobrze, że się tylko tak skończyło!
Mama przetarła wodą utlenioną otarte plecy Marty i kazała jej zająć się czymś spokojnym. Na szczęście Adaś miał trochę czasu i zaczęli grać w karty.
Wieczorem, przed snem, Marta poprosiła tatę: opowiedz mi bajkę o Smerfach! Dobrze - odpowiedział tato.
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma zdartymi kolanami, czyli gdzieś gdzie nie był nikt , była sobie wioska Smerfów. Mieszkała w niej Smerfetka i dziewięćdziesiąt dziewięć Smerfów  - tata pogrzebał w kieszeni ,wyjął fajkę i zaczął ponownie opowieść.
Pewnego dnia Smerfetkę obudził głośny okrzyk. Co to ? - zerwała się z łóżeczka - ach, nic, śniło mi się - powiedziała zamykając ponownie oczy i tuląc się do poduszki. Aaaaa!!! -rozległo się jeszcze głośniej.
Smerfetka obudziła się ponownie - to nie był sen - stwierdziła i wybiegła na zewnątrz domku.
A tam ....- tata wyjął tytoń i zaczął nabijać cybuch fajki - Dalej, dalej ... - córeczka domagała się reszty opowieści.
A tam - tata spojrzał na drzewo- na gałęzi, siedział Smerf Maruda ! Ratuj - zawołał . Co robisz na drzewie ? -Smerfetka nie mogła się nadziwić. Ratuj- wyszeptał - zaraz spadnę.
Smerfetka nie namyślając się , wdrapała się na drzewo i pomogła zejść Marudzie. Prawie się udało, ale zadrapała sobie kolano o twardą korę drzewa. Smerf -lekarz opatrzył jej nogę...

Tata wyjął zapałki i zapalił tytoń. I co ? - dopytywała się zupełnie rozpogodzona córeczka . I nic - tata dmuchnął dymem z fajki - I nic, nie płakała - zakończył. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz