wtorek, 17 września 2013

Mistrz smaku - Pawełek



rys. Rozalka /14 lat/


Lubicie poznawać nowe smaki? My bardzo zachęcamy do próbowania nowych potraw. Przy okazji możecie sobie urządzić miłą zabawę lub np. kulinarne zawody. Kuchnia to naprawdę miejsce pełne ciekawych rzeczy i wiele się może w niej wydarzyć.

"Mistrz smaku - Pawełek"

Leniwa sobota. Tak, to była zdecydowanie leniwa sobota. Pawełek nudził się jak mops. Chodził z kąta w kąt. Bawił się trochę jedną zabawką, trochę drugą, ale żadna nie przykuwała jego uwagi na dłużej. Nie lubił takich dni, bo nie lubił, gdy nic dookoła niego się nie działo. A co gorsza, wprost nie znosił tych dni, kiedy on sam nie mógł sobie wymyślić ciekawego zajęcia.
- Co robisz mamusiu? - zapytał Pawełek, siadając z pochmurną miną na wysokim krześle przy kontuarku w kuchni. Był tak znudzony, że od razu położył się na blacie i palcem zaczął kreślić kółka.
- Zaczynam gotować obiad, synku. Mam nadzieję, że masz ochotę na rosół. - odpowiedziała mama.
- Rosół? Mniam. Mogę ci pomóc? - ożywił się troszeczkę Pawełek.
- Nudzisz się, co? - zapytała mama, a Pawełek pokiwał swoją bujną czupryną - To, co powiesz na krótką grę, hm?
Na dźwięk słowa "gra" Pawełek podskoczył z radości tak, że aż prawie spadł z krzesła. W jednej sekundzie zaczął zadawać całe mnóstwo pytań, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o grze, w którą mieli zagrać. Chciał wiedzieć wszystko. Wszystko naraz, oczywiście.
- Pawełku, zaraz wszystkiego się dowiesz, ale najpierw idź do sypialni mamy i taty i z prawej dolnej szuflady w szafie wyciągnij zieloną chustkę w grochy i przynieś mi ją proszę. Tylko uważaj na schodach! - zdążyła jeszcze krzyknąć mama zanim chłopczyk zniknął za drzwiami kuchni.
Na schodach Pawełek potknął się dwa razy, ale na całe szczęście nie zrobił sobie żadnej krzywdy i w końcu dotarł do Wielkiej Szafy. Sam ją tak nazwał, ponieważ była ogromna - zajmowała całą ścianę sypialni rodziców, sięgała od podłogi po sam sufit, a w środku... W środku był ubraniowy raj! Wielka Szafa miała setki szuflad, tysiące wieszaków z ubraniami, półki na buty, haczyki z krawatami taty i jeszcze mnóstwo innych rzeczy, których Pawełek nawet nie umiał nazwać. Radość, którą odczuwał z powodu niedługo rozpoczynającej się gry przyćmiła troszkę umysł Pawełka i z prośby mamy zapamiętał tylko, że ma przynieść zieloną chustkę. Nie pamiętał już gdzie była schowana, ani że miała być w grochy. Cały przejęty otwierał wszystkie szuflady po kolei i szperał rączką w ich zawartości.
W międzyczasie, gdy Pawełek buszował w szufladach i na półkach Wielkiej Szafy, mama przygotowywała plan gry. Postawiła na kuchennym stole kilka miseczek, które zakryła ściereczką, aby Pawełek nie widział, co się w nich znajdowało. Dodatkowo, umyła kilka warzyw i owoców, które pozostawiła do odsączenia na durszlaku.
Nagle w całym domu rozległ się głośny radosny okrzyk: "Znalazłem! Jupi!!!", a zaraz za nim tupanie na schodach.
"Och, jak dobrze, że wyłożyliśmy schody wykładziną w zeszłym roku. Inaczej naprawdę mógłby sobie zrobić krzywdę biegając w takim tempie...", pomyślała mama i uśmiechnęła się do siebie.
- Mam, mamusiu, mam! - powiedział zziajany Pawełek wpadając do kuchni. Mama siedziała przy kuchennym kontuarku, a przed nią chłopiec zauważył, że leżało coś przykrytego ściereczką. „Niespodzianka!”, pomyślał Pawełek. „Niespodzianka!”
Pawełek podał mamie zielony materiał. Następnie, ku jego zaskoczeniu, mama posadziła go na wysokim krześle, upewniła się, że jest mu wygodnie i zawiązała mu oczy tak, żeby nic a nic nie widział.
- Mamo, dlaczego zawiązałaś mi oczy? Nic nie widzę! A przecież mamy grać w grę!
- To troszkę inna gra, synku. Zawiązałam Ci oczy, ponieważ nasza gra będzie polegała na odgadywaniu smaków i zapachów.

rys. Zosia /9 lat/

Pawełek otworzył szeroko oczka ze zdumienia, ale tylko w głębi duszy, bo przecież swoje własne miał zamknięte i jeszcze zasłonięte chustką! W małym chłopcu ciekawość rosła niepohamowanie. Nigdy wcześniej nie grał w podobną grę.
- Pierwsza zagadka będzie łatwa, dobrze? – powiedziała mama, a Pawełek pokiwał energicznie główką i otworzył buzię.
Chłopczyk był bardzo podekscytowany. Czekał niecierpliwie, aż poczuje jakiś smak w buzi. Gdy tylko poczuł chłodną łyżeczkę, a jej zawartość zsunęła się na jego język, Pawełka ogarnęła radość. Wiedział, co było pierwszą zagadką! Smak był troszkę słodki, mały kawałeczek mięsisty… i smakował jak...
- Pomidor! – odgadł Pawełek.
Mama uśmiechnęła się i pogratulowała pierwszej dobrej odpowiedzi. Zapisała pierwszy plusik na kartce z wynikami, a obok narysowała małego pomidorka. Następna łyżeczka powędrowała do buzi Pawełka. Tym razem było to coś o bardzo wyraźnym, kwaśnym smaku i chrupiącej skórce. I znów Pawełek niemal natychmiast wykrzyknął:
- Ogórek kiszony! Mniam, mniam, bardzo dobry, mamusiu.
Następnie w zagadkach pojawiły się same pyszności. Było dojrzałe, słodkie i soczyste jabłuszko. Był mięciutki banan oraz kwaśna cytryna, po której Pawełek bardzo się skrzywił i zastanawiał się długo, czy chce ponownie otworzyć buzię i zasmakować następnej zagadki. Ostatecznie skusił się i było warto, bo na języku rozpłynął mu się pyszny kawałek słodkiego arbuza. A arbuza Pawełek bardzo, ale to bardzo lubił.
Niestety po słodko-kwaśnych owocach pojawiły się zagadki trudniejsze. Mama najpierw dawała Pawełkowi coś do spróbowania, a następnie, gdy chłopiec wahał się, cichutko mu podpowiadała. Dzięki podpowiedziom mamy Pawełek odgadł koperek i paprykę. Miętę zgadł sam, ponieważ bardzo ją lubił w lemoniadzie, którą mama przygotowywała co weekend. Pawełek pomagał przy robieniu lemoniady zrywając miętę z ogródka. Pamiętał, że zrywać można tylko te najładniejsze łodyżki z największą liczbą listków.
Na sam koniec mama zostawiła dwie najłatwiejsze zagadki. Wiedziała, że jej synek od razu je odgadnie i poprawi mu się humor z tego powodu. Najpierw do buzi Pawełka powędrowała pierwsza łyżeczka i zanim jeszcze jej zawartość zdążyła zsunąć się na język, Pawełek już krzyczał i zamykał pospiesznie buzię:
- Pietruszka! Pietruszka! Blech! Nie chcę!
Mama Pawełka zachichotała pod nosem. Chłopiec machał rączkami i wykrzywiał buzię. Zaciskał usta jak najmocniej i już miał powiedzieć, że dalej nie chce się bawić, ale wtedy mama zapowiedziała ostatnią bardzo łatwą zagadkę. No a Pawełek bardzo chciał zdobyć brakujący punkcik. Otworzył powolutku usta i poczuł coś jakby maleńkie rureczki, które smakowały jak...
- Szczypiorek? - spytał troszkę niepewnie.
- Tak, to jest szczypiorek Pawełku. Gratuluję! Odgadłeś wszystkie zagadki! Oto mianuję Cię Mistrzem Smaku i otrzymasz bardzo odpowiedzialne zadanie.
- Zadanie?
- Tak, zadanie. Spójrz tutaj. W tej doniczce mamusia zasadziła szczypiorek i chciałabym, abyś się nim zaopiekował. Tak, żeby wyrósł piękny i zielony!
- Mamo, ale na pewno nie pomyliłaś doniczek? Tutaj są same cebule!
- To prawda, synku. Ale właśnie z cebuli wyrasta szczypiorek, wiesz? Wkładasz małe cebulki do ziemi w doniczce, co jakiś czas podlewasz i za kilka dni zobaczysz jak z główek wyrasta zielony szczypiorek.
Pawełek już dawno zdjął chustkę z oczu i patrzył na mamę zaciekawionym wzrokiem. Był bardzo dumny z tego, że odgadł wszystkie zagadki, ale również z tego, że mama chciała mu powierzyć takie ważne zadanie. Wiedział, że sobie z nim poradzi, ponieważ teraz był przecież Mistrzem Smaku! Radość przepełniała małe serduszko chłopca i koniecznie musiał się tym pochwalić tacie. Pospiesznie poprosił więc o kartkę z punktami i wybiegł z kuchni w poszukiwaniu rodzica. W drzwiach stanął tylko na pół minutki, odwrócił się i zapytał:
- Mamusiu, a czy mogę nie chcieć pietruszki w moim rosołku dzisiaj?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz