środa, 20 listopada 2013

Cień

Zdarzyło Wam się kiedyś wystraszyć czegoś, czego nie znaliście i co wydawało się bardzo  okropne, bo po prostu nie było Wam znajome?
 Zającowi Maciejowi z naszego opowiadania właśnie taka historia się przytrafiła. 


rys. Iga/7 lat/

"Cień"

W upalną sobotę królik Maciej hasał po zielonej łące ze swymi skocznymi przyjaciółmi. Nagle Maciej przystanął, obejrzał się za siebie, zerknął w lewo, a następnie w prawo. Zrobił trzy susy do przodu i znowu obejrzał się za siebie
- Chłopaki! Uciekamy! – krzyknął przerażony Maciej – ktoś nas śledzi! 
Stado królików ruszyło co sił w skocznych nogach. Pędzili przez zielony las i przez nasłonecznioną polanę. Wpadli, jeden za drugim, do nory, a następnie zastawili starą szafą wejście do niej. Schowali się pod łóżkiem i czekali na to co się stanie. Nagle w króliczej norze zapanowała cisza. Króliki z zamkniętymi oczami liczyły upływające sekundy. Do nory jednak nikt się nie dobijał. Mijały godziny. Zastygłym w bezruchu królikom zaczęło się nudzić. Gdy zapadł już zmrok króliki pełne obaw wyszły na zewnątrz norki, wypatrując intruza, nikogo jednak w okolicy nie było.
-Ty, Maciek, a może Ci się jedynie przywidziało? - zapytał Franek, jeden z królików.
- Widziałem go na pewno! - powiedział Maciej - miał wielkie, ogromne, sterczące uszy, był od nas ze trzy razy większy...
- Dobra, dzisiaj już nic nie wskóramy, jesteśmy zmęczeni, kładźmy się spać. Może jutro się wyjaśni co to za stwór...
Zgodnie za namową kolegi, wszyscy wrócili do norki i położyli się spać. Śniły im się przedziwne rzeczy. Jedni uciekali co sił w nogach przed ogromnym, strasznym potworem. Inni wygrzewali się na słońcu, gdy nagle zza drzewa wystawały wielkie uszyska, a oni ze strachu nie mogli się poruszyć. Gdy rano się obudzili, każdy niepewnie popatrzył po sobie i czekał, który pierwszy wyjdzie z norki.
- Maćku, może zobaczysz jaka jest pogoda? - nieśmiało zapytał Zenek.
- Yyyy, a może Franek skoczy? - niezbyt zadowolony z propozycji odrzekł Maciek.
- Dajcie spokój, nikt na pewno nas nie śledził. Zbierajcie swoje futrzane ogonki i zbieramy się. Raz-dwa, raz-dwa!!! - zawołał żwawo najstarszy z kolegów Hieronim.
Gdy wyszli z norki, okazało się, że jest ładna pogoda, słonko dopiero wschodziło na niebo, czuć było jeszcze poranną rosę pod stópkami. Mimo zapewnień, dyskretnie rozejrzeli się na boki i upewnili, ze faktycznie nikogo nie ma, nikt na nich nie czekał na polance. Zadowoleni z odkrycia wesoło pohasali w kierunku osady. Po drodze spotkali sąsiadów, którzy z rana robili porządek przed swoimi norkami i wesoło ich pozdrawiali skinieniem ucha. Droga zajęła im trochę czasu, słońce już wzeszło wysoko na niebo, było ciepło i bardzo słonecznie. Króliczki wesoło podskakiwały, gdy nagle Maciej zerknął niepewnie raz w jeden bok, raz w drugi. Znów go zobaczył... czaił się tuż za nim. Wystraszony krzyknął do kolegów:
- To znowu on! Znów jest tuż za mną!
Niewiele się zastanawiając króliczki rzuciły się biegiem przed siebie, by czym prędzej znaleźć się w swoich domach. Wystraszony Maciek schował się w swoim pokoju i próbował uspokoić swoje niespokojne i szybko bijące serduszko. W końcu zasnął...
Następnego dnia do pokoju Maćka zastukała Hania, jego koleżanka. Bardzo się opierał pamiętając wydarzenia dnia poprzedniego, ale w końcu udało jej się go wyciągnąć przed norkę by się z nimi pobawił. Dzieci bawiły się grzecznie, a Maciek mimo iż wśród rodzeństwa i przyjaciół był jakiś taki spokojny.
Królicza Mama zerkała na swoje pociechy badawczo, zastanawiając się dlaczego jej dzieci są takie grzeczne. Ciszę przerwał Króliczy Tata - Macieju! Skocz szybko po marchewkę, Mamie zaraz ich zabraknie i nie będzie obiadu.  
Maciej pobladł ze strachu, położył uszy po sobie i się zawahał. Tata zerknął na syna ze zdziwieniem.
- Co się dzieje synu? Przecież jest taka ładna pogoda. Coś cię boli?
- Nic mnie nie boli... - wymruczał pod nosem Maciek.
- No to o co chodzi?
- Bomniecośśledziisięboję - odpowiedział szybko i niewyraźnie.
- Co powiedziałeś? Mów głośniej, bo nic nie rozumiem.
- Booo, mnie coś śledzi...
- Jak to Cię śledzi? Kto? Gdzie? Jak? - wypytywał zdziwiony i nieco przerażony tata.
Wszyscy chcieli złapać intruza. Stado zajęcy skocznie ruszyło w stronę polany. Pierwszy Tata, zaraz za nim Mama i wystraszony Maciej, a za nimi pozostałe zające. Nad ich głowami, na bezchmurnym niebieskim niebie błyszczało złote słońce. Zające biegnąc rozglądały się w każdą stronę, ale żadnego intruza w ich okolicy nie było. Gdy dotarli na sam środek polany Maciej krzyknął przerażony - To znowu on! Znowu jest tuż za mną! Uciekajmy! - i ruszył co sił w skocznych nogach. Jego rodzice, rodzeństwo i przyjaciele stali w bezruchu przyglądając się uciekającemu Maciejowi. Nie mogli uwierzyć, że Maciej uciekał przed własnym cieniem! Po chwili Tata pobiegł za Maciejem. Dogonił go dopiero przy norce. Przytulił go mocno i wyjaśnił wystraszonemu synkowi, że ten uciekał przed własnym cieniem. Wieczorem, tuż przed snem Tata opowiedział małym zajączkom skąd się bierze cień i od czego zależy jego kształt. 

A Wy - wiecie co to jest cień?

Przypominamy również o przygotowaniach do Dnia Pluszowego Misia 2013
po szczegóły zapraszamy tutaj (klik)

2 komentarze: