środa, 30 stycznia 2013

Pan Sopelek


Nasza BAJECZNA FABRYKA bierze udział w konkursie Blog Roku 2012
w kategorii "literackie-i-kulturalne". 
Jeżeli dobrze czujecie się w Bajecznej Fabryce - zagłosujcie! Każdy głos się liczy! :)

Jeśli trud nasz doceniacie
w zabawianiu Waszych pociech,
Jeśli tylko dostrzegacie,
jak tworzymy w czoła pocie.

Jeśli tylko uważacie, 
żeśmy na laur zasłużyli,
to głosujcie na nas drodzy!
Wszak to Wy jesteście jury!

Proście o to Waszych bliskich.
Nie uszczupli się ich kiesa,
jeśli głos na nas oddadzą
przez wysłanie smsa!

Trzeba walczyć! Wszyscy razem!
Ty też nie możesz stać z boku!
Pomóż BAJECZNEJ FABRYCE 
awansować na BLOG ROKU!

Aby zagłosować na blog - Bajeczna Fabryka należy wysłać wiadomość tekstową (SMS = same miłe słowa!!!) na numer 7122, zaś w treści tej wiadomości wpisać E00425 (dwa ZERA w środku).
Głosowanie trwa do 31 stycznia, do godz. 12.00! 



Za oknem śnieżne kopce i "termometrowa" kreska poniżej zera. Zima w pełni! W ten zimowy, chłodny dzień prezentujemy Wam nadesłaną przez naszą Poczytniczkę - Karolinę - bajkę o Panu Sopelku.

"PAN SOPELEK"

Pewnego, zimowego poranka Kubuś jak zwykle obudził się w swoim łóżeczku. Przeciągnął się, ziewnął i już miał obrócić się na drugi bok, by jeszcze chwilkę sobie smacznie pochrapać, gdy jego spojrzenie napotkało coś dziwnego. Czym prędzej zrzucił ciepłą kołderkę, wyskoczył z łóżka, by  zobaczyć, co to takiego? Owe znalezisko umiejscowione było tuż przy oknie. Jednak Kuba nie mógł tego dotknąć, bo było z drugiej strony, na zewnątrz, od podwórka. Chłopczyk przypatrywał się szeroko otwartymi oczami i buzią, był bowiem bardzo zdziwiony tym, co odkrył.
Do pokoju weszła mama Kubusia i wyjaśniła chłopcu, że to nic nadzwyczajnego, że to, co widzi to po prostu zwykły sopel, czyli topniejący pod wpływem promieni słonecznych – śnieg, który zamienia się w zamarzniętą wodę. Jednak chłopczyk słuchał wyjaśnień mamy jednym uchem. Był tak zafascynowany widokiem za oknem, że prawie nic z racjonalnych wyjaśnień do niego nie docierało. Dla niego to, co zobaczył, było czymś wyjątkowym.

rys. Kubuś /6 lat/

Od tego dnia, każdego ranka Kuba wstawał przed sygnałem budzika i biegł by przywitać się z Panem Sopelkiem, bo tak go nazywał. Opowiadał Sopelkowi o tym, jak minął mu dzień w szkole, o swoich planach, marzeniach, snach, obawach, zmartwieniach. Traktował go, jak prawdziwego przyjaciela.
Jednego dnia Sopelek prężył się dumnie, posrebrzony płatkami śniegu. Innego błyszczał w promieniach słońca. Czasami Kubusiowi wydawało się, że Sopelek jest jakby mniejszy -tłumaczył sobie, że być może Sopelek jest na coś chory i życzył mu szybkiego powrotu do zdrowia. Sopelek towarzyszył Kubie przy każdej pobudce, podczas każdego, zimowego dnia. Kuba tak się do niego przyzwyczaił, że nie wyobrażał sobie by nie przywitać się z nim o poranku i nie pożegnać przed pójściem spać.

fot. Jagoda z "magii w kuchni" (KLIK)

 Pewnego dnia Kubuś zauważył, że Sopelek zrobił się bardzo malutki i że kapie z niego woda. Chłopiec szybko pobiegł po mamę. Przyprowadził ją do Sopelka i powiedział, że Sopelek ma jakiś poważny kłopot bo płacze i robi się coraz mniejszy. Mama spokojnie wyjaśniła synkowi, że powoli nadchodzi nowa pora roku – wiosna i że śnieg i sople topnieją, że pewnego dnia sopelek po prostu zniknie, ale nie należy się tym martwić, bo za rok znów Pan Sopelek odwiedzi Kubę. Chłopczykowi mimo wyjaśnień mamy zrobiło się smutno. Przez cały dzień był markotny, nic nie jadł, co chwilę podchodził do okna sprawdzić, co się dzieje z Sopelkiem. Następnego dnia Kubuś jak zwykle pierwsze swoje kroki po przebudzeniu skierował do okna, a właściwie do Pana Sopelka, ale.... jego już nie było. W pierwszej chwili Kuba chciał się rozpłakać, bo było mu niewyobrażalnie smutno, jednak zaraz zauważył niespodziankę - na parapecie siedziały dwa wróbelki. Pomyślał, że to na pewno Pan Sopelek zrobił mu taki pożegnalny prezent. Od tej pory Kuba karmił ptaszki, które odwiedzały go niemal każdego dnia. Pan Sopelek zostawił Kubusiowi jeszcze inne prezenty – promyki wiosennego słońca, które wesoło zaglądały do jego pokoiku. Kolorowe, kwitnące kwiaty, które nieśmiało wychylały swoje główki ze zmarzniętej jeszcze ziemi. Kubuś już nie martwił się tym, że nie ma Pana Sopelka, bo przecież – jak obiecała mu mama – odwiedzi go za rok.

sobota, 26 stycznia 2013

kurza historia i SMS (Same Miłe Słowa)



Drodzy Poczytnicy!
Bajeczna Fabryka bierze udział w konkursie Blog Roku 2012.
Jeżeli dobrze czujecie się w Bajecznej Fabryce - zagłosujcie!
Sprawcie, by świat tęczowych bajek dotarł do każdego dziecka :)

Aby zagłosować na blog - Bajeczna Fabryka należy wysłać wiadomość tekstową (SMS = Same Miłe Słowa!!!) na numer 7122, zaś w treści tej wiadomości wpisać E00425 (dwa ZERA w środku). Koszt sms'a to 1,23 zł, zaś pieniądze idą na rehabilitację dzieci niepełnosprawnych i z ubogich rodzin.


Na dobry początek dnia - kurza historia prosto z gwarnego kurnika. 

"KURZA HISTORIA"



Gdy zbliżała się niedziela 
radził kogut wraz z kurami:
Co tu zrobić, żeby obiad
Nie był w głównej roli… z nami?!

Ja Was, moje drogie kury,
ugotować nie pozwolę!
Prędzej sam się rzucę w garnek
kończąc żywot swój w rosole!

Na to rzekła stara kwoka:
Tak nie sięgniesz swego celu!
By z opresji nas wybawić
użyć trzeba nam fortelu!

Ale jakiż- spytał kogut-
sposób na te tarapaty?
Powiedz tylko kwoczko miła, 
a nie unikniesz zapłaty!

Nie o płatność mi tu stoi!
Toż ja także jestem kurą
i jak wszyscy, przed niedzielą,
perspektywę mam ponurą.

Trzymać razem się musimy!
Jak wiadomo w grupie siła.
Nie będzie jutro rosołu,
jak mi moja grdyka miła!

Tłumacz szybciej!- krzyknął kogut
znany z braku cierpliwości-
Niechaj wreszcie się dowiemy, 
jak pokonać przeciwności!

Ty kogucie idź do lasu,
pochodź za grzybem pieprznikiem,
Zbierz go, ile tylko zdołasz,
wróć do nas z pełnym koszykiem!

Wy zaś, koleżanki-kury 
wytężcie dziś wszystkie siły,
byście jak najwięcej jajek
do niedzieli naznosiły.

Kiedy rano ludzie znajdą
jajek aż od zatrzęsienia
postanowią coś z nich zrobić,
by nie marnować jedzenia!

Wyjmą wtenczas trzy patelnie,
garnek znosząc do piwnicy
i rosół pójdzie w odstawkę 
kosztem pysznej jajecznicy!

Pysznej, bo z grzybkiem pieprznikiem,
co go kogut zbierze wcześniej.
Koszyk pod drzwi podstawimy,
póki ludzie będą we śnie.

Plan to przedni! - odparł kogut-
Jednak jedno mam pytanie:
Czemu z grzybów właśnie pieprznik
ma współtworzyć owo danie?

Kwoka mu, przez śmiech, odrzekła,
tak, że stanął aż zmieszany:
Wszak w atlasie grzybów pieprznik
jest kurką inaczej zwany!

Skoro ludzie mają zwyczaj
zjadać kurkę przy niedzieli,
będą mieli kurek multum,
tak dokładnie jakby chcieli!

Każda kura w kurzym stadzie
przystała na pomysł kwoki.
Wzięto się szybko do pracy,
czyniąc ustalone kroki.

Plan wypalił, jajecznica
była na niedzielnym stole.
Wszyscy się nią zajadali,
nie myśląc już o rosole.

A z rosołem wyparował 
niegdysiejszy przestrach kurzy.
Odtąd spokojności stada 
nikt już więcej nie zaburzył.

Jednak dobra, stara kwoka
miała rację, gdy mówiła,
że współpraca to podstawa
i że w grupie drzemie siła!

fot. Ania z krainy Truskawek (KLIK



MAMA i CÓRKA* nie próżnują. Po Robaczku Zielonym (KLIK) nadszedł czas na Trzy Kurki. Tym razem w "ruch" poszły dłonie. Jak Wam się podobają urocze kurko-koguciki? 






serwujemy farby do tekstyliów na paletę
działamy z pierwszą kurką
zaraz będzie trzecia
wspólnie "przyprawiłyśmy" kurkom: łapki, dzioby i inne kurze akcesoria, a Gabi samodzielnie zrobiła trwanik
element wykończeniowy: słoneczko
 * oryginalny wpis znajdziecie TUTAJ; zdjęcia oraz szczegółowy opis wykonania jabłuszka i uroczego robaczka pochodzą właśnie z tego bloga.

Oczywiście, zamiast koszulki możecie wykorzystać kartkę papieru, zaś farby do tekstyliów zamienić na zwykłe farbki (akwarele lub plakatówki).

czwartek, 24 stycznia 2013

Bajeczna Fabryka - BLOG ROKU 2012

rys. Gabi

Pewnie każdy z Was, gdy po raz pierwszy tutaj trafił, zastanawiał się "Czym jest w ogóle ta fabryka?". Mamy dzisiaj dla Was odpowiedź na to jakże proste pytanie, która to odpowiedź – jak się domyślacie –  jest bajeczna, zatem zaczynamy...

"BAJECZNA FABRYKA"

List dzisiaj dostaliśmy
od pewnego chłopczyka,
który pyta jak działa
nasza bajek fabryka.

Opiszę Wam więc teraz
fabrykę moi mili.
Opowiem jak pracuje,
jak żeśmy ją stworzyli,

jak powstają w niej bajki,
opowiastki i wiersze,
żebyście o fabryce
mieli pojęcie szersze.

Nasza fabryka stoi
w dolinie krasnoludków,
których to jest zadaniem
pozbawiać dzieci smutków.

Skrzaty więc zbudowały
tę bajeczną fabrykę.
Robią i rozsyłają bajki
na całą galaktykę!

Jak tworzą? - ktoś zapyta
i słuszna to dedukcja.
Więc już spieszę tłumaczyć,
jak wygląda produkcja.

W środku fabryki gwarno,
tłoczno, robota w toku.
Pracę maszyn wszelakich
skrzaty mają na oku.

Tam jeden tłoczy formy,
inny kształty docina.
I tak krasnalom mija
za godziną godzina.

Następnie każda bajka
wrzucana jest do kotła,
by w odpowiednie rymy
w tym kotle się oplotła.

Do kotła przytwierdzona
po jednej stronie korbka,
co jest obsługiwana przez
krasnoludka Wojtka.

Po drugiej stronie, spójrzcie,
choć kocioł ją zasłania,
dostrzec można wyraźnie:
maszyna do pisania!

I nie jest to bynajmniej
jakaś zwykła maszyna,
lecz magiczna, co bajki
odpowiednio zaklina.

Gdy Wojtek korbką kręci,
proces się rozpoczyna
i wówczas bajki z kotła
przechwytuje maszyna.

Ta wystukuje wszystkie
literki po kolei,
byście fabryczne bajki
w swych komputerach mieli.

Ot cała tajemnica
tej bajecznej fabryki.
Jak bajki tu powstają
już wiecie drogie smyki.

rys. Gabi


Bajeczna Fabryka widziana oczami Majki z Przedszkola Samorządowego w Błędowie :)
Majka (5lat)

Bajeczna Fabryka bierze udział w konkursie BLOG ROKU 2012, zatem serdecznie zapraszamy wszystkich do oddawania głosów na blog – Bajeczna Fabryka. 
Bajeczna Fabryka nie istniałaby bez Was, a na pewno nie wytrzymałaby trzech lat. Dzięki Waszym głosom, nasza wspólna praca i zabawa może trafić do kolejnych osób i bajeczna rodzina może się powiększyć. 
ZA WSZYSTKIE ODDANE GŁOSY - DZIĘKUJEMY!


wtorek, 22 stycznia 2013

Dzień Dziadka


rys. Rakothka
Po Dniu Babci czas na dziadkowe święto. Wszystkim Dziadkom życzymy spełnienia marzeń! Przed Wami bajka napisana specjalnie na Dzień Dziadka. 

"Dziadek i Pawełek"

W poniedziałek rano obudziły Pawełka jasne promienie słońca wdzierające się przez okno jego pokoju i padające mu prosto na twarz. "Nie świećcie tak. Jeszcze chwilkę. Jeszcze tylko króciutką chwilkę...", pomyślał chłopiec. Do pokoju weszła mama w szlafroku w zielone groszki i pogłaskała synka po policzku. Chłopczyk uśmiechnął się nie otwierając nawet jednego oka. Wtedy mama rozpoczęła rytualne już, ponieważ zdarzało się to codzienne, łaskotanie synka, który z radości rzucał się po całym łóżku. Pawełek uważał, że tylko po takiej pobudce dzień można było uznać za dobrze rozpoczęty.
Poprzedniego dnia Pawełek był z rodzicami u babci, świętował z nią Dzień Babci i dowiedział się, co to jest śnieżny aniołek - zimowa zabawa, która bardzo przypadła mu do gustu. Rodzice, dziadkowie i Pawełek miło spędzili ten dzień. Babcia Pawełka była osobą bardzo rodzinną i ciepłą, więc świętowanie w gronie rodzinnym było dla niej bezcenne. Następnego dnia przyszła kolej na Dzień Dziadka. Tym razem Pawełek zaplanował męski dzień - w sam raz dla niego i dziadka.
Zanim jednak zaprosił dziadka w odwiedziny poczynił pewne przygotowania. Między innymi, poprosił mamę, żeby upiekła ulubione ciasto dziadka, czyli karpatkę. Babcia nie pozwalała dziadkowi często jeść słodyczy, ale Pawełek był pewny, że akurat tego dnia babcia będzie bardziej wyrozumiała. Gdy mama piekła karpatkę, Pawełek zaczął budować fortecę z wielkich poduch tapczanu, małych poduszek i koców, które tata zniósł ze stryszku. Chciał stworzyć miejsce, w którym będzie mógł z dziadkiem schować się i odpocząć po wszystkich atrakcjach dnia, które tak skrzętnie zaplanował. Zgodnie ze wskazówkami taty, Pawełek starał się zbudować wysoką fortecę tak, aby dziadek nie męczył się wchodząc na czworaka przez mały otwór wejściowy. Gdy skończył, jego budowla była naprawdę imponująca - zapierała dech w piersiach! Czekając, aż dziadek przyjdzie na umówiony podwieczorek, Pawełek w myślach studiował plan dnia, aby nie zapomnieć o żadnej zabawie.
Na początek Pawełek zaprosił dziadka na pyszną karpatkę, którą mam wyjęła prosto z pieca. Zjedli ją ze smakiem, popijając herbatką z odrobiną cytryny i imbiru. Następnie zagrali partyjkę dziecięcych Scrabble, nie trzymając się w żaden sposób ogólnych zasad gry. Niecierpliwy Pawełek, gdy tylko udało mu się wymyślić jakieś słowo, od razu kładł je na planszy nie zwracając uwagi na to czyja jest kolejka. Dziadkowi oczywiście to nie przeszkadzało. Cieszyło go, że jego wnuczek tak szybko układa nowe słowa, podczas gdy on cały czas myśli nad jednym. Szybko jednak skończyli grę, ponieważ na słowie "hipopotam" Pawełek ułożył same trzyliterowe słowa, takie jak "kot", "mam", "gil" czy "hop". Na końcu dodał jeszcze "pif" i "paf", po których dziadek stwierdził, że za ułożenie takich słów jego wnuczek zasługuje na wygraną.






























M











I








Z


A








U


S


K





C
G

T

H
O
P




H
I
P
O
P
O
T
A
M




L
I

A
P

F
A





F

W



M


























Po intelektualnej rozrywce przyszedł czas na trochę ruchu i Pawełek wyciągnął dziadka na spacer. Ale nie taki zwykły spacer, o nie, nie. Na taki spacer, to każdy mógł iść. Pawełkowy spacer polegał na tym, że chodzili tylko po tych płytach chodnikowych, które były niepopękane. Nie można było nadepnąć na żadne pęknięcie i trzeba było bardzo uważać! Czasem musieli daleko skakać, bo chodniki były tak bardzo popękane, że nie było miejsca nawet na malutką stopę Pawełka. Oczywiście Pawełek pomagał dziadkowi, żeby przypadkiem przy dalekich skokach nie skręcił sobie nogi lub nie przewrócił się. Zawsze trzymał dziadka za rękę.
Po spacerze ulepili razem bałwana na podwórku przed domem. Bałwanek miał duży brzuch z jednej i małą główkę z mniejszej kuli śniegu. Nos miał tradycyjnie z marchewki, a garnek służył mu za kapelusz. Dodatkowo dziadek pożyczył bałwankowi swoją laskę, żeby bałwanek miał się na czym podeprzeć, bo przecież dziadek mógł polegać na Pawełku i jego silnych rączkach.
Pawełek namówił też dziadka na rzucanie śnieżkami do celu. Celem stał się strach na wróble, który stał za bramą na działce u sąsiada. Śnieżki były małe i nie zniszczyłyby w żaden sposób stracha, ale gdy sąsiad wychodził sprawdzić, kto rzuca śnieżkami, Pawełek z dziadkiem chowali się za dużym krzakiem malin, który ledwo zakrywał ich obu.


rys. Iga /7lat/

Gdy po całym dniu atrakcji wrócili do domu, Pawełek zaprosił dziadka do fortecy, gdzie mogli odpocząć. Wnuczek ułożył dziadkowi wygodnie poduszki pod głową, a sam położył się obok. Niebawem przyszła mama przynosząc słodkie winogrona, jako przekąskę. Byli zmęczeni, ale owocom i żelkom się nie odmawia - jak to zwykł mawiać tata Pawełka. Jedli więc powoli, oglądając pod światło winogronowy miąższ. Odpoczywali. Dziadek, uradowany tak pięknym dniem, spędzonym z wnuczkiem, opowiadał Pawełkowi bajkę. Oczka chłopca robiły się coraz cięższe i cięższe, aż w końcu uległy własnemu ciężarowi i zamknęły się. Leżeli na dywanie z poduszek w fortecy, którą Pawełek wybudował własnoręcznie. Wtulony w dziadka wnuczek, powoli zasypiał. Tuż przed zaśnięciem zdołał jeszcze powiedzieć cichutko:
- Wszystkiego najlepszego dziadku... Radosnego Dnia Dziadka... - i zasnął. Śniło mu się, że rzuca się śnieżkami z bałwankiem, którego ulepili z dziadkiem na podwórku. A bałwanek był żywy.