czwartek, 25 lipca 2013

Wyprawa na basen

Ola czeka na wyjazd nad morze, ale nie nudzi się. W dzisiejszym wierszyku po raz pierwszy wybiera się na odkryty basen. Ciekawe czy jej się tam spodoba. A Wy lubicie kąpać się w basenie?


Rys. Klara /11 lat/


Dziś się z całą rodziną Ola na basen wybiera.
Zastanawia się właśnie co się tam zabiera.

Czy wziąć ma ze sobą klocki i misia pluszowego?
A może jednak tylko pieska, takiego gumowego?
     
Mama już kocyk i ręcznik do torby schowała.
Piłkę kolorową i pływaczki Oli też spakowała.
     
Tata kanapki i wodę w kuchni właśnie szykuje.
Ola rodzicom z zadowoleniem się przypatruje.
     
Brat Oli – Jacek, trochę dziś zdenerwowany,
Bo dzisiaj egzamin na kartę ma zaplanowany.

Rys. Emilka /9 lat/

     
Na jaką kartę? Pyta Ola, bo nic nie rozumie.
Taką, na którą się zdaje, gdy się pływać umie.

Podekscytowana Ola doczekać się już nie może.
Gdy brat zda egzamin, pojadą razem nad morze.

Zanim jednak nad morze się wszyscy wybiorą.
W stroje kąpielowe, takie kolorowe się przebiorą.

Będą się chlapać, pluskać i zjeżdżać na zjeżdżalni.
Ola już czuje, że bardzo polubi zabawę na pływalni.

Rys. Łucja /4 lata/

niedziela, 21 lipca 2013

Oto Frizina - bajka poczytnika

Miło nam gościć w Bajecznej Fabryce naszą czytelniczkę Olę, która ma 11 lat i pisze piękne opowiadania. Ola napisała dla nas kilka opowiadań, które już niebawem będziecie mogli przeczytać:) Dzisiaj zapraszamy na pierwszą odsłonę pt: 


Witam drogi Czytelniku!
Opowiem Ci, co zdarzyło się... ale najpierw co nie co o Frizinie. Frizina to dziewczyna z bujną wyobraźnią, śmiesznymi ciuchami oraz w wesołej mince. Frizina ma dwóch braci: Wedera i Popera. Weder ma strasznie zwariowane pomysły. Za to Poper to straszny kujon w rodzinie. Rodzice Friziny są dumni z niej i jej braci. Mama pracuje w urzędzie, a tata jest agentem ubezpieczeniowym. Frizina uwielbia czytać książki. Przeczytała już dwanaście w tym roku szkolnym.
A teraz co przydarzyło się Frizinie. Rano Frizina wstawała, by obudzić Wedera i Popera do szkoły. Gdy wszyscy już się wyrobili, maszerowali do szkoły. Podczas wędrówki Frizina zobaczyła leżące na ziemi trzy listy. Listy były do Friziny, Wedera i Popera. Gdy byli już w szkole pobiegli na lekcje, by się nie spóźnić. Po szkole rodzice przyjechali po dziewczynę i jej braci. W drodze do domu Frizina opowiedziała co znalazła w drodze do szkoły. Rodzice byli trochę zdziwieni, że listy leżały na ziemi. Gdy wrócili do domu Frizina pobiegła do pokoju i otworzyła swój list. Był to list od Samavini, byłej koleżanki Friziny. Samavini przeprowadziła się do Ameryki, bo jej tata pracował w Ameryce.
"Droga Frizino!
Bardzo za Tobą tęsknie, jest mi smutno, ale nie codziennie.
Pozdrawiam Ciebie oraz Wedera i Popera.
do zobaczenia!
Samavini"
Po przeczytaniu listu Frizina zabrała się za odpowiedź.

czwartek, 18 lipca 2013

Zabawa w piaskownicy

Mała Ola - bohaterka naszego wakacyjnego wierszowanego cyklu jeszcze nie wyjechała na wakacje. W oczekiwaniu na wyjazd bawi się z innymi dziećmi na podwórku. A wiadomo, że najlepsze podwórko to takie, które ma dużą piaskownicę. Też tak uważacie?



rys. Iga /7 lat/


Słonko świeciło, chmurek na niebie było niewiele.
W piaskownicy się spotkali wszyscy Oli przyjaciele.

W piasku sobie wszyscy bawiąc się świetnie grzebali,
wszyscy, czyli ci więksi, duzi i ci nawet całkiem mali. 

Każdy sprzęt jakiś przyniósł, wiaderko czy łopatkę,
Wspólnie budują piaskowy zamek i małą z piasku chatkę.

Przy budowaniu toczą się zawsze rozmowy ciekawe.
Michał dziś stwierdził, że kopie żeby nabyć wprawę.

Przed wyjazdem nad morze, gdzie wybiera się z bratem.
Wykopać dół taki wielki jak największy na świecie krater.

Zuzia z Amelką chichoczą cichutko i z piasku lepią pączki.
Będą za liście je sprzedawać, sprawnie pracują ich rączki.

Ola z uśmiechem wszystkiemu z boku się przygląda.
Nie wiedziała, że wakacyjna zabawa tak właśnie wygląda.

Nie próżnuje i też z dziewczynkami do pracy się zabiera.
Ulepiła babeczki, ciastka i już swój kramik otwiera.

Tak Oli minął kolejny wspaniały dzień wakacyjny na zabawie
Teraz wszystkie dzieci odpoczywają, wygrzewając się na trawie.

Wszyscy z niecierpliwością wyczekują dnia kolejnego.
By zrobić wspólnie coś całkiem nowego i niezwykłego. 

Rys. Olek /9 lat/

niedziela, 14 lipca 2013

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział IV

rys. Ulashque
Zapraszamy do lektury kolejnej części opowiadania Cioci Grażynki. Dzisiaj wyjątkowo bajkowa opowieść:)

TAK JAK PIPPI LANGSTRUMP

Marta wróciła ze szkoły, zjadła obiad i zabrała się do czytania „ Pippi Langstrump”. Książka bardzo jej się podobała. Chciałaby, tak jak Pippi, być najsilniejszą dziewczynką na świecie. Wtedy nie pozwoliłaby na to, żeby ktoś krzywdził słabszych, każdemu dałaby radę. I tak , jak Pippi chciałaby chodzić po drzewach.
W ogródku Marty rosło dużo drzew owocowych.  Niektóre były stare i duże - dwie jabłonie, wiśnia i śliwa-węgierka. Były też dwie młode jabłonki, czereśnia i dwa orzechy.
Marta przerwała czytanie i postanowiła pójść na dwór. Wzięła rower i pojechała do sąsiada, Mateusza. Zastała u niego koleżankę, Michasię. Zrobili kilka rundek wokół ulicy, ale nic się nie działo.
-          Marta, wymyśl jakąś zabawę - powiedział Mateusz.
-           Wiecie co, czytałam książkę o takiej fajnej dziewczynce, Pippi Langstrump.
-          Ja  oglądałam film! - powiedziała Michasia. Bardzo mi się podobał.
-          Ja też pamiętam ! Ta Pippi miała konia i mieszkała w willi z ogrodem!
-O! I wchodziła na drzewo! Zawołała Marta! Chodźcie do mnie do ogrodu, pobawimy się w Pippi. Mateusz będzie Toni a Michasia Annika.
-A ty oczywiście będziesz Pippi!
-No tak, bo ja wymyśliłam  tę zabawę. Z resztą, to mój ogród! -zawołała Marta.
Michasia i Mateusz zostawili swoje rowery przed domami, Marta swój schowała.
-Najpierw będziemy szukać skarbu. Pójdę tylko do domu po jakiś skarb.
-Mamo, chcemy się bawić w Pippi i szukać skarbów. Może mi cos dasz, co mogłoby być skarbem?
-A co to mogłoby być ? - spytała mama.
-Coś małego i błyszczącego.
Mama poszperała w szafie i wyciągnęła mały srebrny naparstek oraz koraliki w kolorze koralowym.
-Dobrze, może  być.
-Tylko ich nie zgub!
Marta poprosiła Mateusza i Michasię Żeby usiedli na tarasie i czekali aż ona schowa skarby.
-Zrób strzałki z patyczków, żebyśmy trafili.
Marta schowała naparstek w trawie pod jabłonką, a koraliki zawiesiła na gałązce wiśni. Porobiła strzałki z patyczków, żeby mogli t znaleźć.
Michasia i Mateusz szukali, a Marta wołała: ciepło, zimno; w zależności od tego, jak daleko byli od kryjówki. Wreszcie Michasia znalazła koraliki na wiśni. Mateusz zatrzymał się przy jabłonce i szukał w trawie, a Marta wołała: ciepło, ciepło, gorąco! Ale nie mógł znaleźć, chociaż szukał dość długo. Wreszcie zaniepokojona Marta poszła mu pomóc. I też nie mogła znaleźć! Okazało się, że liść spadł z drzewa i przykrył naparstek. Ale się go naszukali!
-          Teraz będziemy wspinać się na drzewo! - zawołał Mateusz.
-          Właściwie, to mama nie pozwala - powiedziała Marta.
-          Ale co to za Pippi, która nie chodzi po drzewach! Ja wejdę pierwszy!
Mateusz sięgnął niskich konarów, wspiął się i usiadł na najniższej, grubej gałęzi. Marta postanowiła, że ona wejdzie wyżej. Michasia stała na dole i tylko patrzyła. Marta wspięła się na gałąź obok Mateusza i  zaczęła wchodzić wyżej. Nagle noga jej się obsunęła i zaczęła . zjeżdżać ocierając się plecami o główny pień. Zjechała tak do ostatniej gałęzi i wylądowała na trawie jak kot - na rękach i nogach.
- Aj, boli - zawołała. Michasia podniosła jej bluzkę - masz całe starte plecy, nawet krew ci trochę leci.
Marta zaczęła płakać, ale zawstydziła się kolegów i pobiegła do domu. Mateusz i Michasia szybko pobiegli do siebie.
Mama zmywała w kuchni naczynia. Gdy zobaczyła płaczącą Martę szybko spytała, o co chodzi. Marta chlipiąc opowiedziała o niefortunnej zabawie w Pippi. Mama zmarszczyła groźnie brwi: a nie mówiłam, że nie wolno ci chodzić po drzewach! A gdybyś tak spadając złamała rękę albo nogę! Dobrze, że się tylko tak skończyło!
Mama przetarła wodą utlenioną otarte plecy Marty i kazała jej zająć się czymś spokojnym. Na szczęście Adaś miał trochę czasu i zaczęli grać w karty.
Wieczorem, przed snem, Marta poprosiła tatę: opowiedz mi bajkę o Smerfach! Dobrze - odpowiedział tato.
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma zdartymi kolanami, czyli gdzieś gdzie nie był nikt , była sobie wioska Smerfów. Mieszkała w niej Smerfetka i dziewięćdziesiąt dziewięć Smerfów  - tata pogrzebał w kieszeni ,wyjął fajkę i zaczął ponownie opowieść.
Pewnego dnia Smerfetkę obudził głośny okrzyk. Co to ? - zerwała się z łóżeczka - ach, nic, śniło mi się - powiedziała zamykając ponownie oczy i tuląc się do poduszki. Aaaaa!!! -rozległo się jeszcze głośniej.
Smerfetka obudziła się ponownie - to nie był sen - stwierdziła i wybiegła na zewnątrz domku.
A tam ....- tata wyjął tytoń i zaczął nabijać cybuch fajki - Dalej, dalej ... - córeczka domagała się reszty opowieści.
A tam - tata spojrzał na drzewo- na gałęzi, siedział Smerf Maruda ! Ratuj - zawołał . Co robisz na drzewie ? -Smerfetka nie mogła się nadziwić. Ratuj- wyszeptał - zaraz spadnę.
Smerfetka nie namyślając się , wdrapała się na drzewo i pomogła zejść Marudzie. Prawie się udało, ale zadrapała sobie kolano o twardą korę drzewa. Smerf -lekarz opatrzył jej nogę...

Tata wyjął zapałki i zapalił tytoń. I co ? - dopytywała się zupełnie rozpogodzona córeczka . I nic - tata dmuchnął dymem z fajki - I nic, nie płakała - zakończył. 

czwartek, 11 lipca 2013

Kiedy w wakacje pada deszcz

W wakacje nie zawsze jest ładna pogoda. Co robicie kiedy pada deszcz? Wymyślacie jakieś zabawy, oglądacie bajki w telewizji? A może na przekór wszystkiemu wychodzicie z domu i skaczecie po kałużach?
Ola, z naszego wakacyjnego cyklu, spędziła taki deszczowy dzień z dziadkiem. Czy dobrze się bawiła?


Nudziła się trochę mała Ola w te wakacje.
 No bo jakie w domu można mieć atrakcje?

 Tata z mamą w pracy. Brat na obóz wyjechał.
 Ola ma być w domu z dziadkiem i na niego czeka.

 Do tego jeszcze pogoda się zepsuła i deszcz pada...
 Martwi się Ola, że się zanudzi, lecz nagle dziadek wpada.

 Nie dziadek to, a Wódz Apaczów, bo włożył przebranie.
 Pyta z powagą: czy jesteś Olu gotowa na polowanie?

 Zdziwiona Ola, lecz zaproszenie bardzo chętnie przyjmuje.
 Ale jak tu się bawić, gdy pióropusza na głowie brakuje?

 Dziadek się śmieje, pióropusz wyciąga, bo jest przygotowany:
Chyba mi Olu nie uwierzysz, że to pióropusz twojej mamy?

Oczy swe ze zdziwienia Ola jeszcze szerzej otwiera:
Moja mama z pióropuszem, biegająca niczym pantera?

Tak, tak, Oleńko, ale teraz nie czas na długie gadu-gadu.
Opowiem ci o tym chętnie podczas dzisiejszego obiadu.

I ruszyli z dziadkiem na wielkie w mieszkaniu polowanie.
Nic nie upolowali..., ale to niech między nami zostanie...

Najważniejsze, że nudy nie było i świetnie się bawili.
A na koniec razem z dziadkiem taniec słońca odtańczyli.

Wierzcie albo i nie, ale coś dziwnie magicznego się stało,
że po tym indiańskim tańcu słoneczko zza chmur wyjrzało.  

rys. Iga /7 lat/

sobota, 6 lipca 2013

Na letnim straganie

Lato to wspaniały okres, obfitujący w pyszne owoce. Mamy nadzieję, że je zajadacie, ponieważ oprócz tego, że dobrze smakują, są też bardzo zdrowe i zawierają dużo witamin. 


Na straganie w letni dzień
wśród owoców drzemał leń.
Mirabelka tak ziewała
aż Limonka zzieleniała.
A Truskawka z Rabarbarem
wylewają z siebie żale.
 
Taki upał, Rabarbarze,
a my tkwimy na bazarze!
Zamiast leżeć pod palemką,
pić przez słomkę wodę z miętą!

Takie życie, Truskaweczko,
ciasny stragan, nie jest lekko,
a ten upał... Niepojęty!!!

Nie wytrzyma, nawet Święty!!!


Wszystkim odwiedzającym Bajeczną Fabrykę przypominamy o Wakacyjnej akcji pocztówkowej. 

czwartek, 4 lipca 2013

Pierwszy dzień wakacji

Czy zdarzyło Wam się kiedys zrobić coś dziwnego z przyzwyczajenia? Zapomnieć o jakiejś zmianie i działać odruchowo? Małej Oli z naszego wakacyjnego wierszyka taka właśnie historia się przytrafiła...
  

Jak co dzień rano zbudziła się mała Ola.
Wyjść jak zwykle miała do przedszkola. 

Z łóżka szybko wstała, sama się ubrała.
Rączki i twarz umyła, ząbki wyszorowała.

Z dumą dzielna Ola do kuchni wkroczyła.
Jak zwykle z mamą śniadanie będzie robiła.

Lecz w kuchni cisza...Czy wszyscy zaspali???
Ojej! Co teraz się stanie? Gdzie oni się podziali?

Jeszcze rzecz się taka nigdy nie zdarzyła,
żeby się mała Ola do przedszkola spóźniła!

Na szczęście przyszedł tata i Olę uspokoił.
Wziął chleb do ręki i kromki ukroił.
 
Niechaj się moja mała córeczka niczym nie stresuje.
Tylko kromeczki masłem ładnie posmaruje.

 
Ja wstałem rano, bo wyjeżdżam w delegację.
A Ty chyba zapomniałaś, że dzisiaj są wakacje?

Rys. Olek (9 lat)

wtorek, 2 lipca 2013

Bajka o zagubionym piórku

Są wakacje i pewnie macie teraz nieco więcej wolnego czasu (przynajmniej Ci, którzy się do tej pory dużo uczyli lub nauczali), dlatego dzisiaj zapraszamy Was na nieco dłuższą bajkę. 
A może znajdziecie też czas na jej zilustrowanie? Wtedy koniecznie prześlijcie pracę do Bajecznej Fabryki, a my dołączymy ją do naszej bajki. 


- Dziadzio, dziadzio! Zobacz, jakie ładne piórko znalazłem! - krzyknął mały chłopiec do staruszka opierającego się o rzeźbioną laskę.
- Bardzo ładne Piotrusiu. Gdzie je znalazłeś?
- O tam, za tym małym krzaczkiem.
- Hm, pewnie jakiś ptaszek je zgubił. A opowiadałem Ci już tę przygodę, kiedy to Pawełek znalazł w lesie bardzo tajemnicze piórko?
Maluch spojrzał na dziadka swoimi zielonymi oczami, otwartymi tak szeroko, że zdawałoby się do granic możliwości i pisnął: "Opowiedz, opowiedz!"
Pawełek i Tomcio, przez przyjaciół zwany Paluchem, bawili się w lesie przed rodzinnym domkiem letnim. Było ciepłe popołudnie, choć zawiewał już lekko jesienny wiatr. Chłopcy akurat skończyli bawić się w kowboja i Indianina, po tym jak dzielny wódz Indian, czyli Paluch, przepędził ze swej rdzennej ziemi złego kowboja, czyli Pawełka. Za pomocą tomahawku, wiadomym sposobem.
- Następnym razem, to ja będę Indianinem i wyrównam rachunki. Też toporkiem. - powiedział chłodno Pawełek.
Nowym pomysłem na zabawę było tropienie śladów. Pawełek i Paluch wynieśli z domu lupę, żeby powiększać ślady, latarkę, żeby lepiej widzieć ścieżkę, którą kroczyli i notes do zapisywania wskazówek i spisywania wniosków. Jak prawdziwi Sherlock Holmes i jego wierny druh dr Watson.
Tak się stało, że pierwszą rzeczą, jaką znaleźli na swej drodze była mała gałązka jarzębiny. 
I choć dookoła nigdzie nie było drzewa jarzębinowego chłopcy, porzucili pomysł wytropienia skąd, jak i dlaczego wzięła się tu ta gałązka. To, co ich zainteresowało znaleźli tuż za małym krzaczkiem z drobnymi czarno-fioletowymi owocami. Otóż znaleźli piórko. Nie było to jednak zwykłe piórko. Miało cudowne kolory i było w czarne kropki! Piórko wydało się chłopcom na tyle tajemnicze, ba, wręcz magiczne, że postanowili odnaleźć jego właściciela.
W swych poszukiwaniach po lesie Pawełek i Paluch byli niestrudzeni. Pierwszego dnia znaleźli tylko stary but bez sznurowadła i rozgniecioną skórkę po bananie. Drugiego nie znaleźli zupełnie nic, ale za to widzieli w oddali przy jeziorze dwa bobry gryzące wiotką brzózkę. Kolejny dzień, praktycznie cały, spędzili w domu zakopani pod stosem kołder po tym, jak wielki i groźny pies z pobliskiego domku naszczekał na nich okropnie za to, że za blisko podeszli do furtki. Chłopcy uciekali przerażeni, co sił w nogach, mimo że Demon, czarny wilczur sąsiadów, wcale ich nie gonił.
Jednak nawet strach nie powstrzymał chłopców przed wznowieniem poszukiwań tajemniczego ptaszka. Czwartego dnia, obiecawszy sobie nawzajem, że nikomu, ale to nikomu, nie zdradzą, jakim to tchórzostwem się splamili poprzedniego dnia, chłopcy powrócili na szlak. I to właśnie czwartego dnia, Pawełek i Paluch odkryli do kogo należało piórko. Cały dzień chłopcy spędzili w lesie. Zaglądali pod każdy krzaczek, na każde drzewo, a nawet przy pobliskim jeziorze. Niestety, oprócz wróbelków, wron i innych mało-barwnych ptaszków, nie widzieli nic innego. Zrezygnowani wrócili więc do domu ze smutnymi minkami.


Mama Pawełka, pierwszy raz widząc smutne buzie po zabawie, na osłodę przygotowała lody waniliowo-miętowe z kruchymi rurkami. Zaniosła je na taras, gdzie chłopcy siedzieli na dużych miękkich poduchach i patrzyli smętnie w las. Jednak, gdy tylko zobaczyli lody od razu twarzyczki im się rozradowały. Zaczęli pałaszować, aż się uszy trzęsły. Mama patrzyła zadowolona. Widząc wręcz zachłanne pochłanianie lodów przypomniała sobie przyjaciela sprzed lat i zastanowiła się przez chwilę, czy dawny sposób przywołania wciąż działa. "Czy jesteś tam jeszcze?", pomyślała z sentymentem Pawełkowa mama i zniknęła na chwilę w kuchni.
Gdy wróciła w dłoniach trzymała maleńką miseczkę w kwiatuszki, a w niej coś mazisto-grudkowatego. Postawiła naczynko na balustradzie i srebrną łyżeczką postukała melodyjnie o jej bok. Nasłuchiwała. Z oddali dało się słyszeć cichutkie świergotanie. Mama Pawełka postukała w miseczkę raz jeszcze, tym razem wygrywając inną melodyjkę. Usiadła obok chłopców, zaciekawionych jej działaniami i niecierpliwie wyczekujących na to, co się stanie. Z lasu, spomiędzy liści dębu, wyłonił się mały barwny ptaszek świergocząc na całe gardło.
Pawełek chciał już krzyknąć, że to przecież ptaszek od piórka, że to jego szukał z Paluchem przez te kilka dni, ale mama uciszyła go gestem.
- Nie krzycz Pawełku i nie poruszaj się gwałtownie, bo ją spłoszysz. Bądź cichutko, a pozwoli się obserwować.
Pawełek posłuchał mamy. Siedział cichutko, prawie się nie poruszał, tylko oglądał z zaciekawieniem jak malutki ptaszek z kolorowymi piórkami w czarne kropki je mazistą papkę z miseczki. Żeby nie spłoszyć zwierzątka Pawełek zadał mamie pytanie na ucho, najciszej jak tylko umiał.
- Nazwałam ją Fanfala. Bardzo lubi waniliowe lody ze słonecznikiem.

Ilustracje nadesłały katowickie Jaskółki :)