wtorek, 31 grudnia 2013

2013 rok



Stary Rok wielkimi krokami odchodzi, ustępując miejsca Nowemu. 
To dobry moment na podsumowanie kończącego się 2013 roku. 

W 2013 roku: 
opublikowaliśmy łącznie 115 postów - w tym: 
56 rymowanek
48 opowiadań 
30 bajek napisanych przez Czytelników (dziękujemy!!!)
16 zadań z cyklu "Zróbmy to razem" 
setki wspaniałych ilustracji, których nie jesteśmy w stanie policzyć 

zorganizowaliśmy: 
Dzień Okularów (KLIK)
Wielką galerię dziecięcych uśmiechów (KLIK)
akcję - Tymek i Afryka dzika (KLIK)
Dzień Pluszowego Misia - V edycja (KLIK)

razem z Wami - naszymi Czytelnikami - wspólnie tworzyliśmy Bajeczną Fabrykę. 

Kończący się rok był inny od poprzednich. W tym roku Wasze wsparcie oraz Wasz udział w tworzeniu Bajecznej Fabryki był większy. Zdecydowanie większy. Wasze pomysły, zaangażowanie i kreatywność stały się dla nas ogromną inspiracją. Dziękujemy Wam za każdą Waszą wiadomość, każdy nadesłany rysunek, pomysły i wspaniałe bajki. Mamy nadzieję, że Nowy Rok przyniesie Bajecznej Fabryce oraz jej Czytelnikom mnóstwo radości, bajecznych pomysłów i szczęścia.  

piątek, 27 grudnia 2013

Przygody Detektywa Szczurka - bajka poczytnika


Autorka dzisiejszej bajki ma 10 lat i niesamowitą wyobraźnię. 
Zapraszamy Was na II odcinek Przygód Detektywa Szczurka autorstwa Kamilki!
Przypominamy, iż I odcinek znajdziecie tutaj - KLIK

"Detektyw Szczurek i zapchana dziupla"
Detektyw Szczurek jak co dnia poszedł do sklepu „Pyszny serek”. Gdy tak stał w kolejce do kasy słyszał różne plotki, a jak wiemy - nasz Detektyw nie lubi plotek. (Są czasem zmyślone – uważajcie!). Przez ten cały czas, gdy stał w kolejce rozmyślał o czym te myszki mogą plotkować? 
Gdy dotarł do kasy poprosił Luizę o duży ser z dziurami. Luiza spojrzała na niego podejrzliwie ze skwaszoną miną. Następnie powiedziała Szczurkowi plotkę. Powiedziała mu, że Wiewiórka ma tak mało orzechów, że płacze całe dnie, a najgorsze jest to, że nie będzie miała klientów do sera z orzechami, bo to ona dostarcza jej orzechy! No cóż – westchnął Detektyw trochę przestraszony. Następnie wziął ser pod pachę, zapłacił za niego i poszedł do domu odłożyć swój zakup. 
Gdy Szczurek dotarł do domu, pomyślał, że odwiedzi Wiewiórkę i jak będzie chciała to rozwiąże kolejną zagadkę! Szczurek tak się ucieszył, że rozwiąże zagadkę, że w podskokach popędził do drzewa, w którym Wiewiórka miała swoją dziuplę. 
Szczurek z daleka dobrze widział, że Wiewiórka była zła i próbowała się dostać do dziupli. Detektyw Szczurek mocno się zdziwił, bo jak można nie móc wejść do dziupli skoro jest pusta? 
Szczurek podszedł do zapłakanej Wiewiórki i zapytał grzecznie: Wiewióreczko czemu płaczesz? Bo nie masz orzechów? Wiewiórka odpowiedziała mu zapłakanym głosem: Nie, mylisz się Szczurku, ktoś zatkał mi domek, chlip chlip, Detektywie czy rozwiążesz tę zagadkę? 
No pewnie, hmmm…. Ale najpierw musimy odetkać twoją dziuplę, a ty w tym czasie opowiedz bieg wydarzeń, co ty na to? 
No dobrze – zgodziła się Wiewiórka. 
I tak Wiewiórka opowiadała i pomagała Szczurkowi w odtykaniu dziupli. Posłuchajcie sami co tam się działo. Wczoraj rano poszłam do Luizy – mówiła Wiewiórka – na degustację serów z orzechami. Widziałam tam, że dużo myszek wybrzydzało na widok moich orzechów! Zrobiła straszną awanturę, bo chyba nikt z tego powodu nie skakałby do góry! Następnie zaś, gdy Luiza zobaczyła co wyczyniam w jej lokalu od razu mnie wypędziła… Co za bezczelność!!! – wycedziła Wiewiórka - Gdy doszłam do domu zauważyłam, że moja dziupla jest zatkana! 
Czy to już koniec? – zapytał Szczurek - Tak Szczurku, szukaj tego sprawcy! Dobrze? 
W tym samym czasie Szczurek zauważył coś dziwnego, ale gdyby to coś się ruszało to by oznaczało, że to dziwne stworzenie żyje. Szczurek wiedział, że jak wrzaśnie „Sprawca” i ten stwór zacznie uciekać to będzie oznaczało, że to sprawca. 
„Sprawca” – wrzasnął Detektyw, a dziwne stworzenie zaczęło uciekać. Wiewiórka gdy to usłyszała w te pędy pobiegła za Sprawcą i jednocześnie miała okazję wypróbować nowe buty do biegania. Gdy Wiewiórka złapała uciekiniera zobaczyła, że to była Luiza Szczurkowska! 
Luizo to ty?! – zapytała Wiewiórka. 
Tak to ja – odpowiedziała ze skruchą. 
Czemu?
Chciałam odegrać się na tobie za wstyd przed klientami!
Mogłaś porozmawiać ze mną! – powiedziała Wiewiórka surowym głosem.
Szczurek powiedział, żeby Wiewiórka i Luiza „na trzy” przytuliły się mocno, aby się przeprosić. I zrobiły to „na trzy”. Metoda Szczurka okazała się skuteczna, bo od tej pory Luiza i Wiewiórka były przyjaciółkami.

wtorek, 24 grudnia 2013

Czapka i szalik


W dniu wigilii Bożego Narodzenia
Spotykamy się z Wami na chwilę
by od całej bajecznej załogi
złożyć Wam najpiękniejsze życzenia
klik, klik, klik, klik :)
A w prezencie, pod każdą choinką, 
zostawiamy świąteczne opowiadanie.

rys. Olek /9 lat/



Czapka i szalik

Zbliżała się Wigilia Bożego Narodzenia. W domu małego Filipa krzątaniny nie było końca. Mama poddenerwowana, czy zdąży ze wszystkim, wkładała kolejny placek do piekarnika. Tata przeglądał pudełko ze świątecznymi ozdobami, sprawdzał czy żadna bombka się nie potłukła i czy żarówki na choinkę świecą.
Tato, co robisz? zapytał Filip
- Nie przeszkadzaj, przecież widzisz, że sprawdzam żarówki-wymamrotał tata.  Lepiej idź i posprzątaj zabawki w swoim pokoju, bo mama będzie zła.
Filip nie miał ochoty sprzątać pokoju uważał, że to mało męskie, natomiast sprawdzanie żarówek, to jest zajęcie dla prawdziwego faceta! Przypomniał sobie jednak słowa mamy: tylko do grzecznych dzieci Mikołaj przychodzi w Wigilię! Zaczął układać samochodziki, ale szybko się zniechęcił. Do wieczora jeszcze tyle czasu. Potem się tym zajmie. Tym bardziej, że zauważył właśnie kolegów stawiających bałwana. Ubrał się szybko i wybiegł na podwórko pobawić się z nimi.
 -Cześć chłopaki,
ten wasz bałwan taki nieubrany, pomyślałem, jeszcze się przeziębi no i przyniosłem mu stary szalik i czapkę:)
Nie żartuj, przecież to bałwan! co najwyżej się roztopi, jak będzie ciepło, hahaha...Dzięki Filip, właśnie tego nam brakowało.
No, to teraz bałwan wygląda, jak bałwan!
- Tak, tak bo wcześniej wyglądał jak trzy duże groszki z białej czekolady:):)
Gdy tak żartowali, nie spostrzegli, że z naprzeciwka zbliżał się do nich zaniedbany starszy Pan.
- Dzień dobry chłopcy. Mam na imię Piotr i jestem w ciężkiej sytuacji, bez kawałka chleba. Poratujecie mnie może ?
Nagle ich radosne żarty ustały, a oni stali jak wryci nie wiedząc co odpowiedzieć...
- Nie bójcie się mnie, powiedział Pan Piotr. Jeśli nie macie chleba, to ja sobie pójdę. Nie chcę Wam....
- Ależ nie!  Niech Pan poczeka - powiedział Filip - zaraz coś zorganizujemy.
Szybko naradzili się z kolegami i poprosili żeby zaczekał, a sami pobiegli do domów. Po kilku minutach każdy z nich pędził z powrotem z jakąś reklamówką czy zawiniątkiem. Nazbierało się tego naprawdę sporo. Chłopcy przekazali panu Piotrowi wszystkie podarunki. Okazało się, że gdy w domu powiedzieli po co im jedzenie, rodzice nie mieli nic przeciwko, a mamy chętnie zapakowały produkty. Pan Piotr podziękował im z łzami w oczach:
- Nigdy o nic nikogo nie prosiłem, zawsze dawałem sobie jakoś radę. Ale dzisiaj Wigilia i wyszedłem z domu z postanowieniem, że poproszę o pomoc pierwszą napotkaną osobę. To byliście Wy... Dziękuję Wam, że mi pomogliście. Podziękujcie też ode mnie waszym rodzicom.
Chłopcy stali jak wmurowani. Patrzyli za odchodzącym starszym człowiekiem, w zniszczonych ubraniach.
Nagle Filip zerwał się. Podbiegł do bałwana. Zdjął szalik i czapkę i powiedział:
- Znam kogoś, komu te rzeczy bardziej się przydadzą...
Pobiegł szybko za panem Piotrem i wręczył mu ciepłe rzeczy.
- Pomyślałem, że się przydadzą – powiedział zdyszanym głosem.
Pan Piotr wziął od niego szalik i czapkę. Uśmiechnął się i podziękował skinieniem głowy. Filip na chwile zmrużył oczy, w które zacinał coraz mocniej padający śnieg. Kiedy je otworzył nie było przy nim nikogo...Starszy pan jakby nagle rozpłynął się. Filip zaczął go wołać, ale nikt nie odpowiadał. Kiedy wrócił do kolegów, potwierdzili, że mieli wrażenie, że pan Piotr nagle, tak po prostu zniknął.
Nie było jednak czasu na rozmowy o tym, co się wydarzyło. Zaczęło się ściemniać i niebawem wzejść miała pierwsza gwiazdka.
Filip wrócił do domu dość przejęty. Myślał o panu Piotrze, o jego sytuacji i o tym, że tak niespodziewanie zniknął. Myślał o ludziach, którzy ten wieczór spędzą sami, przy pustym stole. Szybko uprzątnął bałagan w swoim pokoju. Teraz wiedział, że to wielkie szczęście, kiedy ma się dom, rodzinę i pokój pełen zabawek.
Gdy zasiedli do stołu miał wrażenie, że kolacja wigilijna smakuje mu w tym roku jakoś wyjątkowo, a kiedy przyszedł czas rozpakowywania prezentów wszyscy bardzo się zdziwili, gdy Filip oprócz innych prezentów znalazł paczkę zawiniętą w czerwony papier ze złotą wstążką. Ktoś pięknym pismem wypisał jego imię.
W środku Filip znalazł...szalik i czapkę, którą dał panu Piotrowi... W paczce była też karteczka “Dziękuję za Twoje dobre serce. Pamiętaj, dobro zawsze powraca ze zdwojoną siłą! Wesołych Świat! M. ”

piątek, 20 grudnia 2013

Dzień Ryby

Już po raz kolejny świętujemy z Wami Dzień Ryby.
Poprzednie nasze akcje możecie zobaczyć TU i TU
A dzisiaj, w ramach zróbmy to razem, niesamowity projekt ryby! 
który gościnnie wykonały dla nas piegowata i jej dzieci:)
Rybki wyszły cudowne i nawet mają łuski!!! :)


Do wykonania rybek potrzebne nam będą:

- brystol, kolorowy papier
- płatki kosmetyczne, klej
- flamaster


Wykonanie:

Na brystolu rysujemy i wycinamy kształt ryby. 
Przykładamy formę do kolorowego papieru, odrysowujemy, wycinamy i sklejamy ze sobą papierowe elementy.
Przyklejamy do ryby płatki kosmetyczne, które świetnie imitują rybie łuski:)
Flamastrem rysujemy oczy i rybka gotowa!!!

A jeśli chcecie, by w Bajecznej Fabryce powstało wielkie akwarium z kolorowymi rybkami, to ślijcie
 swoje rybki na adres: bajecznafabryka@gmail.com 

chętnie je wpuścimy do naszej wody :)




środa, 18 grudnia 2013

Grudniowy kalendarz

Grudniowy kalendarz, jak oszalały, każe nam zrywać kolejne dni.
Tak mu spieszno do Świąt!
A my spieszymy, by zdążyć przed pierwszą gwiazdką
z porządkami, zakupami, prezentami...
Jednak każdemu z nas należy się chwila odpoczynku,
na który teraz Was zapraszamy.
A kalendarz?- Niech zaczeka.
Koniec końców w święta o kalendarzu nikt nie pamięta:)

rys. Anielka /5 lat/



Grudniowy kalendarz

codziennie, z kalendarza, jakiś dzień wyskakiwał
najpierw pierwszy, potem drugi swą kartkę zrywał
dzień trzeci nastał nieśmiało, nie wiedząc co go spotka
czwarty wszedł po mocno ośnieżonych schodkach
piąty szyby oszronione ze zdziwienia wycierał
gdy widział, jak się szósty z prezentami wybierał
siódmy z ósmym okna wspólnie wyszorowali
a małe okienko w kuchni dziewiątemu oddali
dziesiąty z jedenastym dłuuuugi łańcuch kleili
o pomoc dwunastego z trzynastym poprosili
a czternasty przy pastowaniu podłóg się zasapał
pastował tak długo, że i piętnasty się załapał
szesnasty z siedemnastym zajęli się zakupami
wszystkie zwieźli do domu wielkimi saniami
osiemnasty z dziewiętnastym na ucho szeptali
a potem prezenty dla wszystkich zapakowali
dni od dwudziestego do dwudziestego trzeciego
w kuchni harcowały wpadając jeden na drugiego
mieszały, siekały, piekły, smażyły i doprawiały
aż pięknymi zapachami wypełnił się dom cały
a dzień dwudziesty czwarty...
bez słowa, po cichu, na czubek choinki wszedł
i dopiero pod wieczór słychać było jego śpiew
tak głośno wyśpiewywał kolędy wszystkim znane,
że poprzednie dni stały wpatrzone i zasłuchane
nagle, zwrócił się do swych braci i zawołał:

Śpiewajmy razem, niech kolędę słychać będzie dookoła!

na co chętnie wszystkie dni przystały
i tak, cały wigilijny wieczór, wspólnie kolędowały
a co było dalej? a dalej były święta
i o kalendarzu nikt już nie pamiętał:)




niedziela, 15 grudnia 2013

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział VI


Zapraszamy na kolejne opowiadanie Cioci Grażynki. 

Poprzednie opowieści Cioci Grażynki znajdziecie: 
TUTAJ - rozdział I
TUTAJ - rozdział II
TUTAJ - rozdział III
TUTAJ - rozdział IV
TUTAJ - rozdział V

rys. Rakothka

"Z pamiętnika pierwszoklasistki"

Wczoraj miałam urodziny. Mama pozwoliła mi zaprosić koleżanki z klasy – Kasię, Anetę, Marysię i Anię. Bawiłyśmy się fajnie moim nowym prezentem: od rodziców dostałam dużą plastikową kuchnię z różnymi  naczyniami. Ta kuchnia z jednej strony ma piekarnik a z drugiej zmywarkę do naczyń. Jest bardzo fajna.
Ale zacznę od początku: Mama upiekła mi torcik czekoladowy z masą kokosową. Włożyła w niego siedem świeczek i zanim je zdmuchnęłam, pomyślałam marzenie. Nikomu o tym nie powiedziałam, bo by się nie spełniło. Ale w pamiętniku je napiszę, bo to chyba nie to samo: Chciałabym kiedyś dostać wielki bukiet tulipanów – to są moje ulubione kwiaty.
Na podwieczorek była jeszcze galaretka i placek z jabłkami oraz różne ciasteczka i chipsy. Do tortu piłyśmy herbatkę owocową a potem  soki. Ale szybko uporałyśmy się z jedzeniem, bo spieszyłyśmy się, żeby wykorzystać moją nową kuchnię.
Każda dziewczyna chciała gotować, więc na początku było trochę zamieszania. Wtedy przyszła mama i pomogła nam podzielić się – najpierw dwie osoby gotowały a trzy były klientkami w restauracji i one zamawiały potrawy. Piekłyśmy w piekarniku kurczaka, robiłyśmy różne zupy, hamburgery i hot-dogi. Kasia zamówiła zupę z owoców morza, Ania i Marysia – rosół i pomidorową. A na drugie danie zamawiały pizzę, pieczonego kurczaka (był w kuchni, gotowy, z plastiku) i kotlet schabowy z ziemniakami i surówką. Na deser podawałyśmy kawę i lody. Potem się zmieniałyśmy.
Wreszcie zabawa w restaurację nam się znudziła i chciałyśmy trochę potańczyć przy muzyce. Tylko, że był kłopot z płytami, bo ja swoich jeszcze nie mam. Właściwie, to ja słucham już „dorosłych” płyt, takich jak Adaś i Karolina albo rodzice. Włączyłam więc jedną z płyt Adasia, ale dziewczynom nie bardzo się podobała i nie umiały przy niej tańczyć. Znów zrobiło się zamieszanie. Wtedy z pomocą przyszedł tato i włączył nam radio . Tam była fajna muzyczka i mogłyśmy wreszcie potańczyć.
Ale tańce też nam się znudziły i Ania zaproponowała zabawę w ciuciubabkę. Wzięłam mój szalik i zawiązałam najpierw Marysi. Goniła nas po całym pokoju, wreszcie złapała mnie. Ja miałam kłopoty ze znalezieniem kogoś, bo potknęłam się o fotel i stłukłam sobie kolano. Ale w końcu udało mi się złapać Kasię. Szło nam dosyć dobrze, dopóki Ania nie zderzyła się ze stołem i nie nabiła sobie guza. O mało co nie wylądowała w torcie!
I znów z pomocą przyszła mama. Przyłożyła Ani na guza na głowie łyżkę oziębioną w zimnej wodzie, sprzątnęła tort ze stołu i przyniosła papier i kredki. Ogłosiła konkurs na najładniejszą laurkę dla solenizantki. Ja też rysowałam -mój nowy prezent. Dziewczyny zrobiły mi piękne laurki – w nagrodę za to dostały cukierki. Trochę się uspokoiłyśmy przy tym rysowaniu.
Mama kazała sprzątnąć stół i podała pizzę na kolację. Potem bawiłyśmy się w głuchy telefon. Wychodziły śmieszne zdania. Na początku powiedziałyśmy: „Adam ma szelki” a na końcu wyszło – „ nie bądź wielki”. Albo „dziś  jest piękna pogoda” przemieniło się w „wylewa się woda”.
Czas już było kończyć urodziny, bo po Anetę i Marysię  przyjechali rodzice. Kasia i Ania miały blisko, więc szły same.
Potem przyszła Karolina i oglądałyśmy prezenty od koleżanek. Dostałam torebkę, puszysty notesik, kubek z Barbie, małego pluszowego misia i słodycze, po których zostały tylko papierki. Potem odbierałam telefony: dzwoniła babcia, ciocia Alinka i ciocia Ela z życzeniami  do mnie. Jeden telefon był do Karoliny. Koleżanka pyta -czy jest Ania a ja na to -tak i wołam: Karolina, do telefonu! Bo właściwie to moja siostra ma na imię Anna Karolina, ale w domu używamy drugiego imienia. Ale gdy Karolina poszła do  liceum, przedstawia się wszystkim pierwszym imieniem, dlatego wszystkie  nowe koleżanki mówią do niej Ania.
To były fajne urodziny. Wieczorem byłam tak zmęczona, że usnęłam na kanapie w pokoju rodziców.

czwartek, 12 grudnia 2013

bałwan na choinkę



Orzechowe bałwanki są na tyle lekkie, że bez problemu mogą być ozdobą świątecznej choinki
i bez problemu mogą wykonać je małe dzieci
a ich przygotowanie nie zajmie więcej, jak upieczenie świątecznego sernika:)

potrzebujemy tylko kilku składników, takich jak:

- orzechy laskowe
w miarę możliwości wybierzmy orzechy o różnej wielkości
(fistaszki same w sobie tzn. w swojej okrywie przypominają kształtem bałwanka dlatego mogą być bardzo dobrym materiałem zamiast/lub z orzechami laskowymi:)  )

- kapelusze z żołędzi 
pozostałości jesiennych darów natury:)

- kawałek sznurka
- klej magic, flamaster, biała farba akrylowa



wykonanie:

orzechy malujemy na biało pozostawiając do wyschnięcia
sklejamy podstawy orzechów i kapelusz
przewiązujemy sznurkowy szalik
flamastrem rysujemy oczy i buzię
na żołędziowym kapeluszu wiążemy sznurek, za który zawiesimy bałwanka na choince
pan Bałwan gotowy:)




poniedziałek, 9 grudnia 2013

Strach


rys. Rakothka

Strach ma wielkie oczy, jak mówi mądre przysłowie
i temu, kto się boi, wszystko wydaje się być groźne i straszne ale tylko do czasu... 
aż nie stawi czoła swym lękom.
Tak właśnie zrobił Maciek z naszego wierszyka:)
O tym czego się bał i jak stracha przegnał dowiecie się już teraz.
Przed Wami:

"Strach"

Strach często spogląda na Maćka spod łóżka.
Czasem przybiera postać zwiewnego duszka.

Maciek nie wie czy mu się to tylko wydaje.
Może to tylko jakaś zabawka spod łóżka wystaje.

Może to nie duszek lecz tylko zwiewna zasłonka?
Maciek boi się Stracha, co chyba po domu się błąka. 

Gdy światło w pokoju gaśnie wieczorem,
Maciek spotkania się boi z upiorem.

Razu pewnego, gdy chłopak zasnąć próbował.
Strach się w pokoju po ciemku za szafę schował. 

Maciek nie mogąc się pod kołdrą ruszyć,
telepatycznie próbował Stracha ogłuszyć.

Ogłuszał go bardzo długo i chyba dość skutecznie,
bo gdy spod łóżka wyszedł to poczuł się bezpiecznie.

Czuje, że żaden Strach już więcej go nie zaskoczy.
Zrozumiał Maciek, że "Strach ma wielkie oczy".

piątek, 6 grudnia 2013

Anielskie psoty


Czy odwiedził Was dzisiaj Święty Mikołaj? 
Powiadają, że przychodzi tylko do grzecznych dzieci. Pewnie byliście grzeczni przez cały rok, prawda? A nawet jeśli nie, to jesteśmy pewni, że bardzo się staraliście. Wierzymy, że nawet największym łobuziakom udaje się czasem zrobić jakiś dobry uczynek. A to najważniejsze!!!


"Anielskie psoty"

Wysoko na niebie, na puchatym różowym obłoczku mieszkały dwa Aniołki, które miały jedno wielkie marzenie - chciały mieć skrzydła. Jednak Aniołki lubiły bardzo psocić i z tego powodu pakowały się często w tarapaty. Liczba ich przygód rosła gwałtownie z dnia na dzień. Starsze Anioły każdego ranka zastanawiały się nad tym, co przytrafi się tej dwójce przyjaciół. Podczas jednej z licznych walk na poduszki, przypadkowo rozdarły ich materiał, a Ziemię pokryła gruba warstwa śniegu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był wtedy środek wiosny. Zdziwieni ludzie z niedowierzaniem spoglądali w niebo, gdyż intensywne opady śniegu w maju były czymś niespotykanym, a dwa małe Aniołki chichotały w najlepsze ukryte za dużym niebieskim obłokiem i już obmyślały kolejną świetną zabawę. W momencie, gdy w głowach Aniołków zaświtał kolejny pomysł na żart, najpoważniejszy Anioł w niebie dostrzegł ich kryjówkę. Po jego minie Aniołki wywnioskowały, że nie spodobała mu się bitwa na poduszki. Anioł pogroził im palcem i ostrzegł, że usunie ich z anielskich szeregów jeżeli nadal będą płatać figle. Aniołki spuściły głowy i wróciły na swoją różową chmurkę. Całymi dniami obserwowały psocące przedszkolaki, zazdroszcząc im czasu wypełnionego zabawami zaproponowanymi przez wesołe panie przedszkolanki. Aniołki miały magiczną zdolność odczytywania dziecięcych myśli, dzięki czemu wiedziały, że dzieci bardzo lubią spędzać czas w przedszkolu. Aniołkom tak spodobało się obserwowanie przedszkolaków, że nawet się nie spostrzegły, gdy nadeszła jesień, a później długa zima. Pewnego zimowego dnia, dostrzegły małą dziewczynkę, kucającą na krawężniku i bawiącą się kolorowymi kapslami. Z jej myśli odczytały, że dziewczynka ma zbyt daleko do przedszkola i całe dnie spędza w domu. Pod zeszłoroczną choinką znalazła łyżwy, ale do tej pory nie miała okazji ich przetestować. Godzinami wyobrażała sobie jak jeździ na swoich śnieżnobiałych łyżwach po ogromnym lodowisku z kolorowymi lampkami. Aniołki nie bacząc na ostrzeżenie Anioła pofrunęły do Deszczowej Chmury po wiaro wody, a następnie wylały ją na plac znajdujący się obok krawężnika, na którym kucała dziewczynka. Po chwili z anielskich łóżek zerwały się prześcieradła i trzepocząc dmuchały zimnym powietrzem w stronę wielkiej kałuży. Kwadrans później przed dziewczynką ukazało się lodowisko. Wprawdzie nie miało kolorowych lampek, ale było wspaniałe. Aniołki były tak zadowolone z radości jaka malowała się na twarzy dziewczynki, że nawet nie zauważyły jak nadszedł najpoważniejszy Anioł. Aniołki już przeczuwały kolejną reprymendę, jednak patrząc na najpoważniejszego Anioła stwierdziły, że się uśmiecha. Zachęcone tym Aniołki zaczęły opowiadać Aniołowi o ich wspaniałym prezencie dla dziewczynki, która pierwszy raz od wielu dni była na prawdę szczęśliwa.Najpoważniejszy Anioł przyznał, że Aniołki z małych psotników stały się Dobrymi Aniołami i w nagrodę ofiarował im wymarzone skrzydła. Uskrzydlone Aniołki pofrunęły co sił w skrzydłach na ziemię, by nieść radość dzieciom.

Galeria Papierowych Aniołków:
- aniołki wykonały 4-letnie dzieci z Przedszkola Integracyjnego nr 314 w Warszawie










środa, 4 grudnia 2013

Dzień Górnika

04 grudnia obchodzony jest Dzień Górnika, zwany inaczej "Barbórką"
- od imienia patronki wszystkich górników Św. Barbary.
Praca górników jest bardzo ciężka i niebezpieczna, a dla nas wszystkich bardzo ważna, ponieważ to dzięki niej mamy węgiel.

"Węgiel"

Puk, puk, puk...
Kto tam pod ziemią tak hałasuje?

Stuk, stuk, stuk...
To górnik kilofem dzielnie fedruje!*

Szur, szur, szur...
Łopatą do wagoników go wkłada.

Wrr, wrr, wrr...
Węgiel szybem na powierzchnię wypada.

Bum, bum, bum...
Do wagonów kolejowych jest ładowany.

Tuk, tuk, tuk...
Koleją do elektrowni jest dostarczany.

Na koniec w elektrowni spalane są węgla tony.
By ogrzał nasze przedszkola, szkoły oraz domy.
To, że ciepło zimą w naszych mieszkaniach mamy
Głównie ciężkiej pracy górników zawdzięczamy.

*fedrować-wydobywać węgiel


Ciężką pracę górnika zilustrowały dla nas maluszki z Przedszkola nr 43 w Gdyni:)

"Kominy"
technika: bibuła, kredka

"Górnik w kopalni"
technika: kredka, nożyczki, klej, bibuła

"Pan Górnik"
technika: kredka, mazak

"Wagony z węglem I"
technika: kredka, mazak

"Węgiel"
technika: paluszki, farba

"Wagony z węglem II"
technika: kredka, mazak






niedziela, 1 grudnia 2013

Podwodna podróż


projekt łodzi i jej wykonanie - Franek 

Gdy jedna z Bajkopisarek zobaczyła zdjęcie zaprojektowanej przez Franka łodzi podwodnej - wiedziała, że na samym zdjęciu historia tej łodzi się nie skończy. Kilka dni później do niesamowitego konstruktora została wysłana bajka przedstawiająca jedną z licznych przygód wspaniałej łodzi podwodnej, na którą w dniu dzisiejszym Was zapraszamy!

„Podwodna podróż”

Tego dnia morze było niespokojne. Fale uderzały rytmicznie o skalisty brzeg, a słońce chowało się powoli za horyzont. Pomimo niepewnej pogody marynarz Franek wypłynął na morze. Postanowił wypróbować nową łódź podwodną, którą sam skonstruował. Nadał jej imię: Imprezka. Łódź była niewielka, mieściła zaledwie dwie osoby. Franek w pierwszą, ekscytującą podróż zabrał swojego brata Antka. Bracia zaopatrzeni w prowiant naszykowany przez Mamę ruszyli w magiczną podwodną podróż. Odpływając od brzegu i szykując się do pełnego zanurzenia, łódź mijała wracających z połowów rybaków.  Rybacy zawołali coś do nich, ale chłopcy widzieli tylko ich poruszające się usta, bo przecież przez szczelną łódź podwodną nie mogli ich usłyszeć.
Hej chłopaki uważajcie na siebie,
Bo wiatr dziś szaleje po niebie.
A gdy nadchodzi czas nawałnicy
Strzec się trzeba złej Ośmiornicy.
- Wydaje mi się, że oni coś wspominali o jakiejś ośmiornicy – powiedział Antek – ale pewny nie jestem.
- Pewnie ci się zdawało – odrzekł Franek – Zaczynajmy zanurzenie!
Łódź stopniowo zaczęła się zanurzać. Po chwili na wodzie zostały po niej tylko bąbelki, które wzburzone morze rozmyło w kilka sekund. Łódź powoli zmierzała w kierunku dna. Chłopcy przyklejeni do szyby oglądali kolorowe ryby, które paradowały przed nimi gęsiego. Nagle do przedniej szyby zbliżyła się wielka kolorowa ryba, której ogon lśnił niczym tęcza i pyszczkiem nieomal dotykając łodzi zaśpiewała:
Witajcie w naszej rybiej krainie.
Tu życie cudownie nam płynie.
Lecz pamiętajcie Podróżnicy.
Strzeżcie się złej Ośmiornicy.
- Albo mi się wydaje, albo ta ryba też coś wspominała o ośmiornicy – Antek aż podskoczył na swoim siedzeniu.
- Wiesz, że mi się też tak wydawało – dodał Franek – Mam wrażenie, że rybacy i ryba próbują nas przed nią ostrzec. To jak płyniemy dalej czy zawracamy?
Morze było coraz bardziej niespokojne, ale chłopcy postanowili, że będą kontynuować wyprawę. Płynęli otoczeni przez mieniące się barwami ławice ryb. Nagle woda rozkołysała się jeszcze mocniej i w tym momencie wszystkie ryby odpłynęły. Zrobiło się ciemno, a fale huczały przeraźliwie. Łódź zatrzęsła sie jak grzechotka, a w oknie łodzi pojawiło się wielkie oko. Chłopcy krzyknęli z przerażenia! To była ośmiornica! Ogromna, chyba największa na świecie i trzymała mackami łódź. Chłopcy myśleli, że już po nich... i wtedy rozległo się rytmiczne stukanie.
- Zaraz, zaraz! – wykrzyknął Franek – Ona coś nadaje alfabetem Morse’a...
Witajcie dzielni Podróżnicy.
Nie bójcie się mnie – Ośmiornicy.
Chcę się tylko przywitać
I skąd przybywacie zapytać.
Wszyscy ode mnie uciekają,
Bo alfabetu Morse’a nie znają.
Chłopcy spojrzeli na siebie badawczo, a chwilę później z uśmiechem na twarzach wyciągnęli ze skrzyni stroje płetwonurków, które dostali od Taty. Po pięciu minutach byli gotowi do drogi. Zaopatrzeni w butle z tlenem i olbrzymie płetwy opuścili łódź podwodną, by w towarzystwie Ośmiornicy zwiedzić wszystkie zakamarki jej podwodnego królestwa. Ich nowa znajoma okazała się bardzo życzliwym i pełnym humoru stworzeniem. Po godzinie, bo na tyle wystarczyło im tlenu w butlach, musieli wrócić do łodzi. Pożegnali się z Ośmiornicą i obiecali odwiedzić ją w następnym tygodniu.
W drodze powrotnej do domu Franek powiedział:
- No cóż. Nie taka ośmiornica straszna jak ją malują.
I obaj chłopcy zaśmiali się, wystukując: „ha ha ha” alfabetem Morse’a.

Zapraszamy Was do podwodnej krainy widzianej oczami Przedszkolaków 
z Przedszkola Integracyjnego Nr 314 w Warszawie.