środa, 31 grudnia 2014

2014 rok


Stary Rok wielkimi krokami odchodzi, ustępując miejsca Nowemu. 
To dobry moment na podsumowanie kończącego się 2014 roku. 

W 2014 roku: 
opublikowaliśmy łącznie 162 posty - w tym: 
64 rymowanki
95 opowiadań 
59 bajek napisanych przez Czytelników (dziękujemy!!!)
14 zadań z cyklu "Zróbmy to razem" 
setki wspaniałych ilustracji, których nie jesteśmy w stanie policzyć 

zorganizowaliśmy: 
Kolorowy zawrót głowy (KLIK)
#teczowelato (KLIK)
akcję - Książki Dorotki (KLIK)
Dzień Pluszowego Misia - VI edycja (KLIK)
Wielką galerię serc (KLIK)
Niedzielę na wsi (KLIK

razem z Wami - naszymi Czytelnikami - wspólnie tworzyliśmy Bajeczną Fabrykę.

niedziela, 28 grudnia 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XVI

rys. Rakothka (KLIK)

Świąteczny czas minął szybko. Przygotowania tegorocznych wigilijnych potraw, jak i sama Wigilia są już jedynie wspomnieniem. Zapraszamy Was na wspólne wspominki tego wyjątkowego czasu z Ciocią Grażynką!

"Wigilia"

W domu pachniało kapustą z grzybami. Mama trzaskała pokrywkami w kuchni. Karolina wstała i spytała, co można zjeść na śniadanie.
- Weź sobie śledzie w śmietanie. Zrobiłam dość dużo, starczy na kolację.
- Śledzi nie jadam - powiedziała grobowym głosem Karolina.
- To weź jogurt i płatki. Ale karpia chyba spróbujesz?
- No dobrze. Zaraz się ubiorę i będę robiła kutię.
- Wstawiłam już pszenicę, gotuje się. Trzeba pokroić bakalie, bo potrzebne są jeszcze do makowca.
Makowiec Mama piekła na ostatnią chwilę, bo był zagrożony przedwczesnym zjedzeniem. I tak musiała walczyć, żeby wszyscy się nie rzucili na sernik i keks, upieczone wczoraj.
Marta wbiegła do kuchni - A kiedy robimy uszka?
- Po południu. Fasola i grzyby do farszu już się gotują.
O ile rodzina zgodziła się na kupne pierogi z kapustą i grzybami, żeby oszczędzić Mamie pracy, o tyle uszka musiały być robione w domu, według przepisu Babci.
- Karolina, zjadłaś już? Pomóż mi rozdrobnić mak. - Mama nie kręciła maku w maszynce, tylko rozdrabniała mikserem. Tak było jej łatwiej.
- Zajrzyj no do zeszytu, Karolina, ile jajek dodać do masy makowej.
Zeszyt stał na półce w kuchni, obok książek kucharskich. Oprócz „Kuchni Polskiej" stały tam takie książki, jak „Kuchnia chińska" i „Kuchnia arabska" Katarzyny Pospieszyńskiej a także „Kuchnia węgierska" i „Kuchnia francuska" oraz „Gotujemy w kuchence mikrofalowej". Były tam też książki kucharskie Kubusia Puchatka i Ani z Zielonego Wzgórza a także „Całuski pani Darling" i „Łasuch literacki" Małgorzaty Musierowicz. W zeszycie, bardzo starym i poplamionym, były domowe przepisy Babci i różnych cioć. Niektóre miały śmieszne nazwy, np. „Kokosanki Cioci Danki", „Placek na oleju Cioci Asi". Był w zeszycie przepis na uszka i na makowiec.
Marta z Karoliną kroiły bakalie, podjadając przy tym, gdy w kuchni pojawił się Adaś.
- Mogę trochę kapusty? - spytał - Tak pachnie...
- Trochę możesz.
Gdy makowiec był już upieczony, barszczyk ugotowany, Marta zaczęła marudzić. Zjadła na obiad trochę grochu z kapustą, Adaś wolał fasolkę do farszu. Nie miała co robić. Kiedy będzie wieczór? Podglądała za okno, na przemian podziwiając bombki na choince.
- Wiesz co - powiedziała Mama - zrób kartki z imionami wszystkich, ozdobione gałązkami choinki. A potem będziemy robić uszka.
Marcie nie trzeba było powtarzać. Wyjęła kartki z bloku technicznego, pocięła na kawałki i wypisała ozdobnym pismem - Mama, Tato, Karolina, Adaś i Marta.
Mama z Karoliną robiły tymczasem farsz do uszek. Karolina przecierała fasolę przez sito, Mama kończyła smażyć cebulę i zmiksowała ją razem z ugotowanymi grzybami.
Gdy Marta skończyła robić kartki, zaczęły lepić uszka. Mama rozwałkowała ciasto, Karolina pocięła je na kwadraty, Marta łyżeczką nakładała farsz. Trochę im było ciasno, ale praca szła szybko. Kwadraty zlepiało się w trójkąty, potem dwa boki razem, a trzeci trzeba było wywinąć na zewnątrz. Marta też zrobiła kilka uszek sama. Potem wrzucały je do gotującej się wody.
Oczywiście nie obyło się bez próbowania. Trzy uszka były kiepsko zlepione, wiec zostały zjedzone „na pniu". Karolina z Martą wyrywały sobie resztki farszu.
- Teraz ty ugotuj pierogi - powiedziała Mama do Karoliny. A ja umyję się i przebiorę, potem będę smażyć ryby i możemy siadać do stołu.
- Ja też idę się przebrać - powiedziała Marta.
- I powiedz Tacie i Adasiowi, żeby się przygotowali.
Stół był już zastawiony. Wszyscy podzielili się opłatkiem i usiedli do wieczerzy. Zaczęli od zupy rybnej, potem był barszczyk z uszkami, karp, kapusta z grzybami, pierogi i groch z kapustą, śledzie i na końcu kutia.
Najszybciej jadła Marta, bo nie mogła doczekać się prezentów. Mama aż się bała, żeby się nie zadławiła ością, chociaż starannie obierała jej ryby.
- Już koniec? Już wszyscy zjedli? - dopytywała się niecierpliwie.
- Ja jeszcze zjem pieroga - powiedział Adaś - Nie spiesz się, ja chcę się najeść.
- No, dzieci, idźcie do łazienki umyć ręce - powiedział Tato.
- Ha, ha - parsknęli śmiechem Adaś z Karoliną. Ale poszli, trzymając Martę między sobą.
Gdy byli w łazience, zabrzmiał dzwonek. Marta wybiegła z łazienki i otworzyła drzwi. Za drzwiami, na sankach, stał duży worek. Adaś z Tatą wtaszczyli go do domu. Karolina otworzyła worek i wyjmowała po kolei paczki podpisane imionami. Zaczął się zwykły świąteczny rozgardiasz, szelest papieru, okrzyki zachwytu.
Najpierw Marta przytuliła się do pluszowego pieska. Potem z lubością obmacywała papier kryjący grubą książkę. Mikołajek! - wykrzyknęła.
Adaś z zadowoleniem oglądał nową grę komputerową, tomik komiksów i bluzę dresową z wizerunkiem ulubionego zespołu (sam ją sobie zamówił w Internecie).
Karolina przymierzała nowy sweterek, zerkając na książkę ulubionego autora - Philipa Kinga. Tato też dostał książkę, historyczną, taką jak lubił. Oprócz tego nowy krawat. Mama dostała nową torebkę i też książkę - „Żabę" Małgorzaty Musierowicz.
Wszyscy podziwiali prezenty własnoręcznie zrobione przez Martę. Dla Mamy pudełko na drobiazgi, dla Taty - kalendarz na styczeń i luty, dla Karoliny i Adasia - rysunki.
- No, Adasiu, powiedziała Mama - a pamiętasz, jak miałeś trzy lata i dostałeś nową ciuchcię i garaż na samochody?
- Ja nie pamiętam, ale wiem, co mi opowiadałaś. Tato odpakował mi zabawki, złożył ciuchcię i garaż, pokazał jak chodzi ciuchcia i jak układać autka w garażu i w końcu, gdy odszedł, powiedziałem: "Śliczne zabaweczki przyniósł Mikołaj... Tatusiowi"
- A pamiętasz, jak Tato chciał się przespać? - spytała Karolina. Powiedział: a teraz dzieci dajcie mi spokój, bo chcę sobie uciąć drzemkę! A Adaś pobiegł do kuchni i przyniósł Tacie... nożyczki.
Gdy już papiery po prezentach zostały spakowane do jednej torby, Mama przyniosła ciasto i orzechy. Ale mało kto jadł, bo każdy usadowił się w innym kącie pokoju nad swoją książką. Przerywali tylko na chwilę, aby sięgnąć po kawałek sernika lub makowca. Z płyty dobiegały kolędy w wykonaniu „Budki Suflera".

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!


Życzymy Wam bajecznych świąt Bożego Narodzenia.
Życzymy Wam marzeń najskrytszych spełnienia.
Życzymy Wam dużo zdrowia, siły i radości.
Niech szczęście i optymizm w Waszych sercach gości!

Bajkopisarze

niedziela, 21 grudnia 2014

piórkowe a'la aniołki

  Za kilka dni Święta Bożego Narodzenia. 
To dobry moment, by własnoręcznie przygotować ozdoby choinkowe. 
Jeśli nie macie pomysłu, podsyłamy Wam jeden z nich. 
Zapraszamy na piórkowe a'la aniołki - idealne do zawieszenia na choince:)



Potrzebne materiały:

- puszyste piórka
- żołędzie (lub małe styropianowe kulki jeśli nie macie)
- kawałek sznurka

Wykonanie:

- w żołędziu lub kulce ze styropianu robimy małą dziurkę - za pomocą szpikulca 
- do dziurki wsuwamy piórko
- na czubku zawiązujemy sznurek 
(w przypadku kulki wystarczy od spodu do góry przewlec nitkę z supełkiem zabezpieczającym przed wysunięciem się nitki)

Nasze a'la aniołki są już gotowe:) 
Mamy nadzieję, że ozdobią Wasze zielone choinki:)
Wesołych Świąt!






czwartek, 18 grudnia 2014

Hydraulik

rys. Adaś*

Dziś w cyklu ZAWODY przedstawiamy Wam hydraulika. Jeśli chcecie dowiedzieć się czym zajmuje się hydraulik oraz jak rozwiązał problem cieknącej wody w mieszkaniu Zenka, koniecznie przeczytajcie nasz wierszyk!

"Hydraulik"

W pewnym domu, na dużym osiedlu
Była dziś do południa wielka awantura.
Zdarzyło się, że w jednym z mieszkań,
Lała się woda, bo pękła jakaś rura.

Ciekło dość mocno z sufitu u Zenka,
Spojrzał Zenek, że obok kanapy stoi wędka.
Wędkę z radością synek obok taty postawił.
Z nadzieją, że w ryb łowienie będzie się bawił.

Już sąsiad z dołu z krzykiem się zjawił,
Bo mu z sufitu kapie do porannej kawy.
Nie ma rady, gdy problem sam nie znika
Uradzono, że trzeba wezwać hydraulika.

Hydraulik pojawił się w oka mgnieniu.
Z ogromną torbą na lewym ramieniu.
Kuchnia w mieszkaniu na górze była zalana.
Gdy wszedł już było wody po kolana.

Kiedy tylko znalazł rury pęknięcie,
Nakazał zgromadzonym wody odcięcie.
Wtedy podrapał się w głowę łysą prawie.
Zmienił szybko kolanko i było po sprawie.

W kwadrans po awarii już nie było śladu.
Wszyscy ze spokojem zasiedli do obiadu.
Zajadając kotlety i racząc się chłodnikiem.
Zachwycali się wszyscy panem hydraulikiem.

Ps. Rysunek Adasia trafił do Bajecznej Fabryki ponad 2 lata temu i cierpliwie czekał na bajkę o tematyce hydraulicznej! 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Ranny ptaszek

rys. Olga

Czy pamiętacie jeszcze tegoroczną wiosnę? Te ptaki śpiewające? Te motylki latające? Pewnie tak, jak Bajkopisarze tęsknicie za nią odrobinkę :) Dlatego mamy dla Was dzisiaj ciepłą niespodziankę - wiosenny wierszyk o rannym ptaszku! Czytajcie, czytajcie i wyobrażajcie sobie piękną wiosnę w środku zimy!
Autorką wiosennego utworu jest Nitka. 

"Ranny ptaszek" 

Piękna, złotowłosa księżniczka
Wstała wcześnie rano dzisiaj.

Jakieś koszmary jej się śniły,
I ją właśnie obudziły.

Usiadła na łóżku oszołomiona,
Cóż ze sobą pocznie ona?

Cały dwór pogrążony we śnie,
Czemu obudziłam się tak wcześnie?

Przetarła swe zaspane oczęta
I poczuła się całkiem wypoczęta.

Wtem wpadła na pomysł taki:
Może obudzę w ogrodzie ptaki?

Na nóżki swe trzewiki wsunęła,
A po chwili już w pałacowym ogrodzie była.

Słoneczko pięknie świeciło z rana,
Ależ ja tu nie jestem sama!!!

Gromady ptaszków już przecudnie śpiewały,
Roje pszczółek i motylków wokół latały.

Księżniczka była tym bardzo zdziwiona,
Ale zarazem wielce ucieszona,

Bo nie tylko ona skoro świt się zbudziła,
A słuchając ptasich treli świetnie się bawiła.

Potańczyła wokół grządek,
Z chwastami zrobiła porządek,

Podlała wszystkie kwiatki,
Wypieliła też rabatki.

Taka szczęśliwa była,
Że coś pożytecznego zrobiła.

Postanowiła, że jutro też tak wcześnie wstanie
I pobiegła do pałacu na śniadanie.

piątek, 12 grudnia 2014

Ciężkie chwile Stefana

Każdy z nas, kto kiedykolwiek ulepił w zimie bałwana, bardzo się o niego troszczył i był z niego dumny. Gdy przychodziły cieplejsze dni bałwanki zaczynały topnieć, a my staraliśmy się zrobić wszystko, aby nasz zimowy przyjaciel przetrwał. Dzisiaj przedstawiamy Wam bajkę Agatki - naszej Poczytniczki - która opowiada o pewnej grupie przyjaciół i ich bałwanku w potrzebie.

rys. Maja

"Ciężkie chwile Stefana" 

Było piękne słoneczne popołudnie w środku stycznia. Na pewnym osiedlu miasta Ożarów żył sobie bałwan Stefan.  Jak każdy śnieżny stwór miał czapkę ze starego garnka, marchewkowy nos i guziki z małych węgielków.
 Dzieci z okolicy odwiedzały go codziennie i miały nadzieję, że zima będzie trwać wiecznie, aby ich zimowy przyjaciel przetrwał cały rok. Jednak los nie jest tak pobłażliwy, jakby chciały tego dzieci. Pod koniec stycznia, ku ich niezadowoleniu, nadeszło gwałtowne ocieplenie, które spowodowało, że bałwan Stefan się roztapiał. Pierwsza zobaczyła to Emilka, która od razu po powrocie ze szkoły pobiegła ze łzami w oczach do swoich przyjaciół, opowiadając im o przykrych wieściach. Witek uspokoił swoją osiedlową sąsiadkę i zaproponował, aby każdy przygotował plan, jak można uratować Stefana. Następnego dnia spotkali się wszyscy razem w domu Błażeja, tworząc koło w jego pokoju. Jako pierwszy swój plan przedstawił Witek.
- Powinniśmy Stefana przenieść do mojego garażu!
- Ale gdzie Twój tata będzie parkował samochód?
- Hmmmm…… A macie lepszy pomysł? - odburknął z wyrzutem.
- Ja mam - powiedział Błażej - Możemy okładać go lodem z zamrażarki!
Dzieci jednogłośnie stwierdziły, że w trakcie transportu do garażu Witka, Stefanowi mogłoby się coś stać. Gdy już się żegnali przechodzili przez salon, w którym mama chłopca oglądała prognozę pogody. Miła pani w telewizji uspokoiła dzieci, ponieważ panujące ocieplenie miało potrwać tylko parę dni, a potem znów miała zapanować prawdziwa zima.
Bojąc się o bałwana, dzieci zgodnie z pomysłem Błażeja, okładały go codziennie lodem, aby pomóc mu w trudnych ciepłych dniach. Na szczęście pani w telewizji się nie myliła i za 3 dni temperatura znów zaczęła spadać, co spowodowało ogromną radość dzieci.

wtorek, 9 grudnia 2014

Domek na drzewie

rys. Marta

Za oknem szaleje zima. Jest mroźno, całymi dniami pada śnieg. Zarówno Wy, Drodzy Poczytnicy, jak i my, Bajkopisarze, cieszymy się, gdy możemy takie dni spędzić pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej czekolady i ciepłym ciasteczkiem prosto z piekarnika. Nie zapominajmy jednak o naszych małych przyjaciołach - ptaszkach. Pamiętajmy, aby przygotować im karmniki i regularnie wypełniać je ziarenkami. Nasi skrzydlaci przyjaciele zasługują na to, aby cieszyć się chwilami spędzonymi w ciepłym domku na drzewie :)


rys. Zosia

"Domek na drzewie"

Parapet okna pokryła gruba warstwa śniegu, na której widać było ślady dreptających sikorek i zmarzniętych wróbli. Z dachu pobliskiego garażu zwisały długie, spiczaste sople. Policzki zaczynały już szczypać od mrozu, a ręce wydawały się bezpieczne jedynie w grubych rękawiczkach. Wszyscy przypominali kolorowe bałwanki, okrągłe od wielu warstw, w które byli ubrani. Na to wszystko przez szybę spoglądał mały Marcinek, który na samo wyobrażenie temperatury po drugiej stronie okna, zaczynał się lekko trząść i pocierać dłońmi o ramiona. Wzrok szybko uciekał mu z dróżki przed domem w kierunku drzewa, gdzie pod warstwą białego puchu skrywał się wielki skarb. W jednej chwili Marcinek przypomniał sobie środek lata, zieloną trawę, tęczowe kwiaty babci Rozalii, trzepoczące skrzydłami motyle i domek na drzewie, który zbudował poprzedniej wiosny dziadek Henryk. Właśnie w tym domku chłopiec spędził całe poprzednie wakacje. Drabinka prowadząca do domku, była teraz pokryta śniegiem, a pod nim znajdowała się warstwa lodu, uniemożliwiająca wdrapanie się do góry, do domku. Marcinek cicho westchnął, ale na tyle głośno, że usłyszała to przechodząca obok mama chłopca.
- Synku, co cię trapi? - zapytała mama.
- Właśnie przypomniałem sobie mój domek na drzewie - odpowiedział Marcinek - i zdałem sobie sprawę, że muszę poczekać kilka miesięcy, by do niego wejść.
- Marcinku, czas szybko minie, zobaczysz. - odpowiedziała mama - Niebawem stopnieją wszystkie śniegi i będziesz mógł planować pierwsze nocowanie w domku.
Wtem chłopiec odkrył, że za plecami mamy stoi jego dziadek, który dyskretnym skinieniem dłoni woła go do kuchni. Bez słowa odszedł od okna i pobiegł za dziadkiem. Starszy pan zaparzył dwie malinowe herbaty, wziął blok i ołówek, a następnie usiadł obok Marcinka przy kuchennym stole. Chłopiec przyglądał się rysunkowi, który pojawił się po chwili na białej kartce.
- Dziadku, co rysujesz? - zapytał.
- Domek, który zawiśnie na drzewie. - odpowiedział dziadek.
- Jak to? - zdziwił się Marcinek - Mam już jeden domek na drzewie.
- Marcinku, ten zbudujemy razem. To będzie domek dla ptaków. - odpowiedział starszy pan.
Chłopiec ucieszył się na samą myśl robótek ręcznych z narzędziami w towarzystwie dziadka, ponieważ dobrze wiedział, jakie skarby znajdują się w jego warsztacie. Zatarł z radości dłonie, zakasał rękawy i z uśmiechem na twarzy, ubrawszy się ciepło, pobiegł krok w krok za dziadkiem.
Dziadek naszykował kilka deseczek o różnej długości i szerokości. Marcinkowi w udziale przypadło szlifowanie drewna papierem ściernym. Na twarzy miał maskę, by kurz nie wchodził mu do nosa. Z każdym pociągnięciem ręki, deseczki stawały się coraz gładsze.
- To żeby ptaszkom nie stała się krzywda, wnusiu. – powiedział dziadek, klepiąc chłopca po ramieniu.
Przy ostatnim etapie z pomocą przyszedł wujek ze swoim młotkiem i już po godzinie wbijania gwoździ, oczom Marcinka ukazała się miniaturka jego domku na drzewie. Chłopiec był zachwycony. Założyli czapki, szaliki i rękawice, wujek wziął domek do rąk, a dziadek resztę narzędzi i poszli wraz z chłopcem do ogrodu, by zamocować domek na drzewie. Gdy domek dostojnie wisiał już na drzewie, mama dołączyła do gromady, a w dłoni trzymała pożywienie, które umieścili w domku. Odeszli kilka kroków i czekali na pierwszych gości. Nie minął kwadrans jak przyleciał pierwszy ptak. Miał żółty jak słońce brzuszek. Dziadek wyszeptał:
- Marcinku, to jest sikorka.
Po chwili obok sikorki usiadły dwa ptaszki o pomarańczowych brzuszkach.
- A to są gile - dodał dziadek.
Chłopiec już nie patrzył tęsknie na swój letni domek na drzewie, tylko z uśmiechem spoglądał na domek dla ptaszków i wyobrażał sobie, że mają tam tak dobrze, jak on u siebie.
Zapewne będą się tam bawiły tak dobrze, jak ja – pomyślał chłopiec, zawadiacko uśmiechając się do dziadka.

sobota, 6 grudnia 2014

List do Mikołaja

wykonanie - Kuba

Pewnie wiecie już od dawna, co chcielibyście dostać od Świętego Mikołaja w tym roku :) Byliście grzeczni? Na pewno! Bajkopisarze sami pisali listy do Mikołaja i widzieliśmy sporo takich listów napisanych przez dzieci. Ale takie listy jak poniższy zdarzają się rzadko. Pod tym listem Bajkopisarze podpisują się obiema rękoma, pożyczają jeszcze ręce od przyjaciół i trzymają mocno kciuki, aby życzenie się spełniło!
Autorką dzisiejszego wiersza jest Iwona Pietrucha. 

"List do Mikołaja"

Kochany Święty Mikołaju!
Piszę do Ciebie w imieniu dzieci.
Bo one Ciebie tak kochają,
Chyba najbardziej na świecie.

Wszyscy Cię proszą o piękne prezenty:
Tablety, klocki, lalki – marzenie.
Ja mam nadzieję, kochany Święty,
Że umiesz spełnić i moje życzenie.

Dzieci już mają, proszę Świętego,
W swoim pokoju sklep zabawkowy.
Brakuje im tylko czegoś ważnego,
Na co dzień - mamy i taty, rozmowy.

By wszyscy rodzice dla dzieci czas mieli,
Czytali im książki, chodzili do kina,
Słuchać swe dziecko zawsze umieli.
To jest ma prośba – jedyna.

Kochany Święty Mikołaju!
Piszę do Ciebie w imieniu dzieci.
Bo one Ciebie tak kochają,
Chyba najbardziej na świecie.

środa, 3 grudnia 2014

Świat mrówek



Dziś zapraszamy Was wszystkich na bal do królowej mrówek! Zaproszenie takie otrzymała nasza mała Małgosia i z wielką przyjemnością je przyjęła. Jak wyglądają imprezy mrówek? Co jedzą i jak się bawią? Dowiecie się tego wszystkiego dzięki Małgosi i jej przygodzie.

"Świat mrówek"

Tego lata łąka słodko pachniała. Trawy urosły wyżej niż w poprzednich latach. Małgosia, właścicielka dwóch długich warkoczy w kolorze popołudniowego słońca, każdego ranka wybiegała z domu i biegła przed siebie, prosto na pachnącą łąkę. Znikała wśród wysokich traw na długie godziny. Towarzyszył jej szelest łamanych roślin i zapach zdeptanej trawy. Za każdym razem cieszyło ją to spotkanie z łąką. Nie mogła się nadziwić, że życie tętniło tu pełną parą. Lubiła patrzeć na wszelkie żyjątka, zamieszkujące ten wspaniały świat, wypełniony tysiącem barw i zapachów. Często oglądała mrowisko ulokowane na skraju łąki. Ta mała mrówcza społeczność wprawiała ją niemal w zachwyt. Mrówki miały zaplanowany każdy ruch, każde posunięcie, wszystko było takie uporządkowane i świetnie zorganizowane. Małgosia wymyśliła sobie nazwy dla poszczególnych grup mrówek. Były tam mrówki-opiekunki, mrówki-żołnierze, mrówki-kucharki, mrówki-sprzątaczki, mrówki-budowniczowie. Każda z tych grup była niezbędna, żeby mrówcze miasto mogło sprawnie funkcjonować. Małgosia starała się dyskretnie podglądać życie mrówek. Zdarzało się jednak, że niektóre z nich wystraszone jej obecnością odrywały się od swoich prac i pędziły w stronę mrowiska, szukając schronienia. Wystarczyło jednak, by oddaliła się o kilka kroków od ich domu, a mrówki wracały do swoich zadań. Pewnego dnia, kiedy Małgosia poszła na łąkę, okazało się, że na szczycie mrowiska siedzi duża mrówka ze skrzydełkami. Dziewczynka z zaciekawieniem ostrożnie podeszła bliżej, żeby przyjrzeć się mrówce. Pomyślała sobie, że taka piękna i duża mrówka może być ich królową. Tak też w rzeczywistości było, bo z bliska okazało się, że mrówka ma na swojej głowie maleńką złotą koronę. Małgosia była zaskoczona i nie dowierzała własnym oczom. Zdjęła czerwoną wstążkę, którą miała zakończony warkocz i rozłożyła ją mrówczej pani jak dywan. Królowa dostojnie przemierzyła długość wstążki i stanęła na jej końcu. Tuż obok, w równym szeregu stały wszystkie mrówki. Dziewczynka czuła się, jakby była w cudownym śnie. Nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji. Pomyślała, że może jednak jej się to przywidziało i lekko uszczypnęła się w rękę. Nic się jednak nie zmieniło. Mrówczy orszak dalej sunął w jej kierunku, aż w końcu królowa wraz z towarzyszącymi jej mrówkami dotarła pod same nogi Małgosi. Dziewczynka przykucnęła, żeby lepiej przyjrzeć się temu niecodziennemu zjawisku. Mrówki wcale się nie spłoszyły, stały w równym rzędzie, a piękna królowa podniosła głowę w stronę Małgosi. Dziewczynka ukłoniła się nisko przed królową. 
- Dziewczynko! Witaj w naszym królestwie! - rzekła mrówcza królowa - W dniu jutrzejszym wyprawiamy wielkie przyjęcie i mamy nadzieję, że zaszczycisz nas swoją obecnością.
Małgosia przytaknęła, ukłoniła się ponownie, a gdy podniosła wzrok po królewskim orszaku nie było śladu. Rozejrzała się niepewnie wkoło. Jej wstążka wciąż leżała na trawie obok mrowiska. Podniosła ją szybko i z wypiekami na twarzy pobiegła do domu, postanawiając jednocześnie, że jutro przybiegnie znowu na łąkę. Za nic w świecie nie chciała stracić okazji uczestniczenia w przyjęciu, które miała wydać królowa mrówek. 
Następnego dnia dziewczynka wstała szybciej niż zazwyczaj. Śniadanie zapakowała do papierowej torebki i ruszyła na łąkę. Królestwo mrówek tego ranka tętniło życiem. Mrówki znosiły do mrowiska znalezione rarytasy. Małgosia najszybciej jak mogła biegła na łąkę, gdy nagle jej oczom ukazał się wspaniały widok. Mrowisko wyglądało bajecznie, wszystkie mrówki lśniły w słońcu jak złote kropelki, a wokół mrowiska rozstawione były mikroskopijne stoły, na których aż roiło się od wspaniałych słodkości. Przy jednym z największych stołów siedziała mrówcza królowa w cudnej sukni zrobionej z delikatnych płatków polnej róży, na której kropelki rosy mieniły się niczym szlachetne kamienie. Z wnętrza mrowiska dochodziła muzyka, której nie można było porównać z żadną jaką kiedykolwiek Małgosia słyszała. Dźwięki, które docierały do jej uszu, były tak radosne, że nogi same chciały tańczyć. Gdy dziewczynka przyjrzała się uważnie, spostrzegła, że pracowite mrówki przyszykowały miejsce także i dla niej. Miała siedzieć zaraz obok królowej mrówek. Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i pomyślała, że ma chyba jedyną okazję być gościem honorowym na przyjęciu mrówek. Już po chwili okazało się, że Małgosia nie myliła się, co do swoich przemyśleń. Gdy tylko zajęła miejsce obok królowej, mrówcza orkiestra zaczęła grać, a przed oczami Małgosi pojawiały się coraz to nowe rzesze tańczących mrówek. Dziewczynka z zachwytem podziwiała coraz to nowe układy taneczne i głośno klaskała w dłonie w dowód uznania dla tanecznych talentów małych owadów. W przerwach pomiędzy kolejnymi pokazami, przed królową i dziewczynką ustawiały się rzędy mrówek, które razem tworzyły coś w rodzaju ruchomych stołów, na których znajdowało się mnóstwo smakołyków. Były tam wspaniałe ciasta z mrówczej cukierni, słodycze i smakowite owoce z pobliskiego sadu. Małgosia była wzruszona tym, co widziała i jednocześnie pełna podziwu dla sprytu i pracowitości mrówek. Po jakimś czasie zrobiło się cicho, wszystko wokół nagle zastygło w bezruchu, a królowa mrówek rozłożyła skrzydełka i wzleciała w górę. Wszystkie mrówki złożyły jej głęboki ukłon, a ona podziękowała za wspaniałe występy i pyszne jedzenie, a potem powiedziała do Małgosi, że teraz mrówki nauczą ją jednego z mrówczych tańców. Małgosia bardzo się ucieszyła i wstała. W tym momencie obok jej nóg zaroiło się od mrówek i utworzyły one koło, które zaczęło poruszać się w różne strony w takt muzyki. Małgosia zrozumiała dawane przez mrówki znaki i kroczyła za tym mrówczym kółkiem, aż poznała cały układ taneczny. Po tych wszystkich pokazach i tańcach okazało się, że zrobiło się już dość późno i czas wracać do domu. Małgosia podziękowała za wspaniałe przyjęcie, pożegnała się z mrówkami i z żalem opuszczała łąkę. Tej nocy dziewczynka miała wspaniałe kolorowe sny. Śniła jej się kwiecista łąka i cudowny bal u mrówek. 
Dziewczynka odwiedzała regularnie swoich mrówczych przyjaciół do pierwszego śniegu. Długie zimowe wieczory spędzała na wspominaniu wakacyjnych chwil wśród szumu traw, cichego tupotu mrówczych nóżek i blasku letniego słońca. 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Biały smok

rys. Kinga

Dziś - przygodą z białym smokiem - podróżnik Adaś żegna się z Wami :) Powiedział Bajkopisarzom, że będzie tęsknił, ale jego wszystkie smocze zadania zostały już wykonane. Adaś pozdrawia wszystkich Poczytników serdecznie i kto wie, może kiedyś jeszcze zawita do Bajecznej Fabryki z kolejną przygodą? Trzymajcie kciuki!

"Biały smok"

Był środek października, a ciemne chmury pożerały samotne gwiazdy. Adaś nie mógł spać. Nie pomagało liczenie baranów. Gdy zamknął oczy widział wszystkie smoki, które poznał podczas dalekich wypraw. Wiedział, że talizmany, które otrzymał mają magiczne moce i zwiastują kolejne smocze zadanie. Nie bacząc na porę ruszył na strych. Starał się nie obudzić rodziców. Drogę do celu oświetlała mu turystyczna latarka, którą otrzymał od wujka Krzysia. Założył okulary i trzymając wszystkie talizmany zamknął oczy. Po ich otwarciu oślepił go blask wstającego słońca. Było ciepło. Adaś spacerował po zielonym lesie, obserwując kolorowe ptaki, łapiąc wesołe motyle i licząc czarne mrówki. Podczas długiej drogi dostrzegł porozrzucane koraliki. Pierwszy w oczy rzucił mu się koralik czerwony jak wino, następnie zielony jak trawa, później granatowy jak gniewające się niebo, a później czarny jak smoła, a na końcu żółty jak słońce. Chłopiec wiedział, że koraliki nie znalazły się na jego drodze przypadkiem. Szedł dalej, aż doszedł do rozległej, oświetlonej słońcem polany. Nic już więcej nie znalazł. W ręku ściskał kolorowe koraliki. Usiadł na ziemi i rozłożył je na piasku.
- Zaraz, zaraz... coś mi to przypomina...
Podrapał się w głowę.
- Żółty był trójgłowy smok, od którego zaczęła się moja smocza przygoda. Następny był czerwony smok - Adaś odłożył na bok dwa koraliki, które pasowały do dwóch pierwszych smoków.
- Trzeci był granatowy, czwarty był zielony, a piąty był czarny - gdy wypowiedział te słowa na głos pięć koralików leżących obok siebie dotknęło się, a chłopiec usłyszał głos:

Wielka moc drzemie w talizmanach,
Ukryta przed laty przez złego szamana.
Gdy połączysz przygód wspomnienia,
Białego smoka uwolnisz z magii cienia.

Adaś zdjął wiszące na jego szyi rzemyki. Ułożył je na kolanie. Pierwszy talizman otrzymał po spotkaniu z czerwonym smokiem - wisiorek przedstawiający ognistego smoka. Drugi talizman - szumiącą muszelkę - otrzymał od potężnego Posejdona  po spotkaniu z granatowym smokiem. Trzeci talizman był od zielonego smoka - lśniąca łuska. Czwarty talizman otrzymał po spotkaniu z czarnym smokiem - piórko, które ofiarował mu syn indiańskiego wodza. Wszystkie talizmany chłopiec ułożył koło siebie.
Nie miał jednak talizmanu ze spotkania z żółtym smokiem. Zaczął intensywnie myśleć i wtedy znowu usłyszał głos.

Żółtego smoka pokonałeś
Tym, co bardzo dobrze umiałeś.
Znów musisz dźwięki wydobyć,
Żeby ostatni talizman zdobyć.

Adaś z przerażeniem odkrył, że nie ma ze sobą żadnych instrumentów. Był zrezygnowany, bez instrumentów nie uwolni białego smoka. Wtem przypomniało mu się, że podczas jednej z wypraw na wieś wujek Krzysiu pokazał mu, jak grać na źdźble trawy. Zerwał się na równe nogi i rozpoczął poszukiwania odpowiedniego źdźbła. Kiedy je znalazł, zaczął myśleć, jaki utwór zagrać. Nic znajomego nie przychodziło mu do głowy, więc po prostu zaczął grać melodię, którą podpowiadało mu serce. Gdy chłopiec zakończył grę siedział w ciszy, czekając na brakujący talizman. Jednak przez cały czas oczekiwania nic wyjątkowego się nie wydarzyło. Adaś był smutny, że jego dotychczasowe poświęcenie pójdzie na marne. Z rozmyślań wyrwało go stado mrówek, dźwigające biały jak śnieg kamień. Adaś kucnął, by przyjrzeć się ich wysiłkom. Przy okazji dokładnie przyjrzał się kamykowi i ze zdziwienia odebrało mu mowę. Na białym kamyku wyryty był klucz wiolinowy. Chłopiec chwycił kamień, podziękował mrówkom i położył go obok pozostałych talizmanów. Po chwili wszystkie uniosły się i zaczęły wirować, a wokół nich pojawiła się jakby biała mgła. Wirowały coraz mocniej i mocniej, aż utworzyły coś na kształt wielkiej, białej, kulistej chmury. Adaś cofnął się o kilka kroków i przyjrzał się powstałej chmurze. Uwięziony w niej obraz ukazywał białego smoka stojącego na górze otoczonej chmurami. Wtem chłopiec usłyszał tubalny głos:

Tyle lat czekałem na wybawienie.
Porzucam dziś złej magii cienie.
Witam cię o wielki szamanie!
Stawiam się na twe wezwanie!

Gdy biała chmura rozpłynęła się w powietrzu Adaś spostrzegł, że jego strój w tajemniczy sposób się zmienił. Chłopiec miał na sobie kombinezon z materiału przypominającego łuski napotkanych smoków, na szyi zawieszone miał wszystkie talizmany i koraliki, zaś obok niego stała czarna walizka i wielki wiklinowy kosz z przyczepionym do niego czarnym jak smoła ogromnym balonem. Adaś dotknął indiańskiego piórka dla dodania sobie otuchy, walizkę włożył do kosza, a następnie sam się do niego wgramolił. W chwili, gdy znalazł się w środku kosz oderwał się od ziemi i szybko wzniósł się ku chmurom. Chłopiec trzymał zgromadzone talizmany, licząc, że pokierują go w dalszą drogę. Gdy był już bardzo wysoko zza chmur wyłoniła się olbrzymia góra, na której szczycie stał samotny biały smok. Adaś wiedział, że cel jest już blisko. Nagle poczuł, że kosz zahaczył o coś i zatrzymał się. To coś, to był pazur smoka. Smok łapą przytrzymywał kosz i wyraźnie uśmiechał się do Adasia. Drugim pazurem przebił czarny balon, zaś kosz z Adasiem delikatnie sprowadził na szczyt góry i postawił obok siebie. Przywitał chłopca takimi słowami:

Uwolniłeś mnie, lecz to nie koniec.
Jeszcze jedno jest ci przeznaczone:
Musimy razem złego pokonać szamana,
Wtedy otworzy się krainy smoków brama.

Adaś rozumiał wskazówki, które przekazał mu biały smok, ale nie wiedział, co począć dalej. Dotknął talizmanów oraz koralików, szukając odpowiedzi. Wtem poczuł, że powinien wdrapać się na grzbiet smoka. Kurczowo trzymając czarną walizkę jedną ręką, zaś drugą grzbietu smoka, wyruszył w nieznaną mu drogę - na spotkanie z przeznaczeniem. Po kilku godzinach drogi stanęli przed ponurym zamczyskiem. Adaś domyślił się, że tu właśnie mieszka zły szaman. Biały smok podczas podróży opowiedział mu, że przed laty, to właśnie on uwięził smoki i od tamtej pory pozostają w stanie uśpienia, nie wiadomo gdzie dokładnie. Wtem niebo pociemniało, słońce skryło się, a wiatr zerwał się i szalał w najlepsze. Na balkonie najwyższej zamkowej wieży stanął bezzębny starzec, opierający się o powyginaną laskę zakończoną rzeźbą w kształcie smoczej głowy. Adaś od razu odgadł, że przed jego oczami znajduje się szaman, o którym wspominał smok. Szaman podniósł laskę i szeptał jakieś zaklęcia. Adaś nie miał pojęcia, w jaki sposób ma pokonać tak potężnego czarodzieja, kiedy przypomniał sobie o czarnej walizce. Otworzył pospiesznie walizkę i własnym oczom nie wierzył. Na jej dnie spoczywały dwa kamienie. Chłopiec podniósł je i bardzo się zdziwił. Były lekkie jak piórko. Chłopiec uderzył je o siebie delikatnie, a spod kamieni wydobyła się błyskawica. Adaś zdał sobie sprawę, że kamyki mają specjalne właściwości i stanowić będą jego narzędzie walki ze starcem. W tym czasie szaman uderzył o posadzkę balkonu smoczą laską, spod której również wydobyły się błyskawice. Adaś uniósł dwa kamienie do góry i nagle zaczęły się powiększać. Robiły się coraz większe i wyglądały jak gigantyczne białe chmury. W pewnym momencie ruszyły w stronę szamana, ale gdy do niego dotarły zatrzymały się i zastygły w bezruchu. Szaman uderzył swoją laską, wywołując szereg groźnych błyskawic, które zamiast trafić w Adasia odbiły się i trafiły w starca. W jednej chwili po szamanie została tylko kupka prochu. Niebo pojaśniało, a ciszę przerwał znany już chłopcu głos:

Uwolniłeś nasz ród od czarów szamana!
Otwiera się od lat zamknięta brama. 
Spójrz w górę, tam, gdzie są obłoki.
Wolność dziś odzyskały wszystkie smoki.

Adaś podniósł głowę do góry i ujrzał wielką chmurę kolorowych smoków. Chmura ta w pewnym momencie podzieliła się na cztery części, a smoki poleciały w czterech kierunkach świata, by odnaleźć swoje domy. Chłopiec wypatrywał swoich smoczych przyjaciół. Wtem, tuż przed nim przeleciały kolejno smoki: żółty, czerwony, granatowy, zielony, czarny i biały. Adaś pomachał im na pożegnanie, gdyż wiedział, że więcej ich nie zobaczy. Nagle pod nogami spostrzegł coś mieniącego się w promieniach zachodzącego słońca. Podniósł przedmiot i zobaczył, że jest to kamienny smok w kolorach tęczy. Chłopiec rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo. Zawiesił amulet na piersi i włożył swoje magiczne okulary. Od razu znalazł się z powrotem na strychu. Potem, wiele razy zakładał je i nic się nie działo. Na powrót stały się zwykłymi okularami. Chłopiec wiedział jednak, że wszystko, co się zdarzyło było jak najbardziej prawdziwe. Na szyi nadal nosił tęczowego smoka.

rys. Kinga

niedziela, 30 listopada 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XV

rys. Rakothka 

W jaki sposób sprawić, aby Święty Mikołaj pojawił się na Waszej kolacji wigilijnej? Skąpać go w rzece! Sami spróbujcie ;) Z cyklu opowiadań Cioci Grażynki dzisiaj bajkę przedstawia mama Marty.

"Bajki Mamy Marty" 

Mama przerwała czytanie i siadła do komputera. Siedziała tam około godziny i potem zawołała Martę.
- Proszę, to jeszcze jeden prezent dla ciebie - powiedziała. A Marta przeczytała:
ŚWIĘTY MIKOŁAJ NAD RZEKĄ
Święty Mikołaj podróżował po niebie swoimi saniami i był już bardzo zmęczony. Nagle w dole dostrzegł ciemne pasmo drogi i skierował na nią swoje sanie. Gdy był już blisko, zorientował się, że to nie droga, ale rzeka. Jednak za późno było, żeby wyhamować. Z głośnym pluskiem wpadł do wody.
Wygramolił się z niej i rozejrzał się dookoła. Zobaczył niedaleko domki i świecące się okna. Wybrał niewielki domek z ogródkiem, na trawniku zostawił swoje sanie z reniferami, a sam zapukał do drzwi. Otworzyła mu dziewczynka z ciemnymi włoskami uczesanymi w kitki i niebieskimi oczkami.
- Ojej, jaki jesteś przemoczony, Mikołaju!
- Wpadłem do rzeki, czy mogę tu odpocząć? A moje renifery, czy mogą poczekać na trawniku?
- Dobrze - powiedziała dziewczynka - Ta rzeka płynie niedaleko naszego domu i wpada potem do jeziora. Usiądź sobie przy piecu i ogrzej się! A może chcesz coś zjeść? Właśnie siedzimy przy wigilijnej kolacji. Co my tu mamy?
Barszczyk z uszkami
Kapustę z grzybami
Rybki smażone
Śledzie solone
I orzechy i makowiec
Wszystko świeże - jedz na zdrowie!
Święty Mikołaj rozsiadł się przy piecu i rozgrzał. Zobaczył, że przy stole jest jedno wolne miejsce.
- Zawsze tak robimy - powiedziała dziewczynka - To taka świąteczna tradycja: jedno puste nakrycie dla spóźnionego wędrowca. Siądź z nami przy stole.
Święty Mikołaj spróbował wigilijnych przysmaków. Bardzo mu smakowały. Potem śpiewał razem z rodziną kolędy.
Wreszcie przypomniał sobie - aha, ja mam przecież dla was prezenty! Szybko poszedł do sań i zostawił przed drzwiami duży worek.
Żegnajcie, przede mną jeszcze daleka droga!

piątek, 28 listopada 2014

Czarny smok

rys. Kamila

Dokąd zabierze nas dzisiaj nasz bajeczny podróżnik Adaś, zakładając swoje tęczowe okulary? Do wioski Indian. Jakiemu smokowi będzie musiał stawić czoła? Czarnemu smokowi. Czy będzie go musiał uratować, czy pokonać? Tego już Wam nie zdradzimy :) Przeczytajcie, a dowiecie się wszystkiego sami!

"Czarny smok"

Wkrótce miały rozpocząć się wakacje i Adaś miał wyjechać na obóz harcerski, a potem z rodzicami nad morze. Postanowił, że jeszcze raz przed wakacjami uda się na strych i wybierze w jakieś magiczne miejsce. Czuł, że gdzieś tam, daleko, czeka na niego jakiś smok. Kto wie, czy trzeba go pokonać, czy też mu pomóc. Adaś nie wiedział, ale odczuwał coraz silniejsze przeświadczenie, że magiczny świat go potrzebuje. Podczas dłuższej nieobecności rodziców w domu, chłopiec zakradł się na strych, by stawić czoła smoczej przygodzie. Nie minęła chwila, a tęczowe oprawki magicznych okularów spoczęły na nosie Adasia. Tym razem, gdy otworzył oczy znalazł się wśród bujnej roślinności, wielkich drzew i przepięknych kwiatów. Poczuł, że coś go ciągnie za nogawkę spodni. Spojrzał w dół i zobaczył małego chłopca. Chwilę później usłyszał tupot bosych stóp i zobaczył jego plecy, gdy ten rzucił się do ucieczki. Bez namysłu ruszył za nim. Biegł ile sił w nogach. Gdy bujna roślinność skończyła się Adaś zauważył, że stoi przed indiańską wioską. Wśród płóciennych namiotów kroczyli wojownicy z okazałymi pióropuszami. Adaś schował się za jednym z namiotów i przyglądał się ich poczynaniom. Starsi mieszkańcy i groźni wojownicy zasiedli wokół paleniska. Chłopiec doskonale rozumiał, co mówią. Zastanawiali się, jak uwolnić... smoka. Wiedział, że i tym razem nie oszuka przeznaczenia. Z rozmyślań wyrwał go chłopiec, którego spotkał kilka minut wcześniej.
- Skąd jesteś? Nie jesteś z naszej wioski - powiedział chłopiec.
- Jestem z daleka. Z bardzo daleka - powiedział zmieszany Adaś.
Chłopiec wziął za rękę Adasia i zaprowadził na trwające od jakiegoś czasu zebranie. Obecność Adasia przerwała obrady, a najstarszy z Indian wzniósł ręce do nieba i zaczął zawodzić w nieznanym Adasiowi języku.
Okazało się, że stara indiańska przepowiednia głosiła, że trzecie w kolejności dziecko obecnego wodza (a nim właśnie był mały chłopiec) przywiedzie pewnego dnia do wioski pogromcę smoków. Indianie znali się na amuletach i kiedy zobaczyli na szyi Adasia pamiątki z poprzednich przygód, wiedzieli, że to właśnie on przybył, aby im pomóc.
Wódz zaprowadził Adasia w miejsce, gdzie kiedyś płynęła rzeka. Koryto było puste. Adaś w myślach zadał sobie pytanie: "W jaki sposób brak wody w rzece wiąże się ze smokiem?". Odpowiedź znalazł tuż za zakrętem. Po drugiej stronie suchego koryta ogromnej kiedyś rzeki siedział czarny smok. Nie miał skrzydeł, więc nie mógł przefrunąć...
- Chłopcze, staraliśmy się pomóc czarnemu jak smoła smokowi, ale żaden z mostów, który zbudowaliśmy nie był w stanie przeprawić go na drugi brzeg rzeki. - rzekł wódz - Smok jest spragniony, po drugiej stronie suchego koryta nie ma żadnego zbiornika z wodą. Jest bardzo ciężki i wszystkie materiały, z których budowaliśmy mosty nie wytrzymywały tak wielkiego ciężaru... Jeżeli go szybko nie uwolnimy, stracimy go...
- Nigdy na to nie pozwolę – powiedział Adaś.
- Dlaczego jednak tak zależy wam na uwolnieniu smoka? – spytał.
- Dawno, dawno temu, ówczesny wódz, a mój praprapradziadek, znalazł olbrzymie jajko. Całe plemię opiekowało się nim, polerując je i ogrzewając zawzięcie. Po jakimś czasie skorupka jaja pękła i wśród Indian pojawił się smok. Przez wiele lat czarny jak smoła smok mieszkał w wiosce. Lecz gdy zabrakło mojego praprapradziadka smok zmienił się nie do poznania. Stał się humorzasty, niszczył namioty i zionął ogniem. Dla bezpieczeństwa swojego plemienia nowy wódz zarządził przeprowadzenie smoka na drugą stronę rzeki. Smok nadal był blisko nich, ale na tyle daleko, by czuli się bezpiecznie.
- Rozumiem – powiedział Adaś – A kiedy wyschła rzeka nie było jak się do niego dostać... Zastanawia mnie tylko jedno. Jeżeli go uwolnimy, to może być niebezpieczny. No chyba, że... będziemy negocjowali warunki jego uwolnienia!
- Negocjo... co? – zdziwił się wódz.
- Porozmawiam ze smokiem i ustalę z nim, co może robić po tej stronie rzeki, a czego nie może. Dopiero gdy ustalimy wszystkie warunki pomogę wam przeprowadzić smoka na tę stronę rzeki - odpowiedział Adaś.
- Zgoda! – wyraźnie ucieszył się wódz.
Adaś miał już plan, jak uwolnić smoka, jednak najpierw musiał przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Stanął naprzeciw niego po drugiej stronie koryta i pokłonił się.
- Czy możemy porozmawiać? – spytał smoka.

Nie wiem skąd przybywasz, z której świata strony
i czego ode mnie oczekujesz wędrowcze szalony.
Odważysz się rozmawiać z wielce groźnym smokiem?
Choćby nie wiem co, nie ugnę się przed twym urokiem!

Adaś nie poddawał się i ponownie zadał to samo pytanie smokowi. Ten jednak demonstracyjnie ziewnął i patrzył wielkimi oczami na niewielkich rozmiarów śmiałka.
- Wiem, że chce ci się pić - powiedział nagle Adaś - Widziałem, że woda w rzece wyschła, a obok ciebie nie ma żadnego wodopoju.
Smok jednak wydawał się być głuchy na jego propozycje.
Wtedy Adaś pokłonił się jeszcze raz, chcąc się pożegnać. Smok spojrzał obojętnym wzrokiem na chłopca i wtedy dopiero zauważył wiszące na jego szyi amulety. Na ten widok poderwał się na równe nogi i krzyknął:
- Zaczekaj!!! Proszę!!!
Adaś zatrzymał się, uśmiechnął się do siebie w myślach, pogładził amulety i czekał w milczeniu na kolejny ruch smoka.
- Jestem bardzo spragniony - powiedział cicho smok. - Zrobię wiele, by wypić chociaż odrobinę wody.
Adaś nadal milczał, a smok, nie czekając na jego odpowiedź, mówił dalej:
- Kiedyś miałem prawdziwego przyjaciela. Opiekował się mną, spędzał ze mną każdą wolną chwilę. Gdy go zabrakło nikt nie rozumiał, że mam uczucia i że podobnie jak pozostali mieszkańcy wioski, również jestem zasmucony jego brakiem. Wszyscy myśleli, że chcę ich skrzywdzić, więc wywieźli mnie na drugą stronę rzeki. Żyję po tej stronie rzeki już ponad sto lat.
- Rozumiem – odrzekł Adaś. – Jednak tamtych ludzi już nie ma, a nowy wódz jest naprawdę miłym człowiekiem. Czy jeśli zagwarantuję ci, że nikt nie będzie cię źle traktował, dasz ludziom jeszcze jedną szansę?

Słowo wodza jest dla mnie najważniejsze.
Jeśli wie, że w życiu uczucia najcenniejsze,
To dam mu szansę, a sam szkód nie uczynię!
Chcę by mnie ktoś polubił! Chociaż odrobinę!

Adaś pożegnał się ze smokiem i wrócił do wioski. Z pomocą wodza zorganizował zebranie, na którym przedstawił plan działania. Na wydeptanej ziemi narysował patykiem suche koryto rzeki, smoka i wioskę. Następnie opowiedział zebranym o planie zasypania ziemią części koryta rzeki. Mieszkańcy wioski widząc aprobatę wodza przystąpili do prac. W ruch poszły taczki i wiaderka. Po kilku dniach ciężkiej pracy spory odcinek koryta został zasypany. Adasia niepokoił trochę stan smoka, był już bardzo wycieńczony. Trzeba było dostarczyć mu wody. Adaś myślał prawie pół nocy. O świcie przypomniał mu się taniec, który wywołuje deszcz. W przypadku czerwonego smoka taniec przywołał wielkie czarne chmury, które przyniosły deszcz. Adaś nie czekał aż słońce wzejdzie wyżej, od razu odtańczył znany mu dobrze taniec. Na efekty nie trzeba było czekać. Czarne chmury pojawiły się nad wioską i suchym korytem rzeki. Smok, czując pierwsze krople wody, obudził się i wystawił wielki czerwony język. Deszcz nie padał długo, ale wody wystarczyło, żeby smok odzyskał siły. Podniósł się i ze swojej strony pomagał zasypywać koryto rzeki i budować most. Adaś bojąc się, że smok ponownie opadnie z sił zdecydował, że most jest już stabilny, a wzmocnienia z ziemi są wystarczająco przygotowane. By dodać smokowi otuchy Adaś przeszedł na drugą stronę wyschniętej rzeki i dotykając prawej łapy smoka przeprowadził go na drugą stronę. Smok miał łzy w oczach, widząc radość mieszkańców wioski i rzekł:

Wielkie ogarnęło mnie wzruszenie!
Dziękuję za życia mego ocalenie.
Pragnę swą pomoc wam ofiarować.
Z wami chcę mieszkać i z wami pracować!

Gdy zaczęło się ściemniać Adaś policzył po cichu, że w indiańskiej wiosce jest od sześciu dni i sześciu nocy. Oczyma wyobraźni widział rodziców odchodzących od zmysłów i martwiących się jego zniknięciem. Gdy usiłował odsunąć się dyskretnie, by niepostrzeżenie zniknąć podszedł do Adasia syn wodza i patrząc mu prosto w oczy podał piórko wyciągnięte z pióropusza swojego ojca.
- Niech to piórko przyniesie ci szczęście, a w chwili trwogi da odwagę - rzekł chłopiec.
Adaś ze wzruszenia zamknął mocno oczy, a gdy je otworzył ponownie był na strychu. Zdjął okulary i zbiegł na dół. Mama krzątała się w przedpokoju, a obok niej leżały siatki z zakupami. Adaś spojrzał na kalendarz i zegarek. Nie było go zaledwie kwadrans. Poczuł ulgę. Spojrzał w swoje odbicie w lustrze i zauważył, że z prawej kieszeni spodni wystaje piórko, które otrzymał od syna indiańskiego wodza. To czwarta pamiątka smoczej przygody. "Ciekawe, co mnie czeka podczas kolejnej wizyty na strychu?" - zapytał siebie Adaś. Uśmiechnął się i poszedł do kuchni, by pomóc mamie w domowych pracach. 

czwartek, 27 listopada 2014

Dzień Pluszowego Misia 2014 - galeria



Za nami kolejne wspólne (!!!) obchody pluszowego święta :)
Dziękujemy za wszystkie nadesłane prace! Są wspaniałe!
Wszystkich fanów Pluszowych Misiów zapraszamy do tegorocznej galerii!

Czteroletnie Króliczki z Przedszkola nr 5 im. Misia Uszatka z Nowej Dęby
(pod opieką Pani Brygidy)

grupa "Muchomorki" z przedszkola z Wilczy 
(pod opieką Pani Iwonki) 

Agnieszka

Ania

Ewunia

 Hania z Tatą

Olek 

Roksana 

Kamila

Starszaki z Przedszkola nr 8 w Olkuszu
(pod opieką Małgosi) 


Przedszkolaki z Miejskiego Przedszkola nr 74 w Katowicach 
(pod opieką Pani Bożeny) 
Mikołaj 

Karolina

Wiktoria

Emilia

Kacper

Kacper

Wiktoria

Denis

Carmen

Zuzanna

Hiacynta

Natalia

grupa "Jabłuszka" z Miejskiego Przedszkola nr 57 w Katowicach 
(pod opieką Pani Agnieszki i Pani Moniki)











Przedszkolaki z IV grupy Przedszkola Samorządowego w Błędowie
(pod opieką  Pani Asi i Pani Uli)






Przedszkolaki z Samorządowego Przedszkola Krasnoludek w Brańszczyku ul. Jana Pawła II 58
(pod opieką Pani Doroty)