sobota, 25 stycznia 2014

Jezioro spełnionych marzeń

Choć to poranek, 
zapraszamy Was na wieczór opowieści, 
jaki Dziadek Kazio przygotował swoim wnukom.
Będzie to opowiadanie pt.:
"Jezioro spełnionych marzeń"
To co, zaczynamy:)
Autorką dzisiejszego opowiadania jest Kasia - nasz wierny Czytelnik :) 

"Jezioro spełnionych marzeń"
W wielkim fotelu, przy kominku, siedział sobie dziadek Kazio. W zębach miał piękną zdobioną fajkę, z której co jakiś czas leciały kłęby dymu. Fajka ta była wiekowa, bo przechodziła z pokolenia na pokolenie. Dziadek dostał ją od swojego taty Władysława, a tata dziadka dostał ją od swojego taty Franciszka... Na kolanach dziadek miał gruby kraciasty pled i grubą książkę. Okulary trzymały mu się na czubku nosa. Miał tysiące zmarszczek wokół oczu i śnieżnobiałe włosy.
Kaja i Kajtek uwielbiali przyjeżdżać na ferie do dziadka Kazia. On tak cudownie opowiadał swoje przygody i przygody jego przyjaciół albo czytał im przepiękne opowieści. A jak zabierał ich na wycieczki, och jakie to było cudowne. Dzień wcześniej tworzyli własne mapy, przygotowywali prowiant aby skoro świt wyruszyć na wyprawę. Chociaż wyprawy były zazwyczaj latem, zimą dzieciaki szalały w ogrodzie i pomagały dziadkowi w codziennych czynnościach.
Ulubionym zajęciem Kai było odśnieżanie i zajmowanie się psami dziadka. Lubiła zabierać je na spacery i biegać z nimi po polach. Natomiast Kajtek bardzo lubił rąbać drewno i znosić je do domu. To rąbanie wyglądało tak, że on przynosił dziadkowi pniaczek, dziadek go rąbał, a on wrzucał to na wózek i jak się uzbierała odpowiednia ilość zawoził do domku.
Tego dnia dzieci miały bardzo dużo pracy i zmęczyły się niemiłosiernie, ale mimo to zasiadły naprzeciwko dziadka, cichutko żeby mu nie przeszkadzać w czytaniu i patrzyły na niego. Czekały aż skończy czytać i w końcu opowie im coś ciekawego.
Dziadek udawał, że nie widzi wpatrzonych w niego oczu i nie słyszy tych wyczekujących westchnień. Uśmiechał się pod nosem i podkręcał swój wąs.
„Przewrócę jeszcze jedną stronę, pomruczę pod nosem i chyba im coś opowiem. Nie mam serca trzymać ich tak w napięciu.” - pomyślał dziadek.
Kaja i Kajtek byli coraz bardziej niecierpliwi i coraz głośniej wzdychali. Dziadek pomruczał, przewrócił kartę, spojrzał na wnuczęta i odezwał się swoim głębokim, ciepłym głosem:
- A co to? Kakao jeszcze nie gotowe? Nie chcecie dzisiaj żadnej opowieści? Chcecie już iść spać?
- Dziadku! Dziadku! Chcemy! – odpowiedziały chórem dzieciaki – już idziemy po kubki.
Mądre dzieciaki wcześniej przygotowały kakao, trzeba było je tylko podgrzać. Wzięły trzy wielkie kubki, nalały ciepłego, pachnącego, gęstego i słodkiego napoju i poszły do dziadka. W tym czasie dziadziuś przygotował „słuchalnię”. Słuchalnia to cztery krzesła przykryte kocami w taki sposób, że tworzyły namiot. Namiot ten był z przodu otwarty, w środku na ciepłym wełnianym dywanie rozłożone były miękkie poduchy i koc, tak tylko na wszelki wypadek jakby dzieciaki zasnęły.
Tak przygotowani i uzbrojeni w kakao mogli zacząć wieczór opowieści.
- Kochani, dzisiaj opowiem Wam jak mój tata zabrał mnie nad Jezioro Spełnionych Marzeń.
- Dziadku, a daleko jest to jeziorko? Bo ja mam takie jedno marzenie i chciałabym, żeby się spełniło – przerwała dziadkowi Kaja.
- Kaja, nie przerywaj dziadkowi. Nie wolno tak się zachowywać! - skarcił siostrę Kajtek.
- Nie jest daleko – odpowiedział dziadek – jak przejdzie się przez pole pana Henia i przez lasek, minie ruiny to tam jest jezioro.
- To dlaczego jeszcze nas tam nie zabrałeś? - zapytała Kaja.
- Bo zabiorę Was tam latem, ale najpierw musicie poznać moją historię z nim związaną i sami uznacie czy chcecie tam iść. Więc słuchajcie, dzieciaki:
Miałem wtedy mniej więcej tyle lat co Wy i tak jak Wy uwielbiałem przygody. Chciałem zostać odkrywcą. Pamiętam to jak dziś. Wieczorem tata zawołał mnie do siebie, wyciągnął mapę, którą zrobił ze swoim tatą, a moim dziadkiem i zapytał pokazując mi cel podróży:
 - Chcesz tam jutro iść?
Spojrzałem na mapę, a tam las, pagórki, ruiny i cel podróży – Jezioro Spełnionych Marzeń. No kto by nie chciał tam pójść? Ja, jako odkrywca, po prostu nie miałem wyjścia - musiałem tam iść i najlepiej by było wyruszyć od razu. Tata mnie uspokoił i kazał położyć się spać. Uwierzcie mi, nie spałem całą noc. Ale poczekajcie, mam tutaj tą mapę i zaraz Wam ją pokażę.
Dziadek podniósł się z fotela, podszedł do regału z książkami, wyciągnął wielki, opasły tom z poszczerbionym grzbietem, otworzył go i wyciągnął bardzo starą kartkę papieru. Wrócił do wnuków, usiadł na fotelu i powoli zaczął rozkładać mapę. Oczom dzieci ukazała się prawdziwa „mapa skarbów”, dokładnie tak o niej pomyślały, patrząc na kartkę pełną rysunków, szlaków i zaznaczonym wielkim X z napisem „Jezioro Spełnionych Marzeń”. Dzieci westchnęły głośno z zachwytu i widać było ich wielkie zniecierpliwienie, już nie mogły się doczekać opowieści skrywanej przez dziadka.
- Zatem już wiecie, dlaczego nie mogłem zasnąć całą noc. Dokładnie tak jak wy teraz, nie mogłem się doczekać wielkiej przygody, która czekała na mnie następnego dnia. Gdy tylko słońce wzeszło, wstałem z łóżka, zabrałem spakowany wcześniej plecak i czekałem na tatę. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy przed siebie zgodnie ze wskazówkami zawartymi na mapie. Była piękna pogoda, a my wędrowaliśmy rześko, minęliśmy już polanę pana Henia, która wtedy należała do jego taty – pana Józia, pasły się na niej krowy, dzięki czemu przejście przez nią było pewnym wyzwaniem. Powoli zbliżaliśmy się do lasku, z którego dochodziły dziwne odgłosy. Weszliśmy przez bramę, którą tworzyły drzewa i zaczęliśmy zagłębiać się w leśny świat. Było słychać ćwierkanie ptaków oraz dźwięki wydawane przez leśne zwierzęta, a my z tatą staraliśmy się nie spłoszyć ani jednego z nich. Cicho pokonując kolejne odległości, uważając na gałęzie, konary i korzenie wystające z ziemi przechodziliśmy dalej, tak jak „mówiła” mapa. Spotkaliśmy na swojej drodze kilka sarenek, w oddali było słychać dziki i towarzyszyły nam przeróżne ptaki. Gdy tylko wydostaliśmy się z lasu, co nie było całkiem proste, gdyż jest to kawał lasku i dość łatwo się tam zgubić, czekały na nas jeszcze ruiny. Postanowiliśmy z tatą zrobić sobie krótką przerwę i zjeść coś przystanąwszy w ruinach. Czy Wy w ogóle wiecie czego to są ruiny?
Wnuki spojrzały na siebie, ale żadne z nich nie znało odpowiedzi na zadane przez dziadka pytanie. Pokiwały na boki głowami i cicho powiedzieli – Niestety nie wiemy Dziadku.
- Są to ruiny starego młyna, który był największym w okolicy. Niestety pewnego razu podczas ogromnej burzy, piorun trafił w niego i się spalił. Pozostały tylko te ruiny, ale nikt nie chce ich do końca rozebrać, ze względu na pamięć. Dzięki temu mamy miejsce idealne do wędrówek – uśmiechnął się dziadek. – Ale wracając do opowieści, po zjedzeniu szybkiego posiłku oraz zwiedzeniu ruin młyna i pobliskiego budynku, udaliśmy się w dalszą podróż, której celem było jezioro. Gdy znaleźliśmy się na kolejnej polanie w dali było już widać jezioro. Piękne, duże, błękitno-zielona woda, na środku była mała wysepka, a przy brzegu łódeczka. Po raz pierwszy widziałem coś tak pięknego i nie jestem pewny czy w całym moim życiu jeszcze zobaczyłem coś równie niesamowitego. Czym prędzej dostaliśmy się do brzegu jeziora, weszliśmy do łódki i dopłynęliśmy do wysepki. Obeszliśmy ja dookoła i stwierdziliśmy, że nie ma w niej nic specjalnego. Nagle niebo pociemniało i zerwał się porywisty wiatr. Na niebie pojawiły się błyskawice. Byłem przerażony. Kiedy spojrzałem na tatę on również nie wyglądał najlepiej. Powiedział, że chyba będziemy musieli przeczekać burzę na wysepce. A ja wcale nie miałem na to ochoty... Wtedy zamknąłem oczy i ścisnąłem mocno dłoń taty. Przypomniało mi się, że to Jezioro Spełnionych Marzeń. W tym momencie mocno marzyłem żeby zbliżająca burza nas ominęła. Powtarzałem w kółko w myślach “Niech burza nas ominie, niech burza nas ominie”. I wiecie co? Kiedy po chwili otworzyłem oczy na niebie nie było ani jednej chmury, a mój tata stał z szeroko otwartymi ustami.
Opowiedziałem mu o tym, że to chyba jezioro wysłuchało mojej prośby, ale tata chyba nie bardzo mi uwierzył i tylko się zaśmiał. Z biegiem lat i ja sam już nie jestem pewien czy to jezioro...
- Dziadku. To niesamowite! – dzieci siedziały prawie osłupiałe po wysłuchaniu tej opowieści. Musisz nas koniecznie tam zabrać.
- Dobrze – uśmiechnął się dziadek. Ale dzisiaj wskakujcie już do łóżek. Miłych snów.













Ilustracje do opowiadania wykonały dzieci z grupy "Stokrotki" z Przedszkola nr 13 im. Jana Pawła II w Tarnobrzegu.

4 komentarze:

  1. Dziękujemy za piękne opowiadanie :) Pozdrawiamy ciepło, choć zimowo :)
    Stokrotki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bajka cudowna.....w sam raz na poprawę dzisiejszego nastroju:) A ilustracje wspaniałe;) Brawo, Agnieszka i dzieciaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nas cieszy, że Bajeczna Fabryka przyczyniła się do poprawy nastroju:)
      I niech tak już zostanie:):):)
      pozdrawiamy

      Usuń