niedziela, 23 lutego 2014

Hania



Zosia ma kasztanowe włosy, Tomek jest blondynem, Ania nie słyszy, Malwinka jest bardzo niska, Kasia jest najwyższa ze wszystkich na podwórku, Zenek nie widzi, Krzysiu świetnie rysuje. Każdy jest inny. Każdy jest wyjątkowy. O tym jest dzisiejsza bajka, która została napisana na specjalne życzenie Pani Marty. 
Ilustracje do dzisiejszej bajki przygotowały 5-latki z Przedszkola Publicznego nr 1 w Radomiu

"Hania" 

Minął już piąty tydzień nauki w pierwszej klasie. Kasia siedziała w kuchni i opowiadała mamie o tym, co się dzieje w szkole i osobno o każdym dziecku. Kiedy doszła do Hani, na chwilę się zamyśliła...
- Wiesz mamo. Bardzo polubiłam Hanię. Jest grzeczną dziewczynką, ale jakoś nigdy nie chce się z nami bawić. Ani na przerwach, ani po szkole. Zawsze szybko pędzi do domu.
Mama też chwilę się zamyśliła.
- Słuchaj Kasiu, a może, jeśli faktycznie ją polubiłaś, to zaproponujesz jej zapisanie się do Drużyny Zuchów. Mówiłaś mi, że Drużynowa poszukuje jeszcze chętnych dziewczynek.
- Mamo, to super pomysł! – odpowiedziała Kasia.
Następnego dnia, jeszcze przed pierwszą lekcją, Kasia zaproponowała Hani wspólne udanie się na zbiórkę.
- Hania bardzo się ucieszyła, ale powiedziała, że musi się zapytać rodziców.
Był tylko jeden problem. Zapisy do Drużyny Zuchów kończyły się tego dnia. Trzeba było się zgłosić do 14:00, czyli zaraz po lekcjach. Warunkiem była zgoda rodziców.
- Oj, z tym to może być problem – powiedziała Kasia. Twoi rodzice pewnie są w pracy?


- Nie... Hania przez chwilę się zawahała. Są w domu.
- No to pobiegnijmy do nich szybciutko. Jeśli się zgodzą i podpiszą, to zdążymy zanieść zgodę Drużynowej.
Hania jakby zamarła. Widać było, że myśli intensywnie. W końcu jednak powiedziała.
- Zróbmy tak! Chodźmy do moich rodziców! Tylko, że...
- Tylko, że co? – spytała Kasia
-  No, właściwie nic. Chciałam Cię tylko ostrzec, że u mnie jest nieco inaczej.
Nie było jednak czasu na wyjaśnienia. Czas płynął nieubłaganie. Hania mieszkała bardzo blisko szkoły. W bloku, który był bardzo charakterystyczny, ponieważ miał takie jedno dodatkowe wejście. Betonową dróżkę, która prowadziła do jednego z mieszkań na parterze. Kasia bardzo się zdziwiła, kiedy Hania powiedziała:
- Chodźmy tędy. Będzie szybciej.
Po czym ruszyła tą właśnie betonową drogą i przy pomocy klucza wyjętego z bocznej kieszeni plecaka zaczęła otwierać drzwi.
- Mamo, tato. To ja! – zawołała. Po czym zaprosiła Kasię do środka.
Kasia z lekką obawą weszła do mieszkania. W niczym nie różniło się od innych mieszkań. Było w nim bardzo czysto, przestrzennie, a na ścianach wisiały piękne obrazy, które ją zachwyciły. Gdy tak stała i podziwiała je, do pokoju wjechał jakiś mężczyzna na wózku inwalidzkim, a zaraz za nim weszła kobieta, która uśmiechała się, ale nie patrzyła prosto na Kasię, tylko jakby w bok. Kasia domyśliła się, że ta pani jest niewidoma.


- O. Nie jesteś sama Haniu. A co to za miły gość? – powiedział pan na wózku.
- Jestem Kasia. Bardzo mi miło  - Kasia przedstawiła się grzecznie, mimo iż widać było, że jest naprawdę bardzo zdziwiona całą sytuacją.
Ludzie ci okazali się być rodzicami Hani. Widać było, że z pomysłu zapisania się do Drużyny Zuchów rodzice byli bardzo zadowoleni.
- Hania tak bardzo nam pomaga, że wciąż zamartwiamy się, że nie ma czasu na normalne dzieciństwo – powiedziała mama Hani. Bardzo się cieszymy, że Cię poznała Kasiu.
- Dajcie szybko ten druczek, to Wam go podpiszę – dodał tata Hani.
Dziewczynki wzięły podpisaną karteczkę i pobiegły do szkoły.
Właśnie minęła 14:00 i bały się, że nie zdążą. Na szczęście Drużynowa właśnie oddawała klucze pani Woźnej i dziewczynkom udało się przekazać jej zgodę rodziców Hani. Bardzo się ucieszyła i zaprosiła je na zbiórkę, w najbliższy piątek.
Kiedy dziewczynki wyszły ze szkoły poczuły, że są bardzo zmęczone. Usiadły więc na ławce, a Hania opowiedziała Kasi o swojej rodzinie. Jej rodzice byli niepełnosprawni, a w związku z tym, że nie mieli żadnej bliskiej rodziny, to Kasia najwięcej im pomagała.
- Dlatego nigdy nie zostawałam z Wami po szkole – tłumaczyła. Nie mam za dużo czasu na zabawę, odkąd zaczęła się szkoła. Ale na zbiórki Zuchów znajdę czas – dodała z uśmiechem.
Od tego dnia zaczęła się wielka przyjaźń Kasi i Hani. Kasia bywała częstym gościem w domu Hani. Dzięki niej nauczyła się wielu przydatnych umiejętności. Pomagała w sprzątaniu mieszkania, wynoszeniu śmieci, a czasem w gotowaniu. Rodzice Hani okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi. Tata Hani malował w domu obrazy, a mama pracowała w ośrodku dla dzieci niedowidzących i uczyła tam muzyki. W ich domu Kasia poczuła, że fakt, że ktoś jest inny, mniej sprawny, nie znaczy wcale, że jest gorszy.
Dziewczynki razem chodziły na zbiórki Zuchów.  Z czasem okazało się, że Hania, ze względu na wszystkie swoje umiejętności, których musiała nauczyć się wcześniej niż inne dzieci, żeby móc pomagać niepełnosprawnym rodzicom, została posiadaczką największej liczby odznak. To ona w drużynie najlepiej potrafiła przyszywać guziki, przybijać gwoździe czy obierać ziemniaki.
Kasia była dumna ze swojej przyjaciółki. Najdumniejsza na świecie!

2 komentarze:

  1. Bajka jest wspaniała;) Nie ma na rynku wydawniczym zbyt wiele literatury na ten temat, nie ma wcale można by powiedzieć. Ostatnio Fundacja Verba wydała 2 książeczki o dzieciach z róznym rodzajem niepełnosprawności. I to chyba wszystko zpolskich autorów...Warto promowac ten temat, by zmieniać mentalne stereotypy, szczególnie dorosłych, bo dzieci, jak się okazuje, podchodza do tematu bardzo naturalnie;) Piękna bajka i fantastyczne ilustracje:) Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:)
      Faktem jest, że opowiadanie powstało na zamówienie więc temat poszukiwany przez czytelników.
      Cieszymy się, że BF w miarę możliwości mogła wypełnić tę lukę.

      Pozdrawiamy:)

      Usuń