niedziela, 20 kwietnia 2014

Zagubiona pisanka

Rys. Rakothka

Z czym kojarzy Wam się Wielkanoc? Z zieloną trawą, zajączkami i kolorowymi pisankami?

Zastanawialiście się może kiedyś co wiosną porabia Mikołaj? 
Dzisiejsza bajka jest odpowiedzią na na to właśnie pytanie. 

"Zagubiona pisanka"

Najwyższa na świecie góra otoczona była zielonym lasem. Na szczycie tej góry w równy rzędach siedziały śnieżnobiałe kury, znoszące białe jak śnieg jajka. Kozice górskie dostarczały jajka do lasu w wiklinowych koszach, a wiewiórki ozdabiały je kolorami tęczy.
W ten sposób powstawały przepiękne wielkanocne pisanki, które zające umieszczały ostrożnie w wiklinowych koszykach zaplatanych przez świstaki. Zbliżała się Wielkanoc i pracy było mnóstwo. Zwierzątka uwijały się w pocie czoła od rana do późnego wieczora. O świcie leśna polana wypełniona była po brzegi wielkanocnymi koszykami. Punktualnie o godzinie 9:00 okoliczne ptaki przylatywały na polanę, chwytały koszyk pełen jajek i leciały pod wskazany na koszyku adres. I tak było tym razem. Wśród skrzydlatych doręczycieli na leśnej polanie zjawił się bocian o imieniu Maurycy. To był pierwszy jego wielkanocny lot z pisankami.  Maurycy wystartował i poleciał w kierunku północnym. Leciał sobie spokojnie, gdy nagle zerwał się przeraźliwy wiatr. Maurycy trzymał ze wszystkich sił koszyk wypełniony pisankami. Jednak wiatr był silniejszy i porwał wielkanocne jajka. Pisanki uniosły się nieco w górę, chwilę wirowały niesione mocnym podmuchem, aż w końcu zaczęły opadać. Maurycy zwinnymi ruchami wyłapywał je po kolei do koszyka. Złapał wszystkie z wyjątkiem jednej pisanki, która mieniąc się pięknymi tęczowymi barwami poleciała hen daleko na północ. Płynęła po błękitnym niebie niesiona silnymi podmuchami wiatru, kręciła piruety i wywijała salta. A gdy podmuchy wiatru ustały pisanka spadła na puszysty śnieg. Potoczyła się wprost pod nogi jakiegoś tęgiego jegomościa, całego ubranego na czerwono.
- Ho ho ho ho... a cóż to takiego do nas przyleciało? – głośnym głosem zahuczał ów pan i podniósł pisankę do góry. Patrzył na nią kilka minut podziwiając równo namalowane szlaczki.
- Chłopaki! - krzyknął mężczyzna - takiej bombki jeszcze nie mamy! - i rzucił pisankę w kierunku swoich sani, na czele których stały cztery renifery o czerwonych nosach.
Renifery przyglądały się chwilę bombce rzuconej przez Świętego Mikołaja. Bo ten pan w czerwonym ubraniu to był właśnie Święty Mikołaj. Az w końcu jeden z nich odezwał się:
- Szefie! Coś mi się zdaje, że to nie jest bombka... Widziałem coś takiego dawno temu. Kiedy jeszcze będąc młodym reniferkiem wykradałem się i zwiedzałem świat. Z tego co pamiętam to jest to pomalowane jajko...
- Jajko, powiadasz... - zamyślił się święty Mikołaj - ...to pewnie ktoś czeka na to kolorowe jajko.
- Tak! Przypomniałem sobie! To jest pisanka! Ludzie przygotowują takie pisanki na Wielkanoc – dodał renifer.
Mikołaj myślał chwilę, a potem odezwał się do reniferów:
- Chyba nic nie szkodzi żebyśmy przelecieli się troszkę i poszukali właściciela tej pisanki?
Renifery nie dały się długo prosić i po chwili sanie szybowały ponad puszystymi obłokami wypatrując właściciela tęczowego jajka. Podziwiali wiosnę, której praktycznie nie widywali, wciąż zajęci pracami na Biegunie Północnym. Świat widzieli zawsze tylko zimą.
Nagle zza wierzchołków drzew wyłonił się rozpędzony bocian, niosący w dziobie wielki kosz. Minął pędzące sanie.
- Widzieliście? - krzyknął Mikołaj - ten ptak trzymał w dziobie kosz wypełniony kolorowymi jajkami. Zawracamy!
- Ho ho ho! Drogi kolego! – zakrzyknął Mikołaj. Zaczekaj, chyba mamy coś Twojego!
Maurycy zatrzymał się w locie i zdumiony wytrzeszczył oczy. Miał przed sobą sanie Świętego Mikołaja, zaprzężone w renifery, a był środek wiosny. Ze zdziwienia otworzył swój czerwony dziób, a w tym momencie koszyk wypełniony kolorowymi jajkami runął w dół. Renifery nie zastanawiając się długo ruszyły w pogoń za spadającym koszykiem, by chwilę później koszyk z kompletem jajek wylądował na kolanach Świętego Mikołaja.
Mikołaj zaprosił do sań również Maurycego. Zziajany bocian usiadł obok.
- Dziękuję wam przyjaciele. Uratowaliście moją misję! – wykrztusił z siebie Maurycy, powoli dochodząc do siebie i łapiąc oddech. Po chwili odpoczynku bociek opowiedział swoim towarzyszom o leśnej fabryce pisanek, podróży pełnej wietrznych przygód i celu swojej wyprawy.
Mikołaj przez chwilę naradzał się z reniferami, a potem powiedział:
- Mamy dla ciebie taką propozycję. Podwieziemy cię do celu podróży. Zostawisz tam bezpiecznie pisanki, a potem odwieziemy cię na najwyższą na świecie górę i byłoby nam bardzo miło gdybyś zechciał pokazać nam fabrykę pisanek.
Maurycy chętnie przystał na taki pomysł. Spod prawego skrzydła wyciągnął narysowaną na małej kartce mapę, pokazując reniferom i Mikołajowi cel ich podróży. Raz dwa uwinęli się z dostarczeniem przesyłki i lecieli w stronę fabryki pisanek. O świcie byli w rodzinnych stronach bociana. Szukali idealnego miejsca na lądowisko, gdyż polana o tej godzinie zapełniona była po brzegi pisankowymi koszami. W końcu udało się bezpiecznie wylądować. Gdy zwierzątka pracujące w fabryce ujrzały wysiadającego z sań Mikołaja zaniemówiły. O świętym Mikołaju i reniferach opowiadała im sędziwa Sowa, mieszkająca na krańcu lasu. Nie sądzili jednak, że Święty Mikołaj w rzeczywistości istnieje. W mgnieniu oka zwierzęta otoczyły sanie wbijając zaciekawiony wzrok w przybyszów. Maurycy rozpostarł skrzydła i wzniósł się na kilka metrów nad sanie i rzekł:
- Drodzy przyjaciele, przedstawiam Wam moich nowych znajomych. Mikołaj i jego renifery przyjechali ze śnieżnej i mroźnej krainy, by zobaczyć naszą leśną fabrykę kolorowych pisanek.
Zwierzęta ożywiły się i zaczęły radośnie opowiadać gościom o fabryce, przekrzykując się wzajemnie.  Goście zostali zaznajomieni z całym procesem przygotowania pisanek i na koniec obdarowani koszem przepięknie malowanych jajek.
- Ho ho ho – odezwał się na Mikołaj. Bardzo wam dziękujemy za miłą gościnę i podarunki, ale na nas już czas. Wracamy do siebie, bo czeka na nas mnóstwo roboty związanej z Bożym Narodzeniem.
I w tym momencie mikołajowe sanie prowadzone przez renifery ruszyły zostawiając za sobą pisankową fabrykę. Po kilku chwilach na niebie nie było już śladu po saniach, zaś ich miejsce zajęła czarna chmura nadlatujących ptaków. Zwierzęta wiedziały, że ptaki przyleciały po kolejną porcję pisanek. Maurycy zerwał się na równe nogi, rozłożył skrzydła i poleciał na polanę. Pochwycił koszyk wypełniony pisankami i ruszył w kolejną podróż.  Do Wielkanocy wszystkie zamówienia na pisanki zostały zrealizowane i zwierzęta mogły wreszcie odpocząć. Przy wspólnym świątecznym stole wesoło wspominały odwiedziny Mikołaja.

Z okazji Świąt Wielkanocnych
życzymy Wam spokoju, odpoczynku
i bajecznie spędzonego czasu. 

Bajkopisarze

2 komentarze:

  1. Wszystkiego Dobrego w te piękne swięta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:)
      Tobie również życzymy
      Radosnego przeżywania Świąt Wielkiej Nocy:)

      Usuń