poniedziałek, 5 maja 2014

Żółw i wąż

wykonanie - Olek 

Wakacje rozpoczną się niebawem. Przed nami szum morza, wiatr we włosach i piaszczysta plaża. Aby przybliżyć Wam wakacyjną atmosferę zapraszamy Was na wyspę, którą zamieszkuje pewien leniwy wąż. Czy tylko on? Odpowiedź znajdziecie w dzisiejszej bajce. Zapraszamy! 

"Żółw i wąż" 

W pewnym miejscu na Ziemi było morze. Ciągnęło się kilometrami w prawo i kilometrami w lewo. Na samym środku tego morza była wyspa, a na niej piaszczysta plaża. Na gorącym piasku godzinami prażył się wąż. Wąż był jedynym mieszkańcem wyspy i choć czasem widywał różne przepływające zwierzęta morskie, to zwykł twierdzić, że dobrze mu z jego samotnością.
Pewnego dnia na złotej plaży pojawił się sporej wielkości kamień. Był na tyle duży, że dawał wężowi schronienie przed parzącymi promieniami słońca. Wąż właśnie ucinał sobie poobiednią drzemkę (zadacie pewnie pytanie: co zatem jadał wąż, skoro był jedynym mieszkańcem wyspy? Otóż jadał to co inne węże – ale uznawał się za jedynego dużego mieszkańca wyspy. I w tym rzeczywiście miał rację, był największy), kiedy wielki kamień poruszył się. Wąż zignorował ten fakt, tłumacząc sobie, że kamienie nie zmieniają samodzielnie swojego położenia, a następnie przesunął się bliżej niego. Wtedy spod kamienia wysunęły się nogi i kamień uniósł się w górę. Co jest? – pomyślał wąż. Chyba przesadziłem dzisiaj ze słońcem. Wydaje mi się, że kamień ma nogi... Wąż uniósł głowę i zasyczał groźnie. Kamień uniósł się jeszcze wyżej, a następnie powoli odwrócił się. Przed wężem stanął kamienny zwierz i patrzył z zaciekawieniem na syczącego węża.

wykonanie - Olek 

- Kim jesteś i co robisz na mojej plaży – zasyczał groźnie wąż. Choć wnikliwy obserwator zauważył, że wąż troszkę się bał kamiennego zwierzęcia.
- Twojej plaży? - zdziwił się nieznajomy - przez dziesiątki lat mieszkałem tu samotnie. A Ty pojawiasz się i stwierdzasz, że plaża jest Twoja. Jesteś w błędzie!
- To ja tu mieszkam, nie Ty! – uparcie syczał wąż
- Myślę, że mieszkamy tu razem od Twojego urodzenia – odparł spokojnie żółw. Zresztą doskonale pamiętam kiedy przyszedłeś na świat. Było to dzień po tym, kiedy ucichł wielki sztorm. Fale wyrzuciły na brzeg wielkie jajko...
- A gdzie się chowałeś przez te wszystkie lata? - zapytał wąż.
- Mieszkałem cały czas pod tą złamaną palmą - żółw odwrócił głowę w lewą stronę, pokazując towarzyszowi miejsce swojego poprzedniego zamieszkania - Każdego dnia widziałem Cię. Godzinami się opalałeś.
- To dlaczego nigdy do mnie nie podszedłeś? – spytał wąż.
- Kilka razy byłem blisko ciebie i nawet próbowałem coś powiedzieć, ale ty zawsze byłeś czymś zajęty. Jakoś tak wyszło.
Wąż zastanawiał się chwilę. Nie widział co zrobić. Przegonić żółwia gdzie pieprz rośnie czy może zgodnie mieszkać z nim na wyspie dalej? Miałby w końcu z kim porozmawiać... Nie chciał jednak zrezygnować z bycia najważniejszym zwierzęciem na wyspie, więc oznajmił:
- Proponuję żebyśmy dalej mieszkali na wyspie razem, ale zorganizujmy wyścig. Kto pierwszy dotrze na szczyt najwyższej góry na wyspie zostanie władcą wyspy! - powiedział wąż. Był pewny swego zwycięstwa.
Żółw zgodził się, a chwilę później schował głowę i nogi do skorupy. Obok węża jak dawniej stał kamień gwarantujący mu cień w upalne dni.

wykonanie - Olek 

Nazajutrz rano obaj stawili się na miejscu startu. Ruszyli. Wąż szybko, a żółw swoim wolnym tempem, co chwila przystając i chowając się przed coraz to mocniejszymi promieniami słońca. Wąż po kwadransie podróży był bardzo zmęczony. Widząc powolne tempo żółwia i swój pewny sukces postanowił się zdrzemnąć w cieniu okolicznych krzewów. I to go zgubiło. Kiedy się zbudził było już dobrze po południu. Wąż ruszył najszybciej jak umiał w kierunku szczytu, ale nie minął nigdzie po drodze wolnego żółwia. Za to na samym szczycie góry ujrzał znajomo wyglądający wielki kamień. To żółw drzemał sobie po męczącym wspinaniu się. Zrozpaczony wąż ułożył się obok kamienia, który kilka chwil później uniósł się nad ziemię.
- Wężu, to był męczący dzień. Dziękuję Ci za zaproszenie do zabawy. Nie obraź się, ale nie chcę być władcą tej wyspy - powiedział powoli żółw.
Wąż przez chwilę nawet się ucieszył, że teraz on bez przeszkód może rządzić, ale po chwili zastanowienia rzekł:
- Myślę, że możemy rządzić razem. Jakoś do tej pory zgodnie nam się mieszkało. Co ty na to?
Żółw nie myśląc długo zgodził się na propozycję swojego towarzysza. W żółwim tempie zeszli z wysokiej góry na piaszczystą plażę.
Od tej pory żyli zgodnie. Wąż polubił towarzystwo żółwia i nie mógł sobie wyobrazić jak mógł wcześniej być sam. Ale właściwie nigdy nie był sam. Zawsze był na wyspie ze swoim nowym-starym przyjacielem żółwiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz