piątek, 27 czerwca 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XI

rys. Rakothka

Wakacje! 
Każdy na nie czeka. 
Dzisiejszym opowiadaniem otwieramy wakacyjne wpisy w Bajecznej Fabryce. Mamy nadzieję, że mimo licznych wyjazdów i odpoczynku od szkolno/przedszkolnych obowiązków znajdziecie czas, by śledzić bajeczne poczynania. 

"Niech żyją wakacje!"

Nareszcie wakacje. Dzisiaj miałam uroczyste zakończenie roku szkolnego. Urosłam w tej pierwszej klasie, bo moja spódniczka z rozpoczęcia roku szkolnego okazała się za mała. Tylko bluzeczka była dobra. Na szczęście Mama znalazła mi fajną spódniczkę po Karolinie. Taką z falbanką i guziczkami przy kieszonce.
Pani przygotowała z nami przedstawienie o wakacjach, na które zaprosiliśmy rodziców. Mama nie mogła pójść, bo miała swoje zakończenie roku (jest przecież nauczycielką). Ale Tato rozpoczyna pracę później, więc przyszedł.
Grałam w tym przedstawieniu dużą rolę. Byłam pogodą. Miałam na głowie słoneczko i chmurki, a w ręku parasol. Wszyscy bili brawo po przedstawieniu, a na końcu zaśpiewaliśmy piosenkę o wakacjach:
Kiedy w piątek słońce świeci,
Serce mi do góry wzlata,
Że w sobotę wezmę plecak,
W podróż do mojego świata.
Bo ja mam tylko jeden świat,
Słońce, góry, pola, wiatr,
I nic mnie więcej nie obchodzi,
Bom turystą się urodził.
Świadectwo miałam bardzo ładne. Wprawdzie nie było na nim ocen, ale Pani napisała, że umiem ładnie pisać, czytać i liczyć. Napisała też, że dobrze sama wymyślam i że pięknie rysuję. Rodzice byli bardzo zadowoleni z tego świadectwa i schowali je do specjalnej teczki, gdzie mam już dyplom ukończenia zerówki.
Karolina przyjechała dziś do domu, bo jest po egzaminach. Jeszcze jeden jej został, ale będzie go zdawać dopiero we wrześniu.
W prezencie za dobre świadectwo dostałam nowy segregator do karteczek. Zapomniałam napisać, że w szkole na przerwach wymienialiśmy się karteczkami. Są na nich postacie z bajek, zwierzątka, a nawet samochody - te zbierają szczególnie chłopcy.
Tato dziś wrócił wcześniej z pracy i zjedliśmy razem obiad - tak, jak w niedzielę. Po obiedzie zjedliśmy sernik na zimno z galaretką, który zrobiła Mama. Mama dostała mnóstwo kwiatów na zakończenie roku. Zresztą tak, jak nasza Pani. Te kwiaty stoją teraz w całym domu, w wazonach i słoikach.
Po deserze Tato zrobił nam niespodziankę. Jedziemy nad jezioro popływać. Przez ostatnie kilka tygodni było bardzo ciepło i woda w jeziorze jest już nagrzana. Rzuciliśmy się wszyscy szukać strojów kąpielowych. Ja znalazłam pierwsza i najszybciej byłam gotowa.
Z początku woda wydawała się nam trochę chłodna, ale szybko się oswoiliśmy. Ja dużo zjeżdżałam ze zjeżdżalni wprost do wody. Nagle ktoś mnie zawołał. To był Patryk, który też przyjechał nad jezioro. Była też Ania, więc bawiliśmy się w trójkę w wyścigi na zjeżdżalni. Wieczorem Tato rozpalił grilla i piekliśmy sobie kiełbaski. Mama zrobiła pyszne sałatki, Karolina jadła grzanki z chleba.
Tato powiedział, że dość ma wyjazdów nad morze, w tym roku bierze prawdziwy urlop i jedziemy w góry! Bardzo się ucieszyłam, bo w górach byłam tylko jeden raz, zimą, na dwa dni i tak dawno, że prawie tego nie pamiętam.
Niech żyją wakacje!

Ciocia Grażynka i jej opowiadania goszczą w Bajecznej Fabryce jedenasty raz. Poprzednie opowiadania znajdziecie TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz