niedziela, 13 lipca 2014

Niedziela na wsi - bajka o kurze Katarzynie

Często zdarza się tak, że jak jesteśmy inni niż nasze otoczenie, to czujemy się gorsi, prawda? Lecz pamiętajcie - inny wcale nie znaczy gorszy! Tę naszą "inność" może ktoś polubić, pokochać, ba!, zachwycić się nią! I dzięki niej mogą nam się przytrafiać bardzo miłe rzeczy :) Tak było z Kurką Katarzyną, o której jest nasza dzisiejsza bajka. Przeczytajcie koniecznie!


wykonanie - Olek

"Kura Katarzyna"

Kura Katarzyna od lat mieszkała na jednym z wiejskich podwórek. Godzinami kroczyła po nim, jak modelka po wybiegu. Podczas upałów szukała schronienia przed słonecznymi promieniami w cieniu starego dębu, rosnącego na sąsiednim podwórzu. Spotykała się wtedy z innymi kurami, plotkując o mieszkańcach całego gospodarstwa. Kury lubiły się też bardzo przechwalać, czego Katarzyna nie znosiła. Najczęściej chwaliły się urodą znoszonych przez siebie jaj. Gdakały jedna przez drugą:

Moje jajko najpiękniejsze, ko, ko, ko.
Moje za to jest największe, kut-ku-dak.
Moje za to najmodniejszy kolor ma!
Ko, ko, ko! A ja wcale nie myślę tak!

Katarzyna nigdy nie zabierała głosu w tej sprawie. Jej sąsiadki z kurzej grzędy znosiły jednobarwne jaja - zazwyczaj śnieżnobiałe lub kremowe. Ona, natomiast, znosiła od kilku sezonów piegowate jajka. Za każdym razem gospodarz wiedział, które jajka pochodzą od niej. Katarzyna czuła się gorsza od innych kur, aż do dnia kiedy nie usłyszała rozmowy właściciela kurnika z jakimś dziwnym panem w okularach. Właściciel okularów zachwalał piegowate jajka, podkreślając ich znakomity smak oraz soczyście żółty kolor żółtka. Katarzyna zarumieniła się w momencie, gdy zdała sobie sprawę, że panowie rozmawiają o znoszonych przez nią jajkach. Nie tylko ona usłyszała tę rozmowę. Wieść o nagłym zainteresowaniu odmiennymi jajkami rozeszła się po kurniku w tempie błyskawicy. Dało się słyszeć gdakanie:

Ko, ko, ko rzeczy to niesłychane!
Najlepsze jajka nakrapiane?
To być nie może, kut-ku-dak!
Takich jajek nie znosi normalny ptak!

Mimo przykrych komentarzy koleżanek, tym razem kura Katarzyna z radością patrzyła na piegowate jajka. Długo myślała o tym, co powiedział pan w okularach. Kiedy po kilku dniach ujrzała go ponownie, postanowiła odmienić swój los. Szybkim ruchem ułożyła rozwiane piórka, pazurki spiłowała na pobliskim kamieniu, wyprostowała się i krokiem modelki przeszła obok pana w okularach. Pan stał zdumiony. Nigdy wcześniej nie widział takiej kury. Szeptem powiedział coś do gospodarza, a ten skinął głową. Gospodarz pochylił się nad Katarzyną, chwycił ją w pasie i delikatnie przeniósł do sporej wielkości pudełka. Chwilę później pudełko zostało zaniesione przez pana w okularach na sąsiednie podwórko. Oszołomiona bohaterka naszej bajki po wyjściu z pudełka odkryła, że otoczenie zmieniło się. Nie było wokół niej niemiłych kwok. Żwawym krokiem podeszły do niej drobne kurki, proponując najlepsze miejsce w nowym kurniku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz