wtorek, 1 lipca 2014

Samotny pies



Często długo szukamy ciepła i miłości, a tymczasem ciepło i miłość znajdują nas samych. Niespodziewanie. Serdecznie zapraszamy do przeczytania dzisiejszej pięknej bajki!
Ilustracje do dzisiejszej bajki przygotowały przedszkolaki z Przedszkola z Wilczy, grupa "Pszczółki" - dziękujemy! 


"Samotny pies"

W pewnym mieście, którego nazwa zaczynała się na literę "B" ludzie w pośpiechu przemierzali szare i brudne ulice. Nie zatrzymywali się nawet na chwilę, by zobaczyć co dzieje się wokół nich. Wśród morza długich ludzkich nóg te same ulice przemierzał łaciaty pies. Choć tak naprawdę nie wiadomo czy te łaty to nie błoto i zapis jego przygód. Ludzie pędzili gdzieś nie zwracając na niego uwagi albo może dzięki tym łatom tak stapiał się z szarością ulic, że nie było go widać. Pies był za to bacznym obserwatorem. Nikt ani nic nie umknęło jego czujnemu oku. Znał tych ludzi, każdy but, krok, zapach. Mimo, że każdy z poranków w mieście, którego nazwa zaczynała się na literę "B" wyglądał podobnie, dalsza cześć dnia była nie do odgadnięcia. Mijały miesiące, a łaciaty pies przemierzył dziesiątki kilometrów ulicami tego miasta.
Pewnego słonecznego dnia, po długiej porannej wędrówce, zmęczony usiadł pod rozłożystym dębem, królującym w miejskim parku. Przyglądał się ludziom opalającym się na zielonej trawie, dzieciom grającym w piłkę oraz psom merdającym radośnie ogonami.
- Ładnie tu - usłyszał głos. Odwrócił się. Obok niego siedział mały piegowaty chłopiec. Miał włosy jasne jak słoma i wielkie ciekawskie oczy koloru nieba.
- Lubię to miejsce, tak tu spokojnie - chłopiec mówił dalej, a pies tylko patrzył na niego zdziwiony. Od tak dawna nikt nie zwracał na niego uwagi, nikt nic nie mówił, nie był miły. Nagle chłopiec wstał i pobiegł do parku.
Następnego dnia pies znowu siedział pod dębem. Godzinami wypatrywał piegowatego chłopca, czas mijał, a jego towarzysz zabaw nie pojawił się. Znudzony zasnął koło południa. Obudził go powiew ciepłego wiatru i śmiech małego chłopca. Całe popołudnie biegali wokół drzew, turlali się po zielonym trawniku i zbierali porozrzucane po całym parku gałązki. Rozumieli się świetnie, lubili te same zabawy i mieli już swoje ulubione miejsce - cień po dębem z widokiem na park. Codziennie spotykali się w tym samym miejscu, a później pędzili przed siebie na poszukiwanie przygód. Ich zabawie towarzyszyła masa śmiechu i oczywiście ciągle szczekanie. Dlatego gdzie się nie pojawili ktoś po chwili ich przepędzał, bo robili zbyt dużo hałasu. Postanowili poszukać dla siebie ustronnego miejsca gdzie mogliby chichotać i szczekać na zmianę ile tylko pozwoliłyby im gardła.
kolejnego dnia wyruszyli spod dębu tym razem nie w stronę miasta, a dalej za park. Bez problemu znaleźli zielony plac, gdzie mogli do woli szaleć. Nie mieli jednak świadomości, że w tej części parku każdego dnia spaceruje mama chłopca z jego maleńką siostrą. Mama od razu poznała swojego syna. Zdziwiło ją jednak towarzystwo psa. Obserwowała długie minuty ich wspólną zabawę i nie mogła wyjść z podziwu, że chłopiec tak świetnie zajmuje się i bawi się z psem. Bardzo się zdziwiła, bo choć synek wspominał coś o nowym przyjacielu, nie spodziewała się, że jest nim łaciaty pies. Postanowiła go zawołać i zapytać co tutaj robi:
- Jasiu! Jasiek! - wolała, ale chłopiec był tak zajęty rzucaniem patyka i czekaniem aż pies grzecznie go odda, że nie słyszał mamy. Za to usłyszał i zobaczył ją pies. Tak bardzo przestraszył się zbliżającej się kobiety, że bez zastanowienia zaczął uciekać przez park. Kiedy Janek zobaczył jak jego przyjaciel biegnie ile sił w nogach w przeciwnym kierunku zaczął go wołać i biec za nim.
- Łatku! Łatku stój!
Pies biegł jeszcze przez chwilę, dopiero kiedy przestał słyszeć wołanie chłopca stanął. Przyjaciele już nie spotkali się tego dnia. Chłopiec wrócił do domu, a Łatek długo spacerowała po obrzeżach miasta. Bardzo bał się, że po tym jak mama zobaczyła swojego synka z nim, nie pozwoli im się już bawić i nigdy więcej się nie zobaczą.
Następnego dnia czekał pod dębem w nadziei, że Janek do niego przyjdzie. Nie zawiódł się. Janek usiadł koło niego i zapytał:
- Piesku, co się wczoraj stało?
Łatek pomerdał ogonem i pobiegł w stronę kopca ułożonego z małych patyków. Przyniósł chłopcu jeden z nich w nadziei, że rozpoczną kolejny dzień zabaw. Zdziwił się jednak, bowiem chłopiec odłożył przyniesiony patyk, pogłaskał go i wyciągnął z zielonego plecaka czerwoną smycz oraz obrożę. Po chwili na szyi łatka prezentowała się wzorowo zapięta obroża zakończona smyczą. Bez dwóch zdań - byli gotowi do drogi. Pies w pierwszej chwili pomyślał, że to nowa zabawa. Zaczął wyrywać się i uciekać, ale jego ruchy ograniczała smycz. Janek cały czas poklepywał po grzbiecie Łatka i powtarzał, że wszystko będzie teraz dobrze. I było! Mama Janka po spacerze w parku opowiedziała tacie o nowym przyjacielu chłopca. Oboje nie myśląc długo zdecydowali o tym, że Łatek zamieszka z nimi. Wspólnie z synkiem pojechali następnego dnia do parku i cierpliwie czekali na niego oraz Łatka. Prosto z parku pojechali razem do weterynarza. Łatek był bardzo dzielny, przeszedł wszystkie badania oraz połknął podane przez lekarza leki. Wieczorem wszyscy stanęli na progu nowego domu Łatka. Od tego dnia zabawom tego duetu nie było końca, stali się nierozłączni, a uśmiech nie schodził z twarzy Janka.









2 komentarze:

  1. Dziękujemy:) Piekne opowiadanie:) Pszczółki były bardzo wzruszone i po przeczytaniu bajki chętnie opowiadały o swoich czworonożnych przyjaciołach:) Pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń