poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XIII

Piłka nożna jest zazwyczaj uznawana za sport dla chłopców. Ale to wcale nie znaczy, że dziewczyny nie mogą grać! I wcale nie są gorsze! Dzisiaj Ciocia Grażynka opowiada o turnieju piłkarskim - dla chłopców i dla dziewcząt również. Życzymy miłej lektury, a Was drogie Poczytniczki zachęcamy do grania w piłkę nożną, jeśli tylko sprawia Wam to przyjemność! :)

rys. Rakothka 

"Turniej piłkarski"

W klasie I b, do której chodziła Marta, dziewczęta były dziś bardzo podekscytowane. Od kilku tygodni Pani pozwalała im na lekcjach WF-u grać w piłkę nożną. W klasie było tyle samo dziewcząt, ilu chłopców, więc mogli podzielić się na równe drużyny. Dziewczęta grały przeciwko chłopcom i wcale nie były gorsze! Kilka razy zdarzyło im się nawet wygrać z chłopcami.
Pani wpadła więc na pomysł, aby zarówno drużynę chłopców, jak i dziewcząt zgłosić do turnieju drużyn podwórkowych. Zespołów dziewczęcych w tej kategorii wiekowej było mniej, więc dziewczęta grały później. Mecze odbywały się na boisku szkolnym. Drużyna chłopców nazywała się „Asy z pierwszej klasy”, dziewcząt - „Zielone Pantery”. Chłopcy rozgrywali dwa mecze z zespołem z innej szkoły. Dziewczęta miały oglądać i kibicować.
Na zajęcia plastyczne w klasie miały przynieść dwukolorową krepinę i z niej zrobiły pompony, prawie jak prawdziwe cheerleaderki. Marta wybrała kolory żółty i niebieski, bo te jej się najbardziej podobały.
Dziewczęta opracowały też specjalny układ taneczny i razem z Panią wymyśliły do niego specjalną piosenkę:
Na raz, na dwa
Drużyna nasza gra
Na trzy, na cztery
To nie są już bajery
Na pięć, na sześć
Śpiewamy im na cześć
Ole, ole, ole...
Pierwszy mecz zgromadził wielu kibiców. Przyszli nie tylko koledzy z innych klas, ale też rodzice.
W bramce stał Michał. Mecz rozpoczął się od ataku przeciwników na bramkę Ib. Michał jednak spisywał się dzielnie. W końcu przeciwnikom udało się strzelić gola. Dziewczęta zaczęły głośno dopingować swoich kolegów:
- Dalej, Dawid, do przodu!
- Daniel, strzelaj!
- Patryk, nie daj się!
- Michał, trzymaj się!
W końcu Daniel strzelił gola dla Ib. Dziewczęta szalały z pomponami. Mecz zakończył się remisem.
Rewanż miał się odbyć za tydzień. Ale tu niespodzianka! Z nieba spadły strugi deszczu. Mecz trzeba było przełożyć na następny tydzień. Na szczęście pogoda dopisała. I dopisali też chłopcy! Wygrali 2:0. Bramki zdobyli Patryk i Łukasz.
W dzień meczu dziewcząt Martę od rana bolał brzuszek. Mama zaparzyła jej miętowej herbatki, ale ból nie przechodził.
- Może nie pójdziesz dziś do szkoły? - zaproponowała Mama.
- Nie, muszę, przecież gramy mecz!
Mama pomyślała chwilę, potem zaparzyła herbatkę z melisy.
- To ci powinno pomóc.
- Co to jest?
- Melisa. Specjalna herbatka na przedmeczowe bóle brzuszka. Po tej herbatce Marta poczuła się lepiej.
Na lekcjach prawie nikt nie uważał. Pani musiała kilka razy przywoływać klasę do porządku. W końcu dała za wygraną.
- Ułożymy razem opowiadanie o meczu, bo widzę, że dziś nic innego was nie interesuje.
Dzieci proponowały zdania i kolejno szły do tablicy je zapisywać.
Po południu na boisku pojawiło się sporo kibiców. Nawet Adaś poszedł zobaczyć, jak gra siostra. Pan z ośrodka sportowego przedstawił najpierw drużyny, potem rozpoczął mecz. „Zielone Pantery" dawały z siebie wszystko. Ofiarnie biegały za piłką, a Aneta broniła z dużą wprawą.
- Marta, do przodu! - wołali rodzice i Adaś.
W końcu Marta dostała piłkę, kopnęła ją do Małgosi, a ta strzeliła gola. Jednak przeciwniczki nie próżnowały. Kilka minut później Aneta skapitulowała. Mecz zakończył się remisem 1:1.
Za tydzień miał być rewanż. Pogoda była nieciekawa, chmurzyło się. Mama od rana zaparzyła Marcie melisę, żeby zapobiec bólom brzuszka. W szkole Pani kazała im rysować boisko i mecz. Lekcje przeszły nadspodziewanie szybko.
Po południu na boisku zaczął siąpić deszcz, ale drużyny już grały. „Zielone Pantery" straciły gola już na początku i nic nie wskazywało na to, że mogą wygrać ten mecz. Ale nagle szczęście się odwróciło. Stale grały pod bramką drużyny przeciwnej.
- Naprzód, Zielone Pantery! - wołali Michał z Danielem.
Usłyszała to Kasia, przejęła piłkę od Marty i strzeliła gola. Był remis. Doping wzmógł się. „Zielone Pantery" walczyły wciąż pod bramką przeciwnika.
Marta poczuła, że piłka zmierza w jej stronę. Ustawiła się, podstawiła lewą nogę, piłka odbiła jej się o łydkę i wylądowała w bramce! „Zielone Pantery" rzuciły się ją ściskać. Za chwilę sędzia odgwizdał koniec meczu.
Za kilka dni były finały i rozdanie medali. Chłopcy w drugiej turze niestety przegrali. Ale drużyn dziewcząt było mniej i „Zielone Pantery" dostały medale za drugie miejsce! Marta powiesiła swój medal w pokoju nad biurkiem. Mama powiedziała jej, że to pierwsze trofeum sportowe w rodzinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz