poniedziałek, 1 września 2014

Pierwsze chwile w szkole

Kto z Was, drodzy Poczytnicy, jest leworęczny? Pewnie jest Was trochę wśród nas :) Jeśli kiedykolwiek spotkaliście się z sytuacją w jakiej znaleźli się Piotruś i Filip, to opowiedzcie nam o nich w komentarzach pod bajką. Podzielcie się z nami, jak sobie poradziliście. Drodzy Praworęczni, pamiętajcie! Leworęczność to wyjątkowy dar, nie defekt.

rys. Rakothka 

"Pierwsze chwile w szkole"

Wrzesień tego roku był inny od dotychczasowych. Piotruś pierwszego dnia tego miesiąca zastał na krześle białą koszulę, czarne spodnie i czarną muszkę. Wystrojony udał się z mamą do budynku, o którym słyszał od kilku miesięcy. Po uroczystym apelu dzieci przeszły z panią do klasy z napisem IA. W ławce przypadło mu siedzieć ze śmiesznym, piegowatym chłopcem o imieniu Filip. Piotruś nie był z tego zadowolony, gdyż miał nadzieję, że będzie siedział ze swoim najlepszym kolegą - Karolem. W dodatku już drugiego dnia szkoły okazało się, że Filip trzyma kredkę w lewej ręce! Piotruś przyglądał mu się kilka minut, zastanawiając się, jakim cudem chłopiec jest w stanie cokolwiek lewą kredką narysować. Po przyjściu ze szkoły przystąpił do prób. Jego podejrzenia potwierdziły się, lewą ręką nie był w stanie narysować nawet jednej prostej kreski. Następnego dnia w szkole, jakby jakiś diabełek wskoczył w Piotrusia. Zaczął naśmiewać się z Filipa, że jest jakimś mutantem i że tą lewą ręką to na pewno się nie nauczy pisać. Filipowi było bardzo przykro. Zwłaszcza, że inne dzieci uwierzyły Piotrusiowi i nikt nie chciał się z nim bawić na przerwie. Po powrocie do domu Piotruś był bardzo zmęczony. Nawet nie zauważył, gdy zasnął w trakcie rysowania szlaczków zadanych przez panią na zadanie domowe. Następnego dnia obudził się w swoim łóżku i przypomniał sobie o przerwanych szlaczkach. Pospiesznie nakreślił pozostałe zawijasy i zygzaki, spakował zeszyt i ruszył do szkoły. Kiedy przekroczył drzwi swojej klasy i usiadł w ławce poczuł, że wszystkie dzieci jakoś dziwnie się na niego patrzą. Na środek wyszła Agatka, najlepsza uczennica w klasie, rozejrzała się dookoła, upewniwszy się, że wszyscy słuchają, a potem wbiła wzrok w Piotrusia i wyrecytowała:

Oto przed Wami chłopiec głupawy.
Nie nadaje się do żadnej zabawy.
Ręki prawej do pisania używa.
Ten mutant Piotruś się nazywa!!!

Słysząc wierszyk wszystkie dzieci wybuchnęły śmiechem. Jedynie Piotrusiowi, który zrobił się czerwony jak burak, nie było do śmiechu. Próbował tłumaczyć, że nie jest mutantem, jednak nikt nie chciał go słuchać. Dzieci otoczyły go z każdej strony, naśmiewając się z jego odmienności. Wszystkie do pisania używały lewej ręki. Zresztą nie tylko do pisania. Rzucały, jadły i podawały sobie na powitanie zawsze tylko lewą rękę. Tylko Piotruś używał prawej. Chłopiec chciał uciec, wydostać się ze szkoły za wszelką cenę. Zaczął krzyczeć, ta sytuacja była dla niego nie do zniesienia. Mocno zacisnął oczy. Chciał zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nagle poczuł, że gdzieś spada. Poczuł, że jest na twardym podłożu... otworzył oczy i ujrzał swój pokój. Piotruś odetchnął głęboko - to był tylko zły sen. Jednak ten koszmar uświadomił mu, jak bardzo krzywdzące były jego oskarżenia. Przecież Filip jest takim samym chłopcem jak on, a nie żadnym mutantem. Piotruś zdecydował, że następnego dnia zaraz po przyjściu do szkoły przeprosi swojego kolegę z ławki. Całą drogę do szkoły układał w głowie scenariusz rozmowy z Filipem. Jego rozmyślania przerwało ciche "cześć", które wypowiedział idący obok niego Filip. Piotruś nabrał powietrza w płuca i jednym tchem wyrecytował:
- Filip! Ja chciałem Cię przeprosić za moje głupie zachowanie. Nie powinienem był się naśmiewać z tego, że jesteś leworęczny! Wybacz mi...
- Wiesz Piotrku, bardzo się ucieszyłem, że siedzimy razem w ławce. Miałem nadzieję, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi - Filip mówił bardzo cicho - ale swoimi słowami sprawiłeś mi wielką przykrość.
- Nie wiem jak Cię przeprosić. Wiem, że nie jesteś żadnym mutantem - Piotruś nadal przepraszał kolegę.
Chłopcy szli w milczeniu do szkoły. Pierwsze dwie przerwy również milczeli i unikali się. Na trzeciej lekcji Filip przysunął się bliżej Piotrusia i szepnął mu na ucho - "Może zagramy w piłkę po szkole?". Piotruś z radości wykrzyknął na głos "Tak!", zapominając, że na lekcji obowiązuje cisza. Wszyscy uczniowie spojrzeli na Piotrusia zdziwieni jego zachowaniem, ale chłopiec i jego sąsiad z ławki śmiali się z tej sytuacji, nie zwracając uwagi na pozostałych uczniów. Od tego dnia Filip i Piotruś byli nierozłączni. Piotruś pilnował, by w szkolnej ławce Filip siadał po lewej stronie, zaś on po prawej. Dzięki temu podczas rysowania i pisania ich łokcie nie przeszkadzały sobie. Chłopcy cieszyli się, że się uzupełniają. Ta "lekcja" stała się dla Piotrusia początkiem długoletniej przyjaźni z Filipem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz