niedziela, 5 października 2014

Ognisko na pożegnanie lata

rys. Roksanka

Na pewno wielu z Was, Drodzy Poczytnicy, było już na niejednym ognisku w swoim życiu. Lubicie ogniska? Ogniska z zapachem pieczonych kiełbasek, z ziemniaczkami z żaru ogniskowego i z chrupiącym chlebkiem podpalonym troszkę nad ogniem. Na samą myśl leci ślinka ;) Mała Roksana niedawno przeżyła swoje pierwsze ognisko. Czy jej się spodobało? Przeczytajcie sami!

"Ognisko na pożegnanie lata"

Wraz z końcem lata i letnich upałów nadszedł czas przygotowań działki dziadka Władka do chłodniejszych pór roku. Roksana razem z dziadkiem grabiła liście, zbierała ostatnie plony i sprzątała drewnianą altankę. Dziewczynka bardzo lubiła pomagać dziadkowi, spędzając czas na świeżym powietrzu. Gdy Roksana zbierała pozostałe ziemniaki, dziadek wpadł na pomysł, by wieczorem urządzić ognisko z pieczeniem zebranych ziemniaków. Wziął wnuczkę na kolana i wspólnie, jedząc ostatnie pomidory, planowali wieczór. Dziadek wyjaśnił dziewczynce, że ognisko można zorganizować tylko w wyznaczonych do tego miejscach i tylko w obecności kogoś dorosłego. Po posiłku udali się za altankę i przynieśli sporej wielkości kamienie, z których na wydeptanej trawie ułożyli kamienne koło. Następnie przynieśli sporo gałązek, które ułożyli w środku tego koła. Gdy wszystko było już przygotowane dziadek pozwolił Roksanie wybrać najładniejsze ziemniaki, które mieli wrzucić do ogniska w odpowiednim momencie. Teraz pozostawało już tylko czekać na zapadnięcie zmroku. Postanowili jednak nie marnować czasu. Dziadek zadzwonił do babci Krystyny, cioci Janiny i wujka Waldka, a następnie do rodziców dziewczynki, informując wszystkich o wieczornych planach.
Gdy zapadł zmrok dziadek rozpalił ognisko, a w alejce prowadzącej do działki dziadka pojawili się zaproszeni goście. Po chwili wyniesiony z altanki stół zapełnił się talerzami pełnymi stosów chleba, sałatek, ogórków kiszonych i kiełbas. Roksana nie mogła się jednak doczekać najważniejszego punktu wieczoru. Co chwilę pytała dziadka, czy można już wrzucać ziemniaki do ogniska, jednak dziadek cierpliwie tłumaczył, że muszą poczekać na odpowiedni moment. Aby skrócić dziewczynce czas oczekiwania postanowił, że najpierw nad ogniem upieką kiełbasy. Wujek Waldek przyniósł z altanki specjalne patyki, na które nabił nacięte wcześniej kiełbasy. Usiadł z dziewczynką przy ognisku i wspólnie czekali na ich upieczenie.
- Roksanko, gdy kiełbaski będą już gotowe upiecz również kilka kromek chleba. Jestem pewna, że ich smak cię oczaruje - krzyknęła babcia.
Dziewczynka była bardzo zdziwiona propozycją babci, ale postanowiła spróbować pieczonych kiełbasek i pajdek chleba. Gdy po kilku minutach kiełbaski i pieczywo były gotowe wszyscy usiedli na ławeczkach ustawionych wokół ogniska i jedząc przygotowane potrawy zaczęli śpiewać.
"Płonie ognisko w lesie, wiatr smętną piosnkę niesie..."
Roksana nie znała słów piosenki, ale nuciła pod nosem jej melodię i machała radośnie nogami. Gdy piosenka dobiegła końca dziadek szepnął dziewczynce, że nadszedł właśnie odpowiedni moment na wrzucenie ziemniaków do ogniska. Dziewczynka szybko pobiegła po koszyk, w którym czekały ziemniaki i podała go dziadkowi. Chciała sama wrzucać ziemniaki do ognia, jednak dziadek wyjaśnił jej, że mogłaby się poparzyć, w związku z czym jedynie uważnie obserwowała dziadka. Gdy ziemniaki znalazły się już w żarze ogniska ponownie rozległy się śpiewy. Wujek poszedł do samochodu po gitarę i przygrywał śpiewającym biesiadnikom. Dowcipy i piosenki zdały się nie mieć końca. Gdy tylko kończyli ostatnią zwrotkę jednej, wujek już rozpoczynał grać następną. Roksana jednak cały czas niecierpliwie wpatrywała się w ognisko. W końcu dziadek powiedział, że ziemniaki są już gotowe. Dziewczynka od razu podbiegła do dziadka, który wielkimi szczypcami wyciągał ziemniaki z żaru ogniska i układał je w metalowej misce. Chwilę później dwa ziemniaki wylądowały na talerzu dziewczynki. Roksana od razu chciała zabrać się do jedzenia, jednak babcia ostrzegła ją, że ziemniaki są jeszcze bardzo gorące i powinna jeszcze chwilę poczekać. W końcu jednak skosztowała pieczonego ziemniaka, na którego czekała cały wieczór. Jego smak oczarował dziewczynkę, a nałożone ziemniaki szybko zniknęły z talerza. Roksana sięgnęła jeszcze po dwie dokładki, zastanawiając się, dlaczego nigdy wcześniej nie jadła pieczonych ziemniaków.
Gdy ogień zgasł, skończyło się jedzenie, a biesiadnicy zaczęli przysypiać, dziadek ogłosił koniec spontanicznej imprezy. Widząc u wnuczki niedosyt biesiadowania i smaku pieczonych ziemniaków obiecał, że kolejny sobotni wieczór również spędzą wśród blasku płomieni ogniska. Dziewczynka w podskokach udała się do samochodu, odliczając dni do kolejnego ogniska. 

1 komentarz:

  1. Uwielbiam ognisko i rozpalamy je jeszcze wielokrotnie późną jesienią. Wczoraj tez było i były ziemniaki pieczone w żarze. Wcale się Roksanie nie dziwię, że Roksanka zaczarowała się atmosferą ogniska. Ma w sobie to coś a zapach palonych liści i pieczonych kartofli kojarzy się z piękną polską jesienią. No i ten swądzik na ubraniu:):):) Ech:)

    OdpowiedzUsuń