sobota, 25 października 2014

Ślimak Śluzak

Dzisiejsza bajka powstała z połączenia dwóch wspaniałych umysłów, dwóch przepięknych wyobraźni! Historia o ślimaku Śluzaku została napisana przez Kamilkę, naszą młodą Poczytniczkę, która popełniła między innymi Detektywa Szczurka, oraz Olka, naszego etatowego, bardzo zdolnego ilustratora :) Dzisiejsza ślimacza opowieść nie jest bynajmniej powolna, a wręcz pełna zwrotów akcji i bardzo wciągająca! Zapraszamy do lektury :)

wykonanie - Iga

"Ślimak Śluzak"

Dawno temu żyła sobie rodzina ślimaków. Była bardzo uboga, lecz zasłynęła z liczności jej członków. Nikt nie podejrzewał, że wychowuje się w niej ślimak o niezwykłych zdolnościach. Ślimak ten miał na imię Śluzak. Jego moc polegała na tym, że był bardzo szybki.
Pewnego razu w okolicy zabrakło sałaty, a to bardzo źle! Śluzak postanowił, że wybierze się do pobliskiej biblioteki w poszukiwaniu informacji o polu, na którym rośnie sałata. Następnego dnia po lekcjach, od razu po szkole, nie mówiąc nic nikomu, ślimak udał się do biblioteki. W czytelni nasz bohater, siedząc na drewnianym krześle, zobaczył przesuwający się z ogromną szybkością cień. Był to cień, którego jeszcze nie widział. Nie był to cień ani bibliotekarza-ślimaka, ani też żadnego zwierzątka, które było w bibliotece. Nagle poczuł ogromny przypływ mocy. Poczuł się bardzo szybki. Jak najszybciej tylko mógł podbiegł do dziwnego cienia. Był to krasnal, który miał na głowie szpiczastą, zieloną czapkę. W ręku trzymał dużą książkę z pięknym liściem sałaty na okładce.
- Co to jest? - zapytał mocno zdziwiony Śluzak.
- To jest księga Sałatowego Króla! - powiedział oburzony krasnal.
W tym momencie ślimak przypomniał sobie o książce, którą czytała mu jego mama. Nosiła ona tytuł "Sałatowy Król i jego rodzina". Było to bardzo dawno temu, więc nasz bohater nie pamiętał dokładnie jej treści.
- Skąd masz tę książkę?
- Mam ją od Sałatowego Króla, żeby ci ją dać - powiedział krasnal z dziwnym uśmieszkiem i jeszcze dziwniejszym spokojem. 
- Mi??? - zapytał zdziwiony ślimak.
- Tak, tobie. Mój król kazał mi dać ci tę książkę oraz ten oto list. Krasnal szybko podał Śluzakowi list w niebieskiej kopercie. Była to najładniejsza koperta, jaką Śluzak kiedykolwiek widział.
- Coś mi się tu nie podoba - powiedział Śluzak, który był bardzo zaniepokojony całą tą sytuacją.
Wtedy zdarzyła się bardzo dziwna rzecz: krasnal dziwnie szybko zniknął i Śluzak znowu poczuł ogromny przypływ mocy. Już chciał otworzyć książkę na pierwszej stronie, lecz naszemu bohaterowi przypomniało się, że nikt z jego rodziny nie wie gdzie jest!  Śluzak niczym strzała pomknął do domu. Wchodząc do budynku krzyknął najgłośniej jak tylko potrafił „Cześć” i szybko pomknął do swojego pokoju po drewnianych schodkach prowadzących na górę jego domu.Gdy ślimak otworzył drzwi pokoju, zauważył na półce z książkami dziwne światełko.
- Może ma to coś wspólnego z tą książką? - powiedział Śluzak z ogromnym zaciekawieniem, otwierając książkę.
„Zaraz, zaraz, jaką książką?!”. Okazało się bowiem, że Śluzak zgubił książkę!!!
„Gdzie jest ta książka?”, rozmyślał nasz bohater, coraz bardziej denerwując się.
Gdy pociągnął za klamkę, aby wyjść z pokoju w poszukiwaniu książki, okazało się, że drzwi są zamknięte. Nagle przypomniał mu się list, który wręczył mu krasnal.
- Zobaczymy, co jest w tym liście - mówiąc to Śluzak rozpakował list.
W liście było napisane:
Witaj Śluzaku!
Pewnie się zastanawiasz, dlaczego do ciebie piszę? Piszę ten list, bo chcę, żebyś władał ze mną Ślimakowym Królestwem.
P.S. Jeżeli będziesz już wiedział, to skontaktuj się z moim krasnalem.
Król Ślimak.
Śluzak bardzo był zdziwiony tym listem. Nie wiedział, co ma teraz zrobić, a najważniejsze,że nie wiedział, gdzie może znaleźć krasnala!!! Nagle zobaczył, że dziwne światełko na półce z książkami, które już wcześniej zauważył, zaczęło coraz bardziej świecić. Gdy Śluzak podszedł do półki, na której było dziwne światło, zobaczył pierścień z dużym czerwonym rubinem. Nagle pierścień powiedział do Śluzaka:
- Ja zaprowadzę cię do krasnala.
Na to odparł Śluzak:
- No to w drogę!
Nagle drzwi od pokoju ślimaka otworzyły się same. Nie zdziwiło go to za bardzo po całym dniu pełnym niezwykłych wydarzeń. Pierścień uniósł się w powietrze i wyleciał przez otwarte drzwi na schody. Śluzak, nie zastanawiając się ani chwili, pomknął za nim. Niestety biegł tak szybko, że skręcił w nie tę ulicę, co trzeba.
- Niech to! - krzyknął Śluzak bardzo nieszczęśliwy. - I jeszcze zgubiłem pierścień!
Ślimak był załamany, ale wiedział, że musi odnaleźć pierścień. Wrócił się do głównej ulicy. Niestety pierścienia już tam nie było. ​Nagle zobaczył swoją polonistkę spacerującą z psem po chodniku. Nie tracąc ani chwili nasz bohater podbiegł do swojej nauczycielki.
- Dzień dobry, czy widziała pani czerwony pierścień? - zapytał Śluzak.
- Dzień dobry, widziałam, a coś się stało? - zapytała z niepokojem nauczycielka.
- Tak, stało się, ten pierścień jest bardzo cenny - odpowiedział zatroskany Śluzak.           
- Potoczył się w tamtą stronę - wskazała nauczycielka z jeszcze większym niepokojem.
Śluzak podziękował nauczycielce, po czym udał się na poszukiwania pierścienia. Wkrótce okazało się, że pierścień czeka przed domem Śluzaka.
- Ale fajnie! - zawołał Śluzak.
Zobaczył, że pierścień już sam wchodzi do domu. Oczywiście rodzina Śluzaka nie zauważyła pierścienia, ale Śluzaka już tak...
- Śluzaku!!! -powiedziała mama ślimaka ze złością w głosie​.
- Tak, mamo? - zapytał Śluzak.
- Gdzie byłeś? Mama twojego kolegi dzwoniła i powiedziała, że nie przyszedłeś do niego po lekcjach. Przecież mu to obiecałeś!
- No nie przyszedłem, booo... booo.... booo.... .
Śluzak nie chciał powiedzieć rodzicom o prawdziwych zdarzeniach i nie chciał, żeby się dowiedzieli o pierścieniu.
"Mam pomysł, jak to zrobić!", pomyślał Śluzak i powiedział tak:
- Mamo nie wiedziałaś, że nasz piekarz miał wypadek... Tak, poważny wypadek. Złamał sobie muszelkę... i... i... upiekłem za niego ciastka i bułki dla wioski... i... i... i... było trochę sporo tych wypieków.
Śluzak nie kłamał. Piekarz naprawdę miał wypadek i naprawdę złamał sobie muszelkę. Tylko Śluzak nie piekł ani trochę, a o wypadku usłyszał przypadkowo od dwóch ślimaczych przekupek na targu, kiedy biegł za pierścieniem.
- Ojej, nie słyszałam o tym! - powiedziała zdziwiona mama Śluzaka.
- No więc mamo... dlatego mnie nie było tyle czasu...
- Och, Śluzaku! Jestem z ciebie taka dumna!​ Tylko jednego nie rozumiem, przecież ty nie umiesz piec!
- Yyyyyyyy ... Piekarz dał mi przepis bardzo, bardzo dokładny... i jakoś mi wyszło...
- No tak, jak się chce, to można wszystko! Idź się umyj i chodź na obiad, dzisiaj twoje ulubione danie!
Ślimak szybko poszedł umyć ręce, a potem zamiast przyjść do jadalni pobiegł do swojego pokoju. Śluzak szybko podbiegł do pierścienia ze zdziwioną miną.
Wtedy pierścień powiedział:
- Kiedy dasz Ślimaczemu Królowi odpowiedź?
- Nie wiem - powiedział Śluzak.
- To daj mi odpowiedź, jak będziesz gotowy. Ja teraz zniknę, ale pojawię się, kiedy będziesz wiedział. Pojawię się i dasz mi odpowiedź.
- Dobrze - powiedział Śluzak, po czym pierścień zniknął.
Tydzień później Śluzak miał już odpowiedź, a brzmiała ona tak:
Drogi Ślimaczy Królu!
Chciałem ci powiedzieć, że chciałbym z tobą rządzić Ślimaczym Królestwem, ale pod warunkiem, że będę mógł odwiedzać je kiedy zechcę i że będzie mieszkać ze mną moja rodzina.
Ślimaczy Król zgodził się na te warunki i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec.

wykonanie - Iga

1 komentarz:

  1. Brawo dla młodych twórców i dla Igi, bo ślimak Śluzak przesłodki:) I jeszcze ta nazwa......cudna:)

    OdpowiedzUsuń