piątek, 28 listopada 2014

Czarny smok

rys. Kamila

Dokąd zabierze nas dzisiaj nasz bajeczny podróżnik Adaś, zakładając swoje tęczowe okulary? Do wioski Indian. Jakiemu smokowi będzie musiał stawić czoła? Czarnemu smokowi. Czy będzie go musiał uratować, czy pokonać? Tego już Wam nie zdradzimy :) Przeczytajcie, a dowiecie się wszystkiego sami!

"Czarny smok"

Wkrótce miały rozpocząć się wakacje i Adaś miał wyjechać na obóz harcerski, a potem z rodzicami nad morze. Postanowił, że jeszcze raz przed wakacjami uda się na strych i wybierze w jakieś magiczne miejsce. Czuł, że gdzieś tam, daleko, czeka na niego jakiś smok. Kto wie, czy trzeba go pokonać, czy też mu pomóc. Adaś nie wiedział, ale odczuwał coraz silniejsze przeświadczenie, że magiczny świat go potrzebuje. Podczas dłuższej nieobecności rodziców w domu, chłopiec zakradł się na strych, by stawić czoła smoczej przygodzie. Nie minęła chwila, a tęczowe oprawki magicznych okularów spoczęły na nosie Adasia. Tym razem, gdy otworzył oczy znalazł się wśród bujnej roślinności, wielkich drzew i przepięknych kwiatów. Poczuł, że coś go ciągnie za nogawkę spodni. Spojrzał w dół i zobaczył małego chłopca. Chwilę później usłyszał tupot bosych stóp i zobaczył jego plecy, gdy ten rzucił się do ucieczki. Bez namysłu ruszył za nim. Biegł ile sił w nogach. Gdy bujna roślinność skończyła się Adaś zauważył, że stoi przed indiańską wioską. Wśród płóciennych namiotów kroczyli wojownicy z okazałymi pióropuszami. Adaś schował się za jednym z namiotów i przyglądał się ich poczynaniom. Starsi mieszkańcy i groźni wojownicy zasiedli wokół paleniska. Chłopiec doskonale rozumiał, co mówią. Zastanawiali się, jak uwolnić... smoka. Wiedział, że i tym razem nie oszuka przeznaczenia. Z rozmyślań wyrwał go chłopiec, którego spotkał kilka minut wcześniej.
- Skąd jesteś? Nie jesteś z naszej wioski - powiedział chłopiec.
- Jestem z daleka. Z bardzo daleka - powiedział zmieszany Adaś.
Chłopiec wziął za rękę Adasia i zaprowadził na trwające od jakiegoś czasu zebranie. Obecność Adasia przerwała obrady, a najstarszy z Indian wzniósł ręce do nieba i zaczął zawodzić w nieznanym Adasiowi języku.
Okazało się, że stara indiańska przepowiednia głosiła, że trzecie w kolejności dziecko obecnego wodza (a nim właśnie był mały chłopiec) przywiedzie pewnego dnia do wioski pogromcę smoków. Indianie znali się na amuletach i kiedy zobaczyli na szyi Adasia pamiątki z poprzednich przygód, wiedzieli, że to właśnie on przybył, aby im pomóc.
Wódz zaprowadził Adasia w miejsce, gdzie kiedyś płynęła rzeka. Koryto było puste. Adaś w myślach zadał sobie pytanie: "W jaki sposób brak wody w rzece wiąże się ze smokiem?". Odpowiedź znalazł tuż za zakrętem. Po drugiej stronie suchego koryta ogromnej kiedyś rzeki siedział czarny smok. Nie miał skrzydeł, więc nie mógł przefrunąć...
- Chłopcze, staraliśmy się pomóc czarnemu jak smoła smokowi, ale żaden z mostów, który zbudowaliśmy nie był w stanie przeprawić go na drugi brzeg rzeki. - rzekł wódz - Smok jest spragniony, po drugiej stronie suchego koryta nie ma żadnego zbiornika z wodą. Jest bardzo ciężki i wszystkie materiały, z których budowaliśmy mosty nie wytrzymywały tak wielkiego ciężaru... Jeżeli go szybko nie uwolnimy, stracimy go...
- Nigdy na to nie pozwolę – powiedział Adaś.
- Dlaczego jednak tak zależy wam na uwolnieniu smoka? – spytał.
- Dawno, dawno temu, ówczesny wódz, a mój praprapradziadek, znalazł olbrzymie jajko. Całe plemię opiekowało się nim, polerując je i ogrzewając zawzięcie. Po jakimś czasie skorupka jaja pękła i wśród Indian pojawił się smok. Przez wiele lat czarny jak smoła smok mieszkał w wiosce. Lecz gdy zabrakło mojego praprapradziadka smok zmienił się nie do poznania. Stał się humorzasty, niszczył namioty i zionął ogniem. Dla bezpieczeństwa swojego plemienia nowy wódz zarządził przeprowadzenie smoka na drugą stronę rzeki. Smok nadal był blisko nich, ale na tyle daleko, by czuli się bezpiecznie.
- Rozumiem – powiedział Adaś – A kiedy wyschła rzeka nie było jak się do niego dostać... Zastanawia mnie tylko jedno. Jeżeli go uwolnimy, to może być niebezpieczny. No chyba, że... będziemy negocjowali warunki jego uwolnienia!
- Negocjo... co? – zdziwił się wódz.
- Porozmawiam ze smokiem i ustalę z nim, co może robić po tej stronie rzeki, a czego nie może. Dopiero gdy ustalimy wszystkie warunki pomogę wam przeprowadzić smoka na tę stronę rzeki - odpowiedział Adaś.
- Zgoda! – wyraźnie ucieszył się wódz.
Adaś miał już plan, jak uwolnić smoka, jednak najpierw musiał przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Stanął naprzeciw niego po drugiej stronie koryta i pokłonił się.
- Czy możemy porozmawiać? – spytał smoka.

Nie wiem skąd przybywasz, z której świata strony
i czego ode mnie oczekujesz wędrowcze szalony.
Odważysz się rozmawiać z wielce groźnym smokiem?
Choćby nie wiem co, nie ugnę się przed twym urokiem!

Adaś nie poddawał się i ponownie zadał to samo pytanie smokowi. Ten jednak demonstracyjnie ziewnął i patrzył wielkimi oczami na niewielkich rozmiarów śmiałka.
- Wiem, że chce ci się pić - powiedział nagle Adaś - Widziałem, że woda w rzece wyschła, a obok ciebie nie ma żadnego wodopoju.
Smok jednak wydawał się być głuchy na jego propozycje.
Wtedy Adaś pokłonił się jeszcze raz, chcąc się pożegnać. Smok spojrzał obojętnym wzrokiem na chłopca i wtedy dopiero zauważył wiszące na jego szyi amulety. Na ten widok poderwał się na równe nogi i krzyknął:
- Zaczekaj!!! Proszę!!!
Adaś zatrzymał się, uśmiechnął się do siebie w myślach, pogładził amulety i czekał w milczeniu na kolejny ruch smoka.
- Jestem bardzo spragniony - powiedział cicho smok. - Zrobię wiele, by wypić chociaż odrobinę wody.
Adaś nadal milczał, a smok, nie czekając na jego odpowiedź, mówił dalej:
- Kiedyś miałem prawdziwego przyjaciela. Opiekował się mną, spędzał ze mną każdą wolną chwilę. Gdy go zabrakło nikt nie rozumiał, że mam uczucia i że podobnie jak pozostali mieszkańcy wioski, również jestem zasmucony jego brakiem. Wszyscy myśleli, że chcę ich skrzywdzić, więc wywieźli mnie na drugą stronę rzeki. Żyję po tej stronie rzeki już ponad sto lat.
- Rozumiem – odrzekł Adaś. – Jednak tamtych ludzi już nie ma, a nowy wódz jest naprawdę miłym człowiekiem. Czy jeśli zagwarantuję ci, że nikt nie będzie cię źle traktował, dasz ludziom jeszcze jedną szansę?

Słowo wodza jest dla mnie najważniejsze.
Jeśli wie, że w życiu uczucia najcenniejsze,
To dam mu szansę, a sam szkód nie uczynię!
Chcę by mnie ktoś polubił! Chociaż odrobinę!

Adaś pożegnał się ze smokiem i wrócił do wioski. Z pomocą wodza zorganizował zebranie, na którym przedstawił plan działania. Na wydeptanej ziemi narysował patykiem suche koryto rzeki, smoka i wioskę. Następnie opowiedział zebranym o planie zasypania ziemią części koryta rzeki. Mieszkańcy wioski widząc aprobatę wodza przystąpili do prac. W ruch poszły taczki i wiaderka. Po kilku dniach ciężkiej pracy spory odcinek koryta został zasypany. Adasia niepokoił trochę stan smoka, był już bardzo wycieńczony. Trzeba było dostarczyć mu wody. Adaś myślał prawie pół nocy. O świcie przypomniał mu się taniec, który wywołuje deszcz. W przypadku czerwonego smoka taniec przywołał wielkie czarne chmury, które przyniosły deszcz. Adaś nie czekał aż słońce wzejdzie wyżej, od razu odtańczył znany mu dobrze taniec. Na efekty nie trzeba było czekać. Czarne chmury pojawiły się nad wioską i suchym korytem rzeki. Smok, czując pierwsze krople wody, obudził się i wystawił wielki czerwony język. Deszcz nie padał długo, ale wody wystarczyło, żeby smok odzyskał siły. Podniósł się i ze swojej strony pomagał zasypywać koryto rzeki i budować most. Adaś bojąc się, że smok ponownie opadnie z sił zdecydował, że most jest już stabilny, a wzmocnienia z ziemi są wystarczająco przygotowane. By dodać smokowi otuchy Adaś przeszedł na drugą stronę wyschniętej rzeki i dotykając prawej łapy smoka przeprowadził go na drugą stronę. Smok miał łzy w oczach, widząc radość mieszkańców wioski i rzekł:

Wielkie ogarnęło mnie wzruszenie!
Dziękuję za życia mego ocalenie.
Pragnę swą pomoc wam ofiarować.
Z wami chcę mieszkać i z wami pracować!

Gdy zaczęło się ściemniać Adaś policzył po cichu, że w indiańskiej wiosce jest od sześciu dni i sześciu nocy. Oczyma wyobraźni widział rodziców odchodzących od zmysłów i martwiących się jego zniknięciem. Gdy usiłował odsunąć się dyskretnie, by niepostrzeżenie zniknąć podszedł do Adasia syn wodza i patrząc mu prosto w oczy podał piórko wyciągnięte z pióropusza swojego ojca.
- Niech to piórko przyniesie ci szczęście, a w chwili trwogi da odwagę - rzekł chłopiec.
Adaś ze wzruszenia zamknął mocno oczy, a gdy je otworzył ponownie był na strychu. Zdjął okulary i zbiegł na dół. Mama krzątała się w przedpokoju, a obok niej leżały siatki z zakupami. Adaś spojrzał na kalendarz i zegarek. Nie było go zaledwie kwadrans. Poczuł ulgę. Spojrzał w swoje odbicie w lustrze i zauważył, że z prawej kieszeni spodni wystaje piórko, które otrzymał od syna indiańskiego wodza. To czwarta pamiątka smoczej przygody. "Ciekawe, co mnie czeka podczas kolejnej wizyty na strychu?" - zapytał siebie Adaś. Uśmiechnął się i poszedł do kuchni, by pomóc mamie w domowych pracach. 

1 komentarz: