piątek, 7 listopada 2014

Czerwony smok

rys. Olek

Pamiętacie bajkę o Adasiu i jego okularach przenoszących w odległe krainy? Zapraszamy Was na dalszy ciąg przygód naszego podróżnika w czasie! Dzisiejsze opowiadanie będzie o czerwonym smoku :)

"Czerwony smok"

Adaś często wracał myślami do dnia, w którym odkrył okulary w tęczowo połyskujących oprawkach. Wspominał szamankę, duszący zapach kadzideł i wielogłowego smoka. Marzył o kolejnej wyprawie w nieznane części świata i przygodzie, którą zapamięta na długie lata. A że myśli były coraz częstsze, postanowił powrócić na strych i sprawdzić, czy okulary jeszcze tam są i czy nadal działają. Pudełko z okularami leżało na regale pokrytym kurzem. Adaś wyjął je, zamknął oczy i umieścił na nosie. Gdy otworzył oczy po strychu i zapachu kurzu nie było śladu. Chłopiec był pewien, że przeniesie się w to samo miejsce, co poprzednio, ale tym razem trafił zdecydowanie gdzie indziej. Ziemia wokół niego była wysuszona i jak okiem sięgnął nie dało się nigdzie dojrzeć ani skrawka zieleni. Wszystko zdawało się być wypalone. Niebo było ciemne i groźne. Adaś zauważył, że znajduje się u podnóża olbrzymiej góry. Po chwili zastanowienia uznał, że ze szczytu góry zobaczy okoliczne tereny i dowie się, gdzie tym razem przywiodły go magiczne okulary. Postanowił wyruszyć w drogę, ale nagle zza osmalonej skały wychylił się niski człowieczek uzbrojony w dziwną broń. W ręku dzierżył wąż ogrodowy, który przymocowany był do dość sporego baniaka z wodą, który niósł na plecach. Jego widok sprawił, że Adaś ze zdziwienia aż otworzył usta. W odpowiedzi strumień zimnej wody oblał twarz chłopca.
- Co robisz? - krzyknął Adaś.
- Czego tu szukasz?! - zapytał groźnym głosem napotkany przez chłopca człowiek.
- Sprawdzałem, czy nie jesteś pomocnikiem smoka. Otworzyłeś usta i myślałem, że będziesz zionął ogniem. Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem – odparł człowieczek, wyciągając jednocześnie dłoń w geście “na zgodę”.
- Smoka?! - krzyknął Adaś.
- Tak, smoka. Nie bój się, jeżeli będziesz szedł blisko mnie, to smoczy ogień cię nie dosięgnie - wyjaśnił człowieczek.
- Ale nie rozumiem. – powiedział Adaś – Idziesz walczyć ze smokiem?
- Ja! Walczyć ze smokiem! W życiu! – odparł człowieczek. - Wyrocznia przepowiedziała, że smoka pokona przybysz odziany w buty z gumy, związane różnymi kolorami.
W tym momencie człowieczek spojrzał na trampki Adasia... Miały one gumowe wykończenie, zaś ich sznurówki były czterokolorowe. Człowieczek zmarszczył czoło, podrapał się po głowie i zapytał:
- Czy jesteś pogromcą smoków?
Adaś chciał od razu zaprzeczyć, ale przypomniał sobie swoją poprzednią przygodę i cicho powiedział:
- Wygląda na to, że tak...
Wtem rozległ się głośny gwizd. W jednej chwili obok chłopca pojawili się ludzie podobnej postury, co poznany przed chwilą tubylec. Wszyscy wiwatowali i tańczyli wokół niego. Na ogromnym kamieniu stanął człowieczek i rzekł:
- Moi drodzy! Przepowiednia wyroczni się spełni! - oklaskom i wiwatom nie było końca, ale człowieczek kontynuował.
- Poznajcie tego chłopca - palcem pokazał na Adasia - On jest pogromcą smoków!
Adaś zawstydził się, a jego policzki poczerwieniały.
- Opowiedzcie mi o smoku, który nawiedza wasze domy - poprosił Adaś.
Okazało się, że to smok ognisty. Zieje wielkimi jęzorami ognia i wypala wszystko dookoła. Mieszkańcy próbowali walczyć z nim wodą, ale mają jej zbyt mało, a smok jest tak szybki, że do tej pory nikomu nie udało się go wystarczająco zmoczyć. Wyrocznia bowiem głosiła, że smoka można pokonać tylko innym żywiołem.
Adaś chwilę zastanawiał się. Pamiętał, że tata opowiadał mu kiedyś o żywiołach: wodzie, ogniu, ziemi i powietrzu. Pamiętał również, że nie zawsze ogień gasi się wodą, czasem używa się w tym celu piasku lub np. koca.
- Pokażcie mi tego smoka - powiedział Adaś.
Wszyscy zebrani palcem pokazali wysoką górę. Opowiedzieli chłopcu, że na jej szczycie mieszka smok o czerwonym i groźnym umaszczeniu. Wyleguje się cały dzień, sapie groźnie i nigdy nie opuszcza swojego legowiska. Wystarczy jednak, że usłyszy nawet najdrobniejszy szmer, a zionie ogniem ze wszystkich sił, niszcząc wszystko, co znajduje się wokół niego. Trzech najodważniejszych tubylców wyruszyło z Adasiem w stronę góry, by z bezpiecznego miejsca obejrzeć prześladowcę.
Smok rzeczywiście był czerwony, wylegiwał się, zażywając kąpieli słonecznych. Bez dwóch zdań - lubił ciepło. Adaś rzucił ze wszystkich sił mały kamyczek w kierunku smoka, który zerwał się na równe nogi, a z jego paszczy wydobył się jęzor ognia. Adaś zauważył, że smok się miota i szarpie.
- On jest przywiązany! - krzyknął - Na szyi ma srebrny łańcuch!
Wszyscy tubylcy ze zdziwienia otworzyli oczy. Zaczęli szeptać i nerwowo szukać węży ogrodowych, które miały zapewnić im bezpieczeństwo. Adaś jednak myślami był gdzieś indziej. W momencie gdy pomyślał o tym, że smok boi się i jest nieszczęśliwy rozległ się głos:

Słuchajcie mnie zgromadzeni.
Prawd Wyroczni nic nie zmieni.
Smoka od ognia ten uwolnić zdoła,
Kto wielkiej wody przybycie wywoła.

Adaś wszedł na wysoki, płaski kamień i nucąc pod nosem melodię zaczął tańczyć. Chłopiec podskakiwał rytmicznie unosząc, a następnie opuszczając ręce. Robił dokładnie to, co podpowiadało mu serce. Po kilku minutach zerwał się porywisty wiatr, a niebo pokryły czarne chmury, które co kilka minut przecinała złota błyskawica. W jednej chwili przeżarte dymem powietrze stało się świeże i przyjemne, a pierwsze krople deszczu zwilżyły wypaloną ogniem ziemię. Adaś powolnym krokiem zbliżał się do smoka, a deszcz padał mocniej i mocniej. Adaś czytał kiedyś w takiej starej księdze, którą zresztą też znalazł na strychu, jak należy wykonać taniec deszczu. Wówczas nie wierzył, że to możliwe, ale teraz dziękował sobie w duchu, że nauczył się tajemniczego zaklęcia zaklinacza deszczu. To naprawdę działało! Rozmyślania chłopca przerwało głośne sapanie. To smok usiłował ponownie zionąć ogniem, ale silny deszcz gasił jęzory ognia. Chłopiec zbliżył się do szyi smoka i sprawnie odpiął łańcuch. Smok był przestraszony i nie ruszał się.  Nagle polizał Adasia po policzku i odezwał się ludzkim głosem.

Tyle lat na ciebie czekałem.
Ogniem wszystko wypalałem,
Choć wcale nie była to moja natura.
Nie mogłem uwolnić się z tego sznura.

Tubylcy, którzy przyglądali się działaniom małego pogromcy smoków nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli. Adaś pogłaskał po łbie smoka, a ten wzbił się pod chmury i opuścił ich terytorium.
Niepozorny chłopiec w dziwnych butach pokonał ich prześladowcę. Wiwatom i radosnym okrzykom nie było końca. Mieszkańcy nie wiedzieli, jak podziękować Adasiowi za to, co dla nich zrobił. W końcu jeden z nich wystąpił i podał chłopcu mały, drewniany wisiorek w kształcie ognistego smoka, mówiąc:
- To na pamiątkę twojej odwagi i wizyty w naszej krainie.
Adaś podziękował, zawiesił wisiorek na szyi i pożegnał się ze wszystkimi. Potem wyciągnął swoje czarodziejskie okulary i znowu znalazł się na strychu. Odruchowo dotknął piersi. Wisiorek nadal tam był. "Naprawdę pokonałem smoka.", pomyślał.
Chłopiec poczuł zmęczenie i postanowił zejść na dół. Gdy był już na schodach, jeszcze raz spojrzał na drzwi strychu i uśmiechnął się. "Ciekawe, co spotka mnie tam następnym razem" – pomyślał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz