wtorek, 9 grudnia 2014

Domek na drzewie

rys. Marta

Za oknem szaleje zima. Jest mroźno, całymi dniami pada śnieg. Zarówno Wy, Drodzy Poczytnicy, jak i my, Bajkopisarze, cieszymy się, gdy możemy takie dni spędzić pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej czekolady i ciepłym ciasteczkiem prosto z piekarnika. Nie zapominajmy jednak o naszych małych przyjaciołach - ptaszkach. Pamiętajmy, aby przygotować im karmniki i regularnie wypełniać je ziarenkami. Nasi skrzydlaci przyjaciele zasługują na to, aby cieszyć się chwilami spędzonymi w ciepłym domku na drzewie :)


rys. Zosia

"Domek na drzewie"

Parapet okna pokryła gruba warstwa śniegu, na której widać było ślady dreptających sikorek i zmarzniętych wróbli. Z dachu pobliskiego garażu zwisały długie, spiczaste sople. Policzki zaczynały już szczypać od mrozu, a ręce wydawały się bezpieczne jedynie w grubych rękawiczkach. Wszyscy przypominali kolorowe bałwanki, okrągłe od wielu warstw, w które byli ubrani. Na to wszystko przez szybę spoglądał mały Marcinek, który na samo wyobrażenie temperatury po drugiej stronie okna, zaczynał się lekko trząść i pocierać dłońmi o ramiona. Wzrok szybko uciekał mu z dróżki przed domem w kierunku drzewa, gdzie pod warstwą białego puchu skrywał się wielki skarb. W jednej chwili Marcinek przypomniał sobie środek lata, zieloną trawę, tęczowe kwiaty babci Rozalii, trzepoczące skrzydłami motyle i domek na drzewie, który zbudował poprzedniej wiosny dziadek Henryk. Właśnie w tym domku chłopiec spędził całe poprzednie wakacje. Drabinka prowadząca do domku, była teraz pokryta śniegiem, a pod nim znajdowała się warstwa lodu, uniemożliwiająca wdrapanie się do góry, do domku. Marcinek cicho westchnął, ale na tyle głośno, że usłyszała to przechodząca obok mama chłopca.
- Synku, co cię trapi? - zapytała mama.
- Właśnie przypomniałem sobie mój domek na drzewie - odpowiedział Marcinek - i zdałem sobie sprawę, że muszę poczekać kilka miesięcy, by do niego wejść.
- Marcinku, czas szybko minie, zobaczysz. - odpowiedziała mama - Niebawem stopnieją wszystkie śniegi i będziesz mógł planować pierwsze nocowanie w domku.
Wtem chłopiec odkrył, że za plecami mamy stoi jego dziadek, który dyskretnym skinieniem dłoni woła go do kuchni. Bez słowa odszedł od okna i pobiegł za dziadkiem. Starszy pan zaparzył dwie malinowe herbaty, wziął blok i ołówek, a następnie usiadł obok Marcinka przy kuchennym stole. Chłopiec przyglądał się rysunkowi, który pojawił się po chwili na białej kartce.
- Dziadku, co rysujesz? - zapytał.
- Domek, który zawiśnie na drzewie. - odpowiedział dziadek.
- Jak to? - zdziwił się Marcinek - Mam już jeden domek na drzewie.
- Marcinku, ten zbudujemy razem. To będzie domek dla ptaków. - odpowiedział starszy pan.
Chłopiec ucieszył się na samą myśl robótek ręcznych z narzędziami w towarzystwie dziadka, ponieważ dobrze wiedział, jakie skarby znajdują się w jego warsztacie. Zatarł z radości dłonie, zakasał rękawy i z uśmiechem na twarzy, ubrawszy się ciepło, pobiegł krok w krok za dziadkiem.
Dziadek naszykował kilka deseczek o różnej długości i szerokości. Marcinkowi w udziale przypadło szlifowanie drewna papierem ściernym. Na twarzy miał maskę, by kurz nie wchodził mu do nosa. Z każdym pociągnięciem ręki, deseczki stawały się coraz gładsze.
- To żeby ptaszkom nie stała się krzywda, wnusiu. – powiedział dziadek, klepiąc chłopca po ramieniu.
Przy ostatnim etapie z pomocą przyszedł wujek ze swoim młotkiem i już po godzinie wbijania gwoździ, oczom Marcinka ukazała się miniaturka jego domku na drzewie. Chłopiec był zachwycony. Założyli czapki, szaliki i rękawice, wujek wziął domek do rąk, a dziadek resztę narzędzi i poszli wraz z chłopcem do ogrodu, by zamocować domek na drzewie. Gdy domek dostojnie wisiał już na drzewie, mama dołączyła do gromady, a w dłoni trzymała pożywienie, które umieścili w domku. Odeszli kilka kroków i czekali na pierwszych gości. Nie minął kwadrans jak przyleciał pierwszy ptak. Miał żółty jak słońce brzuszek. Dziadek wyszeptał:
- Marcinku, to jest sikorka.
Po chwili obok sikorki usiadły dwa ptaszki o pomarańczowych brzuszkach.
- A to są gile - dodał dziadek.
Chłopiec już nie patrzył tęsknie na swój letni domek na drzewie, tylko z uśmiechem spoglądał na domek dla ptaszków i wyobrażał sobie, że mają tam tak dobrze, jak on u siebie.
Zapewne będą się tam bawiły tak dobrze, jak ja – pomyślał chłopiec, zawadiacko uśmiechając się do dziadka.

1 komentarz: