piątek, 31 stycznia 2014

Tajemnicza mapa



Dzisiaj przenosimy się z mroźnej zimy wprost na ciepłą, piaszczystą plażę. W bajkowym świecie wszystko jest możliwe... (Chyba) każdy z nas podczas budowania zamków i wykopywania głębokich dziur myślał - jak to by było odnaleźć zakopany skarb. I wiecie co? To naprawdę może się zdarzyć!
Zresztą sami się przekonajcie. Zapraszamy do lektury!

Ilustracje do dzisiejszej bajki przygotowała Olga (9 lat) i jej Mama Asia
Dziewczyny! dziękujemy!

"Tajemnicza mapa" 

Dawno, dawno temu, za lasami, za morzami... wielki okręt dopłynął do piaszczystej plaży. Stary pirat, kapitan statku, wyszedł na ląd. Nie zabrał ze sobą nikogo z załogi, ponieważ miał bardzo tajemniczą misję. W ręku dzierżył tylko niewielką łopatę. Starannie policzył kroki, które postawił na plaży i gdy doliczył do stu, wykopał głęboki dół. Rozejrzał się, sprawdzając, czy nikt go nie śledzi. Zza pasa wyciągnął pudełko w kształcie tuby i wrzucił je do dołu, chwilę później zasypując go piaskiem. Jak gdyby nigdy nic wsiadł do łodzi i powrócił na statek. Od tego wydarzenia upłynęło 300 lat... W miejscu, do którego wówczas dopłynął kapitan, zbudowano wielki hotel, z mnóstwem zjeżdżalni, basenami i przede wszystkim piękną, piaszczystą plażą. Wśród morza parasoli i gęsto rozstawionych leżaków Mikołaj kopał tunel, prowadzący na drugą stronę kuli ziemskiej. Kopał zawzięcie od śniadania do kolacji, z przerwą na obiad. Nagle łopatka natrafiła na coś. Mikołaj usłyszał głuchy brzdęk. Ciekawe co to może być? – zastanawiał się. Pewnie jakiś śmieć, który może wyrzuciło kiedyś na brzeg... Wiedziony ciekawością przyspieszył jednak kopanie. Po kilku minutach trzymał w rękach dziwne i zdecydowanie wyglądające na bardzo stare, podłużne pudełko.


Potrząsnął nim. Pudełko zagrzechotało, a z jego szczelin wysypał się piasek. Mikołaj rozejrzał się, sprawdzając, czy nikt go nie obserwuje. Upewniwszy się, że jest sam otworzył pudełko. Z pudełka wypadła mapa. Nie była to taka zwyczajna mapa. Na kawałku skóry ktoś wypalił różne znaki i napisał:
Jeśli mapa ta w ręce się Twe dostanie.
Przeznaczeniem Twoim jest szukanie.
Na wyspie tej skarb ukryłem przed laty.
Jeśli go znajdziesz to będziesz bogaty.
Mikołaj schował mapę do pudełka i zaczął obmyślać plan działania. Wiedział, że nie ma dużo czasu - do powrotu do domu zostało 5 dni. W notesie, który dostał od dziadka Krzysztofa wynotował listę niezbędnych do poszukiwań przedmiotów. Lista zaczynała się od łopatki i wiaderka, a skończyła się na latarce i kapeluszu, chroniącym głowę przed przegrzaniem. Poszukiwania nie były łatwe, ponieważ od czasu zakopania skarbu wiele się zmieniło. Przede wszystkim to nie była już wyspa, ponieważ morze naniosło piasku i połączyła się ona ze stałym lądem. Mikołaj bez trudu odnalazł miejsce, od którego miał rozpocząć poszukiwania. Była to skała w kształcie korony. Zgodnie ze znalezioną mapą musiał odnaleźć ukrytą jaskinię, w której ukryta została kolejna wskazówka. Mikołaj krążył wokół skały, szukając wejścia do jaskini. Bez rezultatów. W pewnym momencie zauważył jaszczurkę, wybiegającą zza krzaka wrośniętego w skałę. Podszedł do rośliny i delikatnie przesunął jej gałęzie, odsłaniając niewielki otwór w skale. Zapalił latarkę i idąc na czworaka dotarł do wykutego w skale pomieszczenia. Na samym środku stał wielki, drewniany kufer ze złotymi okuciami. Mikołaj nie wierzył własnym oczom. Chyba właśnie znalazł cenny skarb. Będzie bogaty! Tylko, że kufer był ogromny i Mikołaj w żaden sposób sobie z nim nie poradzi. I co tu zrobić? – myślał. Postanowił sprawdzić czy da radę samodzielnie wysunąć kufer z jaskini. Ciągnął go co sił, ale kufer nawet nie drgnął. Zrezygnowany zaczął się bawić, udając groźnego pirata. Stanął na kufrze i wyrecytował głośno tekst ze znalezionej mapy. Wtem kufer zadrżał. Mikołaj zeskoczył z niego i z przerażeniem odkrył, że wieko kufra otwiera się. W środku był najprawdziwszy skarb. Stare, złote monety, naszyjniki, a nawet korona. Mikołaj zaczął skakać z radości!!! Postanowił, że przykryje kufer gałązkami i pobiegnie do rodziców, ale okazało się, że wcale nie musi tego robić, ponieważ zaniepokojeni jego nieobecnością rodzice właśnie szli w jego kierunku. Mikołaj podbiegł do nich i przez kilka chwil usiłował wydusić z siebie jakiekolwiek słowo. Nie potrafił. Serce biło mu, jak oszalałe. Nie mógł złapać oddechu. W końcu po prostu pokazał rodzicom skarb. Oboje pochylili się nad nim i podziwiali. Mikołaj krzyczał: będziemy bogaci!!
Obawiam się synku, że jednak nie będziemy – powiedział tata - Ten skarb, Synku - kontynuował tata - musimy oddać do najbliższego muzeum, by mieszkańcy tych terenów mogli podziwiać to wspaniałe znalezisko.  
Mikołaj był rozczarowany, oczyma wyobraźni widział książki i zabawki kupione za znalezione monety. Nie miał jednak wyjścia. Musiał oddać skarb.


Dzień przed powrotem do domu Burmistrz miasta zaprosił Mikołaja i jego rodziców na uroczyste otwarcie wystawy, przedstawiającej skarby ukryte kilkaset lat wcześniej przez groźnych piratów. Pan Burmistrz podziękował Mikołajowi i wręczył mu dyplom oraz wielkie pudło jego ulubionych klocków w ramach podziękowania. Wręczył mu także zaproszenie dla całej rodziny na dwutygodniowy pobyt w najbardziej luksusowym hotelu w okolicy, a na zakończenie tej uroczystej chwili rzekł - Mam nadzieję, że zechcesz nas odwiedzić wraz z rodzicami w następnym roku. Może znowu znajdziesz jakiś skarb...

wtorek, 28 stycznia 2014

Lekarz

Zdarza Wam się zapytać Mamę albo Tatę "Co robi piekarz?" albo "Czym zajmuje się murarz?". Tak też właśnie nam się wydawało, dlatego mamy dla Was coś nowego, co pomoże Wam znaleźć odpowiedzi na takie pytania. Przedstawiamy nowy cykl bajek po hasłem "zawody". Od tej pory będziecie mogli znaleźć na Bajecznej Fabryce bajkę opowiadającą o zawodach, jesteście ciekawi? Zatem zapraszamy na pierwszą odsłonę, a w niej - LEKARZ, bardzo ważny zawód, więc słuchajcie i czytajcie bardzo uważnie. A Wy, którego lekarza najbardziej lubicie?


Lekarz

Dopadło Jasia okropne przeziębienie.
Katar i kaszel męczyły go szalenie.
Gorączka niemiła też się pojawiła.
Mama do lekarza Jasia umówiła.

Pan doktor płuca Jasiowi osłuchał.
Zajrzał do gardła, zajrzał do ucha.
Zalecił do łóżka na trzy dni się położyć.
Dużo pić i syrop na kaszelek spożyć.

Pan lekarz zna Jasia prawie od urodzenia.
Chłopiec do niego chodzi też na szczepienia.
Bo lekarz pomaga nie tylko choroby leczyć,
ale i organizm przed nimi zabezpieczyć.

Jaś wizyt się nie boi, bo przecież nie ma czego.
Pan lekarz jest miły i robi wiele dobrego.
A gdy Jaś jest dzielny i na wizycie nie płacze,
Pan lekarz ma dla niego naklejkę albo znaczek.

Ten lekarz to pediatra – dziećmi się zajmuje.
Gdy noga boli – ortopeda się nią zaopiekuje.
Okiem zajmie się okulista, a uchem laryngolog.
A kiedy ząb zaboli, pomoże stomatolog.

Lekarze mają bowiem wiele specjalności.
Są ekspertami od różnych dolegliwości.
Jaś myśli, że może kiedyś lekarzem zostanie.
A póki co na swoim misiu ćwiczy bandażowanie.

sobota, 25 stycznia 2014

Jezioro spełnionych marzeń

Choć to poranek, 
zapraszamy Was na wieczór opowieści, 
jaki Dziadek Kazio przygotował swoim wnukom.
Będzie to opowiadanie pt.:
"Jezioro spełnionych marzeń"
To co, zaczynamy:)
Autorką dzisiejszego opowiadania jest Kasia - nasz wierny Czytelnik :) 

"Jezioro spełnionych marzeń"
W wielkim fotelu, przy kominku, siedział sobie dziadek Kazio. W zębach miał piękną zdobioną fajkę, z której co jakiś czas leciały kłęby dymu. Fajka ta była wiekowa, bo przechodziła z pokolenia na pokolenie. Dziadek dostał ją od swojego taty Władysława, a tata dziadka dostał ją od swojego taty Franciszka... Na kolanach dziadek miał gruby kraciasty pled i grubą książkę. Okulary trzymały mu się na czubku nosa. Miał tysiące zmarszczek wokół oczu i śnieżnobiałe włosy.
Kaja i Kajtek uwielbiali przyjeżdżać na ferie do dziadka Kazia. On tak cudownie opowiadał swoje przygody i przygody jego przyjaciół albo czytał im przepiękne opowieści. A jak zabierał ich na wycieczki, och jakie to było cudowne. Dzień wcześniej tworzyli własne mapy, przygotowywali prowiant aby skoro świt wyruszyć na wyprawę. Chociaż wyprawy były zazwyczaj latem, zimą dzieciaki szalały w ogrodzie i pomagały dziadkowi w codziennych czynnościach.
Ulubionym zajęciem Kai było odśnieżanie i zajmowanie się psami dziadka. Lubiła zabierać je na spacery i biegać z nimi po polach. Natomiast Kajtek bardzo lubił rąbać drewno i znosić je do domu. To rąbanie wyglądało tak, że on przynosił dziadkowi pniaczek, dziadek go rąbał, a on wrzucał to na wózek i jak się uzbierała odpowiednia ilość zawoził do domku.
Tego dnia dzieci miały bardzo dużo pracy i zmęczyły się niemiłosiernie, ale mimo to zasiadły naprzeciwko dziadka, cichutko żeby mu nie przeszkadzać w czytaniu i patrzyły na niego. Czekały aż skończy czytać i w końcu opowie im coś ciekawego.
Dziadek udawał, że nie widzi wpatrzonych w niego oczu i nie słyszy tych wyczekujących westchnień. Uśmiechał się pod nosem i podkręcał swój wąs.
„Przewrócę jeszcze jedną stronę, pomruczę pod nosem i chyba im coś opowiem. Nie mam serca trzymać ich tak w napięciu.” - pomyślał dziadek.
Kaja i Kajtek byli coraz bardziej niecierpliwi i coraz głośniej wzdychali. Dziadek pomruczał, przewrócił kartę, spojrzał na wnuczęta i odezwał się swoim głębokim, ciepłym głosem:
- A co to? Kakao jeszcze nie gotowe? Nie chcecie dzisiaj żadnej opowieści? Chcecie już iść spać?
- Dziadku! Dziadku! Chcemy! – odpowiedziały chórem dzieciaki – już idziemy po kubki.
Mądre dzieciaki wcześniej przygotowały kakao, trzeba było je tylko podgrzać. Wzięły trzy wielkie kubki, nalały ciepłego, pachnącego, gęstego i słodkiego napoju i poszły do dziadka. W tym czasie dziadziuś przygotował „słuchalnię”. Słuchalnia to cztery krzesła przykryte kocami w taki sposób, że tworzyły namiot. Namiot ten był z przodu otwarty, w środku na ciepłym wełnianym dywanie rozłożone były miękkie poduchy i koc, tak tylko na wszelki wypadek jakby dzieciaki zasnęły.
Tak przygotowani i uzbrojeni w kakao mogli zacząć wieczór opowieści.
- Kochani, dzisiaj opowiem Wam jak mój tata zabrał mnie nad Jezioro Spełnionych Marzeń.
- Dziadku, a daleko jest to jeziorko? Bo ja mam takie jedno marzenie i chciałabym, żeby się spełniło – przerwała dziadkowi Kaja.
- Kaja, nie przerywaj dziadkowi. Nie wolno tak się zachowywać! - skarcił siostrę Kajtek.
- Nie jest daleko – odpowiedział dziadek – jak przejdzie się przez pole pana Henia i przez lasek, minie ruiny to tam jest jezioro.
- To dlaczego jeszcze nas tam nie zabrałeś? - zapytała Kaja.
- Bo zabiorę Was tam latem, ale najpierw musicie poznać moją historię z nim związaną i sami uznacie czy chcecie tam iść. Więc słuchajcie, dzieciaki:
Miałem wtedy mniej więcej tyle lat co Wy i tak jak Wy uwielbiałem przygody. Chciałem zostać odkrywcą. Pamiętam to jak dziś. Wieczorem tata zawołał mnie do siebie, wyciągnął mapę, którą zrobił ze swoim tatą, a moim dziadkiem i zapytał pokazując mi cel podróży:
 - Chcesz tam jutro iść?
Spojrzałem na mapę, a tam las, pagórki, ruiny i cel podróży – Jezioro Spełnionych Marzeń. No kto by nie chciał tam pójść? Ja, jako odkrywca, po prostu nie miałem wyjścia - musiałem tam iść i najlepiej by było wyruszyć od razu. Tata mnie uspokoił i kazał położyć się spać. Uwierzcie mi, nie spałem całą noc. Ale poczekajcie, mam tutaj tą mapę i zaraz Wam ją pokażę.
Dziadek podniósł się z fotela, podszedł do regału z książkami, wyciągnął wielki, opasły tom z poszczerbionym grzbietem, otworzył go i wyciągnął bardzo starą kartkę papieru. Wrócił do wnuków, usiadł na fotelu i powoli zaczął rozkładać mapę. Oczom dzieci ukazała się prawdziwa „mapa skarbów”, dokładnie tak o niej pomyślały, patrząc na kartkę pełną rysunków, szlaków i zaznaczonym wielkim X z napisem „Jezioro Spełnionych Marzeń”. Dzieci westchnęły głośno z zachwytu i widać było ich wielkie zniecierpliwienie, już nie mogły się doczekać opowieści skrywanej przez dziadka.
- Zatem już wiecie, dlaczego nie mogłem zasnąć całą noc. Dokładnie tak jak wy teraz, nie mogłem się doczekać wielkiej przygody, która czekała na mnie następnego dnia. Gdy tylko słońce wzeszło, wstałem z łóżka, zabrałem spakowany wcześniej plecak i czekałem na tatę. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy przed siebie zgodnie ze wskazówkami zawartymi na mapie. Była piękna pogoda, a my wędrowaliśmy rześko, minęliśmy już polanę pana Henia, która wtedy należała do jego taty – pana Józia, pasły się na niej krowy, dzięki czemu przejście przez nią było pewnym wyzwaniem. Powoli zbliżaliśmy się do lasku, z którego dochodziły dziwne odgłosy. Weszliśmy przez bramę, którą tworzyły drzewa i zaczęliśmy zagłębiać się w leśny świat. Było słychać ćwierkanie ptaków oraz dźwięki wydawane przez leśne zwierzęta, a my z tatą staraliśmy się nie spłoszyć ani jednego z nich. Cicho pokonując kolejne odległości, uważając na gałęzie, konary i korzenie wystające z ziemi przechodziliśmy dalej, tak jak „mówiła” mapa. Spotkaliśmy na swojej drodze kilka sarenek, w oddali było słychać dziki i towarzyszyły nam przeróżne ptaki. Gdy tylko wydostaliśmy się z lasu, co nie było całkiem proste, gdyż jest to kawał lasku i dość łatwo się tam zgubić, czekały na nas jeszcze ruiny. Postanowiliśmy z tatą zrobić sobie krótką przerwę i zjeść coś przystanąwszy w ruinach. Czy Wy w ogóle wiecie czego to są ruiny?
Wnuki spojrzały na siebie, ale żadne z nich nie znało odpowiedzi na zadane przez dziadka pytanie. Pokiwały na boki głowami i cicho powiedzieli – Niestety nie wiemy Dziadku.
- Są to ruiny starego młyna, który był największym w okolicy. Niestety pewnego razu podczas ogromnej burzy, piorun trafił w niego i się spalił. Pozostały tylko te ruiny, ale nikt nie chce ich do końca rozebrać, ze względu na pamięć. Dzięki temu mamy miejsce idealne do wędrówek – uśmiechnął się dziadek. – Ale wracając do opowieści, po zjedzeniu szybkiego posiłku oraz zwiedzeniu ruin młyna i pobliskiego budynku, udaliśmy się w dalszą podróż, której celem było jezioro. Gdy znaleźliśmy się na kolejnej polanie w dali było już widać jezioro. Piękne, duże, błękitno-zielona woda, na środku była mała wysepka, a przy brzegu łódeczka. Po raz pierwszy widziałem coś tak pięknego i nie jestem pewny czy w całym moim życiu jeszcze zobaczyłem coś równie niesamowitego. Czym prędzej dostaliśmy się do brzegu jeziora, weszliśmy do łódki i dopłynęliśmy do wysepki. Obeszliśmy ja dookoła i stwierdziliśmy, że nie ma w niej nic specjalnego. Nagle niebo pociemniało i zerwał się porywisty wiatr. Na niebie pojawiły się błyskawice. Byłem przerażony. Kiedy spojrzałem na tatę on również nie wyglądał najlepiej. Powiedział, że chyba będziemy musieli przeczekać burzę na wysepce. A ja wcale nie miałem na to ochoty... Wtedy zamknąłem oczy i ścisnąłem mocno dłoń taty. Przypomniało mi się, że to Jezioro Spełnionych Marzeń. W tym momencie mocno marzyłem żeby zbliżająca burza nas ominęła. Powtarzałem w kółko w myślach “Niech burza nas ominie, niech burza nas ominie”. I wiecie co? Kiedy po chwili otworzyłem oczy na niebie nie było ani jednej chmury, a mój tata stał z szeroko otwartymi ustami.
Opowiedziałem mu o tym, że to chyba jezioro wysłuchało mojej prośby, ale tata chyba nie bardzo mi uwierzył i tylko się zaśmiał. Z biegiem lat i ja sam już nie jestem pewien czy to jezioro...
- Dziadku. To niesamowite! – dzieci siedziały prawie osłupiałe po wysłuchaniu tej opowieści. Musisz nas koniecznie tam zabrać.
- Dobrze – uśmiechnął się dziadek. Ale dzisiaj wskakujcie już do łóżek. Miłych snów.













Ilustracje do opowiadania wykonały dzieci z grupy "Stokrotki" z Przedszkola nr 13 im. Jana Pawła II w Tarnobrzegu.

środa, 22 stycznia 2014

Dzień Dziadka

fot. Piegowata - KLIK

"Dzień Babci i Dzień Dziadka"
cz. II

A dzień później na tapczanie,
wśród głośnej wnucząt gromadki,
siedzi ich dziadek słuchając
życzeń składanych przez… dziatki!

Dziadku, dziadku żyj nam sto lat
w zdrowiu szczęściu, pomyślności.
Niech szeroki, szczery uśmiech
na Twej twarzy co dzień gości.

Dziękujemy Ci za wszystko:
sanki, wrotki, grzybobranie.
Za to że rower naprawiasz,
zawsze gdy coś się z nim stanie.

Za wspólnie zrobiony karmnik,
za naukę, jak grać w szachy,
za opowieść o mundurze,
kiedyś wyciągniętym z szafy.

Za to żeś jest zawsze wtedy,
kiedy Cię potrzebujemy.
Za to wszystko drogi dziadku
W Twoim dniu Ci dziękujemy.
***
Babciu z Dziadkiem…
Nakreślacie nam na przyszłość
dorosłego życia ramy.
Za to właśnie dziękujemy.
Za to właśnie Was kochamy…

wtorek, 21 stycznia 2014

Dzień Babci


fot. Piegowata - KLIK

"Dzień Babci i Dzień Dziadka"
cz. I

W pewien mroźny dzień styczniowy
siedzi babcia na tapczanie,
słucha życzeń od swych wnuków,
co jej siedzą na kolanie.

Babciu, babciu żyj nam sto lat
w zdrowiu szczęściu, pomyślności.
Niech szeroki, szczery uśmiech
na Twej twarzy co dzień gości!

Dziękujemy Ci za wszystko:
kogel-mogel, jajecznicę.
Za zdradzoną nam jedynie
na szarlotkę tajemnicę.

Za uszyte rękawiczki,
co nas chronią w mroźne ranki,
za rysunki, za piosenki,
i za ciekawe czytanki.

Za plasterki na kolanach,
gdy w zabawie je zedrzemy.
Za to wszystko Tobie babciu
w Twoim dniu dziś dziękujemy!
CDN

niedziela, 19 stycznia 2014

Dzień śniegu

Takiej zimy dawno nie było. Śniegu, jak na lekarstwo, a tu ferie właśnie się rozpoczęły! 
Naszym zdaniem zima bez śniegu, to smutna zima dlatego trzymamy mocno kciuki za to, by się zima obudziła i sypnęła śniegiem zwłaszcza, że dzisiaj obchodzimy Dzień śniegu!!! I właśnie z tej okazji, nasza czytelniczka Kamilka, przygotowała opowiadanie, które idealnie obrazuje aktualny stan zimy.
Zapraszamy na opowiadanie z nadzieją, że jego zakończenie będzie dla naszej zimy prorocze:)



"A gdy śniegu brak...."

Kiedy byłam małą dziewczynką zawsze uważałam, że śnieg jest w każdą zimę. Jeśli w zimę nie spadłby śnieg, nie byłaby to zima...
Tak samo uważała dziewczynka, która miała na imię Laura. Dziewczynka należała do bogatej rodziny państwa Malachit. Rodzina nie tylko była bardzo zamożna, ale do tego liczna. Laura malachit miała dwadzieścia cztery siostry i dwa razy więcej braci. Dziewczynka nie była z tego powodu zbytnio zadowolona, ponieważ nikt nie miał dla niej czasu.
Pierwszego poranka zimy Laura szybko wstała z łóżka i pobiegła do okna aby się upewnić, że za jej wielkim, prostokątnym oknem znajdują się duże zaspy śniegu. Gdy Laura stała już pod swoim oknem jej oczy przypominały wyglądem dwie duże krople wody, gdyż okazało się, że nie było śniegu!
Dziewczynka cały dzień chodziła po swoim wielkim pokoju zadając sobie pytania - Co ja teraz zrobię? czy już nigdy nie pójdę na sanki, łyżwy, czy narty? Czy kiedyś jeszcze spadnie śnieg? Jeśli tak, to kiedy? Kiedy będę mogła urządzić bitwę na śnieżki? Kiedy zrobię na śniegu aniołka? Czy w tym roku będą prezenty i Mikołaj?
Wypowiedź Laury usłyszała jej starsza siostra Roksana. Roksana postanowiła wejść do pokoju laury i wytłumaczyć jej, że śnieg może jeszcze spaść i tak też zrobiła. Roksana zaczęła z Laurą rozmowę:
- Laura musisz wiedzieć, że nawet jeśli śnieg nie spadnie w tym roku, to na pewno w następnym będzie.
- A co z prezentami i Mikołajem?
- O niego się nie martw, na pewno przyjdzie.
- Skąd wiesz?
- Kiedyś też w zimę nie spadł śnieg, a Mikołaj przyszedł z prezentami.
- Na pewno, a póki co, możesz wypatrywać pierwszych płatków śniegu.
- Dobrze.
I tak od tamtej pory Laura codziennie wypatrywała śniegu. Tak minął tydzień, drugi tydzień i w końcu nadszedł ten dzień... Laura podeszła do okna i zobaczyła, że wszystko na dworze jest białe od śniegu. Dziewczynka szybko się ubrała, zjadła śniadanie i poszła po swoją ulubioną koleżankę - Paulinę.
Dziewczynki poszły na lodowisko, na górkę na narty i sanki. Pod koniec dnia obie rzucały się w siebie śnieżkami oraz robiły aniołki na śniegu. Gdy wracały do domu widziały nawet Mikołaja!
Od tamtej pory Laura wiedziała, że zimą śnieg musi spaść wcześniej, czy później, a Mikołaj bez względu na wszystko przyjedzie z prezentami. 

sobota, 18 stycznia 2014

Dzień Kubusia Puchatka


rys. Olga /9 lat/

Jak co roku, o tej porze, swoje święto obchodzi najsłynniejszy miś- ten o małym rozumku i wielkim apetycie na małe co nieco:) Tak, tak, to Dzień Kubusia Puchatka! Jak myślicie, na co miałby ochotę Kubuś Puchatek w dniu swojego święta? Odpowiedź nie jest trudna, bo wszyscy dobrze wiedzą, co Puchatek lubi najbardziej na świecie. Oczywiście baryłkę wypełnioną po brzegi złocistym miodem:) Ale my mamy coś specjalnego! Nasze zaprzyjaźnione Przedszkole z Wilczy przysłało nam Pszczółkową rymowankę. Jej autorką jest Pani Iwona Pietrucha, wychowawczyni dzieci z grupy "Pszczółki", które to wykonały do niej przepiękne rysunki:) Serdecznie zapraszamy i przypominamy nasze poprzednie obchody z Dnia Kubusia Puchatka TUTAJ i TUTAJ.

Pszczółki - nasze przyjaciółki

W kolorowym ulu pod akacjami
mieszkają pszczółki ze swoimi mamami
Mimo, że małe, chętnie pracują
a w wolnym czasie też łobuzują

Najpierw na łące nektar zbierają,
potem do uli go dostarczają
Tam produkują z niego, jak wiecie,
miód - najwspanialszy łakoć na świecie!

Pszczelarz go z ula ostrożnie wyjmuje,
następnie w słoiki różne pakuje
Potem na targu, w sklepie, w markecie
Razem z mamą go kupujecie

Lubi go każdy zdrowy trzylatek
kocha nad życie Kubuś Puchatek
Mama zużywa do ciastek pieczenia
pije z herbatką babcia Eugenia

A czy ty wiesz, szkrabie mój mały,
że miód jest zdrowy i doskonały
Na przeziębienia, no i na smutki...
Tak- na humorek, gdy dzień jest krótki

Z tej bajki znany jest morał taki:
Pamiętajcie dziewczyny oraz chłopaki
Pszczół nie zabijają dzieciaki grzeczne
Bo to owady są pożyteczne.

Jak ich zabraknie, kochani moi
To się zrobi pusty wasz słoik.
Nie będzie miodu na całym świecie...
Co wówczas na podwieczorek zjecie?

Braknie owoców i kwiatów na łące
Ucichnie letni bzyczący koncert
Dlatego, proszę, szanujmy pszczoły
Świat z Pszczółkami jest bardzo wesoły!












Ale to nie koniec atrakcji z okazji Dnia Kubusia Puchatka:)
Mamy jeszcze dla Was coś wyjątkowego i twórczego.
W ramach cyklu:


MAMA i CÓRKA z bloga  ZRÓB CODZIENNIE COŚ FAJNEGO przedstawiają, 
jak zrobić na koszulce pszczółki-takie co nie bzyczą:) za pomocą odciśniętych stóp!
Potrzebujemy tylko koszulki, bosej stopy i farb:) 
A efekt NIESAMOWITY!!!
To co, 
ODCISKAMY? :)

Poprzednie prace MAMY i CÓRKI, które gościły w Bajecznej Fabryce możecie zobaczyć
:)

czwartek, 16 stycznia 2014

guzikowe zakładki



Za kilka dni będziemy obchodzić Święto Babci i Dziadka. 
Jeśli jeszcze nie wiecie, co podarować swoim dziadkom, to mamy dla Was praktyczny i prosty pomysł. Przygotowaliśmy dla nich zakładki do książki. Dziadkowie bardzo lubią czytać książki więc taki prezent na pewno ich ucieszy. 



Zakładka dla dziadka

Potrzebne materiały:
- brystol
- taśma dekoracyjna lub ozdobny papier
- guzik z wstążką lub sznurkiem
- klej



Wykonanie:

1. Z brystolu wycinamy prostokąt (nasz ma wymiary 16 x 5,5 cm) 
2. Taśmę lub ozdobny papier przyklejamy tylko z jednej strony brystolu, drugą stronę pozostawiamy białą, np.  na życzenia. 
3. Przez guzik przeciągamy wstążkę i przyklejamy do zakładki 
 Gotowe!

Zakładka dla babci

Potrzebne materiały:
- brystol
- kolorowe guziki
- kawałek sznurka lub wstążki
- taśma dekoracyjna lub ozdobny papier
- klej, dziurkacz


Wykonanie:


1. Z brystolu wycinamy prostokąt (nasz ma wymiary 16 x 5,5 cm) 
2. Z guziczków układamy i przyklejamy kwiatek na środku zakładki. Kredkami dorysowujemy łodygę z liśćmi .
3. Trawę uzyskamy przyklejając ozdobną taśmę lub ozdobny papier lub rysując kredkami:)
(u nas, z braku zielonego, jest czerwona:))
4. Dziurkaczem wycinamy otwór u dołu zakładki.
5. Na końcach sznureczka wiążemy guziczki.
6. sznureczek przewlekamy przez otwór na dole zakładki.
 Gotowe!




zakładkę dla Babci ozdabiała Anielka


wtorek, 14 stycznia 2014

Pan Patyczek


Czy zdarza Wam się denerwować przed spotkaniem, a może miewacie dziwne uczucie w brzuchu, gdy trzeba coś powiedzieć przed publicznością? Nieśmiałość nie jest niczym złym, wystarczy tylko znaleźć swój sposób, by sobie z nią poradzić. Czy chcecie poznać jeden z nich? Zatem poznajcie historię Antosia...
Dzisiejszą bajkę publikujemy w wyjątkowym dniu - w Dniu Osób Nieśmiałych! 

"Pan Patyczek" 

Za wielką górą, obok rwącej rzeki w równych rzędach stały dęby, buki i kasztanowce. Pnie olbrzymich drzew otulały rozczochrane źdźbła trawy. Pod największym dębem, w najwyższej trawie, przykryty żółtymi liśćmi leżał, przez nikogo niezauważony, stos patyczków. Patyczki były różnej grubości i długości, leżały bezużytecznie, czekając na pierwszy śnieg. 
Pewnego dnia ścieżką, biegnącą obok stosu patyczków przechodził Antoś. Chłopiec pokonywał tę trasę każdego dnia, idąc w odwiedziny do swojej Babci, która była jego jedyną przyjaciółką. Antoś był cichym i wstydliwym dzieckiem. Całą trasę pokonywał zazwyczaj w milczeniu. Jednak tego dnia idąc do Babci nucił ulubioną piosenkę i zbierał kasztany. Aby umilić sobie końcówkę podróży Antoś stukał znalezionymi w lesie kasztanami.  Nie wiedział jednak, że stukot kasztanów ma magiczną moc i budzi patyczkowego ludzika ze snu. Chłopiec był tak zajęty zabawą kasztanami, że o mały włos rozdeptałby Pana Patyczka, który właśnie się obudził. Na szczęście w ostatniej chwili dostrzegł wystający patyczek i zaciekawiony schylił się, by go podnieść. Jakież było jego zdziwienie, gdy spostrzegł, że patyczek swoim kształtem przypomina niewielkiego ludzika. Antoś pomyślał, że koniecznie musi o swoim odkryciu powiedzieć Babci, schował Pana Patyczka ostrożnie do kieszeni i czym prędzej pobiegł przed siebie. Biegnąc rozmyślał o tym, aby patyczkowy ludzik stał się jego talizmanem, przynoszącym szczęście i dodającym mu odwagi. Biegł co sił w nogach, w połowie drogi odkrył, że jego kieszeń porusza się delikatnie. Zatrzymał się, sięgnął do kieszeni, a jego dłoń objęły dwa patyczki. Po wyjęciu dłoni z kieszeni Antoś był już pewny, że patyczkowy ludzik porusza się. Na wysokości jego oczu, na jego dłoni, stał Pan Patyczek. Miał żołędziowy kapelusz, elegancką patyczkową laskę i ciemne, drewniane ubranie. Antoś ze zdziwieniem spostrzegł, że drewniany ludzik uśmiecha się do niego.
- Dzień dobry. Nazywam się Patyczek - przedstawił się Pan Patyczek. 
- Antoś - wyszeptał zdumiony i zawstydzony chłopczyk.
- Bardzo mi miło cię poznać, Antosiu. Teraz już wiem, kto obudził mnie z mojej popołudniowej drzemki - powiedział z uśmiechem Pan Patyczek. 
- Przepraszam, Panie Patyczku, nie chciałem Cię obudzić. Biegłem do mojej Babci - odparł Antoś - Skąd się wziąłeś? Nie wiedziałem, że w lesie żyją patyczkowe ludziki. 
- Widzisz, Antosiu, dąb z którego powstałem jest bardzo bardzo stary i wyrósł z zaczarowanego żołędzia - Pan Patyczek starał się jak mógł najlepiej odpowiedzieć na pytanie chłopca - Jesienią, gdy dąb gubi swoje liście, na liściastym dywanie lądują również małe patyczki, z których, po wystukaniu kasztanami magicznego zaklęcia, powstają patyczkowe ludziki - tłumaczył Pan Patyczek - Nie każdy może nas zobaczyć. 
- Patyczku, koniecznie musisz poznać moją Babcię - Antoś już szykował się do dalszej drogi, gdy Pan Patyczek powstrzymał go:
- A może to spotkanie pozostanie naszą tajemnicą? - wyszeptał Pan Patyczek - sądzę, że Twoja Babcia nie zobaczy mnie. Pamiętaj! Nie każdy może mnie zobaczyć.
Antoś zamilkł. Zastanawiał się, czy to możliwe, by jego Babcia nie miała zdolności, o których mówił patyczkowy ludzik. Jego rozmyślania przerwał Pan Patyczek - Antosiu, czy na czas zimy mogę zamieszkać w Twojej kieszeni? 
- Panie Patyczku, oczywiście! - wykrzyczał z radością Antoś - A gdy będę smutny albo będę się czegoś bał to włożę dłoń do kieszeni, a Ty mnie uszczypniesz, dodając mi otuchy.  
Pan Patyczek zamieszkał w antosiowej kieszeni i całą zimę dodawał mu otuchy. Wspólnie z Panem Patyczkiem Antoś pokonywał napotkane trudności. Z dnia na dzień Antoś rzadziej wkładał dłoń do kieszeni, szukając pomocy Pana Patyczka. Wiosną, z uśmiechem na ustach i w towarzystwie kolegów z klasy bawił się w berka, a Pan Patyczek... a Pan Patyczek zamieszkał na biurku Antosia i podziwiał poczynania swojego przyjaciela.









Ilustracje do dzisiejszej bajki wykonały Pszczółki z Przedszkola w Wilczy! Dziękujemy! 

czwartek, 9 stycznia 2014

Miętowa brzoskwinia

rys. Olga /9 lat/

Czy brzoskwinia może mieć miętowy smak?
Nie, na pewno nie, chyba że...
Musicie koniecznie przeczytać nasz wierszyk.
To w nim znajdziecie wyjaśnienie dla miętowego smaku brzoskwini :-)

fot. Karola & Małgosia*

"Miętowa brzoskwinia"

Jadł raz Antoś brzoskwinię,
ale widać po minie,
że mu coś nie pasuje,
Żuje ją, żuje i żuje…

Nagle pyta się  mamy:
Skąd te brzoskwinie mamy?
One mają smak mięty-
- rzekł jej Antoś przejęty.

Roześmiała się mama:
Toż kupiłam je sama.
Wybierałam dość dbale,
nie są miętowe wcale!

Zapomniałeś syneczku,
żeś mył zęby szczoteczką.
Pastę możesz obwinić
za smak owej brzoskwini.

*zdjęcia pochodzą z TEGO i TEGO blogu ;-)

niedziela, 5 stycznia 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział VII

Witajcie w porze śniadaniowej! 
Dzisiaj mamy dla Was apetyczne opowiadanie od cioci Grażynki.
Jednak, przed jego wysłuchaniem, radzimy coś zjeść bo inaczej będziecie głodni:)  

Poprzednie opowieści Cioci Grażynki znajdziecie: 
TUTAJ - rozdział I
TUTAJ - rozdział II
TUTAJ - rozdział III
TUTAJ - rozdział IV
TUTAJ - rozdział V
TUTAJ - rozdział VI

rys. Rakothka

"Kanapka z twardym dyskiem"

Na kolację był bigos. Wszyscy siedli wokół stołu i nakładali sobie na talerze z dużej brązowej miski.
- Ale ładnie pachnie – powiedział Adaś.
- No, bo dodałam czerwonego wina – mówi na to mama.
- Wiec to jest bigos na winie – wtrącił tata.
- Nie, zaprotestowała mama. Bigos „na winie” jest z tego, co się nawinie, czyli z tego, co zostało w lodówce. A do tego bigosu specjalnie kupiłam mięso. W tym małym sklepiku obok szkoły Marty.
- A jakie mięso trzeba do bigosu? -spytała Marta.
- Takie z kością i skórką. I wędzone, najlepiej boczek. No i kiełbasę, po trochu z kilku gatunków.
- Nie mówcie o mięsie – wtrąciła Karolina, wegetarianka, która zajadała swoja porcję, bezmięsną, z osobnej miseczki. Mój też jest na winie?
- Tak. A nie smakuje ci dziwnie? Wydaje mi się, ze dodałam za dużo imbiru i gałki muszkatołowej. Tego się daje szczyptę na garnek a ja do twojego też dodałam szczyptę.
- Nie, dobry. Jest jeszcze ?
- To, co w misce. Tego, co jest w słoikach nie ruszajcie, bo ma być na święta. Przed świętami będzie dosyć pracy, nie będę drugi raz gotowała bigosu.
Przez chwilę „milcząc, żwawo jedli”, mama doniosła chleb, masło, ser i wędlinę.
- Przyjedziesz do mnie w sobotę? – spytała Karolina Adasia. Dorocie zepsuł się komputer i chyba trzeba będzie sformatować dysk.
- Możesz jechać – powiedziała mama. A co z tym dyskiem?
- No bo wiesz – zaczęła tłumaczyć Karolina – na dysku w komputerze informacje zapisuje się po kolei. Jak by to wytłumaczyć... Zaraz ci narysuję. Sięgnęła po kromkę chleba, posmarowała masłem i zaczęła czubkiem noża rysować spiralę na kanapce. Tak wygląda dysk. I jeśli usuwasz pliki, to robią ci się dziury – tłumaczyła wymazując nożem kawałki spirali narysowane na maśle. I wtedy trzeba wszystko usunąć i poukładać od nowa.
- Ładnie tłumaczysz – powiedział Adaś, informatyk – samouk, ale to niezupełnie tak. Sięgnął po chleb, posmarował masłem i czubkiem swojego noża narysował spiralę. Pliki na dysku zapisuje się losowo, o tak – zaczął też wymazywać kawałki spirali, ale nie systematycznie, w równych odstępach, tylko na „chybił – trafił”. Reszta jest tak, jak mówiłaś.
- Ja też chcę narysować - domagała się Marta, patrząc z otwartą buzią na wyczyny starszego rodzeństwa. Ale nie ma już chleba.
- To idź do kuchni – mama wręczyła jej koszyczek i przynieś z pojemnika.
Tymczasem Karolina i Adaś porównywali swoje rysunki.
- Ja lepiej narysowałam !
- Bo masz inny nóż, ze spiczastym czubkiem. Mój jest zaokrąglony.
Marta posmarowała chleb i narysowała spiralę. Powymazywała fragmenty i ozdobiła je keczupem.
- Mój rysunek jest najładniejszy!- zawołała. Tato, zobacz!
- Tak, twój jest najładniejszy, potwierdził tato z powagą.
Karolina położyła na swój twardy dysk plaster sera, Adaś wędliny i zjedli.
- Czy keczup pod serem smakuje tak samo jak na serze ? spytała Marta i położyła plaster sera na swoją kanapkę. Mało, lubię keczup. Dodam jeszcze na wierzchu.
Wszyscy się najedli ? - spytała mama. To sprzątać ze stołu. Kto dziś zmywa naczynia ? Ty! – Adaś z Karoliną jednocześnie wskazali na siebie palcami. Ja myłem wczoraj – kłócił się Adaś.
- No  dobrze, już pomyję – rzekła na to siostra.
Wieczorem w łóżku mama spytała tatę: Powiedz mi ty mój dyplomowany dwuletni programisto, czy oni mieli rację z tymi dyskami, czy mnie tylko tak podpuszczali?
- Adaś miał rację – powiedział tata. Informacje na dysku nagrywają się losowo. To pozostałość po starych programach, kiedy jeszcze komputery miały dane na tekturowych karteczkach.
- No, ale nieźle się ubawiłam przy kolacji – uśmiechnęła się mama.
- A bigos był pyszny – dodał tata.